Pokora - siostra Miłości

Przyszłam na tamte zajęcia z filozofii bez specjalnych emocji. Co prawda, kończył się semestr i wykładowca miał obwieścić komu da zaliczenie, ale byłam totalnie pewna swojego. Brałam, jak to się mówi, aktywny udział w zajęciach, nie opuszczałam ich, czyli spoko. Tymczasem profesor Jacek Szymura, który na psychologii UJ prowadził zajęcia z filozofii właśnie, oświadczył, że zaliczenie na semestr dostają wszyscy… poza dwoma osobami. Dyskretnie ziewnęłam. Pierwszą z osób był chłopak, który opuścił chyba wszystkie zajęcia poza pierwszymi. Drugą byłam… ja. Zastygłam. Co proszę? Ja? Wygadana po kokardy, z piątkami ze wszystkich przedmiotów, miałam dostać zaliczenie warunkowe? Zbiegłam szerokimi, kamiennymi schodami Collegium Novum i zdążyłam, zanim profesor wyszedł z budynku. – „Pani Natalio. Pani dużo się wypowiada, ale to są pani osobiste poglądy, mało w nich jest dialogu z treścią tekstów, które czytamy”. Nie pamiętam, co odpowiedziałam. Ale dzisiaj myślę, że była to najważniejsza dwója w moim życiu. Kiedy w czerwcu w wielkim przejęciu zdawałam egzamin na koniec roku, powiedziałam profesorowi, że zrozumiałam, że naprawdę nic nie wiem. „Oj, to piątka to chyba za mało” – zażartował.  Pokora. Wielu rzeczy nie wiem. Moje osiągnięcia są jakąś moją zasługą, ale też wyrazem splotu szczęśliwych okoliczności i wysiłków ludzi wokół mnie. Nie jestem fundamentalnie lepsza ani fundamentalnie gorsza niż inni. Przymierzam te zdania i patrzę, jak na mnie leżą. Jestem zwykła. Kiedy mówię to zdanie, czuję, że moje ciało reaguje spokojem i ulgą, jak gdyby ktoś je odbarczył z ciężaru, którego nie chce nieść. Czuję, że nie chcę być special. Zresztą, jeśli każdy jest special, jak mówią nasi przyjaciele Amerykanie, czy nie oznacza to, że wszyscy jesteśmy zwyczajni? Że w naszym doświadczeniu życia na planecie Ziemia więcej jest wspólnego niż odmiennego, że – jak śpiewał Stanisław Soyka – „Kloszard i wielki tuz/odważny i ten co się boi/wszyscy równi wobec czasu i płomienia”?  Przeczytałam gdzieś, że przeciętny milenials do końca swojego życia zrobi sobie 25 tys. selfie. Jeśli doliczyć wybieranie filtrów i dodawanie efektów, daje to mniej więcej 34 dni życia spędzone – no właśnie, na czym dokładnie? Co robię, kiedy szukam korzystnego ujęcia, pięknego światła i dobrego tła, a potem przedstawiam światu swoją podrasowaną wersję? Co robię, kiedy na tak zwanych wymarzonych wakacjach wyciągam telefon nie po to, żeby zrobić zdjęcie meksykańskiej plaży czy alpejskim szczytom, ale ciągle sobie, sobie, sobie – tyle że z lekkim akompaniamentem krajobrazu? Osobiście staram się tego unikać, bo czuję, że zabierając pół kadru, wprowadzam w swój wewnętrzny system pewną nieprawdziwą informację o tym, jakobym zajmowała na świecie więcej miejsca, niż zajmuję. Jakbym stanowiła jakieś centrum świata. A kiedy w to uwierzę, będę musiała sama ze sobą i światem ścigać się w poszukiwaniu dowodów, że tym centrum jestem. I będzie to wyścig bez końca – z tego prostego powodu, że nie da się udowodnić czegoś, co nie jest prawdą.  Jesteśmy maleńcy, Ty i ja. Nie żeby mniejsi od innych… Nie żebyśmy mieli wygrać jakieś odwrócone zawody w byciu najgorszym, najmniej wartościowym członkiem społeczności. Po prostu – zwykli. Pokora, staromodna cnota, niesie ulgę.  Też w relacji do innych. W klasycznie pięknym wierszu Miłość Czesław Miłosz pisał:  Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,/Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,/Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu./A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,/Ze zmartwień wielu swoje serce leczy,/Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.  Może od miłości do pokory jest niedaleko? Może są siostrami? Może kiedy uznam swoją zwykłość – nie niższość, nie wyższość – robi się też więcej miejsca dla innych ludzi? Kiedy porzucę swoje wyścigi o miejsce na podium – więcej miejsca na współodczuwanie, na słuchanie historii innych niż własna?  Poezja poezją, deklaracje deklaracjami, ale w praktyce sprawa nie jest łatwa. Jak możemy się ćwiczyć w tym rodzaju pokory, który pozwala nam równouprawniać cudze historie i cudze punkty widzenia – bez rezygnacji z własnego? Wykminiłam w tym obszarze parę ćwiczeń, które praktykuję, próbując za ich pomocą niejako przechytrzyć swoje ego, które ciągle upiera się, że moja racja jest mojsza.  Pierwsze ćwiczenie polega na tym, że kiedy słucham kogoś, kto mnie denerwuje (co na ogół oznacza po prostu, że jestem do niego podobna w jakimś kawałku, któremu w sobie zaprzeczam), podstawiam mu inny głos. A dokładnie – wyobrażam sobie, że te same słowa wypowiada ktoś, kogo cenię lub wręcz wielbię (jest takich sporo). Doświadczyłam skuteczności tego ćwiczenia – te same słowa nagle nabierały znaczenia i mądrości, której wcześniej im odmawiałam.  Drugie ćwiczenie polega na świadomym poszukiwaniu innych punktów widzenia. W kanadyjskich badaniach socjologicznych aż 67% osób uznało, że inni ludzie w swoich mediach społecznościowych żyją w bańkach, a zaledwie 31%, że sami także są w bańkach. Uważamy się więc za bardziej otwartych niż inni. Zła wiadomość jest taka, że ci inni sami o sobie myślą tak samo. Pokora w relacjach z innymi oznacza mieć odwagę stanąć twarzą w twarz z niezaprzeczalnym faktem, że inni mają swój punkt widzenia oraz że jest fizycznie, matematycznie i statystycznie niemożliwe, żeby oni zawsze się mylili, a my, żebyśmy zawsze mieli rację. Dopóki słuchamy tylko swojego ego, które próbuje nam, wbrew wszystkiemu, wcisnąć na głowę złotą koronę, będzie nam ciasno na głowie. I ciasno w sercu.  Alternatywą jest spokojne przyglądanie się innym ludziom, staranne słuchanie ich historii. Dlaczego to tak strasznie trudne? Czy nie z niepewności? Jakbyśmy się bali, że wysłuchawszy kogoś wbrew swojej woli, zarazimy się jego punktem widzenia? Gdyby pokora była uległością, być może tak właśnie by było. Ale nie jest: pokora to spojrzenie prawdzie w oczy – jestem jedną z rzeczy wielu. I to jest OK, i tak ma być. 
Czytaj więcej

„Joga piękna” – przeczytaj fragment książki

Chcemy i potrafimy zadbać o kondycję własnego ciała. W tym zakresie funkcjonujemy coraz lepiej, coraz bardziej świadomie. Wykonujemy specjalne zestawy ćwiczeń zbawiennych dla mięśni brzucha, ud, ramion i pośladków. Pocimy się na siłowniach, w klubach fitness, praktykujemy pod czujnym okiem trenerów personalnych. Wszystko po to, by czuć się dobrze. By dobrze wyglądać. By jak najdłużej zachować w zdrowiu młode, piękne i sprężyste ciało. Dlaczego jednak w tych staraniach skupiamy się na wszystkich jego partiach poza twarzą? Przecież to właśnie na niej oznaki zmęczenia, stresu i przemijającego czasu odbijają się najmocniej. Zmarszczki, poszarzała cera, oczy bez blasku - nie trzeba się z tym godzić! Sama natura wyposażyła nas w doskonałe narzędzie pomagające w zachowaniu młodości - są nim mięśnie twarzy. Jest ich ponad pięćdziesiąt i - podobnie jak inne mięśnie - można i trzeba je ćwiczyć, rozwijać, relaksować. Marta Kucińska, konsultantka ajurwedy oraz twórczyni bloga Joga Piękna, stworzyła autorską, holistyczną metodę pozwalającą naturalnymi metodami zadbać o zdrowy i świeży wygląd. Łączy w niej ćwiczenia mięśni twarzy z treningiem oddychania, elementami diety czy nauką świadomej mimiki. Dzięki praktykowaniu Jogi Piękna zredukujesz zmarszczki, zlikwidujesz podwójny podbródek, poprawisz owal twarzy, a nawet do pewnego stopnia zmienisz jej wygląd poprzez uwydatnienie kości policzkowych czy ust. Brzmi zbyt pięknie? A jednak. Promienny, młodzieńczy wygląd jest teraz w Twoim zasięgu, trzeba tylko zacząć, a potem konsekwentnie ćwiczyć. Do dzieła! Pobierz fragment książki tutaj Informacje szczegółowe o książce: Data premiery: 14.10.2020 Liczba stron: Format: 165 x 220 Link do strony, gdzie można kupić książkę: https://bit.ly/joga-piekna-Em
Czytaj więcej

Nie relaksuj się. Po prostu bądź! - Czyli jak nie mnożyć sobie stresu?

Czy znasz kogoś, kto po słowach „uspokój się” faktycznie stał się spokojniejszy? Oto, co ma do zaoferowania podejście mindfulness w temacie radzenia sobie ze stresem.
Czytaj więcej

Jak praktyka uważności wspiera kreatywność?

Kreatywność przestała być domeną tylko artystów, stała się również pożądaną umiejętnością np. w biznesie. Jak rozwijać kreatywność z wykorzystaniem praktyk uważności?
Czytaj więcej

Gdy się lepiej rozumie, to łatwiej stać się dużym

O emocjach i potrzebach dzieci mówią Catherine Dolto i Colline Faure-Poirée
Czytaj więcej

Ulotne czy przytłaczające?

Nasze życie emocjonalne jest bardzo zróżnicowane. Niektóre emocje są jak pyłki kwiatów niesione ledwie dostrzegalnym powiewem wiatru, inne zaś przypominają lawinę kamienną niszczącą wszystko, co staje na jej drodze. Czasami w tej lawinie dochodzi do autodestrukcji, a tworzące ją kamienie rozpadają się i w skrajnych przypadkach stają się pyłem. Psychologów od dawna fascynowało bogactwo i różnorodność stanów emocjonalnych. Próbowali też poszukiwać obiektywnych wskaźników, na podstawie których można odróżnić od siebie poszczególne emocje.  Na plan pierwszy w tych poszukiwaniach wysunęły się fizjologiczne przejawy różnych emocji. Badacze stosowali różnego rodzaju bodźce wywołujące emocje. Niektóre z tych zabiegów były brutalne i nie zostałyby dopuszczone współcześnie. W badaniach Alfreda Axa przeprowadzonych prawie siedemdziesiąt lat temu wykryto odmienne układy pobudzenia fizjologicznego charakterystyczne dla strachu i gniewu. Jednak późniejsze badania nie przyniosły tak przekonywających rezultatów. W ostatnim dziesięcioleciu Kreibig na podstawie wyników metaanalizy (to metoda statystyczna pozwalająca na zintegrowanie wyników wielu pojedynczych badań) wykazał, że istnieją niezbyt duże różnice między wzorcami pobudzenia fizjologicznego występującego w poszczególnych emocjach. Z kolei rezultaty uzyskane przez Kragela i LaBara ujawniły, że na podstawie wzorców pobudzenia autonomicznego układu nerwowego udaje się przewidzieć tylko i aż 58% emocji. Wyniki te mają charakter probabilistyczny. Te 58% można uznać za zadowalający wynik, ale sceptyk może powiedzieć, że w niewielkim stopniu przekracza to poziom losowy wynoszący 50%. Na koniec warto dodać, że w badaniach eksperymentalnych sięgnięto po stosunkowo silne bodźce emocjonalne. Dopiero od niedawna stosuje się bodźce bardzo słabe, np. widok uśmiechniętej twarzy eksponowany tak krótko, że nie udaje się świadomie go zarejestrować.  W warunkach naturalnych emocje mogą często pojawiać się również pod wpływem bodźców bardzo słabych – spojrzenia, przelotnego muśnięcia ręki czy odczucia ciepła osoby siedzącej obok. Tu już nie występują proste emocje, które dawniej były przedmiotem zainteresowania badaczy. Emocje złożone nie zawsze mają silną komponentę fizjologiczną. Duma – jedna z emocji złożonych – sprawia, że ludzie nadymają się, patrzą na innych z góry i mówią głośniej. Natomiast nie musi temu towarzyszyć wzrost ciśnienia krwi czy elektrycznego przewodnictwa skóry. To samo dotyczy innych emocji złożonych. Jedną z takich emocji jest żal. Żałujemy, że skończył się związek z bliską osobą i wiemy, że nic go nie przywróci. W dalszym ciągu ta osoba pojawia się w naszych snach i wtedy prowadzimy z nią długie rozmowy. To wszystko jednak dotyczy przeszłości i nic już nie może się odstać.  Żal niekiedy jest emocją kontrfaktyczną – dotyczy tego, co byłoby, gdyby sprawy potoczyły się inaczej. Emocje i myśli kontrfaktyczne najczęściej mają charakter negatywny – dotyczą utraconych możliwości i utraconych relacji. Zatapianie się w żalu może prowadzić do zamykania się w sobie i obmyślania alternatywnych scenariuszy wynikających ze zmiany w przeszłości. Inną emocją, która sprzyja zanurzaniu się w przeszłości, jest nostalgia. Choć dawniej była ona traktowana jako rodzaj choroby psychicznej, obecnie uważana jest za jedną z emocji, które nie mają patologicznego charakteru. Wprawdzie nostalgia nie przejawia się jakimś specyficznym wzorcem pobudzenia fizjologicznego i najczęściej nie prowadzi też do określonych działań. Jednak odczuwana jest bardzo intensywnie, na przykład przez imigrantów, którzy nie mogą wrócić do kraju pochodzenia. Holenderski psycholog Douve Draaisma twierdzi, że duże natężenie nostalgii może występować w obozach dla imigrantów, które nazwał fabrykami nostalgii. W czasach wędrówek ludów takie fabryki będą pojawiały się coraz częściej.   
Czytaj więcej

W zdrowym ciele zdrowy DUCH

Zawsze warto spojrzeć prawdzie w oczy i weryfikować informacje. Przyglądamy się kilku faktom dotyczącym otyłości po to, aby odpowiednio wspierać swoje zdrowie fizyczne i psychiczne.
Czytaj więcej

Dzieci bez chęci do życia, czyli co to jest syndrom rezygnacji

Dlaczego tak się dzieje, że dzieci, które jednego dnia są pełne energii i bawią się z kolegami, zapadają w sen, który czasem trwa nawet kilka lat?
Czytaj więcej

Kilka słów o tym, co dzieci mówią i myślą o dorosłych

Spróbujmy uznać dość oczywistą prawdę o tym, że język dzieci – tu w wieku przedszkolnym – stanowi swoisty amalgamat tego, co my mówimy, co mówimy między nami, dorosłymi, czyli tego, co one podsłuchują i niefrasobliwie potem ujawniają, a także tego, co dzieci same sobie obmyślają lub zmyślają, planują, interpretują. Innymi słowy – spróbujmy wejrzeć w ten dziecięcy świat budowany słowami.  Rzecz jasna nie wszystko, co jest zawarte w tym świecie, zobaczymy, bo nie o wszystkim dzieci mówią, przeżywając swoje małe myśli i myślątka, na przykład przed zaśnięciem, i utajniając je przed dorosłymi, a nawet przed swoimi rówieśnikami. Niemniej jednak słowa są najlepszym wziernikiem w ich własny świat. Zachęcam nas wszystkich do podsłuchiwania dzieci, które oczywiście podsłuchują nas. Na początek próbka w postaci zebranych przeze mnie tekstów. Wszystkie tu przytoczone wypowiedzi są autentyczne, wzięte z ogromnego zasobu dziecięcych słów, które posłużyły przede wszystkim do zbudowania dziecięcego (przedszkolnego) słownika. Można z nich wyczytać bardzo wiele na temat świata, w którym są zarówno dinozaury, jak i tablety, zarówno kościół, jak i przedszkole, zabawki i autostrady.  Dzieci otwierają się przed swoimi rozmówcami i ujawniają bardzo ważne swoje „przemyślenia”. Wśród rozmówców są zarówno dorośli – także członkowie rodzin – jak i krąg rówieśniczy. Przeznaczam ten tekst i zawarte w nim wypowiedzi dziecięce dla dorosłych, szczerze zachęcając do refleksji nad tym, co o nich sądzą dzieci, a czego na co dzień nie potrafimy albo nie chcemy usłyszeć. Nie wiem, czy na pierwszym miejscu, ale na pewno na jednym z miejsc najważniejszych jest dom rodzinny i rodzina, a także wewnątrzrodzinne kontakty. Przyjrzyjmy się zatem temu, co dzieci mają do powiedzenia na temat najbliższych i trochę dalszych członków rodziny. Po kolei zatem – chyba zgodnie z hierarchią ważności – samo pojęcie rodziny, potem rodzice, a zwłaszcza mama, potem dziadkowie, a zwłaszcza babcie i wreszcie ciocie i wujkowie (niekoniecznie tylko krewni, ale i bliscy znajomi). Zanim przejdę do podawania przykładów chciałabym przytoczyć cytat z mojej książki sprzed kilkudziesięciu lat1. Oto ta wypowiedź: „Działają one [dziecięce słowa] jak zwierciadło, czy lepiej jak dziurka od klucza, przez którą można podejrzeć cudzy – całkiem dorosły oczywiście – dom, rodzinę wraz z całym bagażem codzienności tej rodziny, to znaczy z marzeniami o polonezie [samochodzie], z kłopotami z teściową, z ojcem – pijakiem, nieślubnymi dziećmi itp. Wszystko to dzieci słyszą, interpretują (czasem po swojemu, a czasem zupełnie po dorosłemu) i wreszcie przenoszą do swojego świata na niby, czyli do zabawy w tatę i mamę”. Przytoczona wypowiedź dotyczy dzieci sprzed lat ponad trzydziestu.  Oczywiście dzisiejsze dzieci nie marzą już o polonezie, raczej o beemwicy czy lamborghini, ale komentarze o nieślubnych dzieciach się powtarzają. Tylko zupełnie inaczej. Zgodnie z zapowiedzią zaczynam od cytatów na temat rodziny. Na początek coś w rodzaju aforystycznej definicji [w nawiasach podaję płeć i wiek z dokładnością do miesiąca dziecka]: Rodzina, to miłość, dużo miłości (ch. 3,10).  I doprecyzowanie:  Miłość jest, jak dwoje ludzi się pozna, zaczną się ze sobą spotykać, potem się zakochują, biorą ślub i robią dziecko. No, może nie wszyscy to dziecko robią, ale jest rodzina (ch. 4,0). A teraz skład rodziny. Na razie kompletnej? Może idealnej?: Rodzina, to mama, tata, siostra i brat, babcia i dziadek, no i ja; jeszcze prababcia i pradziadek. Ona jest wtedy, gdy wszyscy się kochają, dzielą się i pomagają sobie (dz. 4,8). [do mamy] – Babcia i dziadek to twoi rodzice? [mama] Tak.  Ale masz wspaniałych rodziców! Ale to też moja rodzina, bo wszyscy jesteśmy rodziną (dz. 5,7). Ale bywają rodziny mniej typowe (a może coraz bardziej typowe?): Ja mieszkam tylko z mamą i babcią. Z moim tatą nigdy się nie widziałem, po prostu go nie znam (…) brakuje mi brata lub siostry. Ja kocham swoją mamusię i babcię (ch. 6,3). Mam rodzeństwo, ale mama mówi na to przyrodnie, a tata mówi, że to brat i siostra, tylko że oni nie mieszkają z nami. Jeszcze jest Ania, która nie jest moją mamą i ona jest z tatą (ch. 3,10). Podstawą rodziny są oczywiście mama i tata, ale występują oni także w rolach męża i żony. Dzieci krytycznie obserwują i oceniają mężów i żony: Lepiej urodzić się kobietą, bo kobiety mają umysł. Są mądrzejsze i robią wszystko za męża (dz. 4,2). Moja ciocia ma męża i ten mąż to jest zakochany pantofel (dz. 4,2). Sami zresztą też planują takie role dla siebie na przyszłość: Będę jeździł tramwajem do tramwajowni, a w domu będzie czekać moja żona z obiadkiem. I będziemy żyli długo i szczęśliwie jak w bajkach (ch. 5,1). Michał, żeby znaleźć żonę, to musisz znaleźć kogoś takiego, kto lubi to samo, co ty. Nie możesz szukać baby, co będzie się tylko malowała czy chodziła ciągle po sklepach (ch. 4,11). Kiedy skończę przedszkole, zamierzam znaleźć sobie żonę. Będę nosił jej plecak (…) i jeszcze będę ją nosił na ręcach. Musi być mała i chuda (ch. 5,1). Tylko jak mąż cię zdradzi, to go wywal za drzwi (dz. 4,3). A mój mąż nie będzie mi nigdy rozkazywał. (…) Mama mówi, że męża trzeba sobie wyhodować albo coś w tym rodzaju; że musi się wszystkiego nauczyć (dz. 4,3). Wyraźnie widać, że dzieci jak echo powtarzają refleksje i oceny zapewne podsłuchane w rodzinach: miejsce kobiety-żony w kuchni, zdrady małżeńskie, przemoc w rodzinie, typowa kobiecość wraz z zakupoholizmem.   A teraz rodzice, czyli w zasadzie mama i tata, czasem razem, ale czasem też osobno: Ja mam dwa domy; w jednym mieszka mama, a w drugim tata. Tam, gdzie mama jest, jest jeden dziadek i dwie babcie (dz. 4,1). Nawet jednak, kiedy są w zasadzie razem, to zgody między nimi może nie być: [z babcią przez telefon] – Cześć babciu! Co u ciebie babciu? O! rodzice się kłócą. Nie kłóćcie się! I mi nie jest wesoło, ale nie jestem dzisiaj wesoła (dz. 4,8). Chciałbym polecieć w kosmos rakietą. Nie chcę być tutaj, bo moja mama ciągle się kłóci z tatą i każdy w domu krzyczy (ch. 4,11). Tacy rodzice dają zły przykład dzieciom: To wina rodziców, że dzieci są niegrzeczne; trochę też (dz. 6,1). I jeszcze plany na oczekiwaną dorosłość, a może także starość rodziców:  A Franek powiedział, że jak będziemy duzi, to zamieszkamy razem. Myślę, że będziemy mieli dzieci (dz. 4,4). Jak się zestarzeją, to mogę rodziców wysłać do domu starców; to nie kosztuje tak dużo (dz. 4,2). Rodzice to w zasadzie mama i tata, ale mama bardziej: Mama to nie ludź; mama to mama (dz. 4,1). Mój świat się zaczyna i kończy na mamie (dz. 4,1). Mama to wzór do naśladowania, zwłaszcza dla dziewczynek: Moim wzorem jest zawsze mamusia (dz. 6,5). Dz.1 (5,11) Moja mama jest singielką. Dz.2 (5,7) A co to jest singielka? Dz.1 No, że ma dziecko i nie ma męża. Ja też będę singielką. Mama jest kategorią szczególną, zwłaszcza pokoleniowo: Moja mama jest kobietą. Kobietę można poznać po piersiach i po oczach, że są ładne (ch. 5,3).  Wiecie, jak ja byłam u mamy w brzuchu, to strasznie kopałam (dz. 5,2). Cooo, jesteś taka stara, że wtedy wszystko było z drewna. Nawet telewizor (ch. 6,3). To ty mamo nie żyłaś wtedy, kiedy na ziemi były dinozaury? (dz. 5,2). Mama to ktoś, kto kocha, nawet w szczególnych sytuacjach: Mama mnie kocha i nie chce mnie oddać do domu dziecka (dz. 4,5). Mamuś, wiem, że jak chodzę do przedszkola, to ty boisz się o mnie (dz. 5,10). Czasem jednak mama potrafi być nieznośna: Nie będę ci pomagała wcale. Bo diabeł mi powiedział do ucha, że masz dwie rączki i sobie poradzisz (dz. 5,0).  Moja mama jest w ciąży i jak nie chce czegoś zrobić, to się kładzie na kanapie i jęczy (ch. 5,1). Ale czasem, jak ja krzyczę, to ona też krzyczy, to jak ona może, to ja też mogę (dz. 5,2). No wyjdź stąd! Nie mogę mieć trochę spokoju? (dz. 4,1). [Mama] Nieładnie mówisz. Ładnie. Nie wkurwiaj mnie (ch. 3,4). Jednak pod nieobecność mamy lub taty bywa smutno: W tym roku nie będzie mojej mamy na święta. Mama pracuje, a ja już za nią tęsknię. (…) Nie chcę prezentów, chcę mamę (ch. 6,5). Taty na moje urodziny nie ma, bo musi pracować w Szwecji. (…) Ja tęsknię i rozmawiam z nim na Skype (ch. 4,7). Ja mam mamę polską, a tata jest w Anglii. I nauczyli mnie dwóch języków. (…) Chyba wolę polski, bo więcej czasu z nim spędzam (ch. 6,9). Ojcowie mają więcej wad niż zalet. Dzieci to wiedzą, bo zapewne mama albo babcia tak uważają i narzekają, plotkują, a dzieci podsłuchują i powtarzają: Mój tata też bałagani i mama musi po nim sprzątać (dz. 4,5). Tata ma zakaz alkoholu (dz. 5,2). Babcia mówi, że tata jest rozwodnikiem (ch. 6,3). I mój tata też chce być elegancki i się oblewa prysznicem i szamponem myje dwa razy głowę, bo chce być piękny i pachnący (dz. 4,2). Czasem jednak dobrze jest mieć tatę, a jeszcze lepiej drugiego: [do cioci] Mój drugi tata Marcin mi pomalował [paznokcie], bo ja mam dwóch tatów, wiesz? (dz. 4,0). Mój tatuś powiedział, że sam mi wybierze męża, a najlepiej, to żebym w ogóle nie wychodziła za mąż (dz. 6,1). Tatę łatwo zmusić do kupienia, jest łatwy, biorę go na kocie oczy [mina] (dz. 6,8). Na ogół rola taty jest nie do pozazdroszczenia: Niełatwo jest być tatą, wie pani. Bo tata ma najgorszą rolę w życiu. Tata często słyszy od mamy obelgi (ch. 5,1).  Nie chcę być stary jak tatuś, bo wtedy też będę musiał mówić do swoich synków, że mają iść do kościoła. (ch. 6,3) Tatusiu, ty się starzejesz, masz już siwe włosy (dz. 5,2). Mamo, wiesz, że tata przejechał dziś na górnym świetle i zapłacił mandat (ch. 4,0). W niektórych rodzinach zdarza się model trójpokoleniowy: mama, tata, dzieci i babcia i/lub dziadek (czyli dziadostwo). Najpierw para ludzi pokolenia najstarszego: Mamo, przyjdzie do nas dziś wujostwo? [Tak] I dziadostwo też? (dz. 4,1). W przypadku tego pokolenia najłatwiej zaobserwować stereotypowy sposób postrzegania go: starość, staroświeckość (na przykład miłości, mówienia, emerytura, zbliżania się do końca życia): Chciałabym kiedyś mieć taką miłość swoją, jak dziadek ma babcię, a babcia dziadka. Przecież oni są ze sobą ze sto lat albo i dłużej (dz. 6,2). I [babcia] zawsze dokucza dziadkowi, że kiedyś kupował jej kwiaty, ale to było sto lat temu (ch. 4,8).  Chciałbym mówić jak babcia i dziadek (ch. 5,4).  Chciałabym zostać emerytem. No bo emeryci mają dużo czasu, nie pracują, dostają pieniążki i mogą odpoczywać tak, jak moja babcia (dz. 5,6). Moja babcia ma siedemdziesiąt lat. [A co robi twoja babcia?] Jeszcze żyje (ch. 5,9). Babciu, a co będę robić, jak ty umrzesz? Czy ty musisz umierać na zawsze? (dz. 3,10). Babcia – jeśli mieszka razem z dzieckiem – ma w domu swoje obowiązki (też stereotypowe): opieka nad wnuczętami, gotowanie obiadów: Babcia mnie wychowuje, bo nic innego nie umie robić (dz. 5,11).  Przecież babcia nic nie robi. Obiad się sam gotuje (ch. 4,3). Szczególna rola babci to wspomaganie wnucząt – czasem po prostu finansowe, a czasem wręczanie prezentów: I [mama] mówi jeszcze, że mam się słuchać babci, bo nie dostanę od babci prezentu na Wielkanoc (ch. 5,5). [Marcinku, przywitaj się z babcią.] Nigdy, przecież ja do ciebie tylko po prezent przyszedłem (ch. 3,1). Kochana babciu, życzę ci, abyś zawsze mnie kochała, gotowała pyszne obiadki i byś podniosła mi rentę [kieszonkowe]. Sto lat babciu! (ch. 6,1). Mniej stereotypowe są obrazy dziadka. Czasem jest taki czuły jak babcia, czasem to wzór do naśladowania w przyszłości, a czasem – wręcz odwrotnie: Nie mówi się dziadek, tylko dziadzia albo dziadziuś (dz. 4,1). Lubię, jak dziadek mnie przytula. Ogólnie jest taki przytulakowy (dz. 5,7). Ja jestem duży chłop i lubię z dziadziusiem siano krowom dać i świniom w koryto wody (ch. 4,1). A dziadek tylko chodzi i mówi: kurwa mać, kurwa mać; zwariować można (ch. 4,3). Ostatnie dwie postaci to wujostwo (por. wyżej pod dziadostwo). Tu konieczna jest uwaga odnosząca się do kategorii cioci i wujka. To niekoniecznie krewni, bo tej nazwy używa się dzisiaj nie tylko jako stopnia pokrewieństwa, lecz także w odniesieniu do przyjaciół domu. Wyraźnie widać, że to osoby bliskie, ale niekoniecznie współmieszkańcy, a raczej osoby spoza ścisłej rodziny.  Ciociu, fajna z ciebie babka. Masz takie gładkie nogi i samochód. Co mi dzisiaj przywiozłaś? (ch. 4,1). Ludzia mi narysuj też, tylko nie ciebie, bo ty jesteś ciocia, a nie ludź (ch. 5,4). Ciocia się śmiała, jak to mówiła [jesteś pojebany], więc to nie może być brzydkie słowo, nie była smutna (ch. 3,7). Wujek poszedł do więzienia (…) okłamał firmę, no i grozi mu osiem lat więzienia (ch. 5,11). Wuja dopiero drugą chatę buduje, a my mamy już trzy i to jakie! (ch. 4,3). Ten świat otaczający dziecko to przede wszystkim rodzina. Co nie oznacza, że jest to jedyny temat monologów i dialogów dziecięcych. Współczesne dziecko potrafi rozmawiać na wiele tematów i na swój sposób te tematy interpretować. Oczywiście wszystkie one są nie tylko interesujące dla dorosłych czytelników, ale też wszystkie przestrzegają przed wnikliwością obserwacyjną dzieci. I jeszcze jedno spostrzeżenie. W centrum wszystkich wypowiedzi i komentarzy jest dziecięcy podmiot: ja. Zaimek ten zaskakująco często pojawia się na liście frekwencyjnej. I co ważniejsze: w ciągu trzydziestu lat od poprzednich badań częstość jego powiększyła się dwukrotnie. Dzieci stają się bardziej egotyczne? Może warto zacząć się zastanawiać także i nad tym. Nie tylko nad tym, że nas podglądają, podsłuchują i planują przyszłość swoją i naszą.  
Czytaj więcej

Zalęknione społeczeństwo

O zmianach cywilizacyjnych i ich wpływie na odczuwanie lęku mówi prof. Heinz Bude w rozmowie z Andrzejem Lipińskim
Czytaj więcej

Czułość dla siebie, czułość na siebie

Czułość dla siebie i czułość na siebie oznacza, że daję sobie prawo do tego, kim jestem. A wcześniej po­trzebuję sprawdzić, co to oznacza.
Czytaj więcej