„Proszę, tylko nie o barierach”

Psychologia i życie

Bariery? – pytają moi rozmówcy.
– My odrobiliśmy pracę domową. A wy? To bariera, którą muszą pokonać zdrowi i nauczyć się postrzegać nas przez nasze pasje, dążenia, marzenia, a nie przez to, jak wyglądamy.

Wyobraź to sobie. Masz występ i czekasz, by wyjść na scenę. Sala pęka w szwach, za chwilę wszystkie oczy skierują się na Ciebie. Czujesz tremę, ale i dreszcz podniecenia. I wtedy prowadząca imprezę jednym przymiotnikiem Cię kasuje. Mówi: „Przed państwem podstarzała Maryla” albo „łysiejący Kazik” czy „tandetna Beata”. To właśnie usłyszał Kamil: „A teraz zaśpiewa niepełnosprawny”. Zabolało. Przecież jest muzykiem, wygrał konkurs Debiutów na krajowym festiwalu, śpiewał na Woodstocku. Czy liczy się tylko to, że utyka?

POLECAMY

Jagoda: w niczym nie odstaję


– Najgorsze są spojrzenia – zwierza się 47-letnia Jagoda. – Tak mi się czasem na ulicy przyglądają, szczególnie starsze kobiety, że nawet jakbym nie chciała się przewrócić, to lecę. 
Jagoda zdążyła się już uodpornić się na ból fizyczny, na psychiczny zresztą też. Może dlatego w szpitalu lepiej sobie radzi niż inne mamy. Na porodówkę idzie o własnych siłach, bez kul. A zaraz po cesarce wstaje i, jakby nigdy nic, opuszcza gabinet zabiegowy. Droga korytarzem do łóżka na sali zajmuje jej niecałe pięć minut. Innym pół godziny. 
– Skąd mam tyle siły? – zamyśla się Jagoda. – Może dlatego, że urodziłam się z jedną nogą. Podobno przez pępowinę, która się wokół mojego ciała okręciła. Kiedyś nie było USG, to nie wiadomo. Tak, życie mnie zahartowało.
Jagoda ma trzy lata, gdy dostaje pierwszą protezę – sztywną, bez kolana, zapinaną na paski na brzuchu. Musi zmieniać ją co pół roku. Gdy się parę lat temu dowiedziała, że w Łodzi robią nogi w silikonie, pojechała. Radość trwała krótko, bo kolano zaraz się rozsypało. Reklamacji jej nie uwzględnili. 
– Znajomi mi radzą, bym zgłosiła się po pomoc do jakiejś fundacji – opowiada Jagoda. – Bo przecież noga ciągle się zużywa, a samo kolano kosztuje 25 tys. zł, z protezą to wydatek od 40 tys. wzwyż. Tymczasem NFZ przyznaje mi raz na trzy lata 5,5 tys. zł. Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie miało wypłacić mi ze środków unijnych 20 tys. zł, ale zgłosiło się kilka osób i dostałam 6 tys. Renta? Po wszystkich podwyżkach mam miesięcznie 780 zł. Dobrze, że mam dużo rodzeństwa, przyjaciół, znajomych. Jakbym była sama, zamknięta w domu, to nie wiem, czy bym jeszcze żyła.
Od trzeciej klasy podstawówki Jagoda jeździ na obozy. Czuje się tam wspaniale – wszyscy uczestnicy borykają się z większymi lub mniejszymi niepełnosprawnościami. To z nimi, w ramach wymiany, odwiedza USA i Szwecję. Za granicą otwierają się jej oczy. – Zobaczyłam, że tam ludzie tak się sobą nie przejmują, jak u nas, w kraju. Kobiety, choć bez nogi, chodzą w spódniczkach, w szortach, na szpilce. I nikt ich nie przewierca wzrokiem. Za granicą odważyłam się po raz pierwszy pójść na basen, na plażę. Nawet pływałam w oceanie! 
Do podstawówki Jagoda chodzi ze zdrowymi rówieśnikami. Nie odstaje – nauczyła się wspinać po drzewach, jeździć na rowerze. W liceum zawodowym też nie jest jej źle – umie wkręcić się w grupę. A zaraz po szkole idzie do pracy, w księgowości. Z domu wyprowadza się, gdy kończy dwadzieścia lat, do miasteczka zaledwie kilkanaście kilometrów od rodziców. Ale mama i tak płacze.
– Wpadali znajomi, robiliśmy imprezy, gotowałam – szybko odnalazłam się na swoim – opowiada Jagoda. – Siostry pomagały mi ze sprzątaniem, szczególnie z oknami. Ale któregoś dnia kupiłam drabinę i od tego czasu sama je myję. A prawo jazdy zdałam za pierwszym razem. Brat zainstalował mi w maluchu rączkę, którą wciskałam sprzęgło i hamulec, teraz jeżdżę już na automacie. Tylko karty parkingowej nie chcieli mi w urzędzie dać. Mówili, że się nie kwalifikuję. Dziesięć lat walczyłam! I w końcu ją mam. 
Rodzice Jagody tylko raz zwracają się do opieki społecznej po pomoc, gdy Jagoda jeszcze jest mała. Urzędnicy przyjeżdżają do domu, zaglądają w każdy kąt i mówią: pralkę macie, lodówkę też, to czego jeszcze chcecie? – Mama na to, że przez protezę strasznie drę rajstopy – opowiada Jagoda. – No to dali, z wielkiej łaski, parę par.
Gdy Jagoda traci pracę, zwraca się do opieki. – Ile musiałam im dostarczyć papierów! – mówi Jagoda. – Ile nachodzić się po lekarzach, by zdobyć wszystkie zaświadczenia, jakby nie było widać, że jestem chora! A potem jeszcze przyszli do domu i na dywan weszli w butach! Sprawdzili pokój, kuchnię i znów usłyszałam starą śpiewkę, że niczego mi nie brakuje. Myślę: dwadzieścia lat pracowałam, to mam. Spłakałam się ze złoś...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy