Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

27 marca 2019

Co możesz w sobie zmienić

43

Każdy ją ma. Swoją własną, jedyną i niepowtarzalną. Osobowość. Nie zawsze jest nam z nią po drodze, bywa że staje w poprzek naszym zamiarom. Czy można ją zmienić? Czy to my mamy osobowość, czy ona ma nas? Czy jesteśmy na swoją osobowość skazani?

„Ja jestem już taka” – pod takim tytułem Violetta Villas wydała w 1993 roku swój kolejny album. Zaczynał się piosenką: „Laleczka” – tak właśnie ją nazywano. A także „Tygrysicą” i „Madame Skandal”. Miała słuch absolutny i głos na ponad cztery oktawy, rzadko spotykany sopran spinto, który pozwalał wykonywać partie zarówno liryczne, jak i dramatyczne. Gdy podczas rewii „Grand Music Hall de Varsovie” zaśpiewała „Ave Maria no morro”, kryształowy żyrandol zawieszony pod sufitem zaczął drżeć, wywołując popłoch wśród publiczności. W prasie pisano potem, że pojawił się „głos ery atomowej”, „biały kruk wokalistyki światowej”.

Właśnie ten głos sprawił, że doceniono ją w świecie. Występowała w paryskiej Olympii, na Broadwayu i w Carnegie Hall. Śpiewała z najlepszymi, m.in. z Frankiem Sinatrą (szeptano o ich romansie), Paulem Anką, Charlesem Aznavourem, w duecie z Barbarą Streisand. W karierze pomogła jej z pewnością nietuzinkowa osobowość. W falbaniastych sukniach (specjalnie dla niej, od Diora), z kaskadą falujących włosów, wjeżdżała na scenę w Casino de Paris na białym koniu! Jej ekspresję i brawurę doceniono w USA. W poczuciu Amerykanów przyczyniła się do wykreowania stylu gwiazdy hollywoodzkiej lat 60. W socjalistycznej Polsce nazywano ją „królową kiczu” (rodzima zawiść). Nie mieściła się w ówczesnych schematach: willą w Magdalence z podgrzewanym basenem i dwoma mercedesami w garażu rozsadzała siermiężną, peerelowską rzeczywistość.

Spełniona i szczęśliwa – mogłoby się wydawać. A jednak: – Ja całe życie jestem samotna. Chyba mam to zapisane w przeznaczeniu. Samotność to jest taka dziwna rana i takie małe rozdarte serce, których nie da się ująć w słowa, bo słowa są za ubogie, żeby umieć to nazwać – wyznała w Wideotece Dorosłego Człowieka. W 1992 roku, po recitalu artystki w Krynicy-Zdroju znawca opery Bogusław Kaczyński stwierdził, że Villas „przecierpiała w swoim życiu bardzo wiele, jej życie to wielkie sukcesy, ale jeszcze większe cierpienia”. Śmierć artystki w 2011 roku – w zupełnej samotności, w zapomnieniu, jakby na wygnaniu – wydaje się potwierdzać jego słowa.

Charakter człowieka jest jego przeznaczeniem – uważał Heraklit z Efezu. Czy miał rację? Czy swój charakter, czyli siebie i swoje przeznaczenie, jesteśmy w stanie zmienić? A jeśli tak, to do jakiego stopnia i w jakich warunkach?

Nasz stały repertuar

Współcześnie opisujący człowieka psychologowie zamiast o charakterze mówią raczej o jego osobowości. To ona sprawia, że różnimy się od innych, że jesteśmy niepowtarzalni. Osobowość nadaje kierunek naszemu życiu, zapewnia spójność i ciągłość naszych doświadczeń (patrz wyżej, „Ciągle ten sam, choć inny”). Czyni nas przewidywalnymi dla siebie i innych, wyznacza sposób poznawania świata i działania w nim, a także kontaktu z innymi ludźmi. Sprawia, że do pewnego stopnia jesteśmy niezmienni.

W potocznym odczuciu osobowość jest zwykle rozumiana jako zestaw w miarę stałych cech. Cecha – osobowości lub temperamentu – oznacza trwałą predyspozycję do określonych zachowań. Predyspozycję, która ma biologiczne, a dokładniej rzecz biorąc – genetyczne podłoże.

Jedna z najbardziej popularnych teorii osobowości proponuje pięć ogólnych wymiarów, za pomocą których można opisać osobowość człowieka. Są to:

• ekstrawersja, która odnosi się do jakości i liczby interakcji społecznych oraz poziomu energii, a także zdolności do doświadczania pozytywnych emocji. Typowy ekstrawertyk jest przyjazny i serdeczny, aktywny, towarzyski, skłonny do zabaw i poszukiwania stymulacji, to urodzony optymista; jego przeciwieństwo, introwertyk, zachowuje rezerwę w kontaktach, woli trzymać się na uboczu;

• neurotyczność, odzwierciedla niezrównoważenie, skłonność do przeżywania negatywnych emocji oraz podatność na stres. Neurotyczna osoba na różne sytuacje reaguje silnym lękiem, łatwo się zniechęca i załamuje, skłonna jest do zamartwiania się byle drobiazgami, wobec innych czuje często gniew i wrogość; neurotyczność to przeciwieństwo stałości emocjonalnej;

• ugodowość, opisuje nastawienie do innych ludzi – ktoś ugodowy skłonny jest do współpracy i pomocy, inni odbierają go jako osobę szczerą, skromną i łagodną; z kolei ktoś mało ugodowy jest egocentryczny, oschły i skłonny do rywalizacji;

• sumienność, czyli stopień naszego zorganizowania, dokładności i wytrwałości w dążeniu do celu; osoby o dużej sumienności wykazują silną wolę, są skrupulatne, obowiązkowe i punktualne, przy skrajnym nasileniu cechy popadają w perfekcjonizm i pracoholizm; mała sumienność wiąże się z hedonistycznym raczej nastawieniem do życia, brakiem jasnych celów, impulsywnością w decyzjach i spontanicznością w działaniu;

• otwartość na doświadczenie, czyli pozytywne wartościowanie różnych, również nowych doświadczeń życiowych; osoby otwarte są ciekawe świata i siebie, zainteresowane sztuką, niezależne w sądach, twórcze i niekonwencjonalne w działaniu, mają żywą wyobraźnię, ci z małą otwartością cenią sobie tradycyjne wartości i trzymają się sprawdzonych sposobów działania.

Jak piszą amerykańscy psychologowie Robert R. McCrae i Paul Costa jr, twórcy modelu Wielkiej Piątki (patrz aplikacja poniżej), mamy skłonność do oceniania tych wymiarów i sądzimy, że neurotyczność jest niekorzystna, a ekstrawersja i ugodowość – pożądane. Nic bardziej błędnego. Każda z tych cech ma swoje mocne i słabe strony. Wiele zależy od jej nasilenia, a także od okoliczności, w jakich się znajdziemy. Ktoś znakomicie zrównoważony (brak neurotyczności) będzie z pewnością świetnym analitykiem giełdowym lub specem od wywiadu wojskowego, ale nie zostanie raczej pisarzem, malarzem czy też – jak Violetta Villas – gwiazdą sceny. Wspomniany brak neurotyczności może też po prostu oznaczać brak uczuciowej wrażliwości.

Cechy osobowości powodują z jednej strony powtarzalność zachowań i ich podobieństwo w różnych sytuacjach, z drugiej zaś spójność, czyli pojawianie się w krótkim przedziale czasowym podobnych i wzajemnie niesprzecznych zachowań. Ekstrawertyk zatem skłonny jest nawiązać więcej kontaktów, dłużej rozmawiać (powtarzalność), w różnych sytuacjach będzie inicjować kontakty, podtrzymywać rozmowy i przewodzić w grupie (spójność), ściągać na siebie uwagę (np. występując na scenie). Przeciwnie introwertyk – on woli pozostać w samotności, odizolować się od ludzi w domu w leśnej głuszy.

Nowe nuty w ulubionej melodii

Właściwości naszej osobowości do pewnego stopnia determinują sytuacje, w jakich się znajdujemy – a może w które sami się pakujemy. Ktoś o silnej potrzebie stymulacji będzie szukał okazji, które mu dostarczą podniet. W wyniku swojego „osobowościowego” zaprogramowania być może trafi na scenę. Albo będzie szybko jeździł samochodem. Będzie szalał na drodze aż do momentu, gdy np. zdarzy mu się wypadek. Trauma z nim związana wywoła lęk przed ryzykowną jazdą i sprawi, że od tej chwili będzie bardziej rozsądny za kierownicą, a może także w innych sytuacjach. Jednocześnie naturalne zapotrzebowanie na stymulację skłoni go do poszukiwania innych, zastępczych sposobów na podniesienie poziomu adrenaliny. Zakwestionowane wypadkiem przekonanie o wewnętrznej kontroli – jestem autorem swych działań, a ich skutki pozostają pod moją kontrolą – zostanie przekształcone tak, że obejmie inne dziedziny życia lub zostanie obwarowane warunkami, pod którymi da się je utrzymać, na przykład: kiedy jadę z umiarkowaną prędkością... Świadomość, że wynikiem wypadku mogła być utrata życia i zdrowia, wyzwoli (auto)refleksję nad wartością życia, jego sensem i skutkami działań, a także potrzebą wykorzystania czasu, jaki nam pozostał etc. To już prosta droga do zmian przekonań, postaw i uczuć, opisanych jako wzrost posttraumatyczny.

A jak to wydarzenie zostanie wpisane w historię życia? Zapewne jego sens będzie się zmieniał wraz z kolejnymi etapami refleksji i nowymi wydarzeniami. Być może w kolejnym trudnym momencie na drodze nasz bohater pomyśli: Gdyby nie tamten wypadek, z pewnością i tym razem jechałbym dużo szybciej i nie wyszedłbym cało z tego karambolu...

Mimo tego, co się wokół nas wydarza – czy to będzie wypadek, czy spektakularny sukces sceniczny – coś pozostaje w nas bez zmian: na przykład właśnie zapotrzebowanie na stymulację, a także niektóre przekonania i uczucia. Bo genetycznie uwarunkowane tendencje do określonych zachowań – jeśli tylko nie odmienią ich procesy chorobowe – są niezmienne. „Żywe srebro”, czyli temperamentalnie aktywne dziecko, pełen energii, szybki w ruchach nastolatek, dynamiczny czterdziestolatek i żwawy staruszek (lub staruszka) – to opis tej samej osoby w różnych etapach jej życia na tle rówieśników (patrz aplikacja „Wiek a osobowość”, s. 26). Nasz temperament zmienia się tylko nieznacznie, ewoluują zachowania będące jego wyrazem. Ekstrawertyk zawsze będzie pragnął kontaktów z ludźmi i ich uwagi, choć nie zawsze, jak kiedyś, uda mu się ją ściągnąć.

Kiedy można zmienić rytm?

Czy jednak nasze predyspozycje osobowościowe zawsze dochodzą do głosu? Czy Violetta Villas, z jej psychiczną konstrukcją, mogłaby poprzestać na przykład na szydełkowaniu?

Opis osobowości za pomocą cech dotyczy tylko typowych tendencji w naszym zachowaniu. A kiedy zachowujemy się typowo? Gdy sytuacja jest znajoma, typowa właśnie, i nie mamy powodów, by zachować się inaczej. Tymczasem badania dowodzą, że sytuacja silnie wpływa na nasze zachowanie: np. pod presją czasu trudno być sumiennym, a w stanie zagrożenia słabnie nasza wrodzona wrażliwość na sztukę i skłonność do jej kontemplowania.

Jeszcze większy wpływ na nasze zachowania – a właściwie na zmianę typowych zachowań determinowanych przez cechy osobowościowe – ma motywacja, czyli nasze potrzeby, cele i dążenia. Ktoś mało ugodowy może dać sobą pomiatać i stać się całkiem uległy, gdy chce zyskać wyższą pozycję zawodową. Ktoś z natury mało sumienny w nadziei na awans zmusza się do systematycznej, solidnej i dokładnej pracy. Właśnie to: umiejętność przewidywania skutków naszych zachowań – sprawia, że możemy zachowywać się zgodnie z posiadanymi cechami, gdy wydaje się to korzystne, ale możemy też w imię odległych celów zachowywać się wbrew posiadanym predyspozycjom. Stąd krewki polityk zabiegający o mandat wie, że nie może dać się wyprowadzić z równowagi na zebraniu przedwyborczym, a mało sumienna (czytaj: bałaganiarska) matka potrafi wykazać dużą troskliwość i sumienność w opiece nad ukochanym dzieckiem.

Świadomość celu pomaga nam zatem zmienić coś w naszym typowym zachowaniu. Taką zmianę wymusza także presja sytuacji albo zinterpretowanie jej w taki sposób, że zachowanie zgodne z cechą uznamy za ewidentnie niekorzystne. Preferujący liczne kontakty ekstrawertyk nie umówi się na randkę z kilkoma dziewczynami ani nie zaprosi na nią kolegów. Gwiazda wycofa się w pewnym wieku ze sceny. Jak widać są powody, by to, co dla nas typowe, nie zawsze było dominujące.

Kompozycja z laboratorium

Osobowości i ludzkich predyspozycji do określonych zachowań lub ich zmiany nie można oczywiście sprowadzić tylko do cech. Na ich bazie, ale w wyniku doświadczeń, formułujemy przekonania, utrwalone sądy na temat ludzi (czy można im ufać), siebie (ile jestem wart/warta), przyszłości (czy będzie korzystna), świata (czy jest sprawiedliwy?) itd. Te przekonania silnie wpływają na nasze zachowanie: motywują nas, by patrzeć ludziom na ręce lub przeciwnie – ufać im; skłaniają do upominania się o swoje prawa lub pozostania w cieniu; motywują do pomagania innym albo sugerują wykorzystanie ich, ponieważ świat tak jest urządzony, że szanse trzeba chwytać, a na wzajemność nie ma co liczyć... Ktoś ugodowy jest bardziej skłonny ufać, dopóki nie zostanie niecnie wykorzystany. Ten, komu brak ugodowości, z natury podejrzliwy wobec intencji innych ludzi, może w sprzyjających okolicznościach nabrać zaufania, przynajmniej do wybranej grupy. Nasze przekonania są zatem wypadkową predyspozycji i indywidualnych doświadczeń.

Te przekonania przejawiają się na dwóch poziomach: tym jawnym (dostępnym naszej świadomości), i ukrytym (w automatycznych reakcjach). Na poziomie jawnym kierujemy się rozsądkiem i zasadami, na przykład decydujemy się na udział w Szlachetnej Paczce, bo wierzymy w sens tej akcji. Zachowania automatyczne nie podlegają świadomej kontroli – jak wtedy, gdy otrzepujemy się bezwiednie, bo bezdomny pogłaskał nas swą brudną dłonią. Poziom ukryty funkcjonuje u nas podobnie jak u zwierząt. Bite dziecko, jak bity pies, zasłania się przed gwałtownym ruchem, choć nie musi on nieść zagrożenia. Poziom jawny jest specyficzny dla człowieka – choć lekarstwo jest obrzydliwie gorzkie, nie wypluwamy go (powstrzymujemy reakcję z poziomu automatycznego), lecz połykamy, wierząc, że nam pomoże (zachowanie z poziomu racjonalnego).

Czy osobowość rozumiana jako zespół przekonań, nawyków, dążeń, celów i oczekiwań, też się zmienia? I tak, i nie. Z jednej strony żyjemy w wielkim naturalnym laboratorium, poddawani nieustannym i często niespójnym oddziaływaniom, które wymuszają na nas naukę nowych przekonań i zachowań oraz testowanie możliwości we wciąż zmieniającym się świecie. To wszystko stymuluje zmiany. W czeskich badaniach osób urodzonych między 1961 a 1984 rokiem (prowadzonych w dwóch etapach: w latach 1961–1980 i 2000–2004), uzyskano wyniki świadczące o poczuciu zmian w kierunku większej autonomii, odpowiedzialności, opanowania, racjonalnej kontroli i gotowości do współpracy oraz większego zaufania do siebie (tylko zmiany pozytywne!). Kobiety oceniały, że bardziej niż dawnie...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy