Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

11 września 2019

Jak żyć z narcyzem i mieć spokój

79

Czuje się wyjątkowy, niezwykły. Słucha tylko wtedy, gdy mówisz o nim. Wyśmiewa cudze sukcesy, za to o swoich może mówić godzinami. Początkowo czaruje i uwodzi, ale po najmniejszej krytyce zrywa relację. Brzmi znajomo? To narcyz. Jak z nim być i przetrwać?

Narcyz, wbrew pozorom, nie kocha siebie. Jest ofiarą, podobnie jak ci, którzy próbują się do niego zbliżyć. Dobitnie pokazuje to mit o Narcyzie. Niezwykłej urody młodzieniec wzbudza pożądanie wielu dziewcząt, ale nie jest w stanie odwzajemnić ich uczuć, bowiem nie potrafi kochać. Jedna z nich, nimfa Echo, z rozpaczy niknie, aż zostaje po niej tylko głos. Wyrokiem bogów Narcyz zostaje skazany na miłość niespełnioną – zakochuje się w swoim odbiciu w wodach Styksu, a nie mogąc go dosięgnąć, umiera z tęsknoty.

Łabędź z duszą kaczątka

Podobnie osoba narcystyczna zapatrzona jest w swoje odbicie i pogrążona w jałowym samozachwycie. Jej życie to niekończąca się opowieść o godnych podziwu dokonaniach, snuta przez samotnego i tak naprawdę smutnego narratora. Usilnie pragnie stać się łabędziem, najpiękniejszym z pięknych, i niemal wierzy, że już nim jest, a zarazem w głębi duszy nadal czuje się brzydkim kaczątkiem i obawia się, że inni takim go zobaczą.

Nawiązanie do baśni o brzydkim kaczątku nie jest przypadkowe. Jej autor, Hans Christian Andersen, był podobno egocentrykiem, bez reszty zaprzątniętym sobą. Od wczesnych lat pisał pamiętniki i pozostawił po sobie aż trzy autobiografie. Znawcy życia i twórczości Andersena podkreślają jego chimeryczność i trudny charakter.

Czy cierpiał na narcystyczne zaburzenie osobowości? Trudno powiedzieć. Narcyzm ma wiele postaci i ujawnia się z różnym natężeniem. Przy słabszym nasileniu mówimy o rysie narcystycznym. Jego istotą jest przekonanie o własnej wyjątkowości, odnoszenie wszystkiego do siebie, przesadne i chwiejne poczucie własnej wartości. Dlatego narcyz ciągle domaga się podziwu i udowadnia innym, jaki jest wspaniały. Wykorzystuje ludzi do własnych celów i nie czuje się z tego powodu winny, nie jest bowiem zdolny do empatii. Tak naprawdę nie obchodzi go, co przeżywają inni, są dla niego jedynie lustrem, w którym może się przeglądać i dostrzegać ich zachwyt. Brak uwielbienia albo co gorsza jakakolwiek krytyka budzi w nim wściekłość i poczucie zranienia. Liczy się dla niego atrakcyjność fizyczna, władza, sława i bogactwo. Kieruje się wyłącznie własnym interesem. Jak mawiał Marlon Brando, „narcyz to taki facet, który słucha tylko wtedy, gdy mówisz o nim”. Zapewne wiedział, o czym mówi.

Trudno żyć z taką osobą, tym bardziej że unika ona bliskości i zależności w obawie, że z bliska ktoś dostrzeże, że nie jest tak doskonała. Rywalizuje z innymi, zawistnie dewaluując ich dokonania. Mimo tych cech, a może dzięki nim, narcyz potrafi wiele osiągnąć. Andersen odkrył baśń jako gatunek literacki, dostarczając czytelnikom wielu wzruszeń, a siebie z nizin społecznych wprowadził na salony. Ale mimo sukcesów w głębi duszy pozostał małym, zranionym chłopcem – odnaleźć go można w bohaterach jego baśni: w dziewczynce z zapałkami, w cynowym żołnierzyku.

Azyl samouwielbienia

Chcąc zrozumieć bohatera narcystycznej narracji, trzeba sięgnąć do historii jego życia. Wyobraź sobie, że jako małe dziecko przekonujesz się, że jesteś brzydkim kaczątkiem, bo nie spełniasz oczekiwań najbliższych osób. Być może jesteś nieplanowanym dzieckiem, nie trafiasz w ideał rodziców, a może są tak niedojrzali albo pochłonięci własnymi sprawami, że nie potrafią ci dać bezwarunkowej miłości. Nie doświadczasz troskliwego przytulania, bycia zauważanym i akceptowanym – co jest niezbędną pożywką dla rozwoju dziecka. Zamiast tego pojawiają się: mechaniczna, zimna opieka („Idź stąd, nie przeszkadzaj”), odrzucenie i dezaprobata („Ciągły z tobą kłopot”), wyśmiewanie i przezywanie („Sikulińska raczyła już wstać?”), deprecjonowanie („To wszystko, na co cię stać?”), a nawet poniżanie („Tylko wstyd przynosisz, zasrańcu”). Zdarza się, że sygnały te przeplatają się z oznakami miłości, rodzic na przemian odrzuca cię i okazuje ci uwielbienie. To jeszcze bardziej cię dezorientuje. Co możesz zrobić?

Skoro nie jesteś dla najbliższych kimś zasługującym na miłość, izolujesz się, nie ujawniasz swoich potrzeb. Odgradzasz się od nich skorupą mechanizmów obronnych, a nadmierne i niepewne poczucie własnej wartości wzmacniasz fantazjami o wyjątkowości. Jak pisze psychoanalityczka Alice Miller: „zakłopotane, zawstydzone dziecko skrywa we wnętrzu wielkościową wizję, kim powinno lub mogłoby być”. W tym życzeniowym obrazie samego siebie nie ma miejsca na słabości. Sam stajesz się dla siebie kimś ważnym, ba, najważniejszym na świecie, a osiągnięciami próbujesz zrekompensować bolesną pustkę. W ten sposób kształtuje się tzw. wrażliwa postać narcyzmu. Wewnętrzny azyl samouwielbienia daje jednak tylko pozorne ukojenie. Brzydkie kaczątko musi nieustannie potwierdzać, że jest urzekająco pięknym ptakiem.

Ktoś bez skazy

Andersen urodził się w biednej dzielnicy duńskiego Odense jako syn szewca i niepiśmiennej praczki. Ojciec zmarł z powodu komplikacji zdrowotnych po udziale w wojnach napoleońskich, matka była alkoholiczką, dziadek chorował psychicznie. Wiele uwagi poświęcała Andersenowi babcia, ona wprowadziła go w świat baśni i karmiła opowieściami o rzekomo utraconym szlachectwie. Matka z kolei podkreślała, że jest wyjątkowy i nikomu nie wolno go bić. Gdy zdarzył się taki incydent, przeniosła go do innej szkoły. Nic dziwnego, że już jako sześcioletni chłopiec Andersen marzył o majątku, szlachectwie, a jednocześnie bał się odrzucenia i obłędu, na który cierpiał dziadek.

W takich warunkach rozwija się tzw. wielkościowa postać narcyzmu. Dziecko w swoich fantazjach staje się królewiczem, kimś bez skazy. Rodzice często wspierają taki obraz, okazując pogardę tym, którzy nie poznali się na talentach ich pociechy. Wzmacniają u dziecka poczucie wyjątkowości i oczekiwanie specjalnego traktowania przez otoczenie. W efekcie narcyz przecenia swoje umiejętności, czuje się kimś lepszym, a innych uważa za nieudaczników. Ci, którzy ośmielą się go skrytykować, muszą zostać odrzuceni i zdeprecjonowani. Najmniejszą oznakę krytyki traktuje jak zamach stanu. Nawet jeśli dostrzeże jakąś rysę na autoportrecie, potrafi przerobić ją w cechę godną podziwu.

Kolekcjonerzy sukcesów

Nierealistyczna, narcystyczna baśń jest obecnie silnie wzmacniana przez medialną narrację o nadludziach. Psychologowie Jean M. Twenge i W. Keith Campbell, autorzy książki Epidemia narcyzmu, piszą, że dziś każdy chce stworzyć „własną markę”, uczynić siebie atrakcyjnym produktem, stając się zarazem swoim sprzedawcą. Głównym motorem rozwoju miłości własnej jest wszechobecna norma pozytywnej autoprezentacji, nacisk na materialne bogactwo, kult atrakcyjnego ciała oraz kolekcjonowanie sukcesów. Fałszywe „ja” narcyza jak gąbka wchłania ideał piękna osiągany operacjami plastycznymi, pozorne bogactwo biznesmenów z górą kredytów do spłacenia, sukcesy sportowców jadących na dopingu, nieuzasadniony blask celebrytów i sztuczne relacje na portalach społecznościowych.

Zapatrzeni w takie medialne wzorce rodzice dają dziecku sygnał, kim powinno być, by zaskarbić sobie choć chwilowe ich zainteresowanie. Nic dziwnego, że prowadzone w ostatnich latach badania wskazują na związek między narcyzmem a uzależnieniem od mediów społecznościowych. Narcystyczne osoby częściej dokonują autoprezentacji poprzez zmianę statusu albo zamieszczanie selfie, podkreślających ich fizyczną atrakcyjność. Oczywiście samo korzystanie z mediów społecznościowych nie jest jeszcze problemem.

Ważne, jaką rolę ta aktywność pełni w życiu dziecka. Alarmującym sygnałem jest ucieczka w cyfrowy świat, by tam potwierdzać, że jest się „kimś”. Specjaliści sugerują, by zamiast krytykować i karać dziecko zabraniem smartfona, raczej towarzyszyć mu w tym świecie, na przykład po powrocie ze szkoły pytać nie tylko o to, co działo się na lekcjach, lecz również, co oglądało w Internecie. Warto poznać dziecko, okazać mu uwagę, nie odrzucać po niepowodzeniach, lecz przepracować z nim porażki jako naturalną konsekwencję wszelkich działań. Ważne jest konfrontowanie dziecka z rzeczywistością, a nie z jej zafałszowanym, medialnym obrazem.

Trujący kwiatek

Z pomocą mogą też przyjść inni ludzie. Problem w tym, że narcyz jest zwykle osobą samotną, odgrodzoną od innych barierą wyniosłości. Choć sam twierdzi, że ma wielu przyjaciół, najczęściej są to nietrwałe związki. Nowi, fantastyczni znajomi szybko zastępują starych, którzy się „nie sprawdzili”… bo nie dość go podziwiali.

Andersen jako chłopiec zaprzyjaźnił się ze starszą o kilka lat Sarą. W kontaktach z nią podkreślał, że jest dzieckiem ze szlachetnego rodu. Narysował zamek, który kupi, gdy będzie bogaty, i zaoferował jej w nim posadę. Znajomość nie trwała długo. Urwała się, gdy Hans dowiedział się, że Sara opowiada innym chłopcom, iż jest wariatem, jak jego dziadek.
Narcyz widzi relacje kontrastowo: albo jesteś ze mną, albo przeciwko mnie. Oczekuje bezgranicznej aprobaty: „Jestem jaki jestem i takiego mnie kochaj”. Znajomych dobiera sobie głównie dla wzmacniania własnej chwały. Najmniejsza krytyka bywa początkiem końca znajomości. Zarazem zazdrości innym ich dokonań. Odrzuca jakąkolwiek pomoc, bo to dowodziłoby jego słabości. Nie potrafi być wdzięczny, dewaluuje to, co dostaje od innych, albo uznaje, że mu się to należy.

Mimo początkowego zachwytu wiele osób zraża się do niego. Jest jak kwiat nazwany jego imieniem, który wstawiony do wazonu – wydziela trujące dla innych kwiatów substancje. W przypadku narcyza toksyną jest niezdolność do empatii, niekończąca się rywalizacja i dążenie do dominacji. Źle znosi konkurencję. Chce być w centrum zainteresowania, pragnie zadziwiać i olśniewać. Jego publiczne maski są rodzajem oręża ułatwiającego zdobycie aplauzu. A zarazem ich blask skutecznie odwraca uwagę od smutnego, samotnego wnętrza. Życie narcyza przypomina historię nieśmiałego, pechowego urzędnika bankowego z filmu „Maska” Chucka Russella. Bohater, grany przez Jima Carreya, doświadcza metamorfozy, gdy przypadkowo znajduje starą maskę. Dzięki niej zyskuje upragnioną moc, staje się uwodzicielski, pewny siebie i zdolny do bohaterskich czynów. Niejeden narcyz marzy o podobnym tricku. Byleby tylko nikt nie ujrzał jego prawdziwej twarzy.

Pod wrażeniem, jakie zrobiłem

Andersen, ulubiony autor wielu dzieci, zmarł bezpotomnie. Nie potrafił z nikim trwale się związać. Gdy miał 27 lat, oświadczył się Louise Collin. W prezencie ofiarował jej… swój pamiętnik. Z małżeństwa nic nie wyszło. Może i le...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy