Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

14 stycznia 2021

NR 2 (Luty 2021)

Kto boi się sukcesu i dlaczego?

143

Pragniemy go. Marzymy o nim. Odmieniamy go przez przypadki… Sukces, bo o nim mowa, śni nam się po nocach. A kiedy pojawiają się sygnały, że jest już tuż na wyciągnięcie ręki… rejterujemy. Wycofujemy się. Dlaczego?


Prowadzone na przestrzeni ostatnich lat badania nie pozostawiają wątpliwości, że jedną z najważniejszych przyczyn stresu współczesnego człowieka jest presja sukcesu i towarzysząca mu obawa przed popełnianiem błędów. Wraz z rosnącą liczbą rankingów, ewaluacji i certyfikacji przybywa osób, które mają problemy ze snem, cierpią na zaburzenia nastroju i/lub mają myśli samobójcze. Ucieczka przed realizacją zamierzeń czasem przybiera postać unikającego odpowiedzialności bamboccini, który wciąż mieszka z rodzicami, mama opiera go i karmi (w Polsce dotyczy to ponad 43% dorosłych ludzi, w wieku od 25 do 34 lat), a w innych przypadkach japońskiego hakikimori, czyli skrajnego wycofania się, niewychodzenia z domu i niekontaktowania się z nikim prócz najbliższej rodziny. Realny obraz społeczeństwa osiągnięć wcale nie przypomina uśmiechniętego oblicza kogoś, kto tryska szczęściem z powodu posiadania reklamowanego produktu. Częściej jest to twarz kogoś zmęczonego ciągłą gonitwą za wynikiem w zawodach, które nie mają końca. Wezbrana fala apologii sukcesu rozbija się o skały codzienności na tysiące kropel wątpliwości, niepewności i lęku.

Lęk przed porażką

Pojęcie „społeczeństwo osiągnięć” zawdzięczamy Davidowi McClellandowi, profesorowi psychologii Uniwersytetu Harwarda. W przyszłym roku minie dokładnie sześćdziesiąt lat od wydania jego książki The Achieving Society. Było to podsumowanie godnej podziwu pracy badawczej. Otóż autor przejrzał bajki wydane w latach 1920–1929 (w 23 krajach) i ćwierć wieku później, w latach 1946–1955 (aż w 40 krajach). Z jego analiz wynikało, że im więcej w bajkach pojawiało się wątków związanych z potrzebą osiągnięć, tym wyższy był poziom rozwoju ekonomicznego danego kraju, czego wskaźnikiem było zużycie energii elektrycznej. Bohaterowie tych bajek byli przykładami niezłomności i determinacji w dążeniu do celu. I rzeczywiście cel ten osiągali, a ukoronowaniem zmagań był zawsze happy end. Mając to na uwadze, w niemały dysonans wprawiają nas wyniki przeprowadzonych dekadę później badań, które ujawniają niepojęty, wydawałoby się, w kraju Supermana syndrom… 
Martina S. Horner, amerykańska psycholożka i autorka The Challenge of Change, prosiła uczestników o wymyślenie zakończenia krótkiej historyjki. Opowiadała ona o osobie, która po pierwszej sesji egzaminacyjnej znalazła się na pierwszym miejscu w rankingu studentów swojego roku. Przy czym kobiety czytały o Annie, a mężczyźni o Johnie. Okazało się, że aż 65% badanych studentek i tylko 9% studentów dopisywało zakończenie, które można określić jako pesymistyczne! Anna w tych opisach po osiągnięciu sukcesu często czuła się osamotniona, znerwicowana i miała poczucie utraty pozycji społecznej. Badane studentki kojarzyły jej osiągnięcia z brakiem kobiecości, dla większości z nich Anna była brzydka i agresywna. Według Horner reakcje te były przejawem oczekiwania, że osiągnięcie celu zaowocuje niekorzystnymi skutkami. Nazwała ten fenomen lękiem przed sukcesem. W kolejnych badaniach ujawniono, że podobnych obaw doświadczają zarówno kobiety, jak i mężczyźni. A może uczestnicy badań Horner obawiają się nie tyle sukcesu, co porażki, która może być następstwem niektórych wyborów życiowych. Tak czy inaczej, zebrane reakcje należy interpretować jako kontestację podrzuconego przez społeczeństwo skryptu, który uchodzi za przepis na powodzenie życiowe, a wcale nie musi być tak postrzegany. 

Może stąd płynie lęk przed sukcesem – gdy się zajdzie bardzo wysoko na drabinie kariery, z jej szczytu droga wiedzie już tylko w jednym kierunku, w dół…

Od badań Horner minęło niemal pół wieku, lecz skrypty dążenia do sukcesu nadal wyznaczają wybory życiowe wielu ludzi. Gotowymi przepisami chętnie dzielą się guru biznesu, instagramerzy i inne wpływowe osoby. Na poziomie funkcjonowania zawodowego rolę egzystencjalnych algorytmów pełnią ścieżki kariery, schematy realizacji planów sprzedażowych, a także programy wdrażania rozmaitych projektów. Presja na funkcjonowanie zgodnie z tymi wytycznymi wcale nie zmalała nawet w czasie pandemii. Pojawił się jednak problem, jak dążyć do sukcesu w odmiennej rzeczywistości. Realizacja planów sprzedażowych wymaga spotkań z klientami, a niektórzy z nich uznają jedynie formę bezpośredniego kontaktu. Ten zaś wiąże się z ryzykiem, a więc dążenie do sukcesu może wiązać się z narażeniem zdrowia. Ktoś słusznie zauważył, że zawsze tak było ze względu na pośpiech i wyczerpanie, ale teraz doszedł jeszcze jeden element, najbardziej groźny właśnie w przypadku osób osłabionych i zmęczonych. Czynników ryzyka można w sukcesie dostrzec jednak znacznie więcej…

POLECAMY

Upadek z wysokiego konia

Czego konkretnie ktoś się obawia, myśląc o osiągnięciu celu? Do analiz będziemy potrzebowali wyobraźni i jakiegoś osobiście ważnego zamierzenia. Zobaczmy oczami wyobraźni linię reprezentującą bieg naszego życia – od przeszłości poprzez teraźniejszość aż do przyszłości. Zaznaczmy na niej mentalnym markerem swój sukces. Większość z nas prawdopodobnie wskaże punkt w części odpowiadającej przyszłości. W pewnym sensie jest to słuszne, ponieważ – odzierając pojęcie sukcesu z romantyzmu – trzeba stwierdzić, że jest to jedynie moment, w którym osiągnięty stan rzeczy odpowiada oczekiwaniom. Czasem określamy go mianem „kamień milowy”, podkreślając egzystencjalną wagę tego wydarzenia. Nasuwa się jednak pytanie: co może być strasznego w usunięciu kamienia milowego? 

Korzystajmy nadal z wyobraźni. Spróbujmy na moment wcielić się w postać, która zgromadziła majątek wyceniany na 9,2 mld dolarów amerykańskich, co daje 94 miejsce na liście najbogatszych ludzi na świecie. Taki status finansowy jest spełnieniem marzeń każdej osoby o przedsiębiorczym zacięciu, głodnej sukcesu i poszukującej okazji na rozpoczęcie dochodowego start-upu. Możliwość dysponowania podobną sumą przyprawia o zawrót głowy. To ponad 35 mld złotych, a więc prawie dziesięć razy więcej niż najwyższa wygrana w Lotto w dziejach tej gry jak dotąd. Dysponując takimi środkami, można skorzystać z interesujących form pomnażania majątku, tworzyć miejsca pracy, założyć fundację, wesprzeć artystów i naukowców, a nawet pójść w ślady Chucka Feeneya, bogacza, określanego mianem „Jamesa Bonda filantropii” i rozdać cały majątek potrzebującym. A teraz proszę sobie wyobrazić, że wspomniane 9,2 mld dolarów to efekt uszczuplenia majątku, który jeszcze rok wcześniej był szacowany na 12,8 mld dolarów, co dawało nam o wiele wyższe, bo 36. miejsce w rankingu najbogatszych ludzi na świecie. Właśnie w takiej sytuacji znalazł się niemiecki biznesmen, Adolf Merckle, jeden z najbogatszych Niemców – inwestor i właściciel hurtowni farmaceutycznej. W styczniu 2009 r. rzucił się pod koła pociągu przejeżdżającego nieopodal jego domu. Upadek z wysokiego konia dla niego okazał się śmiertelny. 

Może stąd płynie lęk przed sukcesem – gdy się zajdzie bardzo wysoko na drabinie kariery, z jej szczytu droga wiedzie już tylko w jednym kierunku, w dół…

Dla kogo „lepszy wyż niż niż”?

Badacze metafor George Lakoff i Mark Johnson zauważyli, że jednym z umysłowych narzędzi pojmowania świata jest wymiar „góra-dół”. W odniesieniu do dychotomii porażka-sukces jego wartościujący charakter oddaje potoczne „lepszy wyż niż niż”.

Wszak zdobywamy wyższe wykształcenie i wysokie kwalifikacje, by wspiąć się po szczeblach kariery na szczyt, a potem piastować wysokie stanowiska, ciesząc się wysokim statusem. Smakujemy produkty z górnej półki i wysoki standard usług, które są nieodłącznymi atrybutami wysokiej stopy życiowej. Z drugiej strony obawiamy się spadku, spoczęcia na laurach, zjazdu po równi pochyłej i skończenia na dnie. Ze smutkiem patrzymy na tych, którzy się staczają, nie chcąc doświadczyć podobnej degradacji. Gdy wszystko się sypie, zaliczamy psychiczny dołek, a niektórzy doświadczają, że nawet w dołku może być dołek. 

Mając na uwadze metaforę „góra-dół”, łatwiej zrozumieć, dlaczego w tym samym czasie, gdy osoby zdeterminowane do osiągania sukcesu jak mantrę powtarzają „sky is the limit” i pną się wyżej i wyżej, inne wybierają status quo i postanawiają urządzić się na pewnym pułapie. Czym się kierują? Być może przypominają sobie historie takich osób, jak Adolf Merckle albo losy Macaulaya Culkina odtwórcy głównej roli w filmie Kevin sam w domu, który po spektakularnej karierze jako nastolatek popadł w wypalenie, a potem został aresztowany i skazany za posiadanie narkotyków. A może na myśl przychodzi Amy Winehouse – niezwykle utalentowana piosenkarka, kochana przez publiczność i podziwiana, a zarazem uzależniona od narkotyków i przedwcześnie zmarła w wyniku zatrucia alkoholowego. 

Lęk sygnalizuje nam możliwość utraty czegoś istotnego, a więc wzbudza roztropność, ostrożność i zapobiegliwość. Nie bójmy się sukcesu, lecz braku aspiracji i odważnych zamierzeń, które zmobilizują nas do urzeczywistnienia potencjału.

Każdy górołaz potwierdzi, że im wyżej się wdrapujemy, tym mniej osób spotykamy na szlaku, a na samym szczycie wiatr wieje przecież najmocniej. 

Na drodze do celu

Zajmijmy się następstwami osiągnięcia celu. Na czym polega związana z nim p...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy