Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

27 marca 2019

Co możesz w sobie zmienić

0 425

Każdy ją ma. Swoją własną, jedyną i niepowtarzalną. Osobowość. Nie zawsze jest nam z nią po drodze, bywa że staje w poprzek naszym zamiarom. Czy można ją zmienić? Czy to my mamy osobowość, czy ona ma nas? Czy jesteśmy na swoją osobowość skazani?

„Ja jestem już taka” – pod takim tytułem Violetta Villas wydała w 1993 roku swój kolejny album. Zaczynał się piosenką: „Laleczka” – tak właśnie ją nazywano. A także „Tygrysicą” i „Madame Skandal”. Miała słuch absolutny i głos na ponad cztery oktawy, rzadko spotykany sopran spinto, który pozwalał wykonywać partie zarówno liryczne, jak i dramatyczne. Gdy podczas rewii „Grand Music Hall de Varsovie” zaśpiewała „Ave Maria no morro”, kryształowy żyrandol zawieszony pod sufitem zaczął drżeć, wywołując popłoch wśród publiczności. W prasie pisano potem, że pojawił się „głos ery atomowej”, „biały kruk wokalistyki światowej”.

Właśnie ten głos sprawił, że doceniono ją w świecie. Występowała w paryskiej Olympii, na Broadwayu i w Carnegie Hall. Śpiewała z najlepszymi, m.in. z Frankiem Sinatrą (szeptano o ich romansie), Paulem Anką, Charlesem Aznavourem, w duecie z Barbarą Streisand. W karierze pomogła jej z pewnością nietuzinkowa osobowość. W falbaniastych sukniach (specjalnie dla niej, od Diora), z kaskadą falujących włosów, wjeżdżała na scenę w Casino de Paris na białym koniu! Jej ekspresję i brawurę doceniono w USA. W poczuciu Amerykanów przyczyniła się do wykreowania stylu gwiazdy hollywoodzkiej lat 60. W socjalistycznej Polsce nazywano ją „królową kiczu” (rodzima zawiść). Nie mieściła się w ówczesnych schematach: willą w Magdalence z podgrzewanym basenem i dwoma mercedesami w garażu rozsadzała siermiężną, peerelowską rzeczywistość.

Spełniona i szczęśliwa – mogłoby się wydawać. A jednak: – Ja całe życie jestem samotna. Chyba mam to zapisane w przeznaczeniu. Samotność to jest taka dziwna rana i takie małe rozdarte serce, których nie da się ująć w słowa, bo słowa są za ubogie, żeby umieć to nazwać – wyznała w Wideotece Dorosłego Człowieka. W 1992 roku, po recitalu artystki w Krynicy-Zdroju znawca opery Bogusław Kaczyński stwierdził, że Villas „przecierpiała w swoim życiu bardzo wiele, jej życie to wielkie sukcesy, ale jeszcze większe cierpienia”. Śmierć artystki w 2011 roku – w zupełnej samotności, w zapomnieniu, jakby na wygnaniu – wydaje się potwierdzać jego słowa.

Charakter człowieka jest jego przeznaczeniem – uważał Heraklit z Efezu. Czy miał rację? Czy swój charakter, czyli siebie i swoje przeznaczenie, jesteśmy w stanie zmienić? A jeśli tak, to do jakiego stopnia i w jakich warunkach?

Nasz stały repertuar

Współcześnie opisujący człowieka psychologowie zamiast o charakterze mówią raczej o jego osobowości. To ona sprawia, że różnimy się od innych, że jesteśmy niepowtarzalni. Osobowość nadaje kierunek naszemu życiu, zapewnia spójność i ciągłość naszych doświadczeń (patrz wyżej, „Ciągle ten sam, choć inny”). Czyni nas przewidywalnymi dla siebie i innych, wyznacza sposób poznawania świata i działania w nim, a także kontaktu z innymi ludźmi. Sprawia, że do pewnego stopnia jesteśmy niezmienni.

W potocznym odczuciu osobowość jest zwykle rozumiana jako zestaw w miarę stałych cech. Cecha – osobowości lub temperamentu – oznacza trwałą predyspozycję do określonych zachowań. Predyspozycję, która ma biologiczne, a dokładniej rzecz biorąc – genetyczne podłoże.

Jedna z najbardziej popularnych teorii osobowości proponuje pięć ogólnych wymiarów, za pomocą których można opisać osobowość człowieka. Są to:

POLECAMY

• ekstrawersja, która odnosi się do jakości i liczby interakcji społecznych oraz poziomu energii, a także zdolności do doświadczania pozytywnych emocji. Typowy ekstrawertyk jest przyjazny i serdeczny, aktywny, towarzyski, skłonny do zabaw i poszukiwania stymulacji, to urodzony optymista; jego przeciwieństwo, introwertyk, zachowuje rezerwę w kontaktach, woli trzymać się na uboczu;

• neurotyczność, odzwierciedla niezrównoważenie, skłonność do przeżywania negatywnych emocji oraz podatność na stres. Neurotyczna osoba na różne sytuacje reaguje silnym lękiem, łatwo się zniechęca i załamuje, skłonna jest do zamartwiania się byle drobiazgami, wobec innych czuje często gniew i wrogość; neurotyczność to przeciwieństwo stałości emocjonalnej;

• ugodowość, opisuje nastawienie do innych ludzi – ktoś ugodowy skłonny jest do współpracy i pomocy, inni odbierają go jako osobę szczerą, skromną i łagodną; z kolei ktoś mało ugodowy jest egocentryczny, oschły i skłonny do rywalizacji;

• sumienność, czyli stopień naszego zorganizowania, dokładności i wytrwałości w dążeniu do celu; osoby o dużej sumienności wykazują silną wolę, są skrupulatne, obowiązkowe i punktualne, przy skrajnym nasileniu cechy popadają w perfekcjonizm i pracoholizm; mała sumienność wiąże się z hedonistycznym raczej nastawieniem do życia, brakiem jasnych celów, impulsywnością w decyzjach i spontanicznością w działaniu;

• otwartość na doświadczenie, czyli pozytywne wartościowanie różnych, również nowych doświadczeń życiowych; osoby otwarte są ciekawe świata i siebie, zainteresowane sztuką, niezależne w sądach, twórcze i niekonwencjonalne w działaniu, mają żywą wyobraźnię, ci z małą otwartością cenią sobie tradycyjne wartości i trzymają się sprawdzonych sposobów działania.

Jak piszą amerykańscy psychologowie Robert R. McCrae i Paul Costa jr, twórcy modelu Wielkiej Piątki (patrz aplikacja poniżej), mamy skłonność do oceniania tych wymiarów i sądzimy, że neurotyczność jest niekorzystna, a ekstrawersja i ugodowość – pożądane. Nic bardziej błędnego. Każda z tych cech ma swoje mocne i słabe strony. Wiele zależy od jej nasilenia, a także od okoliczności, w jakich się znajdziemy. Ktoś znakomicie zrównoważony (brak neurotyczności) będzie z pewnością świetnym analitykiem giełdowym lub specem od wywiadu wojskowego, ale nie zostanie raczej pisarzem, malarzem czy też – jak Violetta Villas – gwiazdą sceny. Wspomniany brak neurotyczności może też po prostu oznaczać brak uczuciowej wrażliwości.

Cechy osobowości powodują z jednej strony powtarzalność zachowań i ich podobieństwo w różnych sytuacjach, z drugiej zaś spójność, czyli pojawianie się w krótkim przedziale czasowym podobnych i wzajemnie niesprzecznych zachowań. Ekstrawertyk zatem skłonny jest nawiązać więcej kontaktów, dłużej rozmawiać (powtarzalność), w różnych sytuacjach będzie inicjować kontakty, podtrzymywać rozmowy i przewodzić w grupie (spójność), ściągać na siebie uwagę (np. występując na scenie). Przeciwnie introwertyk – on woli pozostać w samotności, odizolować się od ludzi w domu w leśnej głuszy.

Nowe nuty w ulubionej melodii

Właściwości naszej osobowości do pewnego stopnia determinują sytuacje, w jakich się znajdujemy – a może w które sami się pakujemy. Ktoś o silnej potrzebie stymulacji będzie szukał okazji, które mu dostarczą podniet. W wyniku swojego „osobowościowego” zaprogramowania być może trafi na scenę. Albo będzie szybko jeździł samochodem. Będzie szalał na drodze aż do momentu, gdy np. zdarzy mu się wypadek. Trauma z nim związana wywoła lęk przed ryzykowną jazdą i sprawi, że od tej chwili będzie bardziej rozsądny za kierownicą, a może także w innych sytuacjach. Jednocześnie naturalne zapotrzebowanie na stymulację skłoni go do poszukiwania innych, zastępczych sposobów na podniesienie poziomu adrenaliny. Zakwestionowane wypadkiem przekonanie o wewnętrznej kontroli – jestem autorem swych działań, a ich skutki pozostają pod moją kontrolą – zostanie przekształcone tak, że obejmie inne dziedziny życia lub zostanie obwarowane warunkami, pod którymi da się je utrzymać, na przykład: kiedy jadę z umiarkowaną prędkością... Świadomość, że wynikiem wypadku mogła być utrata życia i zdrowia, wyzwoli (auto)refleksję nad wartością życia, jego sensem i skutkami działań, a także potrzebą wykorzystania czasu, jaki nam pozostał etc. To już prosta droga do zmian przekonań, postaw i uczuć, opisanych jako wzrost posttraumatyczny.

A jak to wydarzenie zostanie wpisane w historię życia? Zapewne jego sens będzie się zmieniał wraz z kolejnymi etapami refleksji i nowymi wydarzeniami. Być może w kolejnym trudnym momencie na drodze nasz bohater pomyśli: Gdyby nie tamten wypadek, z pewnością i tym razem jechałbym dużo szybciej i nie wyszedłbym cało z tego karambolu...

Mimo tego, co się wokół nas wydarza – czy to będzie wypadek, czy spektakularny sukces sceniczny – coś pozostaje w nas bez zmian: na przykład właśnie zapotrzebowanie na stymulację, a także niektóre przekonania i uczucia. Bo genetycznie uwarunkowane tendencje do określonych zachowań – jeśli tylko nie odmienią ich procesy chorobowe – są niezmienne. „Żywe srebro”, czyli temperamentalnie aktywne dziecko, pełen energii, szybki w ruchach nastolatek, dynamiczny czterdziestolatek i żwawy staruszek (lub staruszka) – to opis tej samej osoby w różnych etapach jej życia na tle rówieśników (patrz aplikacja „Wiek a osobowość”, s. 26). Nasz temperament zmienia się tylko nieznacznie, ewoluują zachowania będące jego wyrazem. Ekstrawertyk zawsze będzie pragnął kontaktów z ludźmi i ich uwagi, choć nie zawsze, jak kiedyś, uda mu się ją ściągnąć.

Kiedy można zmienić rytm?

Czy jednak nasze predyspozycje osobowościowe zawsze dochodzą do głosu? Czy Violetta Villas, z jej psychiczną konstrukcją, mogłaby poprzestać na przykład na szydełkowaniu?

Opis osobowości za pomocą cech dotyczy tylko typowych tendencji w naszym zachowaniu. A kiedy zachowujemy się typowo? Gdy sytuacja jest znajoma, typowa właśnie, i nie mamy powodów, by zachować się inaczej. Tymczasem badania dowodzą, że sytuacja silnie wpływa na nasze zachowanie: np. pod presją czasu trudno być sumiennym, a w stanie zagrożenia słabnie nasza wrodzona wrażliwość na sztukę i skłonność do jej kontemplowania.

Jeszcze większy wpływ na nasze zachowania – a właściwie na zmianę typowych zachowań determinowanych przez cechy osobowościowe – ma motywacja, czyli nasze potrzeby, cele i dążenia. Ktoś mało ugodowy może dać sobą pomiatać i stać się całkiem uległy, gdy chce zyskać wyższą pozycję zawodową. Ktoś z natury mało sumienny w nadziei na awans zmusza się do systematycznej, solidnej i dokładnej pracy. Właśnie to: umiejętność przewidywania skutków naszych zachowań – sprawia, że możemy zachowywać się zgodnie z posiadanymi cechami, gdy wydaje się to korzystne, ale możemy też w imię odległych celów zachowywać się wbrew posiadanym predyspozycjom. Stąd krewki polityk zabiegający o mandat wie, że nie może dać się wyprowadzić z równowagi na zebraniu przedwyborczym, a mało sumienna (czytaj: bałaganiarska) matka potrafi wykazać dużą troskliwość i sumienność w opiece nad ukochanym dzieckiem.

Świadomość celu pomaga nam zatem zmienić coś w naszym typowym zachowaniu. Taką zmianę wymusza także presja sytuacji albo zinterpretowanie jej w taki sposób, że zachowanie zgodne z cechą uznamy za ewidentnie niekorzystne. Preferujący liczne kontakty ekstrawertyk nie umówi się na randkę z kilkoma dziewczynami ani nie zaprosi na nią kolegów. Gwiazda wycofa się w pewnym wieku ze sceny. Jak widać są powody, by to, co dla nas typowe, nie zawsze było dominujące.

Kompozycja z laboratorium

Osobowości i ludzkich predyspozycji do określonych zachowań lub ich zmiany nie można oczywiście sprowadzić tylko do cech. Na ich bazie, ale w wyniku doświadczeń, formułujemy przekonania, utrwalone sądy na temat ludzi (czy można im ufać), siebie (ile jestem wart/warta), przyszłości (czy będzie korzystna), świata (czy jest sprawiedliwy?) itd. Te przekonania silnie wpływają na nasze zachowanie: motywują nas, by patrzeć ludziom na ręce lub przeciwnie – ufać im; skłaniają do upominania się o swoje prawa lub pozostania w cieniu; motywują do pomagania innym albo sugerują wykorzystanie ich, ponieważ świat tak jest urządzony, że szanse trzeba chwytać, a na wzajemność nie ma co liczyć... Ktoś ugodowy jest bardziej skłonny ufać, dopóki nie zostanie niecnie wykorzystany. Ten, komu brak ugodowości, z natury podejrzliwy wobec intencji innych ludzi, może w sprzyjających okolicznościach nabrać zaufania, przynajmniej do wybranej grupy. Nasze przekonania są zatem wypadkową predyspozycji i indywidualnych doświadczeń.

Te przekonania przejawiają się na dwóch poziomach: tym jawnym (dostępnym naszej świadomości), i ukrytym (w automatycznych reakcjach). Na poziomie jawnym kierujemy się rozsądkiem i zasadami, na przykład decydujemy się na udział w Szlachetnej Paczce, bo wierzymy w sens tej akcji. Zachowania automatyczne nie podlegają świadomej kontroli – jak wtedy, gdy otrzepujemy się bezwiednie, bo bezdomny pogłaskał nas swą brudną dłonią. Poziom ukryty funkcjonuje u nas podobnie jak u zwierząt. Bite dziecko, jak bity pies, zasłania się przed gwałtownym ruchem, choć nie musi on nieść zagrożenia. Poziom jawny jest specyficzny dla człowieka – choć lekarstwo jest obrzydliwie gorzkie, nie wypluwamy go (powstrzymujemy reakcję z poziomu automatycznego), lecz połykamy, wierząc, że nam pomoże (zachowanie z poziomu racjonalnego).

Czy osobowość rozumiana jako zespół przekonań, nawyków, dążeń, celów i oczekiwań, też się zmienia? I tak, i nie. Z jednej strony żyjemy w wielkim naturalnym laboratorium, poddawani nieustannym i często niespójnym oddziaływaniom, które wymuszają na nas naukę nowych przekonań i zachowań oraz testowanie możliwości we wciąż zmieniającym się świecie. To wszystko stymuluje zmiany. W czeskich badaniach osób urodzonych między 1961 a 1984 rokiem (prowadzonych w dwóch etapach: w latach 1961–1980 i 2000–2004), uzyskano wyniki świadczące o poczuciu zmian w kierunku większej autonomii, odpowiedzialności, opanowania, racjonalnej kontroli i gotowości do współpracy oraz większego zaufania do siebie (tylko zmiany pozytywne!). Kobiety oceniały, że bardziej niż dawniej cenią wartość rodziny, a mężczyźni – pracy. Negatywne zmiany dotyczyły obrazu ciała i mniejszej aktywności fizycznej. Pytanie, czy te tendencje odzwierciedlały realne zmiany (coś się zmieniło w „laboratorium”, w którym przyszło im żyć), czy zmieniły się głównie ich przekonania i oczekiwania?

Violetta Villas w schyłkowej fazie kariery była przekonana, że zły świat zwrócił się przeciw niej, żaliła się, że nie ukazują się jej płyty, nie puszczają w mediach jej nagrań: – Gdy raz od święta radio wyemituje moją piosenkę, cała Polska wrze! Dostaję setki listów i bardzo wiele dowodów uznania. A inna pani czy chłopaczek bez głosu „chodzi” i piętnaście razy na dzień, także w różnych stacjach telewizyjnych, choć ich występ nie ma takiego oddźwięku… Dlaczego?! – pytała w jednym z wywiadów.
Czy rzeczywiście świat odwracał się od piosenkarki, czy też może żal i rozgoryczenie kazały jej widzieć go wrogim, złym – a przez to coraz bardziej obcym i dalekim?

Konserwator status quo

Wiele z naszych przekonań, uczuć lub nawyków tak silnie się utrwaliło, że nawet sprzeczne z nimi doświadczenie nie powoduje zmian. Osoba przekonana, że do niczego nie jest zdolna, gdy dostanie pozytywną opinię na swój temat – zareaguje podejrzliwie i podważy jej wiarygodność. Nasza osobowość uzbrojona jest bowiem w mechanizmy zapobiegające zmianie, niejako konserwujące istniejący status quo.

Koncepcję siebie podtrzymujemy przez dwa motywy: autowaloryzacji i autoweryfikacji. Ten pierwszy odpowiada za doświadczenia pozwalające umocnić naszą samoocenę, drugi zaś za informacje prawdziwe i spójne z naszą wiedzą o sobie.

Obydwa czemuś służą. Pierwszy karmi pozytywne emocje, dzięki temu możemy czuć się dobrze i dobrze o sobie myśleć oraz angażować się w działania, które przyniosą sukces. To dzięki autowaloryzacji większość z nas uważa się za osoby inteligentne i uczciwe; dzięki niej wierzymy, że sukces jest wyrazem naszych cech, a porażka wynika z niekorzystnej sytuacji.

Autoweryfikacja z kolei stoi na straży już posiadanych przekonań, dzięki czemu nasze zachowanie staje się zrozumiałe i przewidywalne. To ona sprawia, że tak trudno jest zmienić przekonania o sobie, nawet gdy nasze zachowanie już do nich nie przystaje. Przekonany o swoich kompetencjach pracownik kolejne niepowodzenie w pracy potraktuje jako splot niekorzystnych okoliczności, wyraz uprzedzeń ze strony szefa czy zawiści kolegów.

Jak pokazują badania amerykańskiego psychologa Williama Swanna, u osób z wysoką samooceną obydwa motywy współdziałają, pozytywna samowiedza wydaje się zarazem prawdziwa. W przypadku osób z niską samooceną motywy mogą być ze sobą w konflikcie poznawczo-afektywnym. Pozytywne doświadczenia dostarczają satysfakcji (karmią emocje), ale negatywna wiedza o sobi...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy