Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

27 kwietnia 2021

NR 5 (Maj 2021)

Co gryzie narcyza?

553

Biedny narcyz? – brzmi jak oksymoron. Nieznośny, raniący, wykorzystujący innych ludzi – tak, ale biedny? A jednak można mu współczuć. Historia narcyza to opowieść o kimś samotnym, niepewnym swej wartości, lękającym się odrzucenia. Kimś, kto nie zaznał miłości i szuka jej namiastki – opatrznie i daremnie.

Mit o Narcyzie – urodziwym młodzieńcu, który zakochał się we własnym odbiciu, stał się przestrogą przed samouwielbieniem. Ale nie chodzi tu o miłość własną, lecz przywiązanie do wizerunku. Mityczny Narcyz nie kocha siebie. Zapatrzony w swoje odbicie umiera z tęsknoty i niedającego się ugasić pragnienia. W ten sposób zostaje ukarany przez Nemezis, boginię sprawiedliwości i przeznaczenia, za swój egoizm i obojętność na uczucia innych. 

Sam w zagrażającym świecie

Z psychologicznego punktu widzenia narcyzm nie jest wyrazem miłości do siebie, ale wynikiem braku doświadczenia miłości w dzieciństwie. Narcyz nie szuka miłości, nie zaznał jej bowiem jako dziecko i nie mógł poznać. Utknął więc w konflikcie pomiędzy tym, kim chciałby i mógłby być lub powinien, a tym, kim naprawdę się czuje. A czuje się kimś wyjątkowym, komu należą się szczególne przywileje, a zarazem kimś wybrakowanym, niezasługującym na jakąkolwiek miłość.

Potrzeba miłości, którą każdy z nas nosi w sobie, jest wpisana w nasz rozwój. Ktoś, kto nigdy jej nie doświadczył, nie zna tego, co się z nią wiąże – akceptacji, bezpieczeństwa w relacjach, zaangażowania, więzi i bliskości. Dlatego nie potrafi przyjmować miłości od innych ludzi ani ich kochać. A tym bardziej nie potrafi kochać samego siebie. 

POLECAMY

Taki właśnie jest narcyz. Odczuwa nienasycony głód emocjonalny, który ma swój początek w jego dzieciństwie. Doświadczanie wtedy miłości, akceptacji i bliskości daje poczucie bezpieczeństwa, co umożliwia otwarcie się na relacje z innymi ludźmi i sprzyja rozwijaniu zaufania. W doświadczeniu narcyza tego zabrakło. W efekcie czuje przymus do silnej koncentracji na sobie i poszukiwania wszystkiego, co choćby pozornie zaspokoi potrzebę bezpieczeństwa. W tym celu kontroluje otoczenie i traktuje ludzi przedmiotowo. Wierzy, że zapewni mu to korzystną pozycję w świecie społecznym. Gotów jest do niej dążyć w sposób bezwzględny, pomijając dobro i granice innych ludzi. Tak naprawdę czuje się wśród nich obco i niepewnie. Brak zaufania do ludzi ogranicza mu kontakt z nimi, a odczuwana samotność potwierdza podstawowe założenie narcyza, że świat mu zagraża i nie jest w nim mile widziany. 

Takie przekonanie pęta jego działania. Narcyz doświadcza silnego lęku przed odrzuceniem i za wszelką cenę stara się go uniknąć. Chroni się przed tym w wielkościowy obraz własnej osoby, czyli poczucie, że: mnie się należy, zasługuję na szczególne traktowanie. Nietrudno wtedy o roszczeniowość w stosunku do innych ludzi. Otoczenie w przekonaniu narcyza „musi” dać mu to, co – według niego – mu się należy. W przeciwnym razie sam musiałby się o to postarać i tym samym narazić na potencjalne odrzucenie. A przecież łatwiej jest żądać niż wypracować. Poprzez relacje z otoczeniem narcyz próbuje podtrzymać to, co mu znane: respekt, pozycję, poczucie kontroli i władzy oraz profity relacyjne, z którymi trwale skojarzył poczucie bezpieczeństwa, akceptacji i bycia kimś ważnym.

Kiedyś udowodnię, na co mnie stać

Skąd wywodzą się te nastawienia? Oczywiście z okresu dzieciństwa, kiedy intensywnie kształtuje się struktura naszej osobowości. Narcyz wyrastał w dwóch rodzajach domów. W każdym z nich zaniedbywano jego potrzeby emocjonalne, naruszano autonomię, a zarazem kształtowano w nim przekonanie, że ma uprzywilejowaną pozycję. W efekcie wyhodowano w nim poczucie własnej wartości silnie uzależnione od oceny innych ludzi. Narcyz jako dziecko traktowany był przez opiekunów instrumentalnie – jak narzędzie do zaspokojenia ich potrzeb, wizji, aspiracji i celów. Nie liczyło się to, kim jest, ale co może ofiarować swym opiekunom. To było bardzo smutne i samotne dzieciństwo. 

Pierwszy z domów, w którym wyrastał przyszły narcyz, cechowało nadmierne idealizowanie dziecka przez nadopiekuńczych rodziców. Zarazem uczucia dawkowano mu warunkowo, nagradzając za spełnianie czyichś oczekiwań i bycie tym, kim pragnęli widzieć go opiekunowie. W relacjach brakowało miejsca na to, co prawdziwe: na słabość, niedoskonałość czy pragnienie aprobaty. Dziecko idealizowane to dziecko samotne, nieakceptowane takim, jakim jest, a zamiast tego nakłaniane do bycia kimś innym – kimś „lepszym”, kimś „więcej”. W tych warunkach dziecko czuło, że dla swoich rodziców/opiekunów jest po prostu niewystarczające, co naruszało jego poczucie bezpieczeństwa. Surowa lekcja życia, jaką dostało, sprowadzała się do wniosków, że: Jestem akceptowany i zauważany dopiero, gdy na to zasłużę, więc muszę się stać kimś lepszym, wyjątkowym. Muszę stać się takim, jakim inni pragną mnie widzieć. Tylko wtedy będę się liczył, będę widoczny, nie zostanę zapomniany, odrzucony, pominięty, zgubiony. Skoro wymagają tego moi rodzice, to świat będzie wymagał ode mnie jeszcze więcej.

WARTO WIEDZIEĆ

Rana narcystyczna jest zranieniem dotyczącym fundamentów własnej wartości i tożsamości. Sięga ona głęboko i boleśnie, aż do przekonań na temat własnej wartości, potrzeby poczucia bezpieczeństwa, bycia dla innych ważnym, akceptowanym i kochanym. Taka rana zostaje nam zadana w chwili, gdy bliscy dają nam do zrozumienia, że to, kim jesteśmy, jest niewystarczające do tego, aby nas kochano, akceptowano i szanowano, że nasze prawdziwe Ja rozczarowuje ważnych dla nas ludzi. W rezultacie próbujemy uniknąć przeżywania ponownego odrzucenia i zasłużyć na miłość, ponieważ miłość jest nam w życiu bardzo potrzebna. Rana narcystyczna skłania do podejmowania wyczerpujących działań zmierzających do zasłużenia na uczucia („kim mam być, by mnie kochano?”) oraz podważenia przekonań o własnej wartości („mnie nie da się kochać”, „gdyby wiedzieli, jaki jestem, odrzuciliby mnie”). Narcystyczne zranienie jest skutkiem obdarzania nas miłością warunkową – kochania nas jedynie wtedy, kiedy spełniamy oczekiwania innych, gdy wydajemy się być tym, kogo chcą w nas widzieć, a nie tym, kim jesteśmy naprawdę. 

Drugim przykładem rodzinnego ogrodu, w którym rozkwita narcyz, są relacje bezpośrednio zagrażające jego przetrwaniu – bezpieczeństwu, zdrowiu, a nawet życiu. Takie dziecko również musi ukrywać to, kim jest, aby nie narazić się na agresję ze strony opiekuna. Udawanie kogoś innego ma zapobiec byciu odrzuconym. Traumatyzujące nadużycia, a wśród nich także doświadczana przez dziecko przemoc, nauczyły je, że: Wszyscy wykorzystujemy się wzajemnie i nie jest bezpiecznie być tym, kim się jest. Prawdziwe „ja” muszę głęboko schować, aby się nie narazić. Kiedyś udowodnię wszystkim, że stać mnie na więcej. Jednak dzisiaj jest to niemożliwe, bo tu, gdzie jestem, nie jest bezpiecznie. 

Namiastka miłości 

Dewaluacja dziecka, wykorzystywanie go, atakowanie jego cech i granic, praw i możliwości, niszczenie jego marzeń i nadziei czy też nieustanne obwinianie go powodują, że dziecko przeżywa lęk, który zniechęca je do podejmowania relacji społecznych.

Kontakt z innymi ludźmi spłycony zostaje do uzyskiwania od nich korzyści, bo dziecko nie przywykło spodziewać się od bliskich niczego bezpiecznego i dobrego. 

Za pomocą usług, przysług i różnego rodzaju profitów narcyz potwierdza własną wartość. W ten sposób szuka namiastki miłości i akceptacji. Sam przecież nie dostawał wiele ponad to. W jego świecie wartości nie ma miejsca na nic więcej poza to, co uznał za bezpieczne dla siebie...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników w ramach Otwartego Dostępu.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałów pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy