Artykuł jest skierowany do wszystkich pracodawców, a także pracowników. Pracownik to dzisiaj skarb, jednak pracując w warunkach stresu, zmian organizacyjnych i nacisku realizacji projektów, czy innych pilnych zadań – może łatwo wpaść nałóg. Nałóg, który negatywnie wpłynie na proces pracy. Negatywne konsekwencje przyniesie osobie pracującej, a także pracodawcy …
Celem artykułu jest pokazanie, że warto zwrócić uwagę, nie udawać, że problem nie istnieje, trzeba wyciągnąć rękę i pomóc. Nie być obojętnym. Alkoholizm to choroba.
Czytaj więcej
Zaufanie to fundament każdej relacji. Bez niego wszystko się sypie jak domek z kart. Na co komu willa na skarpie, z pięknym widokiem, skoro nie ma ona fundamentów? I może w każdej chwili się osunąć ze skarpy…
Jeśli chodzi o relacje rodziców z nastolatkami, sytuacja wygląda podobnie. Poczucie zaufania muszą czuć obie strony. Jeżeli jedna z nich je straci, trzeba się liczyć z gruntownym „remontem” tej relacji. Świetnym przykładem drogocenności zaufania jest historia Ani, mojej kumpeli z liceum.
Pewnego szkolnego popołudnia, po powrocie do domu Ania zapytała swoją mamę, czy może wyjść z koleżankami do galerii handlowej. Ponieważ do pełnoletniości Anny brakowało zaledwie kilka miesięcy, mama odparła: „Oczywiście, że tak, tylko odbieraj telefony”. Na nieszczęście Joli, bo tak miała na imię mama Ani, córka zapomniała podładować sobie telefon w domu, aby mieć zapas baterii. Po kilku godzinach hulanek z koleżankami Jola zadzwoniła do Anny, aby sprawdzić, jak się bawi i o której ma zamiar wracać do domu. Niestety, w słuchawce telefonu zamiast głosu Anki mama usłyszała pocztę głosową. Po kilku kolejnych próbach dodzwonienia się Jola zaczęła lekko panikować. Bała się, że mogło coś się stać córce. Ania zawsze odbierała telefony od rodziców. W tym samym czasie grupa przyjaciółek stwierdziła, że pójdą coś jeszcze przekąsić, po czym rozejdą się i wrócą do domu. „Szybka przekąska” zamieniła się w długą kolację, Ance zeszło jeszcze dwie godziny, zanim wróciła do domu. Kiedy to nastało, po przekroczeniu progu mieszkania Ania zastała bardzo zdenerwowaną już nie Jolę, a Jolantę. Tłumaczenia córki, że miała rozładowany telefon i przecież zawsze dotrzymuje słowa i wraca do domu, na nic się zdały. Z mojej perspektywy zachowanie mamy było zrozumiałe, ale go nie popieram. Sam miałem momenty, kiedy się bardzo o kogoś martwiłem, a wręcz zjadłem zęby ze strachu. A gdy strach ustawał, momentalnie zamieniał się w nielogiczną złość. Natomiast w tym przypadku uważam, że mama mogłaby trochę bardziej stonować emocje i wytłumaczyć je córce.
Znałem Anię trzy lata, a w ciągu moich dziewiętnastu lat życia poznałem zaledwie kilka osób, które są tak bezkonfliktowe i poukładane jak ona.
Minęło kilka dni od tamtego wieczoru. Anka wiedziała, że mogła uniknąć tej sytuacji i naładować telefon przed wyjściem, ale nie cofnie już czasu. Równocześnie zaczęła mieć poczucie, że po tamtej sytuacji Jola przestała ufać jej tak jak przedtem. Mama zaczęła ją bardziej kontrolować niż dotychczas. Dopytywać się, gdzie wychodzi, z kim się spotyka. To z kolei sprawiło, że Ania czuła się traktowana jak kilkuletnie dziecko, które nie poradzi sobie bez mamy.
Po tych zdarzeniach relacja córki z mamą bardzo się pogorszyła. Sytuacja wyglądała w następujący sposób: Jola straciła zaufanie do córki po ostatnim wyjściu, bo nie odbierała od niej telefonów, i bardzo się stresowała. Natomiast Ania też straciła zaufanie do matki, ponieważ ta zmieniła swoje nastawienie. Obie zabrnęły mniej lub bardziej świadomie do ślepych uliczek. Któraś z nich pierwsza musiała dać drugiej kredyt zaufania. Wszystko wskazywało, że przez najbliższy czas tak się nie wydarzy. Z pomocą jednak przyszedł tata Anki.
Kiedy Jola zrobiła obiad dla całej rodziny i zasiedli do stołu, Andrzej, tata Anki, nieśmiało przerwał milczenie. Powiedział troskliwie, że dostrzegł zmianę w zachowaniu najbliższych mu osób. Widzi utratę zaufania po obu stronach. Dodał, że – jego zdaniem – obie powinny dać sobie kredyt zaufania. Mama i córka popatrzyły się na siebie lekko zdziwione, lecz poczuły, że to może być cenna rada. Jak się później okazało, tata miał rację.
Czytaj więcej
O odwadze, lęku przed zmianą i akceptacji własnych niedoskonałości z Joanną Chmurą rozmawia Klaudia Przyłucka-Janasik
Czytaj więcej
Powiedzenie „przez żołądek do serca” przeszło do lamusa matczynych rad, dawanych zazwyczaj córkom. Dziś już, na szczęście, nie musi się kojarzyć z tradycyjnymi rolami płciowymi. Mimo to, patrząc na gwiazdy programów kulinarnych czy szefów renomowanych restauracji, mogłoby się wydawać, że panowie dużo chętniej uprawiają tak zwany fine dining, czyli tworzenie wyrafinowanej autorskiej kuchni, niż codzienną kuchenną rutynę. Bulion i inne namiętności wychodzi właśnie od tego – bohaterem jest XIX-wieczny smakosz o nazwisku Dodin, który wspólnie ze swą oddaną kucharką Eugénie (gra ją Juliette Binoche) osiąga wyżyny sztuki kulinarnej. W ten sposób dostarcza swoim nobliwym gościom sensualnej przyjemności graniczącej z erotyczną rozkoszą. Jednakże ten jakże francuski film w reżyserii Anh Hung Trana korzysta z kostiumu konserwatywnej epoki, by opowiedzieć ponadczasową i ponadklasową love story.
Tytułowe namiętności są bowiem czymś, co w 1889 r. prawie zrównuje społeczny status związany z posiadaniem, płcią, a nawet wiekiem. Gotujących jest tutaj troje: grany przez Benoîta Magimela zamożny Dodin, wspomniana Eugénie i do tego jeszcze Pauline, małoletnia praktykantka – razem tworzą nieformalną rodzinę kulinarnych geniuszy. Stąd film Trana już od pierwszej sceny zamienia się w ucztę dla zmysłów, gdzie nawet przyrządzanie tytułowego bulionu przypomina rytuał, niemal każdy kuchenny kadr wygląda niczym martwa natura, a gotowa potrawa jak arcydzieło. To zresztą jeden z najsmakowitszych filmów, jakie kiedykolwiek nakręcono, porównywany z klasykami typu Uczta Babette czy Przepiórki w płatkach róży. Przenosząc na ekran powieść Marcela Rouffa sprzed stu lat, urodzony w Wietnamie reżyser nie tylko składa hołd kuchni francuskiej i swej drugiej ojczyźnie. Bulion jest filmem o smakowaniu życia w różnych jego przejawach, a tym, co rozbudza i wzmacnia apetyt, okazuje się dojrzała miłość. Choć ostatecznie niespełniona, to skonsumowana w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Bo z erotyką bywa podobnie jak z gotowaniem – rutyna czyni mistrza, ale i bywa zabójcza. Dlatego główni bohaterowie wkładają tyle serca i finezji w przygotowywanie wykwintnych dań, a sam reżyser poświęca temu aż tyle czasu ekranowego. Nie wystarcza mu sama krzątanina czy nawet doznania estetyczne, toteż czysto zmysłowa „fizyka” przenika się tu z prawdziwą metafizyką. I nawet jeśli stoją za tym romantyczne wyobrażenia, Bulion jako film o miłości, pasji, żałobie, pokazuje przede wszystkim codzienną celebrację uczuć. Zapewne na dłuższą metę nierealną, również w swym kulinarnym wymiarze, bo przecież mało kto ma czas i środki na przygotowanie tych wszystkich frykasów. I mało kto kocha tak bardzo, że nawet po śmierci ukochanej osoby odczuwa jej zmysłową bliskość. Być może słowo kluczowe dla tego filmu to slow w odniesieniu nie tylko do jedzenia będącego zaprzeczeniem dań typu fast food.
Czytaj więcej
„Bądź najlepszą wersją siebie” – słyszymy zewsząd. Najczęściej oznacza to: ukryj swe niedoskonałości, zmilcz porażki. A przecież nasze życie to w dużym stopniu historia popełnianych błędów, one wyznaczają nasz los. Dokąd nas zaprowadziły? Czy z perspektywy czasu niektóre z nich nie okazały się najlepszą rzeczą, jaka mogła nas spotkać? Czy to nie dzięki nim staliśmy się tą osobą, jaką jesteśmy?
Czytaj więcej
Znałam człowieka, który chorował jednocześnie na większość zarejestrowanych chorób. Uciekał spod łopaty grabarza raz w tygodniu. W bagażniku woził walizę z lekarstwami i książki medyczne. Pomagały mu samodzielnie diagnozować choroby, żeby specjaliści, do których się zgłaszał, nie musieli się wysilać. Zapadał zresztą na wszystkie jednostki chorobowe, o których przeczytał. Bardzo mu swego czasu współczuliśmy. Ja współczułam, byłam młoda, a kolega na zawodowym Olimpie. I podziwiałam, że mimo ciężkich dolegliwości wciąż ma siłę, by jeździć w dalekie dziennikarskie podróże („Muszę opłacać leczenie”), prowadzić kabriolet („To ostatnie moje lato”), przeprowadzić trudny rozwód i sprostać młodej energicznej żonie („Utrzymuje mnie przy życiu”).
Zajęło mi trochę czasu, zanim zorientowałam się, że mam do czynienia z narcystyczną odmianą hipochondryka.
O koledze z walizką pomyślałam po lekturze artykułu o dolegliwościach związanych z rozwojem cyfrowym. Pojawiły się na rynku diagnostycznym niedawno, ale dostały swoje profesjonalne nazwy. Pierwszy z brzegu to FOMO (Fear Of Missing Out), czyli lęk przed przegapieniem czegoś ważnego we własnym życiu. Towarzyszy człowiekowi od momentu, gdy po raz pierwszy zalogował się na Facebooku i zobaczył zdjęcia znajomych z imprezy, na której nie był. Objawem FOMO jest ciągłe przeglądanie mediów społecznościowych, nieustanne porównywanie się z innymi i uczucie, że nasze życie jest mniej ekscytujące. Jesteśmy wiecznie na bieżąco, a jednak nie do końca zadowoleni. Odpowiedzią na FOMO ma być JOMO (Joy of Missing Out). Występuje wtedy, gdy czujemy satysfakcję z tego, że przegapiamy. Wyłączamy telefon i ostentacyjnie dajemy sygnał światu, że nas nie ma. JOMO ma trend wznoszący, ale niezbyt wysoki. Częstsza jest nomofobia (No Mobile Phone Phobia), czyli lęk przed brakiem dostępu do telefonu komórkowego. Wystarczy, że bateria pokaże 20%, a pacjent czuje zimny pot na karku. Objawy? Występuje panika przy braku zasięgu i nerwowe sprawdzanie, czy wciąż on jest. Nomofobia ma ścisły związek z phubbingiem (Phone Snubbing), czyli ignorowaniem osób w towarzystwie na rzecz telefonu. Pacjent siedzi w towarzystwie i co chwilę sprawdza telefon. Towarzystwo jest sfrustrowane, więc sięga po własny telefon. Tak powstaje błędne koło, które coraz częściej psuje relacje międzyludzkie. Dalej odnotowano ringxiety (Phantom Vibration Syndrome), czyli fantomowe wibracje telefonu. To dość nowa fobia, ale zaskakująco powszechna. Pacjentowi wydaje się, że jego telefon wibruje w kieszeni. Kolejna dolegliwość to selfitis i textiety. Pierwsza polega na uporczywym robieniu zdjęć samemu sobie i sprawdzanie lajków, a druga na panikowaniu, że adresat nie odpowiedział natychmiast na wiadomość.
Te wszystkie fobie mogą prowadzić do poważnych problemów z samooceną i zdrowiem psychicznym. Od razu pomyślałam, że w różnym stopniu mam objawy wszystkich powyższych dolegliwości.
Najbardziej jednak cyberchondrii, która polega na wyszukiwaniu objawów chorób w internecie i samodzielne ich diagnozowanie. Przynajmniej nie muszę nosić walizki i grubych książek. Wystarczy wyszukiwarka w internecie.
Czytaj więcej
Współczesne relacje i związki kształtują się w dynamicznym świecie, gdzie technologia i zmieniające się normy społeczne odgrywają kluczową rolę. Najnowsze badania dostarczają cennych wniosków na temat tego, jak budować trwałe i satysfakcjonujące relacje w dzisiejszych czasach.
Czytaj więcej
Budowanie udanego związku to nie lada wyzwanie. Rozwój social mediów, wygórowane oczekiwania zarówno mężczyzn, jak i kobiet wobec siebie, a także szybkie tempo życia sprawiły, że jest to coraz trudniejsze. Istnieją jednak pewne aspekty, które się nie zmieniają. Zdaniem Katarzyny Czyż, psychoterapeutki i autorki książek, podstawą dobrej relacji jest zbilansowane połączenie seksu, władzy i pieniędzy.
Czytaj więcej
Niemal od urodzenia otrzymujemy komunikaty z zewnątrz na temat tego, jacy jesteśmy. Począwszy od przedszkola aż do późnej starości podlegamy ocenom środowiska, w jakim się znajdujemy. Przystosowujemy się do społecznej normy i próbujemy sprostać sprzecznym wymaganiom oraz powinnościom. W pogoni za pochwałą i akceptacją zapominamy o tym, kim jesteśmy i jakie są nasze wartości. Dostrajamy się do środowiska zewnętrznego aby zasłużyć na to, co społeczeństwo każe nam nazywać nagrodami - awans w pracy, uznanie w oczach partnera, czy też, wcale nierzadko, miłość rodzica. Przestajemy doceniać nasze indywidualne predyspozycje na rzecz tego co wpaja nam społeczeństwo i tłumimy negatywne emocje, porzucając prawdziwe pragnienia.
Wraz z upływem czasu, zaczynamy odczuwać dyskomfort wynikający z tego, że przestajemy żyć w zgodzie ze sobą i budzi się w nas pragnienie powrotu do siebie. Na fali popularności psychoterapii, która jest wynikiem wzrastającej liczby zdiagnozowanych problemów psychicznych, zaczynamy rozumieć, że warunkiem spełnionego życia jest samoakceptacja i zgoda na siebie - takiego, jakim jesteśmy, a nie idealnego wizerunku do którego prezentowania nakładnia nas środowisko zewnętrzne. Zaczynamy rozumieć, że pierwszym krokiem do szczęśliwego życia jest akceptacja siebie - z naszymi zaletami, ale przede wszystkim trudniejszymi aspektami, z całą naszą złożonością i wszystkimi odcieniami przeszłych doświadczeń.
Startup TrueMe wykorzystuje technologię w odpowiedzi na potrzebę powrotu do autentyczności, do odczuwania wszystkich emocji oraz postępowania w zgodzie ze swoimi wartościami. Dziennik TrueMe “Poznawaj siebie z radością” to program profilaktyki zdrowia psychicznego, którego założeniem jest, że nie jesteśmy w stanie polubić, a tym bardziej pokochać tego, czego nie znamy. Dlatego pierwszym krokiem do akceptacji samego siebie jest samopoznanie. Poznając siebie możemy budować głębsze relacje z sobą i z innymi.
Kroki do poznania siebie
W dzieciństwie niejednokrotnie spotykaliśmy się z brakiem możliwości wyrażenia emocji, z którymi nie potrafiliśmy sobie poradzić, ponieważ przerastały one naszych rodziców. Nauczyliśmy się je wypierać w mechanizmie samoobrony - nie wiedzieliśmy, co z nimi zrobić, więc prościej było ich nie odczuwać. Wyparcie bywało tak skuteczne, że jako dorosłe osoby nie jesteśmy w stanie odczuwać takich emocji jak gniew, złość, smutek.
Pierwszym krokiem do poznania siebie jest rozpoznanie i nazwanie wszystkich emocji, które odczuwamy na co dzień oraz autorefleksja, jakiej je poddajemy. Co teraz odczuwam? Dlaczego tak czuję? Co powoduje, że w tym momencie moje emocje są dla mnie trudne? Może obecna sytuacja kojarzy mi się z trudnym doświadczeniem w przeszłości? Poddawanie emocji refleksji, przyglądanie się im oraz zrozumienie ich przyczyn to aktywności, które wzmacniają nasze poczucie sprawczości i panowania nad naszym życiem. Dlatego też w pierwszym tygodniu programu Dziennik TrueMe skupiamy się właśnie na emocjach oraz ich akceptacji.
Drugi tydzień Dziennika TrueMe to praca z ciałem. To zadziwiające, jak wiele z nas żyje we własnej głowie, zachowując nikłe połączenie z ciałem - pęd życia odcina nas od odczuć w naszym ciele, wymuszając na koncentracji wyłącznie na psychice. W Dzienniku TrueMe zawarte są ćwiczenia, dzięki którym jesteśmy w stanie powrócić do świadomości naszego ciała.
W naszej kulturze bardzo często nie jesteśmy zadowoleni z tego, jak wyglądamy, starając się dostosować do ściśle określonego ideału. Przeglądając się krytycznie w lustrze, jednocześnie nie zaspokajamy najważniejszych potrzeb naszego organizmu - za mało śpimy, odżywiamy się przypadkowymi pokarmami, a smutki i zmartwienia zagłuszamy używkami. W Dzienniku zwracamy uwagę użytkowników na to, że ciało i umysł, wysiłek fizyczny i emocje to system, w którym jeden z czynników wpływa na każdy inny.
Trzeci tydzień pracy z Dziennikiem to pogłębienie wiedzy o naszych emocjach i jeszcze bardziej rozbudowana refleksja nad nimi - również tymi, które są dla nas najtrudniejsze. Poprzez oswajanie naszych obaw, łączenie emocji z miejscami w ciele, w których je odczuwamy, oswajanie tego, że nasza wyjątkowość to również nasze porażki i kryzysy uczymy się akceptować, że życie to naturalny cykl wzrostu i rozpadu, sukcesów i rozczarowań.
Poznając i akceptując różnorodność naszych emocji, wzbudzając w sobie poczucie wdzięczności za to, kim i jacy jesteśmy w całej niedoskonałości, możemy zacząć zastanawiać się nad naszymi wartościami i granicami - nad tym, czego pragniemy, a co zupełnie nam nie służy. Czwarty tydzień naszego programu koncentruje się na naszych wartościach. Wiele z użytkowniczek Dziennika uważa ten tydzień za najbardziej cenny w ich podróży ku samoakceptacji, bo ćwiczenia proponowane w tym tygodniu mają realny wpływ na wybory życiowe, których dokonują. Nie zawsze są one oczywiste i wygodne - często bywa tak, że wybór zgodny z naszymi wartościami jest trudniejszy, a gratyfikacja, która za nim się kryje, jest bardziej odłożona w czasie. Wiodąc życie w zgodzie ze sobą odczuwamy większą satysfakcję i poczucie sprawczości.
O czym warto pamiętać wyruszając w podróż ku autentyczności: koniec z obwinianiem innych. Kluczem tej podróży jest znalezienie odwagi, aby wziąć całkowitą odpowiedzialność za samego siebie. W momencie gdy zaczyna się nasze życie po swojemu, kończy się prawo do obwiniania innych za nasze złe wybory, składanie winy na partnera, rodziców, szefową... To jest jednak cena, którą warto zapłacić za poczucie spełnienia i bycia głównym aktorem we własnym teatrze życia.
Dziennik TrueMe kupisz tutaj: https://trueselftrue.me/step/dziennik-trueme-poznawaj-siebie-z-radoscia/
Stosując kod: Charaktery25, otrzymasz specjalną zniżkę dla Czytelników Charakterów.
Czytaj więcej
Współcześnie kuchenne panele ścienne stają się jedną z najchętniej wybieranych opcji do aranżacji kuchni, wprowadzając do wnętrza prestiż, wyrafinowanie i niepowtarzalny styl. Dlaczego? Panele ścienne oferują nie tylko estetyczny wygląd, ale także niezwykłą praktyczność, co czyni je idealnym wyborem dla każdego wnętrza. Dzięki dostępności różnych materiałów takich, jak panele PCV, dekoracje polimerowe czy płyty MDF, można uzyskać niepowtarzalny efekt, który znacząco podnosi klasę pomieszczenia.
Czytaj więcej
W odpowiedzi na alarmujące dane dotyczące stanu psychofizycznego młodzieży, wskazujące na coraz częstsze sięganie po substancje psychoaktywne oraz trudności w radzeniu sobie z emocjami, hejtem, budowaniem relacji i przemocą, Fundacja A.R.T. rozpoczęła realizację programu edukacyjnego "Pociąg do profilaktyki". Program ten jest prowadzony w szkołach podstawowych (klasy 5-8) i ma na celu przeciwdziałanie tym negatywnym trendom.
Czytaj więcej
Czym jest szczęście i czy mamy na nie wpływ? Co ono znaczy? Gdzie go szukać albo raczej – gdzie je znaleźć? Iza Klementowska wysłuchała kilkuset osób z różnych stron świata i w różnym wieku, próbując uzyskać odpowiedzi na wszystkie te pytania. Poniżej prezentujemy fragment jej najnowszej książki, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy.
Czytaj więcej