Skutki wyczerpania łatwo zaobserwować: obok przemęczenia i depresji pojawia się zniecierpliwienie, złość, podszyta lękiem agresja. Jak sobie z tym radzić?
Czytaj więcej
Ludzie w życiu robią różne rzeczy, czasami chwalebne, czasami mniej chwalebne. Patrząc na to chłodnym okiem, nikt nie może powiedzieć, że jego przeszłość to pasmo sukcesów i uczciwych wyborów. Życie każdego człowieka ma jasne i ciemne strony. Święci zdarzają się niezwykle rzadko, a i oni do pewnego momentu nie byli postaciami kryształowo czystymi. Jednak wielu uważa, że nigdy nie popełniło żadnej nieprawości, ani tym bardziej świństwa. Ta tendencja do mitologizowania własnej przeszłości jest tym bardziej intrygująca, że towarzyszy jej tendencja do demitologizacji przeszłości innych. Występuje ona u wszystkich, profesorów, ministrów i prezesów, nie wyłączając. Każdemu człowiekowi przydarzyło się kiedyś napluć komuś do zupy. Niektóre osoby gorąco temu zaprzeczają. O tym, czy takie zaprzeczanie jest autentyczne, można łatwo się przekonać, odpowiadając na pytania, które ujawniają tendencję do przedstawiania siebie w lepszym świetle. Możemy kogoś zapytać, czy nigdy nie skłamał albo czy nigdy nie jechał na gapę tramwajem lub autobusem. Natomiast u innych łatwo dostrzegamy dowody tego, że zachowywali się mniej chwalebnie. Jesteśmy przekonani, że okłamują nas, robią różne świństwa i wykorzystują własną pozycję, by dokuczyć innym.
Nasze spostrzeganie innych przesycone jest ocenianiem. Widząc inną osobę na ulicy, stwierdzamy, że wydaje się bardzo sympatyczna. Ta ocena może być ulotna; czar pryska, kiedy ta osoba się odezwie albo coś zrobi. Procesy postrzegania ludzi przebiegają bardzo szybko. Kiedy już ktoś wyda się nam sympatyczny, to z łatwością uznamy, że ma inne zalety, takie jak: prawdomówność, uczciwość czy chęć udzielania innym pomocy. Działa tutaj tzw. efekt aureoli – tendencja do idealizowania osoby sympatycznej może zmniejszać naszą wrażliwość na oznaki pewnych właściwości niezbyt godnych pochwały. Czasami jednak nie reagujemy na pierwsze wrażenie – dzieje się tak wtedy, kiedy kontakt z drugą osobą ma dla nas ważne znaczenie.
Jest jednak ktoś, kogo znamy dłużej niż jakąkolwiek inną osobę. To my sami. Pewne koncepcje zakładają, że spostrzegamy siebie tak, jak gdybyśmy byli zewnętrznym obserwatorem. Jeśliby faktycznie tak było – powinniśmy dostrzegać własne grzeszki i wielkie świństwa. Ale tak nie jest. Koncepcja zakładająca, że spostrzegamy siebie z pozycji zewnętrznego obserwatora, została w pewnym momencie zmodyfikowana: jej zwolennicy twierdzą, że taka perspektywa występuje wtedy, kiedy różne wskaźniki dotyczące naszych stanów wewnętrznych, poprzedzających nieakceptowane zachowania, są słabe albo wieloznaczne. Jest to oczywiście niezgodne ze zdrowym rozsądkiem, który podpowiada nam, że zawsze jesteśmy świadomi i wiemy, co się dzieje w naszym wnętrzu. Jednak wyniki wielu badań wskazują na to, że wcale tak być nie musi, że zdarzają się sytuacje, w których mylnie interpretujemy motywy naszego zachowania. Liczne mechanizmy pozwalają uwolnić się od przekonania, że nie jesteśmy postacią kryształową.
W jednym z klasycznych eksperymentów przeprowadzonych przez psychologów społecznych proszono ludzi o napisanie eseju, w którym broniliby stanowiska niezgodnego z własnymi przekonaniami. Połowie badanych za wykonanie tego zadania płacono niewielką kwotę, natomiast resztę wynagradzano sowicie. Sprawdzono później, czy po napisaniu eseju wbrew swoim przekonaniom zmieniły się postawy dotyczące kwestii, której poświęcony był esej. Można by się spodziewać, że największa zmiana wystąpi u tych, którzy otrzymali większą kwotę. Tymczasem większa zmiana postaw nastąpiła u osób, które otrzymały niewielką gratyfikację. Interpretacja tej zależności odwołuje się do tego, co ludzie mogli myśleć o własnym zachowaniu. Ci, którzy otrzymali dużą kwotę, mogli powiedzieć sobie: „Choć przekupili mnie, to jednak się opłacało. Zrobiłem(-am) to dla pieniędzy”. Natomiast przedstawiciele drugiej grupy mogli przypuszczać, że coś jednak musiało przemawiać na rzecz stanowiska, z którym wcześniej się nie zgadzali. Nie dostali za to poważnej nagrody – zapewne zrobili coś dla idei.
Czytaj więcej
Popularne przysłowie „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci” znajduje potwierdzenie w wiedzy psychologicznej dotyczącej nawyków kształtowanych przez otoczenie, w którym dorastają dzieci oraz adolescenci. Kiedy trafiają do mnie młodzi pacjenci, zawsze na początek staram się ustalić, jakie nawyki ukształtowało w nich środowisko domowe. Warto więc mieć świadomość odpowiedzialności, która spoczywa na rodzicach i opiekunach w związku z tym faktem.
Bardzo łatwo można zaobserwować ten prosty mechanizm na przykładzie nawyków związanych z jedzeniem i piciem. Od najmłodszych lat dziecko dorasta w pewnej kulturze związanej z jedzeniem i piciem – zarówno w zakresie serwowanych potraw i napojów, jak również tego, w jaki sposób są one spożywane (mogą tu występować różne zmienne, np. wspólne posiłki przy stole vs samotne jedzenie, włączony vs wyłączony telewizor, jedzenie z talerzy vs jedzenie z opakowań czy naczyń jednorazowych itd.).
To samo dotyczy wyboru tego, co jemy i pijemy. Wyobraźmy sobie dwie rodziny skrajnie podchodzące do spożywania posiłków. Pierwsza już w okresie niemowlęctwa pozwala maluchowi eksperymentować i samodzielnie dobierać smaki, stosuje przy przechodzeniu na posiłki stałe tzw. metodę BLW (Bobas Lubi Wybór), w której podaje dziecku nierozdrobnione warzywa, pozostawiając mu decyzję, co do ilości pokarmu, której potrzebuje. W późniejszym okresie dziecko, a później nastolatek, otrzymuje zróżnicowaną dietę, w której obok mięsa pojawia się szeroka gama warzyw, z których może wybrać sobie to, co lubi. Zwyczajem tej rodziny jest spożywanie na podwieczorek owoców. Natomiast w zakresie podawanych napojów dominuje woda oraz zielona herbata i wyciskane soki. Nietrudno wyobrazić sobie, że trzon jedzeniowych wyborów nastolatka wychowanego w takiej rodzinie będzie dotyczył produktów zdrowych. Oczywiście pewnie będzie on sięgał także po inne produkty, natomiast ukształtowane w dzieciństwie nawyki powinny go prowadzić drogą zdrowych wyborów dietetycznych. Jeżeli chodzi o napoje, to częściej będzie sięgał po wodę, co w okresie dojrzewania jest szczególnie ważne. Odpowiednia podaż składników odżywczych dostarczanych wraz z płynami jest niezbędna do prawidłowego przebycia okresu dojrzewania. W okresie dojrzewania nastolatek poci się intensywniej, ma problemy z cerą, a także często z nadmierną masą ciała.
Drugi przykład to rodzina, która lubi jeść niezbyt zdrowo. W jej diecie dominują węglowodany i tłuszcze. Rodzice niechętnie sięgają po warzywa i owoce, dużo produktów pojawiających się na stole to gotowe dania, odgrzewane w mikrofali. Rodzice i dzieci uwielbiają słodzone napoje do posiłków i pomiędzy nimi. A przecież przyjmowanie płynów nie tylko w odpowiedniej ilości, ale też jakości, jest niezbędne do utrzymania właściwego nawodnienia i zdrowia dziecka. O tej kluczowej roli wody w zdrowym odżywianiu niestety często zapominamy, choć w okresie dojrzewania jej spożywanie jest niezwykle istotne. Nastolatek z tej rodziny, który sięga po napoje słodzone, a rzadziej po wodę, dostarcza swojemu organizmowi nadmiar cukrów, które powodują problemy z cerą (trądzik młodzieńczy) i nadmierne gromadzenie się tkanki tłuszczowej. Dlatego napojem nawadniającym dla młodzieży powinna być woda, przede wszystkim źródlana.
Oczywiście, i na szczęście, nawyki możemy zmieniać i kształtować na każdym etapie życia, jednak jest to ciężka i bardzo długofalowa praca. Dobre nawyki to doskonały przykład, który możemy podarować naszym pociechom, dlatego tak ważne jest wdrażanie ich już od samego początku.
Prawidłowe nawodnienie w każdym wieku z Nestlé Pure Life
KATARZYNA ŻYWCZYK
Specjalista ds. żywienia Nestlé
Wszyscy wiemy, że nawadnianie się jest ważne, ale nie każdy pamięta, by prawidłowo o nie zadbać każdego dnia. Warto w tym pomóc szczególnie młodzieży, która często sięga po wodę dopiero wtedy, kiedy odczuwa pragnienie. To błąd, gdyż pragnienie jest już pierwszym objawem odwodnienia! Wodę powinno się pić często i małymi łykami. W dodatku nastolatek potrzebuje jej całkiem sporo – na przykład dziewczynki w wieku od 13 do 15 lat powinny dostarczać organizmowi 1950 ml wody dziennie, a chłopcy w tym samym wieku – już 2350 ml.
Nestlé Pure Life uzupełnia ofertę źródlanej wody dla całej rodziny o format idealny dla nastolatka. Nowa, litrowa butelka jest pojemna, a jednocześnie bez problemu zmieści się do torebki lub plecaka. Warto zakupić nastolatkowi zgrzewkę wody na zapas, by mógł zawsze napić się wody w domu i poza nim. Sportowa nakrętka umożliwi picie wody „w biegu”, a wyluzowane etykiety z #WeźŁyka! przypomną o prawidłowym nawyku regularnego nawadniania się.
Czytaj więcej
Bariery? – pytają moi rozmówcy.
– My odrobiliśmy pracę domową. A wy? To bariera, którą muszą pokonać zdrowi i nauczyć się postrzegać nas przez nasze pasje, dążenia, marzenia, a nie przez to, jak wyglądamy.
Czytaj więcej
Świat, jaki znaliśmy, rozpada się jak porcelanowa waza. Można pozbierać kawałki i próbować skleić je na nowo. Albo stworzyć z nich coś nowego, nowy świat. Może mniej w nim będzie pewności, ale bardziej będziemy widzieć się nawzajem, bliżej nam będzie do innych i do samych siebie.
Czytaj więcej
Socjologowie nazywają czas, w którym aktualnie żyjemy, Epoką Lęku lub Epoką Stresu. Czasem antidotum na stres i lęk staje się seks. Jak uniknąć tej pułapki i zdrowo przeżywać zarówno stres, jak i seks?
Czytaj więcej
Tkwimy często w przekonaniu, że nie mamy wpływu na własne uczucia i stres. Oskarżamy o to świat i oddajemy mu odpowiedzialność za jakość własnego życia. Tworzymy pozornie logiczne wyjaśnienia swoich irracjonalnych zachowań. Oszukujemy samych siebie. Ratunkiem na niepokój i bezradność jest… mentalizacja.
Czytaj więcej
Jaka jest historia słowa kobieta i co ta historia znaczy dziś – czy jesteśmy u kresu drogi, czy na progu nowej epoki?
Czytaj więcej
Kobieca złość była do tej pory mocno tłumiona, schowana w wizji idealnej matki-Polki. Coraz częściej i coraz więcej kobiet miało jednak poczucie, że bycie żoną i matką im nie wystarcza. Kim jest Amazonka i jak jej kobiecy gniew i złość zyskały prawo głosu? Czy wciąż jesteśmy więźniarkami jednej narracji?
Czytaj więcej
Czy czujesz czasem jakiś rodzaj niepokoju i myślisz: tak się napracowałam, tak nastarałam, tak wiele osiągnęłam, skąd zatem tyle smutku we mnie, tyle żalu i tęsknoty? Kto w tobie tęskni i za kim, za czym? Co możesz zrobić dla siebie, by nie dać się uwieść swojemu smutkowi i słabości?
Czytaj więcej
Macierzyństwo w moim wykonaniu nie było kompatybilne z wyobrażeniami. A już w ogóle z poradami, jakich potencjalnym matkom udzielałam jako oświecona reporterka i publicystka tygodnika „Polityka”.
Sprowadzić je można do wytycznych: twoje dziecko jest twoją prywatną sprawą, rezygnacja z życia zawodowego jest głupotą, nie epatuj problemami, ponieważ pracodawcy mają je w dupie, a jeśli nie, ich troska dotyczy twego rozmemłania i spodziewanej niedyspozycyjności. Jeśli są oświeceni, zwolnią cię z powodu redukcji etatu. Jeśli nie są – nie będzie im się chciało wymyślać żadnego zastępczego powodu. Niemowlak natomiast wymaga twojej stuprocentowej uwagi, podobnie jak partner, który nie powinien może czuć się zepchnięty na boczny tor. Zacznij ćwiczyć, nie narzekaj wszystko się uda, wystarczy tylko dobrze zaplanować. Zobacz, jak dobrze planuje Sheryl Sandberg z Facebooka.
Jeszcze raz: logistyka i planowanie
Jeśli chodzi o planowanie, poległam już na etapie planowania ciąży, ponieważ nie miało ono miejsca. Niemniej po pierwszym zadziwieniu przeczytałam swoje własne porady i trochę się uspokoiłam. Niektóre koleżanki ukrywały niewygodny fakt zajścia w ciążę do ostatniego momentu. W okolicach siódmego miesiąca ujawniały niespodziankę, być może wzbudzając podziw bohaterską partyzantką. Ja nie mogłam, ponieważ szybko przyjęłam formę dwupiętrowego autobusu. Nie było miejsca na wątpliwości.
Chcę powiedzieć, że bardzo się starałam. Żeby udowodnić, że ciąża to nie choroba ani niedogodność, odbyłam kilka podróży służbowych, pod koniec ostatniej klinując się skutecznie w siedzeniu Ryanaira. Potem na salę porodową dotarłam z wydrukowanym na kartkach wywiadem, który przeczytać i zautoryzować miała lekarka prowadząca. Następnego dnia (już zapewne w połogu) miał być wysłany do drukarni. Jak widzicie, łączyłam pożyteczne z pożytecznym, wizyty kontrolne były również okazją do zbierania reporterskiego materiału o nowoczesnym macierzyństwie. Nie zapomnę wzroku mojej lekarki. Gdyby w szpitalu imienia Orłowskiego w Warszawie był oddział psychiatryczny, wysłałaby mnie na konsultacje – z pożytkiem dla mnie, o czym kiedy indziej.
Dwa dni później znajdowałam się już w odległej galaktyce. Nie mówię o tym, że chwilowe uczucie ulgi z powodu zakończenia dolegliwości ciążowych zostało zastąpione przez przerażająco wielkie: ja p... i co teraz? Nie mówię o falach organicznej radości przeplatanych płaczem, bezradnością, roztkliwieniem, szczęściem, nieszczęściem, czułością i koktajlem nastrojów związanych z człowiekiem, który grzał się w inkubatorze kilka sal dalej.
Zaczęło się od wizyty pielęgniarki, która usiadła na szpitalnym łóżku, przybrała łagodny wyraz twarzy, podręcznikowo wzięła mnie za rękę i zapytała, czy wiem, co to jest czterokończynowe porażenie mózgowe. Odpowiedziałam, że oczywiście tak, zastanawiając się, po co ten sprawdzian wiedzy. Dopiero po dłuższej chwili zrozumiałam.
Pielęgniarka podręcznikowo utrzymywała ze mną kontakt wzrokowy. Tak przypuszczam, bo z moich oczu zniknęła. W ciągu kolejnych pięciu minut w lutym 2004 roku wsiadłam do rakiety międzygalaktycznej, poleciałam w kosmos i wylądowałam w zupełnie innym świecie. Na pewno nie było w nim deadline’ów, delegacji, przełożonych, projektów, tekstów obiecanych, spóźnionych i niespóźnionych, napisanych i nienapisanych. Podwyżek i obniżek. Humorów redaktorów, awansów, redukcji etatów. W centralnym miejscu układu był już mój nowy człowiek i jego przyszłość. I niewiele więcej.
Kilka dni później okazało się, że alarm był przedwczesny, schorzenie uleczalne, syn włóczy ze znajomymi po wiosennym mieście. Ale oboje żyjemy już w innej galaktyce.
Czytaj więcej
Wyzwalacz zaburzeń odżywiania
Coraz więcej młodych osób cierpi na zaburzenia odżywiania. Według danych zebranych przez brytyjską gazetę „Observer” w 2020 r., w Wielkiej Brytanii prawie 20 tys. osób poniżej 18. roku życia zostało skierowanych na leczenie i zdiagnozowanych jako osoby zmagające się z zaburzeniami odżywiania. W 2019 r. liczba ta wynosiła blisko 13,5 tys. osób. Oznacza to wzrost o 46% w stosunku do poprzedniego roku.
Eksperci, z którymi przeprowadzono wywiady, wspominali o szczególnym wpływie izolacji, niepewności i poczuciu utraty kontroli nad własnym życiem wśród młodych ludzi. Karen Street, urzędniczka ds. zdrowia psychicznego w Royal College of Pediatrics and Child Health, skomentowała w odniesieniu do wzrostu liczby przypadków zaburzeń odżywiania, że zamknięcie w domach i życie w wirtualnej rzeczywistości było „wyraźnym wyzwalaczem zaburzeń odżywiania”.
Młodzi ludzie w izolacji borykają się z problemami w nauce i nie mogą prowadzić normalnego życia, cierpią z powodu utraty poczucia kontroli, bezpieczeństwa i poczucia własnej wartości. Restrykcyjne jedzenie to próba przejęcia kontroli nad podejmowaniem decyzji, choćby dotyczących własnego ciała, natomiast nadmierne jedzenie może być desperacką próbą zastąpienia więzi czy poczucia sukcesu i sprawstwa.
Źródło: Jayanetti C., (2021). NHS sees surge in referrals for eating disorders among under-18s. Observer, February 20.
Optymizm się opłaca
Według Michaela Scheiera z Carnegie Mellon University (2020) i jego zespołu z Optimism/Pesymism Meta-Analytic Consortium optymistą jest ten, kto konsekwentnie zgadza się ze stwierdzeniem: „W niepewnych czasach zwykle oczekuję najlepszego” oraz nie zgodziłby się ze stwierdzeniem: „Rzadko oczekuję, że coś pójdzie po mojej myśli”.
Tendencja do optymistycznego podejścia do życia powinna przełożyć się na określone korzyści psychologiczne i fizyczne. Jak zauważył Scheier i współpracownicy, optymiści przewyższają pesymistów w tak kluczowych wskaźnikach, jak: umiejętność rozwiązywania problemów, jakość relacji, a nawet ogólna satysfakcja z życia.
Dane sugerują, że optymiści doświadczają szybszego powrotu do zdrowia po operacjach, rzadziej chorują na choroby układu krążenia i udary, mają niższe ciśnienie krwi i niższy poziom kortyzolu – hormonu stresu. Według badań Scheiera i współpracowników optymiści radzą sobie ze stresem i niepewnością życia podczas pandemii lepiej niż pesymiści. Oczekiwanie najlepszego i unikanie wyobrażania sobie najgorszego pomaga przetrwać ten trudny czas.
Jeśli jesteś jedną z tych osób, które nie mogą przestać śledzić np. danych o nowych zachorowaniach, przewijających się na ekranie telewizora czy telefonu, może nadszedł czas, aby zająć głowę czymś innym, np.: pójść na spacer, przeczytać ciekawą książkę, ugotować lub upiec coś, na co nigdy nie miałeś czasu, albo poświęcić się swojemu hobby.
Źródło: Scheier, M.F., Swanson, J.D., Barlow, M.A., Greenhouse, J.B., Wrosch, C., & Tindle, H.A. (2020). Optimism versus pessimism as predictors of physical health: A comprehensive reanalysis of dispositional optimism research. American Psychologist.
Osiem sposobów na produktywność podczas pracy w domu
Obecna sytuacja sprawiła, że coraz więcej firm ze względów bezpieczeństwa zdecydowało się na pracę zdalną. Praca w tym trybie wymaga dobrej organizacji czasu oraz skupienia i koncentracji, ponieważ naszą uwagę może rozpraszać bardzo wiele rzeczy – dzieci, sprzątanie, zwierzęta, telewizja itp. Jak więc wykonać całą swoją pracę wydajnie i bez rozpraszania uwagi? Poniżej przedstawiamy kilka porad:
Oddzielne miejsce do pracy – nawet jeśli nie jest to typowa przestrzeń biurowa, powinno to być miejsce, w którym będziesz mieć spokój i ciszę. Pozbądź się niepotrzebnych rzeczy, uporządkuj materiały i sprzęty niezbędne do wykonywania Twoich obowiązków. Niech będzie to miejsce, które służy wyłącznie do pracy.
Stałe godziny pracy – przykładowo od 08:00 do 16:00 lub od 13:00 do 19:00, nie ma znaczenia. Ważne, abyś pracował w tych ustalonych godzinach każdego dnia i starał się utrzymać te ramy czasowe.
Lista rzeczy do zrobienia – przed rozpoczęciem każdego dnia pracy rozplanuj zadania, które musisz wykonać. Ułatwi to organizację i zarządzanie czasem.
Ogranicz bałagan w sieci – nie otwieraj trzydziestu kart w oknie, gdy szukasz informacji, i nie zapisuj wszystkiego na pulpicie. Znajdź sposoby na uporządkowanie informacji w komputerze bez zaśmiecania urządzenia zbędnymi plikami.
Wyznacz osobiste terminy – niech będzie to zawsze kilka dni przed faktycznymi terminami dla klientów. Daje Ci to bufor czasowy, jeśli sprawy potoczą się nie tak, jak zaplanowałeś lub wydarzy się coś nieoczekiwanego.
Zastosuj Technikę Pomodoro – polega na pracy przez 25 min, a następnie pięciominutowej przerwie. Popracuj w takim cyklu. Jest to świetne narzędzie do utrzymania skupienia i wyostrzenia umysłu.
Śledź swój czas – im szybciej zorientujesz się, ile czasu spędzasz przy każdym zadaniu, tym szybciej znajdziesz sposób na zminimalizowanie nieefektywności.
Urozmaicaj swój dzień różnymi zadaniami – godzina pisania, godzina projektowania, godzina odbierania telefonów od klientów sprawi, że będziesz szczęśliwszy, zdrowszy i wydajniejszy.
Źródło: www.psychologytoday.com
Czytaj więcej