Na stres i bezsenność – ekstrakt ze szparaga

Jesteś tym, co jesz. A jedząc więcej owoców i warzyw, na przykład szparagów, zmniejszasz ryzyko depresji, odczuwanego stresu i negatywnego nastroju, w zamian zaś zyskujesz spokój, lepszy sen i poczucie spełnienia w życiu.
Czytaj więcej

Czuję, więc… jem

Czy możliwe jest, że ludzie są uzależnieni od czegoś innego, co sprawia, że sięgają po jedzenie? Tak naprawdę nie jest istotne, po jaką substancję sięga uzależniona osoba, ale dlaczego to robi?
Czytaj więcej

Co gryzie narcyza?

Biedny narcyz? – brzmi jak oksymoron. Nieznośny, raniący, wykorzystujący innych ludzi – tak, ale biedny? A jednak można mu współczuć. Historia narcyza to opowieść o kimś samotnym, niepewnym swej wartości, lękającym się odrzucenia. Kimś, kto nie zaznał miłości i szuka jej namiastki – opatrznie i daremnie.
Czytaj więcej

Niehigieniczni

Mówię to szeptem, więc szczęśliwie mogę być niedosłyszana – będę tu pisać króciuteńko, od czasu do czasu, naturalnie na ile łodygi, korzenie i włókna pozwolą mi bym odeszła od nich wszystkich, żyjących w moim laboratorium, lub wyszła z lasu, gdzie – co sami możecie przyznać – tam to dopiero ich co niemiara. Mówię to szeptem, bo właśnie one teraz rosną.  Dlatego będę tu tylko czasem. Ale najserdeczniej i najniżej kłaniam się Państwu i wszystkich Czytelników „Charakterów” pozdrawiam, choć dziś szczególnie pozdrawiam tych niehigienicznych.  Tych, którzy pracują za dużo, jedzą tłuste i z cukrem, więc nie wyglądają wcale. Te poliki, te fałdy, te rosnące obsuwy skóry. Każdy to zna, choć raczej nie chce. Tych, którym tężyzna fizyczna jest obca, budzi zakłopotanie albo – i podobno w tym jest problem – nic nie budzi. Za gorącą kawę, za szybko i za często w siebie wlewają (słodzoną razy dwa). Pracują w pocie, przyznajmy szczerze, nie tylko czoła. Zwykle nie śpią. Dumają, mielą się w pościelach, kitłaszą w głowie cały były dzień i pojedyncze usłyszane słowa, zastanawiając się, czy były one takie, jakie być powinny, i czy odpowiedź była dla tej sytuacji należyta, by wyszło na ich. Wiadomo, że nie była, więc całkiem bez sensu, ale jednak dla świata wzruszająco – nocą niestrudzenie wymyślają tę przyszłość, która się nigdy nie odbędzie, w której finalnie pada to najlepsze we wszechświecie zdanie, zdanie – diament, riposta-żyletka. I że to wszystko zmienia. Takie oto mają marzenia. A rano znowu praca. Oczywiście. I w dzień, i w nocy. Praca. Plus ociupinka snu.  Moi Przyjaciele – nikt nas nie zrozumie. Na urlopy trzeba nas wyganiać, odciągać, posiłkując się nadzieją w nasz zdrowy rozsądek, z czego najzabawniejsze jest – domniemana u nas chęć dbałości o zdrowie, które oczywiście sypie się i nie zamierza przestać, ale co z tego? Na razie nie mamy czasu na ćwiczenia, pełnoziarniste batony nam nie wchodzą, nie mamy chęci na trening oddechu ani jogi, jazdy na rolkach, rowerach i innych dziwnych przyrządach, jakie utrudniają i tak już wystarczająco kłopotliwe poruszanie się.  Bo my tu mamy do przerzucenia nasz pospolity, codzienny znój. I nie za wiele znamy więcej. My mamy obowiązki i zobowiązania, związania. I robimy wszystko, by się z ich wywiązać. I bez przerwy to robimy. Znacie to.  Dlatego żalę się Wam i wołam o empatyczny uścisk solidarności – otóż mnie z tego stanu wyrwali. Wywlekli siłą. Na wywczasy, w środku zimy wysyłając. Też mi coś! Rozumiecie, miałam porzucić rośliny w laboratorium, splątki, supełki wąsów czepnych dyni, jej zachłanne liście i kwiaty, które oglądam i badam, miałam zatrzymać różne pisania (to, co czytacie też), studentów, listy do odpowiedzi, plany, projekty i miałam tak zwyczajnie sobie wyjechać. Jeszcze nad morze miałam. Dobry żart.  Wyjechałam. Przyznaję, dalekie areały, śnieżny horyzont z nieba i ziemi objawiły mi się zaskakująco pojemnymi. Wszystko to bez przerwy głaskane marszczącą się powierzchnią morza, w pulsach, z którymi już zaraz chyba zsynchronizowałam swój oddech. Przez chwilę być może zrozumiałam o co w tym chodzi. Szukałam nawet w sobie przepony. Tak, już właściwie byłam tam, już skupiałam się nawet, gdyby nie… dynia. Leżała na brzegu. Nad morzem to przecież normalka. Od razu wessało mnie laboratorium i wcale się temu nie opierałam. Właściwie to cały czas na to czekałam. Więc się zaczęło. Wyobrażałam sobie, jak dynie, które tam porzuciłam, wiły się uroczo i pięknie, fotografowane przez kamery, jakie zostawiłam w swój tam niebyt. Jak ich witalne liście falują, jak poszukują miejsca w przestrzeni, prężąc swoje łodygi, jak woda w ich tkankach napędza gradienty ciśnień, hormony wydłużają komórki, kontrolując geometrię łodyg. A mnie tam nie było. Byłam tu. Nie, nie spanikowałam, spokojnie minęłam ją, idąc dalej, trochę udając, że myślę o morzu i że skupiam się na oddechu. Oddech zaczął robić się sam, a mnie już tam nie było.  Ale chyba Wam tego nie trzeba tłumaczyć. Wy niehigieniczni dobrze mnie zrozumiecie.  My przepony po prostu  nie mamy. 
Czytaj więcej

Podróż bohaterki

Gdy potrzebujemy zmian i uzdrowienia duszy, często wybieramy się w podróż. Czujemy zew przygody i – niczym baśniowy bohater – wspinamy się na szczyty, pokonujemy przeszkody i odnajdujemy skarb. Tylko czy taka podróż uleczy zranioną kobiecość? Czy pozwoli odnaleźć jej wewnętrzny ogień i wydobyć subtelne aspekty złożonej natury? Czy ocali przed duchową śmiercią? A może nie warto iść śladami Odyseusza, tylko wybrać się w podróż bohaterki?
Czytaj więcej

Czego uczy nas las?

Las uczy nas, że jesteśmy prawdziwie piękni, bo pochodzimy z przyrody, z tych drzew, ze stepu sprzed tysięcy lat. Wszyscy należymy do siebie. Ja jestem tym, czym jesteście Wy – sosno i łodygo czeremchy o wielkim apetycie na życie. Bo jesteśmy całkowicie zanurzeni w przyrodzie. Gdy to sobie uzmysłowimy, przestaniemy siebie i nią niszczyć. 
Czytaj więcej

Jesteśmy cząstką przyrody

Współczesna nauka stopniowo odkrywa to, co było oczywiste dla naszych przodków – jesteśmy jednością z otaczającą nas przyrodą. Kontakt z nią zaspokaja nasze potrzeby i zapewnia dobrostan, jest warunkiem naszego przeżycia. Dlaczego więc nie ufamy naturze, oddzielamy się od niej, od siebie i innych ludzi? Jak przekroczyć to oddzielenie, które stało się przekleństwem cywilizowanego człowieka? 
Czytaj więcej

Bezpieczeństwo

Do kluczowych zmian spowodowanych macierzyństwem zaliczyłabym utratę wolności do bycia bezmyślnym, nieprzewidującym i niemartwiącym się o zdrowie i życie dzieci. Od lutego 2004 roku lwią część operacyjnych zasobów mojego mózgu zajmuje ustalenie relacji między rajstopami, temperaturą na zewnątrz a śmiercią  z wyziębienia, wielkością zabawek a średnicą przełyku, prawdopodobieństwa napotkania pedofila w Warszawie południowej między godziną 7:30 a 8:15, związku zawartości cukru w czekoladowych chrupkach i wieczorną nadpobudliwością moich synów. A przede wszystkim pytanie – czy nie jestem wystarczająco beznadziejna, żeby schrzanić im życie? Kiedy mój mózg znajduje się na skraju eksplozji, przypominam sobie, że moja mama też martwiła się o moje bezpieczeństwo. W czasie, o którym piszę, chodziło o bezpieczeństwo siedmiolatki. Zła upatrywała wtedy w nowopowstających drogach szybkiego ruchu i kierowcach ery wczesnego Jaruzelskiego. Zapisała mnie do nierejonowej szkoły, ponieważ ta rejonowa – odległa zaledwie o 150 metrów od domu – znajdowała się po drugiej stronie dwupasmowej miejskiej ulicy. Nierejonowa była osiedlową, wciśniętą między dziesięciopiętrowe wykwity z wielkiej płyty. Mama mogła odetchnąć. Nie prześladowała jej wizja, że usłyszy pisk opon, a potem zobaczy z okna, jak ginę pod kołami dużego fiata.  Tak więc zostałam pierwszoklasistką, a potem dzieckiem z kluczem na szyi. Czy szkoła w stanie wojennym była przygnębiająca? Zupełnie nie pamiętam. Pamiętam za to Ilonę, z którą organizowałyśmy sobie rozrywki w ramach bezpiecznych powrotów do domu. Dokładniej: organizowała Ilona, ja byłam chętnym wykonawcą. Fascynowały nas bloki na osiedlu. Budowane w tempie ekspresowym, jeszcze niewykończone, a już w stanie rozkładu. Piwnice bez oświetlenia, windy po próbach podpalenia, na ostatnich piętrach pół suszarnie, pół imprezownie. Na dziesiątym piętrze były drzwi z urwaną kłódką, które prowadziły na dach wieżowca. Wspinałyśmy się po schodach i wpadałyśmy w ekstazę. Z dachu rozciągał się widok na dachy innych wieżowców, szyb kopalni węgla kamiennego i niskie bure chmury. Wykonawca nie przewidział zapewne obecności dwóch siedmiolatek lub ktoś przed nami zawiózł metalowe ogrodzenie do skupu złomu, więc mogłyśmy swobodnie wychylać się zza krawędzi i sprawdzać, kto wchodzi do bloku. Mogłyśmy nawet gonić się wzdłuż krawędzi dachu! Jak widać ta i inna zabawa w berka skończyła się planowo, ale kiedy piszę o tym, drętwieją mi opuszki palców. Jednym z efektów późnej dorosłości jest galopujący lęk wysokości. Ataki paniki zdarzają mi się już nawet na estakadzie na Ursynowie, kiedy przejeżdżam nad ulicą Puławską. Na szczęście cztery dekady temu moja mama była spokojna, że w drodze ze szkoły nie potrąci mnie zaporożec. O moich bezpiecznych powrotach do domu pomyślałam, kiedy w czwartej klasie mój starszy syn powiedział, że nie mogę po niego przychodzić do szkoły. Uznał, że to szkodliwe dla jego pozycji towarzyskiej. Najpierw spanikowałam, a potem się zgodziłam. Na jego drodze do szkoły nie ma przynajmniej żadnego wieżowca. O reszcie, mam nadzieję, nigdy się nie dowiem. 
Czytaj więcej

„Moja siła. Jak wyrwać się z kręgu przemocy i zacząć życie bez lęku” – przeczytaj fra...

Pięć kobiet. Pięć prawdziwych historii toczących się w kręgu przemocy. Pięć dowodów na to, że każda kobieta ma w sobie ogromną siłę, żeby wyrwać się z tego, co ją niszczy, i zawalczyć o swoje życie. „Moja siła. Jak wyrwać się z kręgu przemocy i zacząć życie bez lęku” Justyny Moraczewskiej w księgarniach już od 14 kwietnia.
Czytaj więcej

Ptaki na zdrowie

Zwierzęta równe i równiejsze Dlaczego wśród tylu milionów zwierząt polubiliśmy właśnie ptaki? Czy mają cechy, które są szczególnie bliskie nam, ludziom? Przecież na pierwszy rzut oka są zupełnie inne. Mają pióra i składają jaja – wielkie wyróżniki, nijak niepasujące do Homo sapiens. A może właśnie te wyjątkowe ptasie cechy tak nam się podobają? Zdolność lotu kojarzy się z wolnością, śpiewami i tańcem. Tak, właśnie taniec, oznaczający czułość w relacji i chęć dalszej współpracy. Przypomina to ludzi? Podobnie jak ptaki preferujemy wzrok i słuch jako narzędzia komunikacji zamiast węchu – tak charakterystycznego dla innych ssaków. Stąd już tylko krok do refleksji – dlaczego ptaki są tak różne, a jednocześnie tak bardzo do nas podobne? Ach, te ptaki! Zachwycają, choć można je w pewnym zakresie skatalogować. Na świecie jest ich nieco ponad 10 tys. gatunków, w Polsce – razem z największymi rzadkościami – poniżej pół tysiąca. To w sam raz, by przynajmniej większość gatunków zobaczyć w swoim życiu. W przypadku innych grup kręgowców – ryb, płazów, gadów i ssaków – to jest praktycznie niemożliwe, a w przypadku owadów zupełnie niewykonalne. I pod tym względem ptaki nam sprzyjają. Zdecydowana większość z nich preferuje dzienny tryb życia i pozwala się obserwować. Lornetka na szyi, barwny atlas w plecaku, a dla zaawansowanych jeszcze luneta, aparat fotograficzny i w drogę. Uwaga, bardzo wciąga, a każdy krok to oddanie się nowemu hobby, nazywanemu u nas coraz częściej ptasiarstwem, co jest tłumaczeniem angielskiego określenia birdwatching. W pewnym momencie pasja zmienia się w sposób na życie, a bywa, iż nawet staje się obsesją. Biofilia to radość Lubimy przyrodę. Czasami ją nadmiernie eksploatujemy, ale i tak ją lubimy. Jako gatunek, mimo zdobyczy cywilizacyjnych, w naturze mamy fundament, z niej wyszliśmy i do niej wracamy, doświadczeni porażkami budowy społeczeństw oderwanych od praw przyrody. Coraz lepiej rozumiemy znaczenie terenów zielonych, a nawet pojedynczych roślin i zwierząt dla poprawy kondycji psychicznej i fizycznej człowieka. Dowody przybywają z najbardziej zaskakującej strony. Przecież pozostając przed ekranem komputera czy oglądając z okna ścianę wysokiego biurowca, dostrzegamy, że nawet programy telewizyjne i murale wielkomiejskie zawierają elementy przyrodnicze, budzą podziw i zachwyt. Jednak znacznie lepiej sprawdzi się prawdziwa, dzika natura – wyłączenie z szumu miasta, wyprawa do parku albo jeszcze lepiej kilkudniowy wyjazd do parku narodowego czy rezerwatu przyrody. To coraz mniej zaskakujące sugestie we współczesnych terapiach psychologicznych i psychiatrycznych. Popularność zyskują liczne metody oparte na kontakcie z zielenią, spokojnym jej podglądaniu, jak i czynnym wypoczynku na świeżym powietrzu. Czy jednak samo świeże powietrze, zapach lasu czy gra kolorów są wystarczającymi czynnikami w poprawie zdrowia? Czy też można, ba! warto, sięgnąć po nieco bardziej wyrafinowane metody? By z krajobrazu wyłapać poszczególne elementy i bliżej je poznawać. By ogólne zadowolenie przebywania w otoczeniu przyrody pogłębić szczegółowością poznania. Skupieniem się na detalach: głosach, kształtach, kolorach. Ptaki do tego celu nadają się w sposób wyjątkowy. Spacer z sensem Radość z rzeczy niewielkich pozwala na chwilę oddechu w gnającym niebezpiecznie świecie. Szczęście zaś sprzyja umysłom przygotowanym nawet na zaskakujące drobnostki. Wtedy, kiedy potrafimy je nazwać. Rozpoznane gatunki ptaków, nazwane rośliny czy poprawnie odgadnięte marki mijanych samochodów uruchamiają układ nagrody w mózgu. Intensywniej niż tylko płytka radość z obserwacji estetycznego, choć nienazwanego obiektu. Błotniak popielaty nad łąką, żołna na piaskowej skarpie, sikora uboga na słoninie i kruk na brzegu boru. Naprawdę ciekawe obserwacje. Wyśmienity trening dla pamięci, redukcja stresu i zwiększenie komfortu życia.  Obserwacja ciekawego gatunku ptaka albo interesującego zachowania buduje nie tylko samo wspomnienie nazwy gatunkowej, ale także przywołuje sytuację, zapachy, dźwięki, sekwencje wydarzeń, scen i obrazów. Zapełnia to przestrzeń psychiczną – pamięć emocjonalną i deklaratywną – całym szeregiem pozytywnych treści, obrazów, wspomnień. Buduje relacje z widzianymi ptakami, których obserwacje poprowadziły do zbudowania obrazu własnej osoby – to ja jestem tym, który widział srokosza, kląskawkę, pokląskwę, potrzosa i kobuza. Oczywiście może to przybierać patologiczne formy wzmacniania poczucia własnej wartości poprzez wysiłki na rzecz uzyskania rekordów, ale w zwykłej sytuacji bardzo wzbogaca i wypełnia psychikę. Może także służyć to budowaniu swojej tożsamości (jestem obserwatorem ptaków), a także tożsamości w relacjach z innymi. Ponadto, warto nabrać do siebie dystansu. Nie tylko w przenośni, ale jak najbardziej dosłownie. Obserwując ptaki, my również jesteśmy obserwowani. Warto o zachowanie stosownej odległości. Po prostu na zdrowie!  Ptasi terapeuci Ptasiarstwo to hobby realizowane głównie podczas wypraw i spacerów. Warto być jednak do obserwacji przygotowanym teoretycznie – przejrzeć atlas, poszperać w internecie, poczytać o niekonwencjonalnych zachowaniach ptaków. Zatem dwa w jednym. Ruch i wypoczynek na świeżym powietrzu, a mózg przełączony na inne rodzaje aktywności niż te wykonywane w pracy. Zatem podglądanie ptaków to rozwiązanie niemal idealne, a badań opisujących zależności między dobrym samopoczuciem a uczestnictwem w wycieczkach ornitologicznych są już dziesiątki. Najwięcej przykładów pochodzi z krajów o długiej ptasiarkiej tradycji – z Anglii, USA, Holandii i Niemiec, ale pojawiają się i w Polsce. Warto jednak podkreślić, że to nie tylko wyprawy z lornetką, ale też budowanie karmników czy budek lęgowych, to świetna okazja na relaks i czas na refleksję. Jednak jak z każdym hobby, ba! – z każdą ludzką aktywnością, trzeba uważać, by pasja nie przekształciła się w uzależnienie behawioralne. Po prostu należy zachować zdrowy rozsądek, a i tutaj świetnie pasuje klasyczna wypowiedź Paracelsusa: Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, bo tylko dawka czyni truciznę. Jakie gatunki pełnią najbardziej terapeutyczną funkcję? Czy lepiej ptaka zobaczyć, czy może usłyszeć? Skąd wiemy, że to właśnie ptaki w szeregu środowiskowych oddziaływań są tymi, które wprawiają nasz umysł w stan spokoju, refleksji i wypoczynku? Choć to pytania często zadawane, to jednak wcale nie należą do trywialnych. Bywają coraz częściej zadawane przez wielu badaczy ptasio-ludzkich relacji. Warto jednak wiedzieć, że ornitologia terapeutyczna, przesiadująca na granicy biologii i nauk medycznych, jest działem nowym, ciągle in statu nascendi, poszukującym własnych metod, aparatu pojęciowego i dowodów opartych na wiedzy. Widzimy prozdrowotne efekty obserwacji ptaków, zarówno w miarach globalnych, takie jak: poprawa nastroju, samopoczucia, zmniejszenie odczuwania stresu, uzyskanie stanu zrelaksowania, obniżenia napięcia psychicznego, poprawa funkcji poznawczych (koncentracji, uwagi, pamięci, przynajmniej w wymiarze subiektywnym), jak i w zakresach bardziej szczegółowych, na przykład: zmniejszenie pobudzenia i agresji oraz dla poprawy nastroju u osób z otępieniami. Wiemy, że działa, ale często nie wiemy jak. Poszukiwania mechanizmów trwają. Nienasyceni Przebywanie wśród zieleni przynosi radość i pozwala złapać oddech w gonitwie codzienności. Podpatrywanie ptaków jest wspaniałym uzupełnieniem spacerów i niewątpliwie wpływa pozytywnie na samopoczucie i stanowi ważny składnik dbałości o zdrowie. Jednak, co należy podkreślić, w przypadkach poważnych problemów nie może zastąpić farmakoterapii i leczenia psychologicznego, a pozostaje jedynie cennym uzupełnieniem. Powstaje coraz więcej prac naukowych, łączących elementy zdrowia psychicznego i fizycznego z jakością środowiska naturalnego i właśnie ptasiarstwem. Chętnym polecamy książkę Ornitologia terapeutyczna, której miesięcznik „Charaktery” jest jednym z patronów medialnych. Tam znajduje się znacznie więcej przykładów, analiz, a wszystko to okraszone przypisami z najnowszej literatury przedmiotu. Warto poczytać, a jeszcze bardziej zabrać lornetkę i wyruszyć na ptasi spacer. Być może pierwszy, na pewno nie ostatni!   Więcej informacji o relacjach naszej psychiki i ptaków można znaleźć w książce Ornitologia terapeutyczna, której wydanie „Charaktery” objęły patronatem medialnym.
Czytaj więcej

Czasem mam dość swojego dziecka

Rodzic XXI wieku ma być zaradny, bezbłędny, otwarty na nowe metody wychowawcze i przede wszystkim bardzo wyrozumiały. W tym przypadku nie ma żadnych ustępstw, bo każda porażka rodzicielska od razu zostaje wychwycona przez bliskich i społeczeństwo. Piękne pozowane zdjęcia w popularnych serwisach społecznościowych i te wysyłane do rodziny, zbierają same pozytywne reakcje. A co by się stało, gdyby tak choć raz pokazać prawdziwe życie i rozterki przemęczonej mamy?
Czytaj więcej