Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

14 października 2020

NR 9 (Listopad 2020)

Dzieci bez chęci do życia, czyli co to jest syndrom rezygnacji

66

Dlaczego tak się dzieje, że dzieci, które jednego dnia są pełne energii i bawią się z kolegami, zapadają w sen, który czasem trwa nawet kilka lat?

Sen

Siedmioletnia Dasza oddycha spokojnie, głęboko. Leży na boku, na drewnianym, rzeźbionym łożu, w białej pościeli. Oczy ma zamknięte. Złączone dłonie trzyma pod policzkiem. Jej ciemne, długie włosy opadają falami na czoło. Tak musiała wyglądać Królewna Śnieżka, gdy spała.
Ojciec Daszy, szczupły mężczyzna o szarej twarzy, podchodzi do córki z grubą strzykawką wypełnioną gęstym płynem. To obiad dziewczynki. Wstrzykuje go do wąskiej, przezroczystej rurki, która biegnie do gardła przez dziurkę w nosie. Dasza zasnęła ponad rok temu i nie ma z nią żadnego kontaktu. Gdyby nie sonda, przez którą można ją karmić i poić, dawno umarłaby z głodu i pragnienia.
Lekarka, Anne-Liis, która przychodzi do Daszy raz w tygodniu, mierzy dziewczynce ciśnienie, kładzie lód na jej brzuchu i znów dokonuje pomiaru. Ciśnienie nie skacze, choć podczas poprzedniej wizyty skoczyło. „Dziś jest bardziej nieprzytomna” – wzdycha Anne-Liis.
Inne miasteczko, inna pora roku, lecz Szwecja ta sama. 
Niski piętrowy blok z czerwonej cegły. Mieszkanie na parterze. W małej, zaparowanej łazience z szumem leje się woda z prysznica. Ubrana w T-shirt kobieta wciera szampon w ciemne włosy chłopaka. Ten siedzi nieruchomo. Ma zamknięte oczy. Na mokrą, gołą klatkę opada mu głowa, którą podtrzymują silne, męskie dłonie. Szyję dwunastoletniego Karena oplata rurka, która ginie w głębi jego nosa. Tak, to sonda do karmienia. Po skończonej kąpieli rodzice pchają wózek z Karenem do pokoju, gdzie robią mu masaż ciała, by nie powstały odleżyny. Karen śpi już 180 dni.
Zanim zasnął, był energicznym, wesołym chłopakiem. Lubił szwedzką szkołę. A najlepszy był z matematyki. I tak jak Dasza, zdobywał złote i srebrne medale na zawodach sportowych. 
A teraz Elizabeth, lekarka domowa, uczy mamę Karena karmić syna łyżką – nakłada na nią odrobinę lodów waniliowych i pokazuje, jak otworzyć mu usta, przechylić głowę, upewnić się, że połknął. Radzi też, by kilka razy dziennie podnosić mu powieki i patrząc w oczy, powtarzać: „Synku kochany, to ja, twoja mama”.
Matka Karena ociera łzy. „To takie trudne” – szlocha. 

POLECAMY

Trauma

Od 2003 r. kilkaset dzieci uchodźców starających się o azyl w Szwecji zapadło w podobny jak Dasza i Karen sen. Ich stan nazwano syndromem rezygnacji, gdyż objawia się wycofaniem z życia, czasem nawet na kilka lat. Dzieci stopniowo przestają mówić, wstawać z łóżka, jeść i pić, aż któregoś dnia zamykają oczy i zapadają się w sobie. 
– „Po przyjeździe do Szwecji dzieci uchodźców idą do szkoły, uczą się języka, mają nowych znajomych, zaczynają się śmiać i być szczęśliwe” – mówi Nadja Hatem, adwokatka specjalizująca się w pomocy imigrantom. „I nagle pojawia się strach, że będą musiały to wszystko zostawić i znów się tułać, bo rodzice nie dostają azylu”. 
– „W domu dzieci przysłuchują się rozmowom rodziców, którzy martwią się, co z nimi będzie, gdy będą musieli opuścić Szwecję” – mówi Henry Ascher, pediatra. „Przyszłość wydaje się niepewna i to rodzi ich wielki niepokój. A do tego są po traumatycznych przejściach, uciekli przecież z krajów pełnych przemocy, gdzie łamane są prawa człowieka, gdzie widzieli śmierć”. 
Rodzice Daszy przyjechali do Szwecji z byłej republiki Związku Radzieckiego dwa lata temu. Po półtora roku starań o status uchodźcy dostali odpowiedź odmowną. Podczas ogłoszenia decyzji w urzędzie Dasza, która wtedy była jeszcze zdrowa, płakała. Nauczyła się już szwedzkiego i rozumiała przemowę urzędnika. Dowiedziała się z niej, że tata był w ich ojczyźnie torturowany, że mamę zgwałcono, ale że to za mało, by otrzymać azyl. A Dasza dobrze się czuła na dalekiej Północy. Kilka dni po spotkaniu w urzędzie do rodziców zadzwonił zaniepokojony nauczyciel i powiedział, że Dasza jest na lekcjach bardzo przygnębiona i opowiada kolegom i koleżankom z klasy, że poza Szwecją jej rodzinę czeka śmierć. A potem Dasza zachorowała.
Podobnie było z Karenem – jego romska rodzina dostała pozwolenie jedynie na tymczasowy, trzynastomiesięczny pobyt w Szwecji. Karen wiedział, że gdy termin upłynie, będą się musieli ponownie starać o azyl i mogą dostać odmowę. A on nie chciał wracać do dawnego kraju. Był tam świadkiem przemocy i śmierci przyjaciela rodziny. Dopiero w Szwecji zapomniał o swoich problemach. Niestety, tylko na chwilę. Gdy pojawiły się kłopoty z urzędem migracyjnym oraz widmo deportacji, tak jak i Dasza zapadł w sen. 
– „Tylko spokój i poczucie bezpieczeństwa może przywrócić tym dzieciom zdrowie” – mówi Henry Ascher. „Nadzieja, że będzie lepiej, im pomaga. Jak tylko się pojawi, dzieci wybudzają się nawet po kilku latach snu”. 

PRZEBUDZENIE, Tomasz Kaczor

Laureat pierwszej nagrody w konkursie World Press Photo 2020 w kategorii Portret 

Gdy robiłem to zdjęcie, Ewa miała 15 lat i niedawno wybudziła się z choroby zwanej syndromem rezygnacji. To rodzaj katatonii, porównywalny do śpiączki, objawiający się ekstremalnym „wyłączeniem” z życia. 

Choroba nie dotyka tylko dzieci uchodźców w Szwecji, choć tam stworzono po raz pierwszy nazwę jednostki chorobowej.  Pojawiają się m.in. relacje z obozów na Bałkanach. Sytuacja rodzin z chorymi dziećmi jest dramatyczna, są ze Szwecji wydalane pomimo sprzeciwu organizacji broniących praw człowieka i lekarzy. Szwecja od kilku lat zaostrza swoją politykę migracyjną. Ewa i jej rodzina trafili do Polski – zostali tu wydaleni po tym, jak złożyli w Szwecji wniosek o ochronę międzynarodową. Na mocy rozporządzenia DUBLIN III to Polska jako pierwszy kraj UE, którego granicę przekroczyli, ma obowiązek ich wniosek rozpatrzyć.  Ewa „spała” łącznie około osiem miesięcy. Zachorowała w Szwecji, wybudziła się już w Polsce. Obecnie po chorobie nie ma już śladu. Ewa mówi po polsku, uczy się, nie chce wracać do przeszłości. Zdjęcie powstało na potrzeby reportażu Doroty Borodaj o syndromie rezygnacji zatytułowanym Dzieci śpią ze strachu, który został opublikowany w „Dużym Formacie” w czerwcu 2019 r. To było moje pierwsze spotkanie z Ewą i jej rodziną. Od tamtej pory jesteśmy w kontakcie i regularnie się widujemy. Ich wniosek został rozpatrzony negatywnie, w tej chwili trwa procedura odwoławcza. Chciałbym, żebyśmy, patrząc na to zdjęcie, przypomnieli sobie, że ponad połowa migrantów przymusowych na świecie to dzieci. A migracja przymusowa dla dziecka to zawsze skrajne doświadczenie. Jeśli rodzina – z różnych przyczyn, bo poczucie zagrożenia nie musi wiązać się tylko z wojną – jest do niej zmuszona, to właśnie dzieci mogą zapłacić najwyższą psychiczną cenę, z drugiej strony – mają niesamowitą zdolność adaptacji do nowych warunków. Gdy odzyskają poczucie bezpieczeństwa i daje się im warunki do rozwoju, odzyskują nadzieję i radość z życia. 

 


Oskarżam cię!

Debata o syndromie rezygnacji na przemian rozpala się w Szwecji i gaśnie. Niedawno rozgorzała na nowo, gdy 23 września 2019 r. szwedzki dwumiesięcznik „Filter” opublikował reportaż Ole Sandstig „Ohörda rop” (Niesłyszalny krzyk – red.). Bohaterami tekstu są Nermin i Anahits, dorośli dziś ludzie, u których w dzieciństwie podejrzewano syndrom rezygnacji.
– „Od piętnastu lat na temat apatycznych dzieci imigrantów wypowiadają się w Szwecji lekarze, psycholodzy, urzędnicy” – pisze we wstępie swojego tekstu Sandstig. „Dlaczego nikt nie zwrócił się do samych dzieci?” – pyta i przystępuje do takiej rozmowy. 
Nermin ma dwanaście lat, gdy zostaje przez rodziców na rok uwięziony w swoim pokoju. Jest wtedy od dwóch lat w Szwecji i dobrze się tu czuje. – „Rodzice bali się, że nie dostaną azylu i moja choroba miała im pomóc w uzyskaniu zgody na pobyt stały w tym kraju” – opowiada...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy