W społeczeństwie, w którym sukces jest wielbiony i pożądany, słowo „porażka” wzbudza opór i awersję. Jest czarnym scenariuszem i powodem do wstydu. Często porażka oznacza przeciwieństwo sukcesu. W rzeczywistości nie jest ona jednak jego antynomią, a doświadczeniem wpisanym w proces. Większość dróg do sukcesu prowadziła przez porażki, niepowodzenia i trudności. Czemu więc się jej boimy, skoro mamy świadomość, że idąc inną drogą, moglibyśmy go nie osiągnąć?
Czytaj więcej
Pozwolenie na broń, apartament w Hiszpanii, agregat prądotwórczy na działce, zapas ryżu i konserw w piwnicy. Te i podobne informacje pacjenci coraz częściej przemycają „przy okazji”, komentując wydarzenia wojenne na świecie. Takich sygnałów nie można bagatelizować, bo mogą dotykać fundamentalnych trosk.
Czytaj więcej
Silny trend mówiący o odwadze kobiet i promujący pracę nad rozwojem samoświadomości kobiet otworzył nas na wiedzę o ich trudnych doświadczeniach i wyzwaniach dnia codziennego. W ślad za tym wiemy też dużo o dojrzewaniu dziewczynek.
Czytaj więcej
Gdyby nie rodzice, nie byłoby nas. To raczej oczywiste! Wbrew ich opowiadaniom nie wzięliśmy się z kapusty. Już nawet nie wspominam o historii z bocianem. Zanim się pojawiliśmy, oni też byli nastolatkami. Pewnie też przeżywali pierwsze zakochania i rozstania. Dlaczego więc ja oraz inni moi rówieśnicy mamy wrażenie, że nie traktują naszych związków i uczuć na poważnie?
Czytaj więcej
Od samego rana z zewnątrz słychać odgłosy remontu balkonów w naszym domu. Ekipa remontowa każdego dnia zaczyna punktualnie o 7:00 rano i pracuje do 9:00. Potem znikają i nie wiadomo, co się z nimi dzieje. Pracują niezależnie od tego, czy pada śnieg i jest mróz. Zastanawiamy się nad tym, czy w analogicznej porze roku remontowaliby balkony we własnym domu. Nie jesteśmy jednak budowlańcami, by odpowiadać na takie pytania.
Budowlańcy to specyficzna grupa. Kiedy przypominam sobie to, jak wyglądało poprzednie mieszkanie, to muszę stwierdzić, że dawniej budowano bardziej solidnie. Balkon wymagał remontu po sześćdziesięciu latach od momentu postawienia domu, a dom obecny ma dwadzieścia lat. Dawny dom położony był w dzielnicy, w której dominowała architektura secesyjna. Bramy w tych domach były szerokie, tak szerokie, że mógł tam wjechać wóz konny. W normalnych bramach na ścianach znajdowała się ozdobna ceramika, a podłogi często ozdabiano różnymi mozaikami.
Te opisy przesycone są nostalgią. Akurat w tym przypadku dotyczy ona secesji, ale u osób młodszych może dotyczyć innych okresów historycznych, np. budowy pierwszych bloków z wielkiej płyty. Nostalgia odnosi się nie tylko do architektury, lecz także do wielu innych dziedzin życia. Może dotyczyć dawnych zwyczajów, obrzędów czy świąt państwowych. Młodsze pokolenie może nie wiedzieć tego, jakie święto obchodzono 22 lipca czy 12 października. A przecież 22 lipca był dniem, w którym oddawano do użytku różne ważne inwestycje w PRL, a 12 października przypominano bitwę pod Lenino.
Nostalgia, o której tu mowa, oznacza dosłownie tęsknotę za domem rodzinnym. Przez jakiś czas była traktowana jako zaburzenie psychiatryczne. Współcześnie określa się ją jako zabarwiony emocjonalnie powrót w myślach do wydarzeń i sytuacji z dawnych czasów. Mogą to być różne okresy dla kolejnych pokoleń. Monika Prusik, autorka badań nad nostalgią za PRL, traktuje nostalgię jako emocję słodko-gorzką. Jest ona słodka, gdyż sięganie w przeszłość dotyczy czasów, kiedy byliśmy młodsi, szczęśliwsi, choć wiele wskazywało na to, że życie w PRL wcale nie było usłane różami. Trudności w nabyciu wielu towarów, spędzanie czasu w kolejkach i tym podobne nie należały wcale do rzeczy najprzyjemniejszych. Nostalgia jest także gorzka, gdyż dotyczy przeszłości, która się wydarzyła i obecnie nie mamy żadnego sposobu, by ją odmienić. Można kontrfaktycznie wymyślać scenariusze wskazujące na to, że gdybyśmy w przeszłości podjęli jakąś inną decyzję, to być może nasze życie potoczyłoby się inaczej. Jednak myślenie kontrfaktyczne najczęściej prowadzi do obniżenia samooceny i do negatywnego oceniania przeszłości. W krajach tzw. demokracji ludowej organizuje się muzea komunizmu – w Berlinie jest to muzeum DDR nad Sprewą, a u nas internetowe muzeum
PRL. Widać zatem, że nostalgia może stać się nie tylko powrotem do przeszłości, lecz bywa także towarem. W różnych miejscach można kupić towary, których etykiety lub opakowania przypominają dawne czasy. Herbata Madras jest dobrym przykładem.
Badacze wskazują, że nostalgia jest jednak emocją pozytywną, ponieważ przywołuje wspomnienia z dobrej przeszłości. Z tego też względu w sytuacji nagłej zmiany życiowej pojawiają się refleksje dotyczące tego, jak było dawniej. Takie refleksje powodują wzrost poczucia tożsamości jednostkowej, a jednocześnie wiążą daną osobę z przeszłością. Psychologiczna ciągłość jednostki jest ważnym elementem dobrego samopoczucia. Jednak niektóre badania wskazują, że tak wcale być nie musi, że w sytuacjach radykalnej zmiany na gorsze, nostalgia może negatywnie wpływać na bieżące przystosowanie.
Monika Prusik wykazała, że nostalgia przyjmuje dwie formy – tęsknotę za przeszłością i zainteresowanie przeszłością. Tylko ta druga odgrywa pozytywną rolę adaptacyjną. Dzieje się tak dlatego, że stan obecny jest oceniany dodatnio.
Czytaj więcej
Ludzie z reguły uwielbiają, gdy się ich chwali. Nie tylko dzieci, także pracownicy, partnerzy, a nawet przypadkowi znajomi złaknieni są słów uznania. A jednak nie jest łatwo kogoś skomplementować. Dlaczego? Na co warto zwrócić wagę?
Czytaj więcej
Z aplikacji aktywnie korzysta 75 mln osób na świecie. Trzy czwarte z nich to mężczyźni. Ich szansa na tzw. match, czyli odwzajemnione „polubienie” na Tinderze, wynosi niecałe 3%.
Czytaj więcej
Marcin Capiga: Kiedy kilka lat temu urodziła się moja córka, postanowiłem spędzać z nią czas również tylko we dwoje, zabierając ją na przykład na wspólne wyjazdy, basen, do teatru. Uderzył mnie wtedy brak infrastruktury dla ojców z dziećmi, a przede wszystkim z córkami. Brak przewijaków w męskich toaletach, integracyjnych szatni w obiektach sportowych. W literaturze psychologicznej też raczej mówi się o relacji ojców z synami albo matek z córkami. Czy dobrze mi się wydaje, że świat jakoś pomija tę relację?
Marcin Grudzień: Mam dwie córki, jedna ma już dwadzieścia lat, a druga osiem i również pamiętam swoje zagubienie, kiedy musiałem wchodzić do damskiej toalety, bo tylko tam był przewijak. Dzisiaj na szczęście infrastruktura zmienia się na lepsze.
A wracając do pytania. Trudno powiedzieć, czy ta relacja jest pomijana, ale na pewno jest stawiana na ostatnim miejscu. Kiedy mówimy o rodzicielstwie, zazwyczaj słyszymy o relacji matek z dziećmi. Coraz częściej skupiamy się także na relacji ojców z synami – dużo się tutaj poprawiło, a relacja ojca z córką zostaje w tyle. Być może dlatego, że jest w tej relacji najwięcej lęku.
Lęku ojców?
Tak. Lęku przed tym, jakimi ojcami powinni w tej relacji być. Bardzo często dochodzi do nich głos silniejszy niż w relacji z synami, który pyta, jak nie popełnić błędu. Przecież nie wiem, jak ten „dziewczyński” świat wygląda. Jak w związku z tym być wystarczającym ojcem dla swojej córki?
Co jeszcze, prócz naszej niewiedzy, karmi ten lęk?
Cały czas dominujący patriarchat. W klasycznym patriarchacie rolą mężczyzny jest wybudować dom, zasadzić drzewo i spłodzić syna.
O córce nie ma mowy.
Tak i choć mówi się o tym już trochę w formie żartu, to cały czas pokutuje podejście, że ta rodzicielska relacja może się u mężczyzn zrealizować tylko na styku ojciec - syn, a relacja ojciec - córka ma się głównie sprowadzać do poziomu traktowania córki jak księżniczki, czyli do poziomu rozpieszczania. Część mężczyzn przeżywa nawet rozczarowanie, że zamiast syna rodzi im się córka.
Przyznam, że brzmi to dość strasznie. Rozumiem, że w historii bycie ojcem syna miało znaczenie przy dziedziczeniu władzy czy majątku, ale myślisz, że ten archaiczny schemat pokutuje w naszym społeczeństwie do dzisiaj?
Myślę, że trochę pokutuje, ale przede wszystkim łatwiej nam wychować syna, ponieważ sami byliśmy kiedyś chłopcami. Wiemy więc, jacy chcemy, by byli nasi synowie. Natomiast w przypadku córek właściwie nie wiemy, co możemy im dać i czego one mogą od nas potrzebować. Poza wspomnianym już przeze mnie rozpieszczaniem nie mamy pomysłu, w co możemy się z nimi bawić albo jak spędzać czas. Poza tym w tej nowej rzeczywistości, w której kobiety odrobiły swoją „pracę domową”, walcząc o swoje prawa, córki również mają coraz większe oczekiwania wobec nas.
I co jako ojcowie możemy dać naszym córkom wyjątkowego, czego nie jest w stanie dać matka?
Przede wszystkim nikt inny poza ojcem nie da córce podwalin do tego, co to znaczy być bezpiecznie i blisko z mężczyzną.
Powiesz więcej?
Bezpieczeństwo i bliskość można wyrażać w różny sposób. Głównie jednak poprzez swoją obecność – fizyczną i emocjonalną. W takiej relacji ojciec spędza czas z córką i opowiada jej o swoim męskim świecie. Prof. de Barbaro mówi, że bezpieczeństwo można budować, kiedy ojciec pokazuje córce to, co jest dobre, a co złe, daje wskazówki, jak akceptować siebie i innych albo jak stawiać granice. Bycie razem sprawia, że dziecko doświadcza obecności. Obecność jest oczywiście podstawową potrzebą wszystkich dzieci, ale historycznie tej obecności ojców było mniej, więc tutaj mamy najwięcej do nadrobienia.
Bezpieczeństwo to też wymiana. Czyli nie tylko opowiadam, jak moja córka może żyć, ale także słucham tego, co ma mi do powiedzenia. Jest tam więc również szacunek i wzajemna inspiracja. Ponadto córka obserwuje ojca w relacji z matką. Prócz tego, że ojciec jest pierwszym mężczyzną w życiu córki, to relacja jej rodziców jest analogicznie pierwszą relacją w jej życiu. Ma więc ogromne znaczenie, jak rodzice zwracają się do siebie i czy na przykład ojciec jest wobec mamy czuły, kochający, akceptujący, ale też czy potrafi stawiać granice, czy jest raczej słaby i ulega. Dzięki tym obserwacjom przyszłej kobiecie będzie łatwiej wybrać partnera i zbudować relację, w której będzie czuła się szczęśliwa.
Jakie jeszcze znaczenie w etapach rozwoju dziewczynki daje obecność ojca?
Dziecko, aby dobrze się rozwijać, potrzebuje, prócz poczucia bezpieczeństwa, zaspokojenia podstawowych potrzeb, tj.: autonomii, kontroli, akceptacji, docenienia, możliwości wyrażania emocji i potrzeb. Zazwyczaj, kiedy opowiadam o roli ojca, dzielę etapy rozwoju w życiu dziewczynki na pięć najważniejszych. Pierwszy okres, czyli pierwsze kilkanaście miesięcy, to czas, kiedy dziecko dzięki ojcu doświadcza uczucia, że jest ktoś poza mamą. Ojciec, opiekując się córką, daje jej do zrozumienia, że może czuć się przy nim bezpieczna, ale również wysyła dziecku informację, że świat jest różnorodny. Oprócz mamy jest ktoś, kto na przykład ma szorstką skórę, włosy w różnych dziwnych miejscach, zachowuje się inaczej, ma inny tembr głosu.
Kolejny etap trwa do około 7. r.ż. dziecka. To czas, kiedy dziecko zaczyna eksplorować świat. Tutaj ważne jest, że może na swoim ojcu polegać. Tata podsadzi, kiedy trzeba po coś sięgnąć, uratuje, kiedy będzie trzeba. To ważny czas, bo z jednej strony znowu mamy do czynienia z zaspokajaniem poczucia bezpieczeństwa, a z drugiej strony dziewczynka uczy się wtedy, że może liczyć na mężczyznę. Jest to często okres zachwytu i fascynacji ojca nad córką. Również córki są w tym czasie mocno skupione na ojcu, występuje tu nawet pewien rodzaj zakochania. W tym okresie poprzez akceptację buduje się wśród córek poczucie wartości i samooceny.
Trzeci etap to czas, który nazywam „Tata, ja i świat dookoła”. Okres od około 7. r.ż. do wczesnej nastoletniości. Tutaj następuje przyglądanie się ojcu, jaki jest w relacjach społecznych. Zarówno w relacji z mamą, jak i w relacji do świata. Ważne jest tutaj także pokazanie dziecku życia rodzinnego i zaproszenie go do udziału w obowiązkach domowych czy codziennych pracach, dzięki czemu może na przykład wykonywać aktywności wspólnie z ojcem. Kiedy pracuję z kobietami w gabinecie terapeutycznym, często słyszę, jak ważne było dla nich to, że widziały swojego tatę na co dzień. Czy jako zmęczonego, zapracowanego i niedostępnego, czy wręcz przeciwnie. Dla wielu z nich ważnym wydarzeniem był moment, kiedy ich ojciec zabierał je do pracy. Ta obecność i pokazanie swojego świata zbliżało je do ojców i dawało szansę na zobaczenie świata męskiego w przyjazny i niezagrażający sposób.
Kolejno wchodzimy w etap nastoletniości, kiedy często następuje etap dystansowania. Bardzo wielu mężczyzn podczas terapii narzeka, że w tym czasie, kiedy ich córki zaczynają wchodzić w etap nastoletniości, czują się niepotrzebni.
A jak jest w rzeczywistości?
Jesteśmy potrzebni, ale nie wiemy, jak tę relację budować. Niezwykle ważne w tym okresie jest zaspokojenie potrzeby akceptacji i autonomii. Ojcom trudno jest zaakceptować zmianę zachowania córki oraz jej pomysły na siebie. Część rodziców czuje odrzucenie w wyniku tego, że ich dzieci spędzają teraz więcej czasu z rówieśnikami. Pojawia się tutaj temat seksualności. Ojcowie często mają mieszane uczucia i nie wiedzą, czy mogą córkę przytulić, czy mogą pocałować, czy te gesty, które sprawiały, że ta relacja była bliska i fajna, można nadal stosować.
Piąty etap to czas, kiedy jesteśmy dla naszych córek – jak to nazywam – mężczyzną treningowym. Kiedy nasze córki przeżywają pierwsze miłości i rozczarowania. Z jednej strony w tym czasie boksują nas za problemy z płcią przeciwną, a z drugiej strony mamy tutaj ważną misję, aby im ten świat tłumaczyć. Nikt lepiej niż ojciec nie przybliży męskiego świata, np. co to znaczy być 16–18-letnim chłopcem w okresie dojrzewania i co określone słowa, gesty czy zachowania mogą znaczyć.
W czasie tych etapów zadaniem ojca jest towarzyszenie córce w trudnym czasie separacji od rodziców, budowanie własnej tożsamości i świadomości siebie. Zaspokajanie tych potrzeb, widzenie zasobów, ale też deficytów, i umiejętność czułej oraz stanowczej rozmowy są niezbędne, by nasze córki budowały z naszym udziałem poczucie własnej wartości i adekwatną samoocenę. Coś, co jest kluczowe dla dobrostanu psychicznego dorosłej osoby.
Brzmi to jak długa droga, w której możemy się wiele razy potknąć.
Co zresztą jest nieuniknione.
O co potykamy się najczęściej?
Na pewno jedną z blokad jest wspomniany lęk. Czasami tak bardzo boimy się, żeby czegoś nie zepsuć, że przestajemy próbować.
I wycofujemy się z relacji w ogóle?
Czasami tak. Albo oddajemy pole matce. Ta emocjonalna nieobecność ojca w domu, która wypełniona jest chłodem zamiast bliskości albo krytyką, może skutkować tym, że w przyszłości kobieta wybierze na swojego partnera mężczyznę o wzorcu ojca.
A gdzie mają szukać wzorców męskości matki, które samodzielnie wychowują swoje córki?
Kiedy słyszę to pytanie w gabinecie terapeutycznym, to zazwyczaj najpierw pytam o mężczyzn, którzy są częścią rodziny, np. dziadek albo wujek. Tę rolę może także pełnić partner mamy. Dzisiaj też coraz większą rolę w wychowaniu odgrywają osoby spoza rodziny. Mam tu na myśli przyjaciół, nauczycieli, instruktorów zajęć dodatkowych. Jeśli tylko w matce jest chęć, aby takich wzorców poszukiwać, to jestem pewny, że takie wzorce znajdzie.
Ale prócz ojca nieobecnego możemy mieć też syndrom ojca, który traktuje córkę jak księżniczkę.
Tak, co też nie jest dobrym rozwiązaniem. Taki ojciec idealizuje i rozpieszcza. Może nam się to wydawać w porządku, ale pytanie brzmi, jaką cenę córka będzie musiała za to zapłacić. Niedoświadczanie frustracji oczekiwań będzie skutkować tym, że w przyszłości nie będzie potrafiła radzić sobie z odmową. Poza tym, jeśli ceną, jaką musi zapłacić za zadowolenie ojca, jest zaspokojenie jego potrzeb, to być może w przyszłości będzie właśnie skupiać się głównie na zaspokajaniu innych kosztem siebie.
Syndrom grzecznej dziewczynki.
Tak. Będzie wierzyć, że za zaspokajanie innych dostanie miłość. Poza tym my często staramy się być super sprawczy. Kiedy słyszymy o problemie naszej córki, zastanawiamy się: „Co ja mogę zrobić dla mojej kochanej córeczki, żeby nie cierpiała?”, a ona czasami po prostu chce nam się wygadać i wyżalić.
Podsumowując – relacja z ojcem rzutuje na późniejsze dorosłe relacje i życie, szczególnie w kontekście jej kontaktu z męskością. Potrzebujemy więc ojców, którzy akceptują kobiecość swoich córek, budują ich zdrowe poczucie własnej wartości i pewności siebie poprzez docenienie, ale też potrafią asertywnie stawiać granice, by uczyć ich tego, że nie są pępkiem świata.
Jakie jeszcze wyzwania widzisz u współczesnych ojców?
Aby opowiedzieć o kolejnym wyzwaniu, przytoczę ćwiczenie z moich warsztatów dla ojców z córkami, które prowadzę. Proszę tam mężczyzn, aby odpowiedzieli na kilkanaście pytań dotyczących ich córek, np. „Jak mają na imię ich najlepsze przyjaciółki?” albo „Co je ostatnio ucieszyło lub zasmuciło?”. Już tutaj jest różnie. Jedni wiedzą mniej, inni więcej. Natomiast potem zapraszam ojców, by zadali sobie pytanie, na ile z tych pytań odpowiedziałyby ich córki o nich? Okazuje się, że tym razem jest już bardzo kiepsko. Wykładamy się na tym, że tak bardzo staramy się
w tej relacji interesować córkami, że zapominamy o sobie. A trudno jest budować prawdziwą, bezpieczną i zdrową relację, jeśli nie ma równowagi.
Nasze córki nas nie znają?
Kiedy opowiadam o sobie, na pewno daję szansę poznać się lepiej. Poza tym przy takim bliższym poznaniu okazuje się czasami, że ojciec ma jakieś hobby, które może być początkiem wspólnego zainteresowania i pasji.
Kto najczęściej przychodzi na warsztaty dla ojców z córkami, które prowadzisz?
Przychodzą dwie grupy ojców. Ojców, którzy są na początku drogi, tzn. ich córki mają 3–4 lata. Ci ojcowie przychodzą najczęściej z przekonaniem: „Wiem, że będzie trudno. Nie chcę popełnić jakiegoś błędu. Chcę usłyszeć, jak to jest przez te wszystkie lata i się do tego przygotować”. Druga grupa ojców to ci, którzy czują, że ich relacja się posypała, kiedy córki weszły w wiek nastoletni. Ci ojcowie mówią: „Ja jej nie poznaję. Nie jestem w stanie z nią porozmawiać. Nic nie działa. Nie wiem, jak do niej trafić. Złości mnie to, że zamyka się w swoim pokoju”. Jeden z ojców stwierdził kiedyś na warsztacie: „Jestem kierowcą mojej córki”. Wożę ją na zajęcia, tracę w korkach dwie godziny i nie jestem w stanie zamienić z nią słowa. Nie wiem, o co zapytać, albo kiedy pytam, to ona nie odpowiada. To są ojcowie, którzy przychodzą na warsztaty, bo chcą nauczyć się rozmawiać, okazywać emocje, znaleźć coś, co odbuduje ich relację.
Trudno przychodzi nam rozmawianie o emocjach.
Jest to generalnie trudny temat u mężczyzn, więc nie zaskakuje, że jest on obecny również tutaj. Trudno wysłuchać albo powiedzieć „kocham”, łatwiej jest wyrazić uczucie jakimś gestem, np. muśnięciem po głowie. Tylko że w którymś momencie – wracam tutaj do wspomnianego tematu dojrzewania – pojawia się pytanie, czy jako ojciec mogę sobie jeszcze na to pozwolić.
Czyli w okresie dojrzewania, kiedy moglibyśmy zamienić te gesty fizycznego okazywania uczuć na gesty słowne, nie mamy narzędzi, żeby to zrobić.
Nie mamy, a poza tym, jeśli to się wcześniej nie działo, nie stanie się tak po prostu. Mamy zatem do czynienia z impasem.
A w czym jako ojcowie jesteśmy dobrzy?
Mimo tego, że relacja ojca z córką stawiana jest na ostatnim miejscu, to jednak jesteśmy dobrzy w trosce i zainteresowaniu. Chcemy angażować się w życie córek i bierzemy pod uwagę to, do jakiego świata je przygotowujemy. Mimo oddechu patriarchatu chcemy, by to wychowanie było spójne z tym, o co walczyły i walczą kobiety.
Cieszy fakt, że się zmieniamy. Wielu mężczyzn mówi z troską: „Chciałbym, żeby ona w dorosłym świecie sobie radziła. Żeby wiedziała, co jest ważne. Żeby wiedziała, na czym polega życie”.
Czyli zamiast księżniczek chcemy wychowywać wojowniczki.
Wojowniczki, ale i kobiety świadome swoich wyborów, silne, chcące realizować swoje potrzeby, odważne, nie takie, które są sprowadzone do roli asystentki mężczyzny. Stąd też ten lęk. Ponieważ duża część mężczyzn nie wie, jak do tej wizji doprowadzić.
Coraz bardziej także dajemy się zapraszać do świata naszych córek.
Masz na myśli obrazy, które widać w internecie, np. umięśnionych ojców pijących herbatkę z różowych plastikowych filiżanek?
Te zdjęcia to pewnie jakiś wycinek, ale tak. Zaczynamy robić wiele rzeczy, których nasi ojcowie lub dziadkowie najprawdopodobniej nie robili. Bawimy się we fryzjera lub lalkami. Mam taki przykład chociażby z własnego życia, kiedy ostatnio moja ośmioletnia córka nauczyła mnie skakać na skakance. Nikomu do tej pory się to nie udało. Jej tak.
Pamiętam przykład mojego kolegi, który zaczął jeździć na rolkach, bo jego córka zaczęła trenować. Nie chciał bezczynnie siedzieć w aucie i ostatecznie zamieniło się to we wspólną pasję, wyjazdy sportowe itd.
Dokładnie. Staramy się i coraz odważniej pokazujemy też nasze pasje. Dzięki termu łatwiej budować relację, ale też łatwiej przetrwać na przykład nastoletni czas, kiedy córka i ojciec mają wspólne zainteresowania. Zaznaczę tylko, że nie muszą być to jakieś spektakularne aktywności. Przede wszystkim chodzi tutaj o obopólną chęć i bycie razem. Patrzenie w jedną stronę. My, na przykład, z córką chodzimy do teatru, co daje nam szansę na wspólny czas, ale i rozmowy o spektaklach.
Jakie ostatnie przesłanie chciałbyś wysłać do ojców córek, którzy czytają ten artykuł.
Że mogą im dać BMW (uśmiech).
BMW?
Bezpieczeństwo, miłość i wolność.
Czytaj więcej
Potrzeba ludzkiego dotyku jest jednym z tych podstawowych, biologicznie fundamentalnych dążeń – dotyk jest nam niezbędny, by prawidłowo rozwijać się pod kątem fizjologicznym oraz psychicznym.
Czytaj więcej
Kiedy jesteśmy głodni, sięgamy po potrawy, które kojarzą nam się z uczuciem sytości i które nas nakarmią. Kiedy potrzebujemy miłości, wtedy również sięgamy po to, co nasyci nasze pragnienie. Podobnie jak z zaspokajaniem głodu – każdy ma swoje preferencje.
Czytaj więcej
Na fali rozczulania się nad sobą wspominam czas, kiedy byłam dziennikarką ważnego tygodnika, a zawód, który wykonywałam, mieścił się w pierwszej piątce zawodów zaufania społecznego. Podróżowałam po Polsce, opisując kraj w turbulentnej transformacji ustrojowej. Jakież to były podróże! Weźmy jedną z pierwszych, którą odbyłam jako młoda reporterka. Jechałam zapoznać się z nową inwestycją we wsi Grądy Woniecko pod Łomżą.
Czterdzieści lat wcześniej Grądy, położone na bagnach zamieszkałych przez armię bobrów, zalewane na przednówku, awansowały na popisowy PGR „Wizna”. Do Grądów doszła cywilizacja: zbudowano chlewnie, hotel pracowniczy, pocztę i sklep. Czar prysł w 1991 r., kiedy PGR okazał się socjalistycznym reliktem. Chlewnie opustoszały, a następnie rozpadły się, w hotelu zabrakło szyb w oknach, we wsi zapanowała ciemność ze względu na uporczywe niepłacenie rachunków za prąd. Dziewięćdziesiąt procent obywateli straciło zatrudnienie i wiarę w przyszłość. Największe obroty zachował sklep spożywczy, ponieważ trzeba było jeść, a zwłaszcza pić.
Twórcy nowego ustroju ocenili zasoby dawnego PGR i postanowili obudzić w grądzianach ducha przedsiębiorczości, nie sprawdzając jednak, czy ten duch w ogóle istnieje.
Najbardziej stabilna w czasie transformacji ustrojowej okazała się branża penitencjarna i zdecydowano, że na ruinach PGR powstanie nowoczesny półotwarty zakład karny dla 220 osadzonych z lekkimi wyrokami. Brakowało takiego w okolicy, przede wszystkim dla złodziei i alimenciarzy.
Rozpoczęto remont, hucznie ogłoszono nabór do pracy w więzieniu, które miało teraz żywić okolicę. Niestety, nie wszystko szło gładko. Tylko jedna piąta mieszkańców przeszła testy psychologiczne. Nie wszyscy ci, którzy przeszli, mieli średnie wykształcenie. Na doszkalanie nie mieli ochoty. Kiedy przyszły komendant obiektu szukał kierowcy – nie znalazł chętnego. Pracowników ściągnięto z miasta. W kolejnych latach do twórców nowego ustroju zaczęła docierać smutna prawda, że przyzwyczajenie do życia w sztucznym świecie PGR utrudniało bardzo życie w kapitalistycznej wolności.
To zdarzyło się potem.
Tymczasem jednak dostosowywano obiekty do odpowiednich standardów.
Grądzianie przyglądali się ciekawie. Wyglądały jak obiekt wczasowy: ocieplony, wymalowany, oświetlony, wyplewiony, optymistyczny. Na każdym piętrze świetlica. Dostatek toalet i pryszniców. Świat poza więzieniem był po prostu smutny. Nowy komendant przysięgał w rozmowie z mediami, że każdy w wiosce chciałby spędzić chociaż tydzień w tej nowej pace. Odżyłby, wypoczął, nabrał sił do nowego życia. Byłby się może zainspirował.
Z okazji otwarcia nowego obiektu na dziedziniec spacerniaka przywieziono wielki kosz, nadmuchano balon. Do kosza wsiadł komendant więzienia i balon uniósł się w powietrze. Komendant zakładu karnego płynął w balonie nad obiektem, machając zgromadzonym, następnie odpłynął nad bagna. Dla takich chwil warto było wykonywać zawód reporterki.
Czytaj więcej
Autorką artykułu jest Monika Nowak.
Czułość wobec siebie – jak ją praktykować?
Usiądź wygodnie, zamknij oczy. Zauważ, jak siedzisz, w jaki sposób Twoje ciało styka się z podłożem. Zwróć uwagę na swój oddech. Nie poprawiaj go. Niech będzie taki, jaki jest. Po prostu oddychaj, obserwuj, nie oceniaj.
Po kilku oddechach, nadal pozostając z zamkniętymi oczami, złóż przed sobą dłonie. Poczuj czułość dotyku i to, jak dotykają się wzajemnie. Powoli zacznij pocierać dłonią o dłoń. Najpierw bardzo delikatnie, powoli. Zauważaj wszelkie wrażenia, jakie odczuwasz przy takim ruchu. Następnie zacznij pocierać mocniej i szybciej, bardziej zdecydowanie. Nadal zauważaj, co się wydarza i jakie teraz odbierasz doznania.
Po około pięciu spokojnych, dłuższych wdechach i wydechach przestań pocierać dłonie i przyłóż je do swoich policzków. Pozwól sobie pobyć z tym przez chwilę. Oddychaj spokojnie i zauważ, jakie to jest uczucie, jakie wrażenie z ciała odczuwasz w takim geście i czym on dla Ciebie jest.
Czytaj więcej