Zostaliśmy w domach, prawie wszyscy. Przez krótką chwilę być może ta perspektywa wydała się nam urocza. To nawet fajnie, pisaliśmy znajomym na czatach, wreszcie pobędziemy razem, tak strasznie byliśmy zagonieni. Być może część z Was dalej pozostaje w stanie błogości i rozprężenia – ale, ale! – czyżbym usłyszała tutaj Twój, Czytelniku, szyderczo-zrezygnowany śmiech? Czyżbyśmy jednak poszli w inne zgoła klimaty, z tymi naszymi ukochanymi, których zdjęcia stoją na naszych biurkach w pracy, za którymi tak tęskniliśmy na nudnych spotkaniach, unurzani w targety i action plany, marzący o kapciach w miejsce szpilek i dresach w miejsce wykrochmalonych koszul?
Tomas Szasz, amerykański psychiatra, a równocześnie twórca nurtu tak zwanej antypsychiatrii, napisał, że jedną z cech instytucji totalitarnej (jako przykłady podawał więzienia, zakony i zakłady psychiatryczne) jest to, że praca, odpoczynek i sen odbywa się w tym samym miejscu. W kwarantannie jest tak samo.
Możemy oczywiście zacisnąć zęby i, przegryzając kolejne godziny porcjami strasznych wiadomości, które, mimo zamkniętych drzwi, walą do nas zewsząd, przeczekać. Wielu z nas zawiesiło sobie w te dni poprzeczkę na poziomie „NIE ZWARIOWAĆ”.
Gdyby jednak, zgodnie z zasadami, których uczono nas podczas szkoleń, w czasach kiedy jeszcze ludzie się spotykali, sformułować cel nieco bardziej pozytywnie – co moglibyśmy sobie teraz poćwiczyć?
Pytanie, które dzisiaj chciałabym zaproponować brzmi: „Czego postanowisz nie robić?”. Naszym odruchem – zwłaszcza po stronie kobiet – jest rezygnacja z odpoczynku i snu. Kłopot jednak polega na tym, że być może wbrew temu, co wydawało się nam w czasach przedpandemicznych, nie jesteśmy nieśmiertelni, a nasze zasoby są wyczerpywalne.
W dodatku osłabiają nas bezprecedensowe okoliczności, w jakich się znaleźliśmy – mierzymy się nie tylko z dzieckiem machającym ku nam zeszytem od języka polskiego, podczas kiedy klient na Skypie usiłuje odgonić z klawiatury swojego kota, ale też mierzymy się ze swoim lękiem i paroma innymi rzeczami, które jeszcze kilka miesięcy temu skutecznie zamiataliśmy pod dywan. Dlatego potrzebujemy nieodruchowych decyzji wokół tego, co będziemy robić, a z czego będziemy rezygnować. Potrzebujemy życzliwości kierowanej ku sobie samemu i idących za nią wyborów, które pozwolą nam oszczędzać swoje zasoby i dobrze przejść przez trudny czas. A więc – w duchu tej życzliwości zadajmy sobie pytanie:
Czego postanowisz nie robić?
Ćwiczenie
Przypomnij sobie swoją ostatnią dobę. Wypisz dokładnie dwanaście czynności, które zajęły Ci najwięcej czasu. Zobacz,
jak rozkładają się proporcje między pracą, snem a odpoczynkiem (no właśnie…). Podejmij decyzję: jakiej jednej rzeczy, z tych, które były pracą, zdecydujesz się nie robić?
Czytaj więcej
Pragniemy go. Marzymy o nim. Odmieniamy go przez przypadki… Sukces, bo o nim mowa, śni nam się po nocach. A kiedy pojawiają się sygnały, że jest już tuż na wyciągnięcie ręki… rejterujemy. Wycofujemy się. Dlaczego?
Czytaj więcej
Dopóki jesteśmy w ruchu, czujemy się pseudobezpieczni. Kiedy się zatrzymamy, grozi nam… no właśnie, co nam grozi za odwlekanie w czasie?
Czytaj więcej
O tym, jakich szkód może przysporzyć roztrzepanie i brak koncentracji nie trzeba chyba przekonywać - wie o tym każdy, komu zdarzyło się zapomnieć o odrobieniu zadania domowego czy nie przeczytać lektury. Albo jeszcze gorzej - odrobił zadanie źle, bo pracował nieuważnie i cały wysiłek poszedł na marne. Niestety - nasze życie jest pełnie różnych "rozpraszaczy". Smartfon, komputer, telewizor, wiele różnych obowiązków - wszystko to nie sprzyja koncentracji. Nawet dorosłym ciężko przychodzi skupienie się na jakimś problemie czy zagadnieniu. A dzieci - no cóż, dzieciom jest jeszcze trudniej. Bo jak tu się skupić, kiedy na każdym kroku życie podsuwa rozmaite rozpraszające nas atrakcje. A tymczasem koncentracja, dobra pamięć, spostrzegawczość przydadzą się w szkole i pomogą w życiu. Czy możemy te umiejętności wytrenować, tak jak trenuje się mięśnie?
Na szczęście odpowiedź brzmi: oczywiście tak. Możemy, w dodatku łącząc to z zabawą. Autorki Treningu superkoncentracji dla dzieci przygotowały kilkadziesiąt kreatywnych zabaw, które pozwolą wzmocnić pamięć, rozwinąć spostrzegawczość i wyćwiczyć koncentrację. W treningu będzie nas wspierał przyjacielski Móżdżek. Czasem pomoże, czasem trochę poprzeszkadza, a czasem będzie chciał z nami porozmawiać.
Nie ma zatem na co czekać - do dzieła!
POBIERZ FRAGMENT KSIĄŻKI TUTAJ
O autorkach:
Paulina Mechło — psycholog, neurokognitywista. Jest laureatką Nagrody Teofrasta za książkę Trening intelektu — wyćwicz pamięć, koncentrację i kreatywność w 31 dni. Prowadzi autorskie treningi grupowe oraz indywidualne usprawniające intelekt i funkcje poznawcze dla osób w różnym wieku — zarówno w języku polskim, jak i angielskim.
Magdalena Karpińska — z wykształcenia grafik ze specjalizacją animacja, z zawodu „ukośnik” (łączy zawód marketingowca, grafika, animatora i analityka). Mama, żona i pyra z wyboru. Miłośniczka podróży, pysznego jedzenia, tańca i szukania równowagi w życiu. Często określa siebie jako młodego dorosłego, który pielęgnuje wewnętrzne dziecko. To właśnie dzieci dostarczają jej najwięcej inspiracji do twórczości. W wolnych chwilach maluje obrazy, rzeźbi i pisze bajki dla syna Mikołaja.
Informacje szczegółowe o książce:
Data premiery: 12 stycznia 2021
Format: 158x235
Liczba stron: 129
Oprawa: miękka
Link do księgarni: https://sensus.pl/ksiazki/trening-superkoncentracji-dla-dzieci-paulina-mechlo-magdalena-karpinska,trsudz.htm#format/d
Czytaj więcej
Soczewki kontaktowe zdobywają coraz większą popularność, nie tylko ze względu na wygodę i poprawę ostrości widzenia, ale też z powodów kosmetycznych – pozbycie się okularów to dla wielu osób okazja do eksperymentowania z nowymi makijażami i fryzurą. Po soczewki kontaktowe chętnie sięgają też osoby uprawiające sport. Na rynku dostępnych jest wiele typów i rodzajów soczewek, co na początku drogi bez okularów bywa przytłaczające. Jakie soczewki wybrać?
Czytaj więcej
Zapraszamy do pierwszej w Warszawie Szkoły Gestalt w Organizacji gdzie wspólnie z międzynarodową kadrą rozwiniecie swoje umiejętności pracy w organizacjach.
Czytaj więcej
Praktyka oparta na dowodach to ciągłe integrowanie najlepszej dostępnej wiedzy naukowej z doświadczeniem klinicznym. Tzw. kryzys replikacyjny wykazał, że taśmowo produkowane badania naukowe nazbyt często koncentrowały się raczej na „publikowalności” niż dociekaniu prawdy i na rzetelności naukowej. Na szczęście Nauka potrafi uczyć się na własnych błędach i powoli wdraża mechanizmy obrony przed bylejakością i zbyt szybko ogłaszanymi „odkryciami”. Praktyczną ilustracją nowych standardów są między innymi zaawansowane metody klinicznej oceny osobowości oraz optymalizacji decyzji w psychologii pracy i badaniach kierowców. O problemach pogranicza nauki i praktyki można podyskutować na webinariach i blogu IPSYT.PL (www.ipsyt.pl/blog).
IPSYT.PL proponuje kursy podstaw statystyki i metodologii według dobrych wzorów uniwersyteckich, które mogą zarówno być użyteczne dla studentów, jak też dla praktyków szukających narzędzi do samodzielnej oceny jakości tekstów naukowych na których opierają swoją pracę. Profesjonaliści mogą doskonalić swój warsztat na szkoleniach m.in. stosowania testu MMPI®-2 lub znowelizowanej metodyki badań kierowców.
Więcej: www.ipsyt.pl/szkolenia
Czytaj więcej
Ursula Mayer: Co nas przetrwa
Pierwsza polska wystawa austriackiej artystki Ursuli Mayer pomyślana jest jako żywy organizm. System pompujący wodę, który przypomina krwiobieg, łączy pomieszczenia ekspozycji, każde reprezentuje jeden z ziemskich żywiołów. Przestrzeń wypełniona jest zapachem ziemi, dźwiękiem, pomalowana gliną i popiołem. Ma oddziaływać na wszystkie zmysły. Łączą się w niej biologia i technologia. Ta ostatnia jednocześnie wyzwala z ograniczeń natury i jest narzędziem kontroli, oddziałuje algorytmem. Ursula Mayer tworzy scenariusze bez podawania gotowych odpowiedzi. Sięga przy tym po techniki science fiction i narrację feministyczną. W jaki sposób człowiek konfrontuje się z czynnikami, które wpływają na jego istnienie – migracje, zmiany klimatyczne, rozwój technologii? Według Mayer żyjemy w przyszłości, w której człowiek nie jest już miarą wszechrzeczy, a jedynie jednym z elementów wszechświata. Co zatem zostaje, kiedy człowiek nie jest już w centrum?
wystawa: Centrum Sztuki Współczesnej
Zamek Ujazdowski, Warszawa
do 25 stycznia 2021 r.
Olga Tokarczuk: Czuły narrator
Wyczekiwana książka, pierwsza po otrzymaniu literackiego Nobla, zapraszająca czytelnika na krzesło obserwatora w pracowni. Jak czytamy w nocie o książce: „Od jakiegoś czasu lubiłam przyglądać się sobie i swojemu pisaniu z pozycji czwartoosobowego narratora”. Ten rodzaj autorefleksji powiązanej z psychologią, która wciąż pozostaje mi bliska i jest pierwszym językiem, jakim czytam świat, stanowi fundament większości tych tekstów”.
Autorka w dwunastu tekstach: esejach i wykładach, w tym w Mowie Noblowskiej, zaprasza nie tylko za kulisy własnej twórczości, ale także do refleksji, co robi z nami literatura – w eseju Palec w soli, czyli Krótka historia mojego czytania. „Jednym z najważniejszych odkryć ostatnich lat – odkryć, które wpłynęły na samo postrzeganie istoty człowieka – było z pewnością stwierdzenie, że organizm ludzki, a także ogólnie organizmy zwierząt i roślin w swym rozwoju i funkcjonowaniu współdziałają z innymi organizmami, że organizmy łączy ścisła współzależność”. Tak jak czułość jest wspieraniem tego, co dobre, tak czuła narracja może taką postawę wzmacniać.
Wydawnictwo Literackie
premiera: 12 listopada 2020 r.
Joanna Bator: Gorzko, gorzko
W swojej szóstej powieści Joanna Bator wraca na Dolny Śląsk zainspirowana historią zbrodni popełnionej we wsi Unisław Śląski, którą usłyszała na tamtejszym cmentarzu. Drugim punktem wyjścia dla powieści jest genealogia autorki. Wałbrzych i jego okolice wracają jako stały punkt jej twórczości, jak choćby w wałbrzyskiej trylogii Piaskowa góra, Chmurdalia, Ciemno, prawie noc. W Gorzko, gorzko narratorka Kalina poszukuje w okolicach Wałbrzycha fragmentów rodzinnej historii, żeby ułożyć w całość układankę losów czterech pokoleń kobiet, poczynając od pierwszej: „Tej jesieni kupiłam stuletni dom w górskiej wiosce na Dolnym Śląsku. W gratisie był pies, z pyska przypominający wilka, a z racji tuszy podobny do zakurzonego polarnego niedźwiedzia”. Realizm i magiczność, powieść miłosna i nienawistna, symboliczny kanibalizm w relacjach miłosnych – najnowsza powieść Bator zapowiada się interesująco, a zdaniem wydawcy może nawet wzbudzać litość i trwogę.
wydawnictwo: Znak
premiera: 25 listopada 2020 r.
Katarzyna Nosowska: Powrót z Bambuko
Książka w sam raz na ukojenie. Choć lektura może nie należeć do najłatwiejszych, powinna skutecznie skrócić dystans do akceptacji samego siebie i jak rekomenduje wydawca, rozruszać mięśnie „śmiechowe”. Komunikację w bliskich relacjach warto zacząć od siebie. Nowa książka Nosowskiej zbliża do innych - gdy okazuje się, że wszystkich łączą wspólne doświadczenia, każdy może zostać zrozumiany. Choć od premiery minęło trochę czasu, polecam jako nosicielkę otuchy. „W bambuko robi się nas, a czasem my robimy innych, gdy tylko podejdziemy do stołu, przy którym gra się w życie. (…) Nie wahajcie się użyć własnego życia, by żyć, jak wam się podoba”. Czyż nie jest kuszące?
Książka z ilustracjami Izabeli Kaczmarek-Szurek; audiobook czytany przez autorkę.
wydawnictwo: Wielka Litera
premiera: 16 września 2020 r.
Weronika Szczawińska/ TR Warszawa: ONKO
Spektakl premierowy Weroniki Szczawińskiej ma być obserwacją onkologicznej rzeczywistości z perspektywy pacjentki. Susan Sontag (w eseju Choroba jako metafora) każdemu z nas metaforycznie wręcza podwójny paszport, podwójne obywatelstwo: jedno do świata zdrowych, drugie do świata chorych, w którym nikt nie chce być. Szczawińska i zespół TR przyglądają się, jak wygląda komunikacja międzyludzka, jak układają się relacje, jak zachowuje się ciało w nowych okolicznościach, w których nikt nie chce być, czyli po diagnozie.
Od reżyserki: „Bardzo interesuje mnie rzeczywistość zmieniona przez raka. Jednak zupełnie nie interesuje mnie projekt konfesyjny, terapeutyczny czy pedagogiczny. Ciekawi mnie, do czego może przydać się choroba nowotworowa. Nie zajmuje mnie zrobienie spektaklu o raku, ale przyjrzenie się, czego dzięki rakowi można dowiedzieć się o współczesnym świecie. Czego dowiaduje się chora na raka piersi o naszej kulturze i społeczeństwie? Czego mogą dowiedzieć się widzki i widzowie?”.
reżyseria, tekst: Weronika Szczawińska
TR Warszawa/Marszałkowska 8
premiera: 4 grudnia 2020 r.
premiera transmisji live w internecie: 5 grudnia 2020 r. na nowej platformie streamingowej TR ONLINE online.trwarszawa.pl
O.S.T.R. i Hades: HAO2
Wyczekiwany muzyczny powrót duetu O.S.T.R. i Hades nastąpi na płycie HAO2, która jest zbiorem piętnastu opowieści z pandemicznego roku 2020. Drugi długogrający album duetu będzie miał premierę w grudniu. Zapowiadający ją singiel Illuminati przenikliwie wskazuje na postępujące społeczne uzależnienie od mediów i napływu informacji. Jak zapowiada wytwórnia: „Album po części utrzymany jest w postapokaliptycznej atmosferze, pełnej niepewności, lecz nie brakuje na nim także numerów luźniejszych, dających nadzieję na lepsze jutro. HAO2 nie jest tylko powrotem kultowej kooperacji, to przede wszystkim odpowiedź na współczesny świat, to projekt ku pokrzepieniu serc”.
wydawca: Asfalt Records
premiera: 4 grudnia 2020 r.
Czytaj więcej
Irena Kamińska-Radomska, Etykieta biznesu, czyli międzynarodowy język kurtuazji
Wydawnictwo Studio EMKA, Warszawa 2020
Irena Kamińska-Radomska od ponad dwudziestu lat zmienia świat biznesu, w którym można grać fair, ale trzeba znać zasady. Etykieta biznesu… jest nieocenionym kompendium tej wiedzy. Autorka porusza w niej różne zagadnienia związane z prowadzeniem biznesu, traktujące m.in. o nawiązywaniu kontaktów, profesjonalnym wyglądzie czy radzeniu sobie podczas trudnych negocjacji. Nie ulega bowiem wątpliwości, że w dzisiejszym świecie znajomość zasad etykiety bardzo się przydaje i pomaga w rozwoju zawodowych karier, w budowaniu prestiżu firmy i własnego autorytetu. Etykieta biznesu… napisana jest w oparciu o własne doświadczenia i bogatą literaturę przedmiotu. To doskonały przewodnik dla wszystkich, którzy pragną w świadomy sposób funkcjonować w swoim otoczeniu zawodowym, zachowując spójność przekazu na każdym poziomie komunikacji.
Richard Paul Evans, Sprzedawca marzeń. Opowieści sprzedawcy marzeń, tom 1, przekład: Hanna de Broekere
Między Słowami, Warszawa 2018
Czy ktoś, kto sprzedawał marzenia innym, będzie umiał odkupić własne? Z dzieciństwa Charles James pamiętał tylko agresję ojca, łzy matki i szukanie obiadu w śmietnikach. Jak każdy, kto jako dziecko dostał zbyt mało miłości, Charles pragnął, aby pokochał go cały świat. Gdy opuścił dom i zatrudnił się jako asystent znanego mistrza sprzedaży, chciał tylko pieniędzy, sławy i podziwu. Zdeterminowany, szybko piął się po szczeblach kariery, by wkrótce pokonać swojego mistrza i stanąć na szczycie. Wreszcie był szczęśliwy. Jednak czasem to, co bierzemy za szczęście, jest tylko jego iluzją. Nagle słynny sprzedawca marzeń zaczął doświadczać rzeczy, które zachwiały jego idealnym życiem. Najpierw pojawił się zły sen. Później ktoś przypomniał mu o krzywdach wyrządzonych innym. A później zdarzyło się jeszcze coś i Charles w jeden dzień stracił wszystko. Lecz tym razem los był dla niego mniej bezwzględny, niż on sam był dla innych. Dał mu drugą szansę.
Sprzedawca marzeń to pierwsza część nowej trylogii Richarda Paula Evansa – opowieść o dążeniu do odkupienia win oraz o tym, co zrobił ktoś, kto dostał szansę, by zacząć życie od nowa.
Czytaj więcej
Idę czytać do wanny – nie z wygody, ale z zagonienia. Planuję się ukryć w łazience przed mężem i dziećmi i złapać (mały) oddech. Wiadomo, że w łazience można się nie tylko ukryć, ale i zachować godność, udając konieczność przeprowadzenia skomplikowanych zabiegów higienicznych. No więc, wanna jest moim szampanem i truskawką z czekoladą, ale bez wyrzutów sumienia. Jest już późno, nikt nie powinien mieć żadnych potrzeb koniecznych do zrealizowania tu i teraz. Zamierzam czytać w wannie również z innego powodu – podobno w kąpieli nie można zasnąć, więc może uda mi się trochę podgonić lekturę.
Czytaj więcej
Opowieść o Elaine lady of Shalott jest znana z poematu Alfreda Tennysona, wiktoriańskiego poety laureata. Napisał on nawet dwie wersje opowieści, która jest jedną z legend o królu Arturze. Pierwsza została wydana w XIII wieku, po włosku. Druga wersja poematu Tennysona jest często krytykowana za podporządkowanie jej moralności wiktoriańskiej. Sprzeciw budzi wspieranie bierności kobiet, niedostrzeganie ich potrzeb (zwłaszcza seksualności) i przyjmowanie dominującej roli mężczyzn jako właściwej.
Oto na rzecznej wyspie, niedaleko Camelotu, zamku króla Artura, stał zamek Shalott. W jego wieży pędziła życie obłożona klątwą dziewczyna. Nie wiadomo kto ani dlaczego, rzucił na nią klątwę. Ale wiedziała, że nie może opuszczać wieży, wyglądać przez okno ani przerwać tkania gobelinu, na którym przedstawiała otaczający ją świat. A właściwie obraz świata widziany w tajemniczym lustrze odbijającym widok z okna. Nie jest pewne, czy znała konsekwencje złamania nakazów i zakazów klątwy.
Czy nie przypomina to współczesnego człowieka, który w ścianach pokoiku poznaje świat przetrawiony i przyrządzony przez instytucje zarządzające środkami masowego przekazu? W przeciwieństwie do lady of Shalott współczesnemu człowiekowi nikt nie zakazuje samodzielnego oglądu rzeczywistości.
Pewnego dnia Elaine dostrzegła w zwierciadle ujmujący obraz pięknego i strojnie odzianego sir Lancelota, konno przejeżdżającego nadrzeczną drogą. Zachwycona obrazem, a niepomna klątwy, wyjrzała przez okno. Lustro tego nie wytrzymało i pękło. Dziewczyna porzuciła tkackie krosna i wybiegła z wieży. Znalazła łódź. Nadała jej swoje imię. Spuściła imienniczkę na wodę. Położyła się na dnie. Łódź popłynęła, niesiona nurtem, do Camelotu. Rycerze króla Artura znaleźli w łodzi martwą dziewczynę. Sir Lancelot Bogu dziękował za piękno jej twarzy.
Nic nie wskazuje na to, aby ją kochał. A czy ona kochała jego? Przecież zachwyciła się nie nim, a jego obrazem spreparowanym przez zaklęte lustro. Nie miała szansy samodzielnie postrzec sir Lancelota i zakochać się w człowieku, a nie w jego przetworzonym obrazie. Tennyson kazał jej umrzeć za złamanie zakazu. Wybory, jakich dokonujemy w oparciu o spreparowany obraz rzeczywistości, przeważnie nie mają bezpośrednich następstw, takich jak śmierć Elaine. Ten zniekształcony obraz może wynikać z różnych intencji – dla zwiększenia sprzedaży, dla wyboru tego właśnie sklepu, dla przekazania władzy politycznej tej, a nie innej grupie polityków.
Wieża, w której żyła lady of Shalott, to część obronnego zamku. W średniowieczu chroniła to, co dla pana zamku było najcenniejsze. Otaczał ją średni zamek, który mieścił zbrojną drużynę, broniącą wieży. Kontaktom z otoczeniem służył zamek dolny. Tam handlowano i wymieniano informacje. Brytyjski psychoanalityk, Andrew Samuels przyrównał strukturę osobowości do takiego zamku. Wieża mieści tożsamość. Zamek średni to system obrony. Dolny zamek obrazuje pole wymiany z otoczeniem.
Śmierć Elaine można rozumieć jako utratę tożsamości w wyniku rezygnacji z obrony i zdania się wyłącznie na informacje przekazane przez innych, oczywiście dla ich celów. Zrezygnowała z systemu obrony, jaki człowiek wypracowuje w życiu dzięki rozumnemu myśleniu. Niezależnie od tego, czy nazywa się je mechanizmami obronnymi, sposobami radzenia sobie czy sposobami stawiania czoła przeciwnościom losu.
Placek ze śliwkami znakomicie pomaga w usuwaniu skutków zmagania się z – przynajmniej niektórymi – przeciwnościami losu. Pieczenie placka świetnie wzbogaca repertuar obron.
Placek ze śliwkami
20 dag mąki krupczatki
10 dag mąki tortowej
12 dag masła
5 dag drożdży
2 żółtka
1/2 porcji cukru z wanilią
szczypta soli
12 łyżek cukru
1 kg śliwek węgierek
2 łyżeczki cynamonu (niekoniecznie)
Drożdże ugnieść z dwoma łyżkami cukru, odstawić w ciepłe miejsce, żeby się rozpłynęły.
Mąkę i masło wymieszać łyżką (lub mikserem albo w malakserze) do konsystencji wilgotnego piasku. Dodać żółtka, cukier waniliowy, sól i drożdże. Zagnieść ciasto.
Śliwki umyć starannie, osuszyć, przepołowić wzdłuż i wyjąć pestki.
Wyłożyć ciasto na rozłożony na blasze papier do pieczenia, rozklepać palcami na płasko. Ułożyć na cieście śliwki, skórką do ciasta, ciasno obok siebie. Jeśli się lubi cynamon, oprószyć nim całość. Przykryć czystą ściereczką i odłożyć w ciepłe miejsce na godzinę.
Piec w gorącym piecu (180°C, z termoobiegiem) pół godziny. Po 15 minutach wyjąć, obficie posypać cukrem (10 łyżek powinno wystarczyć) i włożyć do piekarnika na pozostały kwadrans.
Po wyjęciu z pieca pokroić na prostokąty mieszczące po dwie połówki śliwek. Można jeść na ciepło.
Czytaj więcej