„Nasze myśli nie są nami” – to intrygujące zdanie można przeczytać i usłyszeć ze wszystkich stron w obiegu społecznym. Problem polega jednak na tym, że rzadko próbujemy je zrozumieć! Co to właściwie znaczy, że moje myśli nie są mną? Jak nie są mną, to czym? Jak nie jestem myślami, to kim?
Czytaj więcej
Klaudia Przyłucka-Janasik: Jaka jest istota filozofii wabi-sabi? Jakie są jej kluczowe zasady?
Nobuo Suzuki: Wabi-sabi to japońska estetyka i światopogląd filozoficzny, który akceptuje piękno niedoskonałości, nietrwałości oraz naturalnego cyklu wzrostu i rozpadu. Dlatego trzy kluczowe zasady wabi-sabi to: niedoskonałość, nietrwałość i naturalność.
Jak wabi-sabi może pomóc nam odnaleźć harmonię w czasach, gdy nasze życie coraz bardziej zdominowane jest przez technologię i pośpiech?
W czasach sztucznej inteligencji najcenniejszym aspektem jest ludzki czynnik. Filozofia wabi-sabi przypomina nam, że piękne może być tylko to, co jest podobne do natury, a w naturze… Po pierwsze: nic nie jest doskonałe, po drugie: nic nie jest ukończone, po trzecie: nic nie jest wieczne.
Jak możemy zacząć włączać zasady wabi-sabi do codziennej rutyny, zwłaszcza gdy mamy mało czasu?
To nie kwestia czasu, ale perspektywy. Gdy wiesz, że masz przed sobą długą drogę, stajesz się cierpliwy i naturalnie dążysz do poprawy rzeczy. Pierwszym i najprostszym krokiem jest docenienie piękna rzeczy takimi, jakie są. Stare, drewniane drzwi mogą być równie piękne, a nawet piękniejsze niż nowe. Patyna na starym kubku nadaje mu charakter.
Wabi-sabi docenia piękno w niedoskonałości. Jak możemy nauczyć się akceptować nasze własne niedoskonałości i znaleźć w nich siłę?
Przede wszystkim musimy zrozumieć, że mentalność wabi-sabi nie jest konformizmem, ale organicznym wzrostem. Nie pozwól, by niedoskonałości Cię dręczyły, wręcz przeciwnie, naucz się je przyjmować. Może to się wydawać sprzeczne, ale nasze niedoskonałości sprawiają, że jesteśmy wyjątkowi i godni uwagi.
Jak wabi-sabi odnosi się do idei minimalizmu i prostoty? Czy są one ze sobą powiązane?
Natura, która inspiruje wabi-sabi, uczy nas drogi prostoty. Gdy spacerujesz po lesie, nie potrzebujesz więcej niż nóg i zmysłów. Wszystko inne jest dodatkowe. Kiedy czujesz się przytłoczony nadmiarem pracy lub chaosem w życiu, pamiętaj, że nieporządek jest naturalnym stanem wszechświata. To w porządku – nie próbuj kontrolować wszystkiego naraz. Oddychaj, uśmiechnij się i zacznij działać krok po kroku.
Jak postrzegać wabi-sabi w kontekście relacji międzyludzkich? Czy tę filozofię można zastosować do budowania bardziej autentycznych i zrównoważonych więzi?
Akceptuj ludzi takimi, jacy są. Rozpoznaj, że nikt nie jest doskonały i przyjmij dziwactwa, wady i niedoskonałości, które czynią innych wyjątkowymi. Zamiast próbować ich zmieniać lub koncentrować się na ich brakach, doceniaj te cechy jako część ich człowieczeństwa. Porzuć osądy – to pozwoli Ci podejść do innych z większym współczuciem i zrozumieniem. Jeśli zaakceptujesz niedoskonałości innych i porzucisz osądy, inni zaczną traktować Cię inaczej, widząc Twoje niedoskonałości jako supermoce.
Co można doradzić osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z wabi-sabi? Jakie proste kroki mogą podjąć, aby zacząć żyć zgodnie z tą filozofią?
Porzuć perfekcjonizm. Czy to projekt w pracy, wygląd czy środowisko domowe – spróbuj uwolnić się od potrzeby, by wszystko było bezbłędne. Gdy coś nie jest „doskonałe”, przypomnij sobie, że to właśnie niedoskonałości nadają rzeczom charakter i wyjątkowość.
W swojej książce wspominasz o odnajdywaniu piękna w upływie czasu. Jak możemy to zastosować w codziennym życiu, zwłaszcza w kontekście zmieniających się etapów życia i nieuchronności starzenia się?
Starzenie się, zarówno fizyczne, jak i psychiczne, jest naturalnym procesem, któremu często się opieramy. Jednak wabi-sabi uczy nas, aby przyjmować piękno, które z tym przychodzi. Zmarszczki, siwe włosy czy zmiany w sile fizycznej są znakami przeżytego życia i należy je doceniać jako symbole wzrostu i mądrości, a nie jako wady do naprawienia. Zamiast postrzegać starzenie się jako stratę, dostrzeż w nich wartość zdobytego doświadczenia i poszerzenie perspektywy. Uznaj, że każdy etap życia przynosi unikalne wglądy, pogłębiając zrozumienie siebie i innych.
Czytaj więcej
Na ubiegłorocznym festiwalu w Gdyni był to z pewnością najpiękniejszy film, choć w owym pięknie kryje się spora doza okrucieństwa. Dlatego najlepiej tę opartą na faktach, chwilami makabryczną historię, oglądać niczym kostiumową przypowieść o tym, że zło w nas bywa także potwornym wytworem systemu, w jakim żyjemy. W Dziewczynie z igłą chodzi bowiem o świat, w którym po cichu rodzą się niechciane dzieci. Przed nami kino, które bardzo mocno kłuje i głęboko tnie, by na koniec pozszywać otwarte przez siebie rany.
Magnus von Horn, polski reżyser o szwedzkich korzeniach, wcześniej nakręcił migający jaskrawymi kolorami film Sweat o trenerce fitnessu uwięzionej w pułapce własnego wizerunku. Nowy film, zrealizowany w czerni i bieli, w ponurej Kopenhadze sprzed stu lat, wydaje się zaprzeczeniem tamtego tytułu. Tym razem w centrum też jest kobieta, ale taka, która pomimo emancypacyjnych przemian (pierwsza wojna światowa zmusiła wiele kobiet do podjęcia pracy zarobkowej) wpada w istną otchłań „przeklętych kobiecych problemów”. I jest w tym wszystkim zdana wyłącznie na siebie. Mimo pozornej samodzielności Karoline (w tej roli duńska aktorka Victoria Carmen Sonne) haruje w fabryce, żyje w nędzy, a nie mając znaku życia od męża walczącego na froncie, wdaje się w kiepski romans z zamożnym szefem i zachodzi w ciążę. Kiedy niepodziewanie małżonek powraca, ukrywając pod maską zmasakrowaną twarz, bohaterka musi jakoś rozwiązać swój problem. Nikt jej w tym nie pomoże – do czasu, aż spotka życzliwą Dagmar (Trine Dyrholm). Tyle że pod szyldem sklepu z cukierkami i kobiecej samopomocy kryje się tajemnica, która mrozi w żyłach krew.
Dziewczyna z igłą chwilami ma w sobie coś z artystycznego horroru, bowiem na każdym kroku dopada nas zjawiskowo ukazana groza sytuacji, w jakiej znalazła się młoda pracownica szwalni. W wielkich oczach Karoline przegląda się kobiece podziemie, niesprawiedliwy i zarazem perwersyjno-zmysłowy świat i wyhodowane w nim zło absolutne, przebrane dla niepoznaki za solidarność i empatię. Dlatego ten urzekający wizualnie, dźwiękowo i aktorsko film nie stanowi łatwego ani przyjemnego doświadczenia. Z jednej strony portretuje najbardziej monstrualną twarz społeczeństwa – ukrytą w szarej strefie, poza wszelką kontrolą, poza dobrem i złem, a zarazem niepokoi wieloznacznością.
Najważniejsze, że reżyser nie pozostawia widza z ciężarem zła. Serwuje mu brutalną terapię i nie polega ona na tym, żeby na końcu ciemnego tunelu zapaliło się blade światełko. Przeczołgując nas przez najdrastyczniejsze doświadczenia Karoline i równocześnie nadając im najszlachetniej wystylizowaną formę, von Horn stacza zwycięską walkę z piekłem kobiet. W niedobrym kinie byłoby to wyłącznie epatowanie okrucieństwem, w tym zaś przypadku, w nieoczywisty sposób następuje zimne, ale jednak skuteczne oczyszczenie.
Czytaj więcej
Kiedy siedzisz wygodnie i czujesz, jak Twój oddech spokojnie wpływa i wypływa z Twojego wnętrza, możesz zobaczyć miejsce, w którym czujesz się bezpiecznie – tak jak chcesz się czuć. To może być miejsce istniejące gdzieś na świecie lub takie, które istnieje w Twojej wyobraźni. Rozejrzyj się wokół.
Czytaj więcej
Kiedy Karol przyszedł na nasze spotkanie, wydawał się jakiś markotny. Towarzyszył mu ten rodzaj smutku, który – choć nienazwany – emanował z jego oczu i wypełniał niewidzialnie przestrzeń pokoju.
Nie kwapił się pierwszy do rozmowy. Był wyraźnie przybity.
– Co się stało? – zapytałam po prostu. Gdyby nie padło to pytanie z mojej strony, miałam wrażenie, że rozmowa mogłaby się nigdy nie zacząć.
Odpowiedź nie przyszła od razu.
– No, przyznaję, poniosło mnie – powiedział z ociąganiem. Nie wytrzymałem i wygarnąłem koledze, co myślę o tej sytuacji. A jak już zacząłem, to nie mogłem skończyć, tak się nakręciłem. Potem było już tylko gorzej. Podniosłem ton i czułem, jak z każdą chwilą narasta we mnie złość. W pewnym momencie zalała mnie taka fala agresji, że nawet nie przebierałem specjalnie w słowach. Szczerze, nie było już ważne, kto z nas zaczynał, a kto kończył wypowiedź. Pyskówka była na całego. Ale co miałem zrobić, kiedy on mnie w ogóle nie słuchał?!
Kiwałam głową w milczeniu. – A Ty? – zapytałam.
– Co ja? – rzucił zaczepnie.
– A czy Ty wysłuchałeś drugą stronę?
– Ja?! Ale przecież on nie miał racji!
– Nie miał Twojej racji – odpowiedziałam. – Bo miał swoją.
Cisza, która zapadła między nami, nabrała nagle głębokości oceanu. Wydawało się, że nigdy się nie skończy.
Czy ta opisana powyżej sytuacja brzmi dla Ciebie znajomo? Jestem przekonana, że przynajmniej jeden raz byłeś w podobnej. Skąd mam taką pewność? Bo krew nie woda. Moja też ma skłonność do uniesień.
Sztorm emocjonalny
Kiedy ktoś w domu lub pracy mocno wyprowadzi Cię z równowagi, wiadomo, kto jest wygrany w tej sytuacji. Ten, kto zachował większy spokój i opanowanie. Zauważ, że bardzo trudno zarządzić swoim stanem emocjonalnym w momentach silnego wzburzenia. To tak, jakbyś chciał wrzącą wodę natychmiast ochłodzić. No nie da rady. Potrzeba chwili czasu. Zwykle opamiętanie i uspokojenie przychodzi stanowczo za późno, kiedy zdążyły już paść słowa, o których wolałoby się często zapomnieć. Tymczasem po drugiej stronie „odsłyszeć” ich nie da rady.
Tym, co pomaga, jest bycie uważnym obserwatorem sytuacji, które przynosi życie, aby można było wypracować dla siebie jakąś strategię zapobiegania trudnym emocjonalnie sytuacjom. Co to znaczy w praktyce?
Obserwujesz siebie w różnych sytuacjach i masz świadomość, jakie są Twoje wyzwalacze emocji. Co najczęściej wywołuje Twoją złość, frustrację, bunt, sprzeciw, irytację, wściekłość, niezadowolenie. Uwaga, to mogą być bardzo różne sprawy: niewyrzucone w domu śmieci, dzień, który układa się nie po Twojej myśli, Twoje przemęczenie i niezaopiekowane potrzeby, czyjeś zachowanie czy reakcja. Na pewno zrozumienie przyczyn pozwoli Ci lepiej się przygotować na kolejną trudną sytuację i zadbać o własny dobrostan.
Obserwujesz drugą stronę i siłą rzeczy, przebywając z nią, pracując czy mieszkając, uczysz się jej reakcji w życiu. A więc, o ile nie masz wojowniczych intencji, dobrą strategią będzie nie prowokować niepotrzebnych, trudnych emocjonalnie sytuacji. Jeśli cenisz sobie wyrozumiałość i oczekujesz jej od innych dla siebie w trudnych sytuacjach, warto być gotowym na zaoferowanie jej też drugiej stronie. Każdy bowiem ma prawo do błędu, zdenerwowania, zmęczenia czy zwyczajnie trudnego dnia.
Ale co robić, gdy znajdziemy się już w środku sztormu emocjonalnego? I to takiego, który przychodzi wydawałoby się znikąd, bez ostrzeżenia, z niewinnie czasem zapowiadającej się rozmowy?
Ot, na przykład takiej:
– Cześć, co słychać? Co masz taką minę? Stało się coś?
– Ale o co Ci chodzi?! Daj mi spokój! Zajmij się sobą!
Jakie masz wtedy opcje do wyboru?
Oczywiście możesz dociekać i nalegać na odpowiedź mimo wyraźnego sygnału, że to nie jest najlepszy moment na rozmowę, w tej sytuacji istnieje spore ryzyko, że możesz odnieść efekt krańcowo inny od zamierzonego.
Możesz wycofać się na upatrzone wcześniej pozycje, czyli przeczekać, odpuścić, nie drążyć, dać drugiej stronie trochę czasu na odparowanie emocji i ochłonięcie.
Możesz spróbować poprowadzić rozmowę w spokojnym tonie empatycznego zrozumienia, wykonać jakiś życzliwy gest, zaoferować wsparcie bez narzucania się itp.
Przykładowo: „Widzę, że jesteś zdenerwowany(-a), zestresowany(-a) itp. Czego potrzebujesz? Jak mogę Cię wesprzeć? Gdybyś potrzebował(-a) pomocy/wysłuchania, to jestem. Daj znać”. Często pomaga zwykła, koleżeńska propozycja: „Może kawy?”, która jest dobrym zaproszeniem do wygadania się.
Pauza na oddech
To, co warto robić zawsze, niezależnie od sytuacji, to oddychać. Brzmi banalnie? To prawda, że robimy to bezwiednie, jednocześnie samoregulacja oddechem to często niedoceniana, a jednocześnie najbardziej intuicyjna pierwsza pomoc emocjonalna, którą masz pod ręką. Sprawdź, co możesz wypróbować, kiedy spotyka Cię trudna sytuacja:
Wypróbuj technikę STOP:
Zatrzymaj się i zobacz, co się z Tobą dzieje. Co czujesz? Nazwij tę emocję. Co ją wywołuje?
Zastosuj głębszy oddech, który uspokaja i pomaga obniżyć ciśnienie krwi, np. oddech pudełkowy: zrób wdech, licząc do czterech – 4 sekundy zatrzymaj oddech – zrób wydech, licząc do czterech – 4 sekundy zatrzymaj oddech. Powtórz pięć razy. Albo zastosuj prostszą wersję tej techniki policz do trzech na wdech i policz do sześciu na wydech i powtórz trzy razy.
Spróbuj złapać dystans i spojrzeć na sytuację z innej perspektywy niż własna (rozmówcy, swojego doradcy itp.), co Ci się pokazuje?
Zastanów się nad swoim obszarem wpływu i podejmij konstruktywne działanie.
Wypróbuj kotwicę emocjonalną – na jaki mikrosygnał możesz się ze sobą umówić, który będzie dla Ciebie czytelnym znakiem, o którym będziesz pamiętać w trudnej sytuacji? Niech przypomna, co masz zrobić, by się opanować i przejąć kontrolę nad emocjami.
Sięgnij po swoją supermoc – na pewno masz już za sobą różne wymagające emocjonalnie sytuacje, zastanów się, co wcześniej Ci pomagało, a co nie. Kiedy i jak poradziłeś sobie ostatnio w podobnej sytuacji. Korzystaj z tego, co Ci się sprawdza.
Zrób pauzę – przy bardzo podniesionym ciśnieniu w rozmowie lub widząc i czując, że się na nie zanosi, po prostu zaproponuj rozmówcy przerwę, chwilę na oddech, łyk wody. Jeśli możesz, wyjdź na chwilę na powietrze. Policz do dziesięciu, oddychając głęboko. Zaproponuj, jeśli to możliwe, nowy termin na kontynuację spotkania. Skumulowane emocje rozładuj później w formie wybranej aktywności fizycznej. Koniecznie porozmawiaj o nich z kimś wspierającym. Pomocne też może być zapisanie Twoich przeżyć, przemyśleń i wniosków, jakie płyną z Twoich doświadczeń na przyszłość.
Widzę cię, słyszę cię, ale nie rozumiem
Na pewno pośpiech czy stres nie wpływają pozytywnie na nasz stan emocjonalny. A przecież na co dzień im nam nie brakuje. Podobnie jak nieporozumień w komunikacji. Przykład z początku artykułu pokazuje, że brak czasu i cierpliwości do siebie nawzajem oraz oczekiwania, że będzie „po naszemu” wystawiają nas na niejedną emocjonalną próbę. Jesteśmy różni, a ponieważ różnimy się niemal wszystkim: wartościami, przekonaniami, modelami wychowania, doświadczeniami, wiekiem, przynależnością do danego pokolenia, osobowościami i temperamentami, potrzebujemy włożyć konkretny wysiłek w budowanie relacji i zrozumienie drugiego człowieka. Jeśli faktycznie chcesz się dogadać, to wzajemnemu porozumieniu sprzyjają na pewno dobre intencje, pozytywne nastawienie do rozmowy i osoby, czas, cierpliwość oraz szacunek dla odmiennej perspektywy niż nasza.
Czy chodzi o to, żeby się ze sobą zawsze zgadzać? Oczywiście, że nie! To nierealne. Ale możesz mieć pod ręką niezbędnik komunikacyjny, który może Cię wesprzeć w unikaniu niepotrzebnych eskalacji emocji w sytuacjach konfliktowych. Wypróbuj u siebie:
Słyszę, że masz inne zdanie. To ciekawe, powiedz więcej…
Jak mogę lepiej zrozumieć Twój punkt widzenia?
Co sprawia, że tak myślisz?
Tak, ja też uważam, że to ważne, o czym mówisz, jednocześnie zauważ, że…
Dzięki, że to mówisz. Poznaj proszę też mój punkt widzenia.
Ja czuję, że…, a jak Ty się czujesz w tej sytuacji?
Jakie widzisz zalety mojego stanowiska?
Jak możemy się porozumieć w tej sytuacji?
Jak możemy wyjść sobie naprzeciw?
Na co możemy się razem umówić mimo różnic w postrzeganiu tej sytuacji?
Dajmy sobie czas do namysłu i spotkajmy się z nową energią i pomysłami.
Akceptacja różnic i konstruktywne podejście może zaoszczędzić obu stronom niepotrzebnego wydatkowania energii. Jeśli uda Ci się w trudnej rozmowie, zamiast irytacji i zniecierpliwienia, włączyć ciekawość i zainteresowanie, to jest spora szansa, że pojawi się więcej spokoju, opanowania i zadowolenia z jej efektów. Pamiętaj, współtworzysz atmosferę i odpowiadasz za emocjonalny klimat w swoim miejscu pracy i domu. Patrzą na Ciebie inni, a dzieci biorą przykład. Warto dawać jak najlepszy.
Czytaj więcej
Co dziesiąty dorosły choruje na bezsenność. Na sen niezadowalającej jakości skarży się aż 41% Polaków i ta liczba systematycznie rośnie. Kiedy trudności ze snem stają się zaburzeniem wymagającym leczenia i na czym polega terapia bezsenności?
Czytaj więcej
Połowa Polaków jest niezadowolona z jakości swojego snu. Problemy finansowe, stres i troska o przyszłość to najczęściej wskazywane przyczyny trudności ze spaniem. Choć jesteśmy przepracowani i przemęczeni – nie potrafimy odpoczywać.
Czytaj więcej
Co rok czytamy artykuły na temat konfliktów przy świątecznym stole. Podczas Wigilii czy okresu świątecznego jak w soczewce skupiają się nasze przekonania, lęki i uprzedzenia, które nosimy w sobie na co dzień. Jak sobie poradzić, aby tym razem nadchodzące Boże Narodzenie nie było aż tak przerażające? Skąd biorą się konflikty przy świątecznym stole? Czy da się ich uniknąć? I co zrobić, kiedy jednak się pojawią?
Czytaj więcej
Żyjemy w eksperymencie, gdzie zmienną zależną jest jakość naszego życia i szczęście, a nowe technologie mogą nam w jego osiągnięciu pomóc, pod warunkiem że nauczymy się z nich korzystać. Warto pamiętać, że wszędzie, gdzie pojawimy się w sieci, zostawiamy ślady. Uważajmy, czym karmimy nasze cyfrowe alter ego, bo być może pojawi się kiedyś przy wigilijnym stole jako forma wsparcia dla naszych potomków.
Czytaj więcej
Pomimo przemian społecznych rodzicielstwo wciąż jest jednym z głównych obszarów funkcjonowania osób dorosłych i ważną dla nich rolą życiową. Jednak dla wielu młodych ludzi perspektywa zostania rodzicem wiąże się z poczuciem ambiwalencji, nieprzygotowania i doświadczaniem licznych obaw, co nierzadko prowadzi do decyzji o odraczaniu rodzicielstwa lub trudności w procesie adaptacji do niego.
Czytaj więcej
Życie skrywa przed nami wiele tajemnic. Na przykład, czy Wielka Stopa naprawdę istnieje? Albo czemu większość nastolatków ma taki syf w pokoju? Na to pierwsze nie odpowiem, bo nie wiem. Natomiast jeżeli chodzi o bałaganiarstwo, mógłbym ubiegać się o szóstkę, gdyby był tylko taki przedmiot. Niestety, od zawsze miałem z tym problem. W pewnym momencie zacząłem nad tym kminić i doszedłem do wniosku, że powodów za taki stan rzeczy było kilka. Różniły się i zmieniały na przestrzeni czasu. Tak samo jak ja mieli moi znajomi – Marek i Leszek. Totalnie skrajne dwa przypadki.
Z Markiem trzymam się praktycznie od urodzenia. Jesteśmy z dwóch różnych matek, ale zachowujemy się, jakbyśmy byli z jednej. Ilość naszej ekstrawertycznej energii nieraz jest trudna do opanowania. Kiedy się budzimy, pierwsze o czym myślimy, to z kim i gdzie dziś wyjdziemy. Na mieście siedzimy od rana do wieczora. Cały dzień spędzamy w gronie znajomych, aktywnie spędzając czas. Kino, muzea, wyjścia na deskorolkę. Zawsze coś w planie.
Czasami, kiedy nasz dzień dobiega końca, aż prosi się, żebym ja albo Marek wpadli jeszcze do siebie. Do takiej sytuacji rzadko dochodzi. U przynajmniej jednego, a najczęściej obu z nas bałagan w pokoju znacząco uprzykrza przebywanie w nim. Powodem takiego stanu rzeczy jest fakt, że nasze domy zmieniły swoje funkcje. Nasz styl życia spowodował, że nasze pokoje traktujemy jako miejsce spania. Prócz tego nie urzędujemy tam. Życie się toczy „na mieście”, a kiedy już z niego wracamy, sprzątanie pokoju to ostatnia rzecz, o jakiej pomyślimy. Zmęczeni dniem marzymy tylko o tym, by położyć się spać.
Drugim przypadkiem, a zarazem przeciwieństwem Marka, jest Lesio – ziomal z podstawówki. Sytuacja wyglądała podobnie co z Markiem, do czasu. Trzeba zaznaczyć, że Leszek nie miewał problemów z utrzymaniem porządku w pokoju. Kiedy zapraszał mnie do siebie, a w naszej podstawówce było to modne, nie uświadczyłem bałaganu ani razu. Za każdym razem było posprzątane tak, jakby sprzątał specjalnie na moje przyjście. Tak jakby wiedział, że dziś będę jego gościem.
Po szkole podstawowej rozeszliśmy się do innych gimnazjów, a nasz kontakt w sposób naturalny trochę ostygł. Nie że się przestaliśmy lubić, ale jakoś tak naturalnie oddaliliśmy się od siebie. Któregoś dnia dotarła do mnie informacja, że ojciec Leszka zginął w wypadku samochodowym. Byłem w szoku. Lubiłem go, zaczepiał mnie zawsze, gdy byłem w gościach. Po tej tragedii Leszek nie potrafił dojść do siebie. Popadł w stany depresyjne, które potem przekształciły się w depresję. Pierwszy raz widziałem taki brak chęci do życia w ciele młodej osoby. Jako dawny kumpel zaniepokoiłem się, kiedy dowiedziałem się o jego stanie psychicznym. Chciałem mu jakoś pomoc, wesprzeć go. Poszedłem go odwiedzić i spędzić z nim trochę czasu. Kiedy zadzwoniłem dzwonkiem, otworzyła mi jego mama. Zdjąłem buty, powiesiłem kurtkę, po czym udałem się do pokoju kumpla. Nie zdążyłem jeszcze otworzyć drzwi, a już smród spod jego drzwi zaczął atakować moje śluzówki. Po wejściu zobaczyłem coś strasznego. Tego widoku nie zapomnę. Talerze ze zgniłym jedzeniem, wszystkie ubrania rozwalone na podłodze. Stos butelek po napojach gazowanych, a w niektórych nawet coś już pływało. Obraz mojego kumpla w tak zapuszczonym pokoju dał mi do myślenia. Dotarła do mnie skala smutku, jaki musiał czuć.
Znałem Leszka od dawna i wiem, że życie w takiej przestrzeni jest dla niego upokarzające. Gdyby nie brak sił, tych psychicznych i fizycznych, wyglądałoby to inaczej, czyściej.
Dwa przeciwieństwa, Leszek oraz Marek mają ten sam problem. Ale przykłady można mnożyć, każdy pokój ma swojego bałaganiarza. Mniejszego lub większego, a za każdym nieładem kryje się inna historia.
Czytaj więcej
Mój znajomy, który prowadził zajęcia w ośrodku dla osób niewidomych, opowiedział mi, jak kiedyś zobaczył spacerującą przed budynkiem niewidomą dziewczynkę w złotych butach. Zaskoczony zapytał opiekunkę, po co jej takie buty? Przecież ona ich nie widzi. Opiekunka z uśmiechem odpowiedziała: „Po nic. Ona od zawsze marzyła o złotych butach”.
Czytaj więcej