Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

7 grudnia 2018

Zacznij zmieniać swoją pamięć

45

Kiedy zrozumiemy, ze uporczywe rozpamiętywanie przykrych zdarzeń przynosi nam szkodę, powinniśmy nauczyć się sięgać do dobrych wspomnień. Osobom negatywnie nastawionym do siebie i świata proponuję: od dziś zacznij zmieniać swoją pamięć - mówi Ewa Woydyłło.

 

Paulina Pająk: – Kto ma dobrą pamięć, temu łatwiej o wielu rzeczach zapomnieć – pisał przewrotnie Lec.
Ewa Woydyłło:
– Owszem. Jeśli dzięki dobrej pamięci łatwiej zapomnieć o rzeczach przykrych, trudnych czy traumatycznych, to na pewno dobrze. Paradoks polega na tym, że wspomnienia dotyczące nawet bardzo odległej przeszłości nadają ton naszemu aktualnemu życiu. Wywołują emocje, te zaś przekładają się na nastrój i samopoczucie. Toksyczna pamięć potrafi zatruć nawet najszczęśliwsze chwile.

Jednak badania pokazują, że powszechny jest efekt pozytywności – lepiej pamiętamy dobre zdarzenia z przeszłości, a wielu z nas idealizuje „stare, dobre czasy”.
– Niektóre badania pokazują idealizowanie przeszłości, a inne, że jesteśmy bardziej przywiązani do wspomnień negatywnych.
Wspomnienia zależą od kontekstu. Na przykład samych siebie chętniej zapamiętujemy w zdarzeniach przedstawiających nas w pozytywnym świetle. Pomagają nam w tym mechanizmy obronne, za pomocą których selekcjonujemy komunikaty w taki sposób, żebyśmy całkowicie siebie nie przekreślili. Jesteśmy swoją pamięcią. Jeśli wskutek udaru lub wypadku zostanie uszkodzony hipokamp albo płaty czołowe, to utracimy wspomnienia, a wraz z nimi naszą tożsamość. Pamięć to sedno ludzkiej osoby – w sensie intelektualnym, emocjonalnym i duchowym.
Nasza pamięć działa na dwóch poziomach. Mamy pamięć jawną, którą wyrażamy, i pamięć ukrytą, którą nie zawsze chcemy się dzielić z innymi. Dobrze to pokazuje okno Johari. Pamięć jawna zawiera obszar świadomy – „Ja wiem i widzę, inni wiedzą i widzą” – obejmujący wspomnienia dostępne, znane nam i innym osobom. Pamięć ukryta mieści w sobie treści, o których możemy powiedzieć: „Ja wiem i widzę, inni nie widzą i nie wiedzą”. Świadomie mogę więc wybierać dla świata dobre wspomnienia, choć moja pamięć niejawna będzie pełna przykrych obrazów i zdarzeń. Z tej perspektywy rzekomy mechanizm idealizowania przeszłości nie jest już tak oczywisty…

Dlaczego zainteresowała się Pani pamięcią?
– Po trzydziestu latach pracy terapeutycznej zdałam sobie sprawę, że to pamięć decyduje o tym, czy ktoś jest szczęśliwy, czy nie. Przychodzi do mnie zrozpaczona kobieta i mówi, że nie może spać, odkąd mąż ją zdradził. Pytam, kiedy to się stało
– tydzień temu, w ubiegłym miesiącu? A ona mówi, że cztery lata temu… Ta kobieta nieustannie rozpamiętuje zdradę, choć powinna była już dawno rozwieść się z mężem albo zaakceptować zdradę i kochać go dalej. Ciężki pancerz złej pamięci – noszony z przyzwyczajenia, jak druga skóra – staje się źródłem wielkiego cierpienia. Dlatego postanowiłam napisać książkę Dobra pamięć, zła pamięć.

Skąd pomysł na tytuł?
– Jeden z uniwersytetów trzeciego wieku poprosił mnie o wygłoszenie wykładu. Sama miałam zaproponować temat. Wiedziałam, że spotkam tam szczególnych słuchaczy – ludzi starszych, którzy mają za sobą ciężkie, niekiedy tragiczne historie wojenne. Często takie osoby nadal żyją tym, co było w tamtych czasach najgorsze. Kiedy odwiedzałam moją teściową, wielokrotnie opowiadała o przeraźliwie smutnej wojennej przeszłości, choć potem, do końca bardzo długiego życia, nie doznała niedostatku, miała przyjaciół, podróżowała, pisała wiersze, namiętnie grała w brydża i mogła cieszyć się wyjątkowo udanymi dziećmi i wnukami. A jednak za najważniejszą rzecz w swoim życiu uważała dawno minione złe przeżycia. Przygotowałam więc wykład „Dobra pamięć, zła pamięć”, który spotkał się z fantastycznym odzewem. Potwierdziło to moje przeczucie, że wielu ludzi tkwi w pułapce złej pamięci trochę bezwiednie, tak jakby zgubili kluczyk i nie mogli zamknąć jakiejś osobistej puszki Pandory… Już podczas dyskusji po wykładzie niektórzy zobaczyli, że z pułapki złej pamięci jest wyjście i zależy ono od ich decyzji oraz kilku umiejętności.

W filmie „Sierpień w hrabstwie Osage” Violet, matka trzech dorosłych córek, zadręcza bliskich koszmarami ze swojego toksycznego dzieciństwa. Obsesyjnie powraca opowieść o butach. Mała Violet marzyła o kowbojkach, ale pod choinką znalazła buciory robocze – oblepione błotem, z dziurami na palcach i wystrzępionymi sznurowadłami. Gdy sześćdziesięcioletnia Violet opowiada o tym, patrzy na widzów pustym, nieobecnym wzrokiem.
– Violet to superofiara, która cierpi podwójnie. Kiedyś doświadczyła bólu, a dziś sama siebie pogrąża w odnawianym raz po raz cierpieniu. Zdarzenia traumatyczne mogą się utrwalić w postaci obsesji i ruminacji – powracających negatywnych myśli. W skrajnych przypadkach są stale obecne w naszej świadomości i wypierają z niej wszystko, co zdarza się dobrego.

Dlaczego tak się dzieje?
– Natura wyposażyła nas w system ostrzegający, który jednak nie zawsze działa właściwie. Gdy zdarza się nam coś przykrego, uruchamia się mechanizm: „Muszę dobrze zapamiętać ten ból, aby w przyszłości uniknąć podobnych zagrożeń”. Czasem ten ból pozostaje na długie lata, niekiedy na zawsze. Proszę wyobrazić sobie, że podróżuje pani samochodem i dojeżdża do przejazdu kolejowego. Szlaban jest opuszczony, choć na horyzoncie nie majaczy żaden pociąg. Dlaczego? Otóż wiele lat temu w tym miejscu zdarzył się tragiczny wypadek i przejazd został zamknięty na zawsze… Pamięć superofiar działa jak zepsuty szlaban, który nie daje się podnieść...


Pozostaje ból, który miał ostrzegać przed podobnymi zdarzeniami?
– Towarzyszy mu często strach i natrętna potrzeba odtwarzania złego wspomnienia. Tak dzieje się często z ludźmi, którzy w dzieciństwie przeżyli molestowanie seksualne lub inne akty przemocy.

Niewiele osób – wśród nich dziennikarka Ewa Wanat – zdobyło się na publiczne wyznanie o tym niezwykle trudnym doświadczeniu. Czy opowieść o traumie może być uzdrawiająca?
– Żyjemy w epoce ponowoczesnej, w której rozpadła się naturalna tkanka wsparcia w postaci licznych zżytych rodzin, wspólnot plemiennych, blisko powiązanych sąsiedztw. Więc coraz częściej korzystamy z psychoterapii, zwłaszcza gdy problemy nas przerastają. Można opowiedzieć swą traumatyczną historię terapeucie – tyle razy, aż zmaleje jej destrukcyjny potencjał. Zachodzi wtedy zjawisko desensytyzacji i habituacji, czyli jak gdyby oswojenia i stopniowego zobojętnienia na pierwotny szok traumatyczny. Pierwszym odruchem ofiar traumy jest milczenie: „Stało się coś strasznego. Milknę, zastygam, z nikim się tym nie dzielę”. Bo gdy ofiara próbuje opowiedzieć, co przeszła, to zarówno zdarzenie, jak i emocje powracają z wielką siłą. Mózg nie odróżnia rzeczywistego zdarzenia od wspomnienia
lub wyobrażenia.

Dlatego opowieść o traumie wielu osobom przychodzi z trudem?
– Dzieje się tak zwłaszcza w przypadku tych, którzy próbowali opowiedzieć o traumie innym, a ci ich nie wysłuchali lub wręcz zranili. Zajmowałam się kiedyś przez pewien czas młodą kobietą, która doświadczyła szczególnie ciężkiej traumy. Kiedy miała trzynaście lat, pojechała ze starszym bratem do dziadków na wieś. I w tej sielskiej wakacyjnej aurze wydarzyła się tragedia. Kiedy wszyscy dorośli pracowali w polu, brat zwabił dziewczynkę do stodoły i brutalnie zgwałcił. A potem zostawił ją samą w zamknięciu na wiele godzin. Kiedy dorośli znaleźli ją wieczorem, próbowała opowiedzieć o swojej krzywdzie. Wtedy ojciec bez słowa uderzył ją w twarz. Dziewczynka zamknęła się w sobie na następne pięć lat. Pozornie wszystko było w porządku – nie sprawiała kłopotów, dobrze się uczyła.
W liceum trafiła na świetnego nauczyciela matematyki. Była wyjątkowo zdolna, więc przygotowywał ją do olimpiady. Pewnego razu zostali sami w klasie – rozwiązywali zadania. Dziewczyna nagle zdała sobie sprawę, że znajduje się z mężczyzną w zamkniętym pomieszczeniu. Przeraziła się, straciła przytomność. Wróciła do domu, a następnego dnia nie chciała iść do szkoły. Do matury nie przystąpiła. Dołączyła się dodatkowa obsesja – zanim gdzieś wyszła, nakładała na siebie kolejne warstwy ubrań. W końcu przestała wychodzić z domu. Niedługo potem jej ojciec zgłosił się do nas na leczenie z powodu alkoholizmu. I wtedy usłyszeliśmy historię jego córki.

Jak Pani jej pomogła?
– Przede wszystkim skierowałam ją na leczenie szpitalne. Po wielomiesięcznej terapii w Instytucie Psychiatrii i Neurologii udało się przywrócić ją do względnie normalnego funkcjonowania, choć możliwe, że potrzebuje terapeutycznego wsparcia do dzisiaj… W jej przypadku nie chodziło tylko o kwestię doznanej przemocy seksualnej. Ona w swoim domu nie miała żadnych praw. Po gwałcie kazano jej ucichnąć. Krzyczano na nią, kiedy nie chciała przebywać z bratem w jednym pomieszczeniu. Zabraniano płakać. Więc zepchnęła tamto straszne zdarzenie w najgłębsze zakamarki pamięci. Wspomnienie ożyło w nieoczekiwanym momencie, gdy znalazła się sam na sam z mężczyzną w klasie szkolnej. Nagle powróciło traumatyczne wspomnienie sprzed lat, choć akurat ów nauczyciel nie miał wobec niej złych
zamiarów.

Pisała Pani, że jednym z niebezpieczeństw, które czyhają na ofiary traum, jest zawężenie tożsamości. Stają się osobami, które doświadczyły wyłącznie czegoś strasznego.
– Tożsamość kreują przeżycia przechowywane we wspomnieniach. Jeżeli człowiek ma negatywne wspomnienia, to będzie źle myśleć o sobie, o innych ludziach, o świecie. Może wtedy czuć się zwolniony z odpowiedzialności i podejmowania życiowych decyzji. Może pozostawać w swoim smutku i nie podejmować wyzwań. Ktoś taki nawet nie próbuje wyjść z tej traumy, bo uzyskuje od ludzi upragnione współczucie i uwagę. Nasza kultura faworyzuje ofiary. Nie bez znaczenia jest tu religia katolicka, która przesyła komunikat: „Gdy cię Pan Bóg kocha, to ci zsyła cięższy krzyż”. Pojawia się niebezpieczne połączenie: cierpisz, więc jesteś wybrańcem. Wejście w rolę ofiary daje zatem n...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy