Pot i... pot. I miłość

Na temat Ja i mój rozwój

Talent rozwija się dzięki przekraczaniu granicy strefy komfortu. Ale ważne jest, by nie przerodziło się to w sadyzm. Mam na myśli nie tylko presję ze strony trenera. Od sadyzmu zewnętrznego do wewnętrznego jest bardzo krótka droga - mówi Anna Srebrna.

ANNA SREBRNA jest psychologiem, coachem, certyfikowanym psychoterapeutą i trenerem. Pracuje w Laboratorium Psychoedukacji. Prowadzi coaching i psychoterapię w podejściu psychodynamicznym oraz zajęcia na Podyplomowym Studium Coachingu i Mentoringu. Jest certyfikowanym coachem ICC, superwizorem akredytowanym w Izbie Coachingu.

MAGDA BRZEZIŃSKA: – Sługa z przypowieści biblijnej, który otrzymał na przechowanie jeden talent, nic z nim nie zrobił – ze strachu przed utratą ukrył go, zakopał. No właśnie, talent nawet w języku funkcjonuje jako coś schowanego, co trzeba odkopać – stąd „kopalnia talentów”. Mówi się też o „kuźni talentów”, co sugeruje, że talent jest czymś, co trzeba wykuć – w trudzie, mozole, pocie.
ANNA SREBRNA:
– Faktycznie, te metafory pokazują, że trzeba pewnej uważności, żeby dostrzec, odkryć talent. Potrzebne jest również docenienie – ono pozwala odsłonić warstwy, pod którymi spoczywa talent. Ja jednak użyłabym jeszcze innej metafory: porównałabym go do zakochania, bo to, co się staje talentem, przekuwa się w jakiś rodzaj daru, który wnosimy do świata, wymaga obsadzenia – skupienia emocji i energii na pewnym działaniu, właśnie zakochaniu się w nim. Przy czym ważne jest, by to zakochanie przerodziło się w dojrzałą miłość.

Co nam może pomóc w tym, aby nie skończyło się na słomianym zapale?
– Paradoksalnie, by rozwijać talent, potrzebna jest umiejętność tolerowania porażki, niedoskonałości, tego, że nie zawsze musi być idealnie. Trzeba mieć w sobie na to wszystko przestrzeń, cierpliwość. Ktoś, kto umie taką postawę przyjąć, ma większą szansę na rozwinięcie talentu. Perfekcjonista może pójść w stronę rywalizacji i w efekcie wypalić się, utracić radość z tego, co robi. Gdy zatrzymujemy się na myśli, że „nie może się nie udać”, albo że od razu musimy osiągnąć najlepszy efekt, to tłamsimy talent, zabijamy ten szczególny stan, który Mihaly Csikszentmihalyi określa jako flow, a który oznacza pełne zaangażowanie w to, co robimy.

Świadomość, uważność, otwartość na porażki i krytykę – to pomaga w odkrywaniu talentu. Czy coś jeszcze?
– Niezbędna jest też odwaga – właśnie w tych momentach, gdy nam się coś nie udaje. Odwaga powstrzymuje nas przed wycofaniem się, porzuceniem talentu, uznaniem porażki jako dowodu na to, by już nie iść dalej. Nawet jeśli doświadczamy lęku, to on nie blokuje działania, bo talent wymaga działania. Bez tego nikt się o naszym talencie nie dowie.

Amerykański psychoterapeuta Ken Page wskazuje, że czasami boimy się ujawnić z naszym talentem, ponieważ „nasze uzdolnienia to najczulsze obszary wewnątrz nas. Znajdują się tam, gdzie czujemy się najbardziej podekscytowani, autentyczni, ale też najbardziej podatni na zranienie”.
– W uzdolnieniach zawarte są najczulsze fantazje, dotyczące poczucia własnej wartości, samorealizacji, a nawet – bardziej egzystencjalnie – poczucia sensu naszego istnienia. W obszarach, które są dla nas tak ważne, bardzo boimy się porażki bądź odrzucenia. Czasem więc bezpieczniej „nie widzieć” swoich talentów, wewnętrznie im zaprzeczać bądź unieważniać, nie doszacowywać.

Pomocne w rozwijaniu talentu może być odpowiednie nastawienie otoczenia, co pokazał eksperyment przeprowadzony w jednej ze szkół przez amerykańskiego psychologa Roberta Rosenthala. Poinformował on nauczycieli, które dzieci wypadły lepiej w testach na inteligencję – tyle że wprowadził nauczycieli w błąd, bo wysokie noty w teście przydzielił uczniom losowo, bez względu na to, jak faktycznie wypadli. Po pewnym czasie okazało się, że dzieci, o których nauczyciele myśleli jako o bardziej zdolnych, czyniły większe postępy w nauce. Dlaczego?
– Zadziałał tu tak zwany efekt Pigmaliona, samospełniające się proroctwo – dzieci osiągały lepsze wyniki, ponieważ nauczyciele widzieli w nich uczniów zdolnych do takich osiągnięć. Poświęcili im więcej czasu, stawiali wyższe wymagania. Ten eksperyment pokazuje, jak wiele zależy od tego, co i kto nas otacza. Środowisko może wesprzeć nasz talent, może też go niszczyć, choć oczywiście nie zawsze i nie każda krytyka gasi, a pochwała buduje. Pochwała wcale nie jest czymś lepszym niż krytyka, też jest oceną. I może spowodować, że dziecko zrobi wszystko, by uzyskiwać tylko pochwały. Życie w takim terrorze pochwał może zabijać radość z czegoś, co robimy wystarczająco dobrze, i uniemożliwiać bezwarunkowe akceptowanie tu i teraz – a to przestrzeń niezbędna do tego, by rozwijać talent.

Ale chyba mimo wszystko lepszą przestrzeń tworzą rodzice i nauczyciele, którzy widzą w dzieciach potencjalnych geniuszy, a nie beztalencia.
– Oczywiście. Chodzi o to, by nadać znaczenie temu, że dziecko coś robi, a nie przykładać do tego oceniającej miarki. Zamiast „pięknie rysujesz”, „świetnie piszesz” – „bardzo mi się podoba obraze...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy