A nie mówiłem

Dan Ariely, znany ekonomista behawioralny, przytacza następującą anegdotę. Pablo Picasso został kiedyś poproszony przez pewną kobietę o wykonanie jej portretu. Po kilkunastu sekundach podobizna była gotowa. Doskonale odtwarzała rysy twarzy i cechy charakteru modelki. Picasso zapytany o cenę odparł, że życzy sobie 5 tys. dolarów. Oburzona kobieta stwierdziła, że to bardzo dużo za kilkanaście sekund pracy. Malarz odparł, że czas pracy jest znacznie dłuższy – obejmuje całe jego życie i dodatkowo te kilkanaście sekund. Nieporozumienie wynikało stąd, że ludzie żywią mylne przekonanie, że płacą tylko za czas wykonywanej pracy, a nie za ten potrzebny do zdobycia odpowiedniego doświadczenia, które umożliwia perfekcyjne wykonanie pewnych czynności. Sam kiedyś zżymałem się, kiedy ślusarz zażądał okrągłej sumki za otwarcie skomplikowanego zamka. Praca zabrała mu niewiele czasu. Potem uspokoiłem się i w rozmowie z nim dowiedziałem się, że jego biegłość w otwieraniu zamków była wynikiem wielu doświadczeń. Ćwiczył z własnej inicjatywy otwieranie niemal wszystkich zamków, jakie pojawiały się na rynku. Początkowo była to żmudna praca, wymagająca dużo czasu i cierpliwości. Potem jednak to samo zadanie wykonywał coraz szybciej i nie wymagało takiego wysiłku. Lepiej więc skorzystać z jego usług niż narażać się na długą pracę amatora, który wprawdzie byłby tańszy, ale przy okazji mógłby uszkodzić zamek.  Przy tej okazji przychodzi mi na myśl przysłowie: „Co nagle, to po diable”. Przecież w niektórych formach ludzkiej działalności wymagana jest refleksja i rozwaga. Tych przymiotów brakuje ustawom uchwalanym w trybie ekspresowym, a które potem muszą być wielokrotnie nowelizowane. Dotyczy to także wielu innych czynności. Stres związany z presją czasu lub koniecznością podjęcia szybkiej decyzji może prowadzić do wielu błędów i pochopnych działań. Błyskawiczna i bezrefleksyjna decyzja może prowadzić do wielu niepożądanych konsekwencji i wtedy pojawia się zjawisko „mądrości po fakcie”, fachowo określane jako wgląd wsteczny. Po upływie jakiegoś czasu sprawy musiały potoczyć się w taki właśnie sposób – przecież o tym doskonale wiedzieliśmy. Tymczasem przewidywanie przyszłości jest sprawą niezwykle trudną i rzadko wiadomo, co się stanie po podjęciu jakiejś decyzji. Nadmierne zaufanie do własnych sądów i przekonań prowadzi do przeceniania prawdopodobieństwa wystąpienia zdarzeń korzystnych dla podmiotu i niedoceniania zdarzeń niekorzystnych.  Po wybuchu pandemii wiele osób sądziło, że nie potrwa ona zbyt długo, że wszystkie środki ostrożności okażą się skuteczne i krzywa zachorowań zacznie spadać. Tymczasem nic takiego się nie zdarzyło i w tej chwili nie do końca wiadomo,  na jak długo pandemia zagości na Ziemi. Jednocześnie często pojawiają się stwierdzenia, że wirus nie pojawił się przypadkowo, ale był wynikiem celowego działania albo został przez coś sprowokowany (np. jest karą za grzechy). Co więcej, niektóre osoby sądzą, że mogą zachorować inni, ale nie oni sami. Jest to przykład nierealistycznego optymizmu, czyli skłonności do przyjmowania, że złe rzeczy mogą przydarzać się tylko innym. Mimo tego że liczba zakażonych stopniowo rośnie, coraz więcej osób odmawia noszenia maseczek. Nie dostrzegają związku pomiędzy swoimi działaniami a ich możliwymi konsekwencjami. Palacze uważają, że na raka płuc mogą zachorować inni, zaś oni sami są przed zachorowaniem w tajemniczy sposób chronieni. Innym przykładem nierealistycznego optymizmu może być niechęć do ubezpieczania się: ludzie zaniżają prawdopodobieństwo tego, że ulegną nieszczęśliwemu wypadkowi albo że dotknie ich jakaś katastrofa żywiołowa. W skrajnych przypadkach ta niechęć występuje u amatorów niezwykle szybkiej jazdy samochodem. Uważają, że są lepsi od przeciętnego kierowcy, a kiedy przydarzy się im wypadek, wtedy winią wszystkich, tylko nie samych siebie. 
Czytaj więcej

Jedzenie pod ciągłą kontrolą. Jak pozbyć się obsesji liczenia kalorii?

Niby nie czuję głodu, ale wciąż myślę o jedzeniu. Odchudzam się, nie jem słodyczy, ale kiedy się skuszę, mam ogromne wyrzuty sumienia. Konsekwencją restrykcji żywieniowych często są te i podobne myśli. Zamykają nas one w pułapce ciągłego myślenia o liczeniu kalorii, wikłają w wyrzuty sumienia. W konsekwencji jesteśmy zmęczeni i tracimy na poczuciu własnej wartości. Jak przerwać błędne koło emocji?
Czytaj więcej

Intymność w służbie starań o dziecko

Czasami poczęcie dziecka okazuje się dla partnerów zaskakująco trudną próbą dla ich związku. Szczególnie, kiedy starania się o dziecko odbywają się pod ścisłą kontrolą lekarza i wiążą się z pokonywaniem trudności natury medycznej. Na co warto być gotowym i jak wspierać się wzajemnie w tej emocjonalnej przeprawie?
Czytaj więcej

Jak uwolnić się od emocjonalnie niedojrzałych rodziców

Dorosłe dzieci niedojrzałych emocjonalnie rodziców wciąż czują się niewystarczająco dobre. Ciągle starają się – bardziej i bardziej – aby zadowolić innych. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego wciąż czują się winne i przedkładają potrzeby innych nad własne? Jak uwolnić się od takiego toksycznego uwikłania?
Czytaj więcej

Kazirodztwo – patologia i cierpienie rodziny

W bezpiecznych granicach wyznaczonych miłością ojca dziewczynka może poznawać świat, eksperymentować i się rozwijać. Jakie są konsekwencje długofalowe dla dziecka i dla jego otoczenia, kiedy te bezpieczne granice zostają przekroczone?
Czytaj więcej

Na tropie kobiecości. Skąd kobiety czerpią moc?

„Na szczęście mamy lament” – napisała Marion Woodman, jungistka. Co jest dla nas tak poważnym zagrożeniem, że lament staje się naszym sprzymierzeńcem? To zdanie, umieszczone w książce Uzależnienie od doskonałości, w całości brzmi tak: „Na szczęście mamy lament, który nie pozwala nam stać się idealnymi robotami”. Żeby zrozumieć siłę i motyw dążenia do tego, żeby stać się idealnym robotem, trzeba zanurzyć się w opisywany przez Woodman kontekst.
Czytaj więcej

O wolności i godności bez podziałów

Edyta Żmuda: W ostatnim czasie obserwowaliśmy niespotykany dotąd wybuch gniewu kobiet, który przejawiał się podczas demonstracji publicznych. Jak Pani Profesor postrzega tę sytuację?  Maria Beisert: To nie jest wyłącznie bunt młodych kobiet różnych pokoleń. Protest zainicjowany przez kobiety jest protestem kobiet i mężczyzn. Pamiętam 56 rok w Poznaniu, kiedy robotnicy walczyli o wolność i chleb. To pokazuje naturę tego protestu. My wszyscy chcemy wolności i chleba. Mówię bardzo symbolicznie, bo tu nie chodzi wyłącznie o kwestię aborcji ani o pomoc socjalną. To jest protest w imię godności i wolności. Potrzeby biologiczne, które symbolizuje ten protest, są ważne, bo człowiek protestuje, jeśli żyje, walczy, jeśli żyje. A fakt, że dotyczy wolności oznacza, że wykracza poza bycie kobietą i poza bunt kobiet. Protest opowiada się za pewną wizją wolnego człowieka niezależnie od płci. Niesie przesłanie, że ludzie choć różnej płci, są wobec siebie równi. To też jest walka o taką wizję człowieka, który ma płeć, lecz ta płeć jako konstrukt nie determinuje tego, że ktoś jest lepszy czy gorszy, że ktoś dominuje, a ktoś jest posłuszny.  Myślę, że możemy mówić o niezwykłej wręcz solidarności kobiet i mężczyzn, ale też solidarności młodych i starszych, bez podziałów ekonomicznych czy ze względu na wykształcenie. To jest zryw ponad podziałami. Ludzie są solidarni w tym, że nie wystarczy wypełnić im miskę socjalnymi dodatkami czy dać zarobić na chleb. Potrzebują czegoś więcej i solidarnie o to walczą. Takie protesty powinny być dostępne dla każdego w takiej warstwie i takiej postaci, jaka jest dla niego odpowiednia. To idea, zgodnie z którą każdy robi w tym miejscu gdzie jest wszystko co może.  W przestrzeni dyskusji publicznej kładzie się duży nacisk na sposób, w jaki kobiety wyrażają swój gniew, na język, jakim domagają się przestrzegania podstawowych praw człowieka. Co Pani Profesor o tym myśli? Język gniewu, to język emocji o dużym ładunku energetycznym. Siła i intensywność gniewu wskazuje na to, że rośnie emocjonalny ładunek ludzi biorących udział w proteście. Czytałam analizę Michała Rusinka, byłego sekretarza Wisławy Szymborskiej, na temat rodzaju wyrażeń, które znajdują się na plakatach. Jest tam wiele wulgaryzmów, wiele słów niecenzuralnych, a więc tych związanych ze sferą seksual­ną. Osobiście nie używam w życiu codziennym wulgaryzmów, natomiast rozumiem mechanizm ich powstawania. Ulica, demonstracja, marsze protestacyjne to sytuacje pełne energii, gniewu i wściekłości. Nie usprawiedliwiają one używania wulgaryzmów, ale na pewno wyjaśniają, dlaczego te wulgaryzmy się pojawiają i skąd się biorą. Kolejną istotną kwestią jest związek wulgaryzmów z seksualnością, co jest charakterystyczne dla polskich przekleństw. W tym jednak wypadku obecność wulgaryzmów ma dodatkowe znaczenie, ponieważ próby ograniczania wolności dotyczą nie tylko wolności obywatelskich, ale bardzo osobistych wyborów, w które rząd nie powinien ingerować. Obszar seksualny poza jego kontekstem społecznym dotyczy wartości bardzo osobistych i dlatego rząd podejmując próbę ingerencji w sfery osobiste związane z seksualnością musi się liczyć z negatywną, solidarną reakcją społeczną. O ile część wyborców może popierać stanowisko rządu, co do decyzji ekonomicznych, prawnych, medycznych, bo dała rządowi upoważnienie do tego rodzaju działań, to już decyzje dotyczące życia intymnego wydają się być decyzjami przekraczającymi to upoważnienie. Wywołują złość na tych, którzy chcą regulować – a w tym wypadku ograniczać – sferę osobistych wyborów. Stąd też, jeśli protesty są związane z gniewem i seksualnością, to język to dodatkowo ilustruje, odzwierciedla i podkreśla.  Obserwuję jeszcze jedną rzecz, mianowicie próbę użycia dla wyciszenia demonstracji przekonania/stereotypu, że kobiety to są te miłe, te grzeczne, te ciche i nie używają języka agresji. Przytoczony przez Panią obraz kobiety to obraz kobiety, która ma zakaz posługiwania się agresją wprost, a więc agresją fizyczną, agresją słowną i agresją seksualną. O ile bowiem w społeczeństwie patriarchalnym zezwala się kobiecie na agresję przez manipulację i agresję pośrednią, to nie zezwala się na taką agresję, która jest bezpośrednio ukierunkowana na przeszkodę. Zezwala się kobiecie na intrygi, na podjazdowe działania, ale nie zezwala się na walkę wręcz. W tej chwili rewolucja wyłania inny obraz kobiety, która tak jak każdy człowiek jest zaopatrzona w agresję wyrażaną walką wprost. To jest bardzo ważny motyw i ja bardzo się z tego cieszę, że my kobiety rezygnujemy z obrazu narzuconego przez porządek patriarchalny i mówimy „dość”. Badania Anny Titkow, dowodzą, że kobiety wychowywane w Polsce są uczone agresję ucinać, hamować, eliminować, niezależnie od tego jakim – bo może pozytywnym – celom ona służy. Jak widzę młode dziewczyny, które walczą wprost o swoje prawa, to mi się to podoba, bo umiejętność ochrony swoich praw jest w życiu każdego człowieka elementem bardzo istotnym i ważnym.  Pozwolę sobie przywołać określenie, jakim w kontekście ostatnich demonstracji posłużył się ksiądz Adam Boniecki w „Tygodniku Powszechnym” – mówi on mianowicie o Dniach Kobiet. Mam poczucie, że te Dni Kobiet to jest wydarzenie rewolucyjne, wielowymiarowe i możemy w tym momencie wspólnie obserwować zmiany w wielu obszarach – w aspektach psychologicznych, kulturowych, społecznych i socjologicznych.  Rewolucja w języku polskim jest rzeczownikiem rodzaju żeńskiego, ale ja bym nie zawłaszczała rewolucji mówiąc, że ona jest Kobietą. Rewolucja jednoczy nas wszystkich i w tej chwili sądzę, że młode pokolenie to bardzo wyraźnie czuje, chcąc uruchomić tę wewnętrzną, wielką siłę kobiet. Stąd mój ogromny szacunek dla tych wszystkich mężczyzn, którzy się do tego dzieła włączają. Rośnie pokolenie mężczyzn zjednoczonych z kobietami w solidarnej walce równych.  Bardzo dziękuję Pani Profesor za wypowiedź. 
Czytaj więcej

Jak nie straszyć dziecka strachem?

Żyjemy w niespokojnych czasach. To naturalne, że odczuwamy lęk, który może udzielać się naszym dzieciom. Zarazem chcielibyśmy uchronić nasze pociechy przed wszelkimi lękami. Ale czy to możliwe? I czy potrzebne?
Czytaj więcej

Milczenie w związku

Czasami milczenie pomaga. Pozwala zebrać myśli, zyskać czas. Bywa schronieniem, gdy nie jesteśmy gotowi na rozmowę. Czasem jednak jest murem, którym oddzielamy się od drugiej osoby. Albo sposobem, by ją ukarać. Co mówimy komuś, milcząc? Co ukrywamy za milczeniem? Kiedy milczenie zbliża, a kiedy rani obie strony?
Czytaj więcej

Ojcowie, którzy dają córkom siłę

Wsparcie, jakie ojciec daje swojej córce, uczy ją ufać i polegać na mężczyźnie, ale także dbać o swoje granice. Wyposaża ją w poczucie mocy i pewność, że jej siła i pozycja nie mogą być nigdy lekceważone ani pomijane.
Czytaj więcej

Skuteczni, choć nieprzewidywalni

Postrzegamy siebie jako kogoś, kogo zagrożenie mniej dotyczy. Mamy złudne przekonanie, że jednak sprawujemy kontrolę nad tym, czy zachorujemy, czy też nie. Wystarczy myć ręce, unikać zgromadzeń... Co więcej, przyczyny pandemii nie widać. Ona jest nieuchwytna i to daje nam dodatkowe argumenty, by ulegać złudzeniom.
Czytaj więcej

7 kroków do osiągnięcia pewności siebie

Pewność siebie jest niezwykle przydatna w życiu, dotyczy zarówno sfery osobistej, jak i biznesowej. Osoby pewne siebie zwykle zajmują wyższe stanowiska, wygrywają konkursy branżowe, zarabiają więcej od współpracowników, cieszą się także satysfakcjonującym życiem prywatnym. W obliczu dynamicznie postępujących zmian potrafią się lepiej przystosować, a kolejne wyzwania podejmują chętnie i zwykle zakończone są one sukcesem. Co jednak zrobić, kiedy brak nam pewności siebie, a cudownej tabletki na tę przypadłość jeszcze nie wynaleziono? Oto siedem kroków, które mogą uczynić nas bardziej pewnymi siebie, a tym samym odmienić nasze życie na lepsze.
Czytaj więcej