Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

7 grudnia 2020

NR 10 (Grudzień 2020)

O wolności i godności bez podziałów

41

Edyta Żmuda: W ostatnim czasie obserwowaliśmy niespotykany dotąd wybuch gniewu kobiet, który przejawiał się podczas demonstracji publicznych. Jak Pani Profesor postrzega tę sytuację? 
Maria Beisert:
To nie jest wyłącznie bunt młodych kobiet różnych pokoleń. Protest zainicjowany przez kobiety jest protestem kobiet i mężczyzn. Pamiętam 56 rok w Poznaniu, kiedy robotnicy walczyli o wolność i chleb. To pokazuje naturę tego protestu. My wszyscy chcemy wolności i chleba. Mówię bardzo symbolicznie, bo tu nie chodzi wyłącznie o kwestię aborcji ani o pomoc socjalną. To jest protest w imię godności i wolności. Potrzeby biologiczne, które symbolizuje ten protest, są ważne, bo człowiek protestuje, jeśli żyje, walczy, jeśli żyje. A fakt, że dotyczy wolności oznacza, że wykracza poza bycie kobietą i poza bunt kobiet. Protest opowiada się za pewną wizją wolnego człowieka niezależnie od płci. Niesie przesłanie, że ludzie choć różnej płci, są wobec siebie równi. To też jest walka o taką wizję człowieka, który ma płeć, lecz ta płeć jako konstrukt nie determinuje tego, że ktoś jest lepszy czy gorszy, że ktoś dominuje, a ktoś jest posłuszny. 

POLECAMY

Myślę, że możemy mówić o niezwykłej wręcz solidarności kobiet i mężczyzn, ale też solidarności młodych i starszych, bez podziałów ekonomicznych czy ze względu na wykształcenie. To jest zryw ponad podziałami.
Ludzie są solidarni w tym, że nie wystarczy wypełnić im miskę socjalnymi dodatkami czy dać zarobić na chleb. Potrzebują czegoś więcej i solidarnie o to walczą. Takie protesty powinny być dostępne dla każdego w takiej warstwie i takiej postaci, jaka jest dla niego odpowiednia. To idea, zgodnie z którą każdy robi w tym miejscu gdzie jest wszystko co może. 

W przestrzeni dyskusji publicznej kładzie się duży nacisk na sposób, w jaki kobiety wyrażają swój gniew, na język, jakim domagają się przestrzegania podstawowych praw człowieka. Co Pani Profesor o tym myśli?
Język gniewu, to język emocji o dużym ładunku energetycznym. Siła i intensywność gniewu wskazuje na to, że rośnie emocjonalny ładunek ludzi biorących udział w proteście. Czytałam analizę Michała Rusinka, byłego sekretarza Wisławy Szymborskiej, na temat rodzaju wyrażeń, które znajdują się na plakatach. Jest tam wiele wulgaryzmów, wiele słów niecenzuralnych, a więc tych związanych ze sferą seksual­ną. Osobiście nie używam w życiu codziennym wulgaryzmów, natomiast rozumiem mechanizm ich powstawania. Ulica, demonstracja, marsze protestacyjne to sytuacje pełne energii, gniewu i wściekłości. Nie usprawiedliwiają one używania wulgaryzmów, ale na pewno wyjaśniają, dlaczego te wulgaryzmy się pojawiają i skąd się biorą.
Kolejną istotną kwestią jest związek wulgaryzmów z seksualnością, co jest charakterystyczne dla polskich przekleństw. W tym jednak wypadku obecność wulgaryzmów ma dodatkowe znaczenie, ponieważ próby ograniczania wolności dotyczą nie tylko wolności obywatelskich, ale bardzo osobistych wyborów, w które rząd nie powinien ingerować. Obszar seksualny poza jego kontekstem społecznym dotyczy wartości bardzo osobistych i dlatego rząd podejmując próbę ingerencji w sfery osobiste związane z seksualnością musi się liczyć z negatywną, solidarną reakcją społeczną. O ile część wyborców może popierać stanowisko rządu, co do decyzji ekonomicznych, prawnych, medycznych, bo dała rządowi upoważnienie d...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy