Bądź tym, kim jesteś – przeczytaj fragment książki!

Jeżeli próbujesz poznać cokolwiek bez odkrycia prawdy o sobie samym, twoja wiedza nie może być w żaden sposób wiedzą prawdziwą. Śri Ramana Maharishi to jeden z najważniejszych współcześnie żyjących nauczycieli duchowych, wymienianych jednym tchem obok Anthony’ego de Mello, Eckharta Tolle oraz Krishnamurtiego. Śri Ramana mawiał, że urzeczywistnienie prawdziwej natury to nasze najważniejsze zadanie, niezbędne do tego, by zrozumieć świat. Bądź tym, kim jesteś to zaproszenie do podróży w głąb siebie i poznania prawdy o sobie i świecie. Ta niezwykła książka, zawierająca odpowiedzi mistrza na pytania zadawane mu przez uczniów, pozwoli ci dotknąć samej istoty nauki śri Ramany. Śri Ramana powtarza, że istnieje jedyna, wszechobecna rzeczywistość, której każdy bezpośrednio doświadcza i która jest jednocześnie źródłem, substancją oraz prawdziwą naturą wszelakiego bytu. Można wyodrębnić wiele różnych poziomów nauczania śri Ramany. Na najwyższym z nich, wyrażalnym w słowach, mówił, że nie istnieje nic poza świadomością. Gdy ktoś nadal był nieprzekonany, tłumaczył, że umysł narzuca sobie ograniczenia, które nie pozwalają przyjąć tej prawdy, i dopiero gdy je porzucimy, odsłoni się przed nami prawdziwa natura świadomości. Dla większości uczniów takie podejście było zbyt teoretyczne, ponieważ byli zbyt głęboko pogrążeni we własnych, ograniczających ich wyobrażeniach. Śri Ramana zachęcał ich wtedy, by porzucili błędne przekonanie, iż zrozumienie prawdy o świadomości musi poprzedzać długi okres duchowej praktyki. Aby zadowolić takie osoby, sięgał po innowacyjną metodę skupiania uwagi na samym sobie, którą nazywał wnikliwym zapytywaniem siebie. Zachęcał do tej techniki tak często i z takim wigorem, że przez wielu uważana jest za najbardziej charakterystyczny motyw w jego nauczaniu. Przeczytaj fragment książki O książce: Śri Ramana Maharishi podważa wszystko, co wiemy i do czego jesteśmy przywiązani. Proponuje egzotyczną i ekscytującą podróż w największy i najważniejszy kosmos, czyli w głąb siebie. W dzisiejszych czasach, tak dynamicznych, gdy często czujemy się tylko trybikiem, nagle okazuje się, że jest inna perspektywa. Z początku obca i odległa, ale tu podana na łyżce zupy pomidorowej od mamy, czyli przystępnie, staje się jeszcze jedną opcją, szansą, by spojrzeć na wszystko inaczej. Wmówiono nam, że byt określa świadomość. Ta lektura temu zaprzecza. I w moim mniemaniu słusznie, ale nie o moje mniemanie tu chodzi… Polecam tę książkę każdemu, kto chce żyć lepiej, rozumniej, owocniej. Cel i tak jest jeden. Uczyńmy ten świat lepszym! Kayah Kiedy wkroczyłam na ścieżkę rozwoju, nazwisko śri Ramana Maharishi pojawiało się nieustannie. Było przywoływane przez wiele osób, które poznałam w mojej podróży do samej siebie. Jego nauki wpłynęły na zmianę mojego sposobu myślenia, odczuwania, a później również na całe moje życie. Jestem mu za to wdzięczna. Wprawdzie nie możemy spotkać mistrza osobiście, ale ta książka jest naszym duchowym spotkaniem. To jak podróż do ukrytego w Indiach aśramu, do którego się udaliśmy, by czerpać mądrość od mędrca. Ta mądrość budzi i pomaga odnaleźć ukryte w nas skarby. Pozycja obowiązkowa. Z miłością, Agnieszka Maciąg To długo oczekiwana książka, która może odmienić twoje życie. Pełne prostoty spojrzenie w głąb istnienia i skarbnica mądrych podpowiedzi. Spotkanie z wielkim mistrzem śri Ramaną Maharishim otwiera drogę do ukrytych duchowych wymiarów życia. To droga do prawdziwego rozwoju osobowości, która – jak powiedział Carl Gustav Jung – może prowadzić do najwyższego psychicznego doświadczenia, jakie jest dostępne człowiekowi. Nie jest to internetowa zabawa czy skrócony poradnik typu „jak osiągnąć oświecenie”, lecz jedna ze znanych od tysiącleci, sprawdzonych ścieżek uzdrawiających ludzkie życie, a tym samym zmieniających świat. Głęboka wdzięczność dla Mistrza i dla polskich wydawców tej książki. Maria Moneta-Malewska, lekarz, psychoterapeuta, mistrzyni zen W 1896 roku szesnastoletni wówczas uczeń porzucił rodzinę i prowadzony głosem serca wyruszył ku Arunaczali, świętej górze na południu Indii będącej celem licznych pielgrzymów. Kiedy już przybył na miejsce, pozbył się pieniędzy oraz wszystkiego, co miał przy sobie, i powierzył się bez reszty nieznanemu mu dotychczas odczuciu, iż jego prawdziwą naturą jest bezkształtna i wszechobecna świadomość. […] Odczucie, że jego prawdziwym „ja” jest świadomość, towarzyszyło mu do końca życia. W terminologii hinduistycznej „urzeczywistnił Jaźń”, innymi słowy, bezpośrednio doświadczył tego, iż poza niepodzielną i wszechobecną świadomością nie istnieje zupełnie nic, a owej świadomości można doświadczać zarówno w jej nieobjawionej postaci – jako bycia tudzież przytomności, jak i w jej objawionej postaci – jako przejawiania się wszechświata. (ze Wstępu) Informacje szczegółowe o książce: Data premiery: 17 sierpnia 2020 Liczba stron: 299 Format: 152 x 227 Link do strony, gdzie można kupić książkę: https://www.galaktyka.com.pl/rozwoj-duchowy/badz-tym-kim-jestes#dane
Czytaj więcej

warto wiedzieć

Ciekawostki psychologiczne Ludzka natura kryje wiele tajemnic, czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy, że za pozornie oczywistymi rzeczami stoją mechanizmy psychologiczne! Poniżej kilka ciekawostek: Obecność innych ludzi może mieć ogromny wpływ na zachowanie. Kiedy wiele osób jest świadkami czegoś takiego jak wypadek, zmniejsza się prawdopodobieństwo wzięcia odpowiedzialności na siebie samego. W tłumie każdy oczekuje, że ktoś inny, kto stoi obok, podejmie się udzielenia pomocy osobie poszkodowanej. Nazywamy to efektem biernego świadka. Źródło: Philip G. Zimbardo, Psychologia i życie,  przeł. Ewa Czerniawska i in., PWN 2004. Kobiety mają na ciele dwa razy więcej receptorów bólu niż mężczyźni, ale mają znacznie większą tolerancję na ból.  Źródło: www.akademiamedycny.pl Z badań opublikowanych w „Psychological Medicine” wynika, że osoby, które uzyskują wyższe wyniki w testach inteligencji, są bardziej szczęśliwe. Naukowcy z Uniwersytetu College w Londynie przeanalizowali dane z sondażu przeprowadzonego na grupie ok. 7000 osób dorosłych. Wyniki pokazały, że niska inteligencja często wiązała się z niższymi zarobkami i gorszym zdrowiem psychicznym. Najnowsze teorie dotyczące przesądności mówią o tym, że podnosi ona pewność siebie oraz zwiększa wydajność przy wykonywaniu określonych zadań. Badania pokazały, że ludzie wykazywali się większą skutecznością, gdy mieli ze sobą jakiś amulet szczęścia. Podnosi to ich samoocenę i sprawia, że wykazują się większym zaangażowaniem w zadanie. Źródło: www.psycholog-pisze.pl   Technika stopa-w-drzwiach Technika, w której oczekuje się, że spełnienie mniejszej prośby zwiększa prawdopodobieństwo, że osoba spełni kolejną, większą prośbę – Freedman Fraser Źródło: B. Wojciszke, Psychologia społeczna, Warszawa 2011.   Polska firma stworzyła innowacyjną usługę opartą o wyniki badań genetycznych! Polscy naukowcy z firmy IMAGENE.ME stworzyli usługę, która może zrewolucjonizować dotychczasowe podejście ludzi do dbania o własne zdrowie. Aplikacja to narzędzie, dzięki któremu będzie można zminimalizować ryzyko wystąpienia wielu chorób i cieszyć się zdrowym, aktywnym życiem. Opierając się o wieloletnie doświadczenie w zakresie badań genetycznych, medycyny i biotechnologii oraz zaawansowanych technologii mobilnych i analizy danych, specjaliści z polskiej firmy IMAGENE.ME doszli do wniosku, że każdy powinien móc korzystać z wiedzy o predyspozycjach zapisanych w jego DNA. Stworzyli usługę Asystenta Zdrowia i Życia – pierwsze na świecie rozwiązanie, które łączy wyniki pełnego badania DNA, przedstawione w aplikacji mobilnej, z systemem wymiany informacji, wskazówek i zaleceń podpowiadających użytkownikowi, na co zwrócić uwagę, by skutecznie zadbać o swoje zdrowie. W aplikacji IMAGENE.ME użytkownik otrzymuje wyniki badania wszystkich genów, a wraz z nimi także zalecenia i porady. Wynikają one z analizy jego wariantów genetycznych oraz informacji o sobie, które wprowadził do aplikacji, jak np. informacje o stylu życia, diecie, aktywności fizycznej, przebytych chorobach czy zainteresowaniach. Źródło: www.imagene.me   Smutek czy depresja? Depresja dziecięca jest coraz częstszym zjawiskiem. Szacuje się, że występuje u 2% dzieci w wieku 6–12 lat oraz u 8–20% dzieci powyżej 12. roku życia. Niepokojące objawy, jakie możemy zaobserwować u dziecka z zaburzeniami depresyjnymi, to przede wszystkim chroniczny smutek, poczucie bezradności i beznadziejności, wycofywanie się zarówno z życia rówieśniczego, jak i domowego oraz problemy ze skupieniem uwagi. W ciężkich przypadkach u dzieci zaczynają występować myśli rezygnacyjne, które niezauważone mogą przerodzić się w myśli, a nawet próby samobójcze. Bardzo często dzieci nie rozumieją sytuacji, w której się znalazły, oraz mają trudności z mówieniem o swoich uczuciach i proszeniem o pomoc. Bądźmy uważani na ich emocje.  Źródło: K. Sikora-Liwacz, Brak mowy w epizodzie depresji z objawami psychotycznymi – studium przypadku, „Psychologia w Praktyce” 1/2020.    6 zasad uważności Mindfulness to trening umysłu, którego zadaniem jest skoncentrowanie się na przeżywaniu chwili. To doświadczanie obecnego stanu, w którym się znajdujemy, przy jednoczesnym odsunięciu na bok wszelkich problemów, emocji i uczuć. Uważność pozwala na zredukowanie stresu, odcięcie się od problemów, uspokojenie myśli oraz pomaga w zaakceptowaniu danej sytuacji. Poniżej przedstawiamy sześć prostych zasad, które pomogą Ci stać się bardziej uważnym na siebie i otaczający Cię świat!  Poznaj bezruch – zatrzymanie się w pędzie, zadaniu, czynności może skutkować zauważeniem detalu lub być wskazówką do tego, by zagłębić się w konkretnym doznaniu czy samopoznaniu.  Rób to wolniej – kiedy robimy coś wolniej, dajemy sobie szansę zareagowania w inny niż nawykowy sposób. Kiedy mówimy wolniej, możemy lepiej dobierać słowa. Wolniej wzbogaca nasze doświadczanie życia. Wolniej jako jakość sama w sobie jest nam bardzo potrzebna w pędzącym świecie. Zaprzyjaźnij się z ciszą – podczas medytacji mindfulness cisza jest w nas samych, a nie na zewnątrz. Cisza uczy bycia uważnym nie tylko nas samych, ale też innych. Cisza w nas otwiera na prawdziwy kontakt z drugim człowiekiem. Zauważaj oddech – oddech jest czymś, co zawsze mamy przy sobie. To cudowna wiadomość w kontekście mindfulness, ponieważ oddech zawsze ma potencjał przywoływania nas do chwili obecnej. Korzystaj ze zmysłów – korzystanie ze zmysłów mówi nam o intensywności danej chwili. Proste momenty mogą być wprost małymi poematami, kiedy zaangażujemy w nie wszystkie zmysły. Wrażenia zmysłowe wzbogacają nasze życie i pomagają lepiej poznać daną chwilę, zatrzymać się w niej, poobracać w palcach jak rodzynkę i puścić wolno. Obserwuj emocje – to informacje o naszych stanach wewnętrznych. Zagłębiając się w nie stopniowo, poszerzamy świadomość tego, jak powstają konkretne emocje i jakie sygnały z ciała je przepowiadają. Źródło: www.mindfully.pl  .   
Czytaj więcej

Listy

NAGRADZAMY LISTY Drodzy Czytelnicy! Cieszymy się, że dzielicie się z nami Waszymi historiami, przemyśleniami oraz refleksjami. Pamiętajcie, że jesteście ważnym członkiem naszego redakcyjnego zespołu i to się nigdy nie zmieni! Z niecierpliwością czekamy zatem na kontakt od Was i kolejne przepiękne listy, które do nas nadsyłacie. Autorzy opublikowanych w tym numerze listów otrzymują od nas książkę Podróż bohaterki autorstwa Maureen Murdock. Jesteście prawdziwymi Czytelnikami z Charakterem! Adres redakcji: ul. Polska 13  60-595 Poznań lub  redakcja.charaktery@forum-media.pl Nadesłanie listu oznacza zgodę na jego publikację w „Charakterach” i w internetowych odsłonach magazynu.   W odpoczynku siła! Artykuł Jak odpoczywać efektywnie przeczytałam w najlepszym momencie, bo przed moim urlopem, kiedy mój organizm już upominał się odpoczynku, pomimo tego że staram się równoważyć czas na pracę i relaks w ciągu całego roku. Najbardziej lubię odpoczywać w samotności, z kubkiem herbaty, książką, w leżaku na balkonie. Opcja z leżakiem wykorzystywana jest latem, wiosną i w bezdeszczowe dni jesienne (wówczas do relaksacyjnego pakietu dołączam koc). Napar herbaty działa na moje ciało kojąco, zaś zatopienie się w lekturze i oderwanie od problemów dnia codziennego doskonale wpływa na moją duszę. Już po paru minutach takiego lenistwa czuję, że mam siły, aby zmieniać świat.  Jednak o wiele większą dawkę energii czerpię po aktywności fizycznej. Godzina spędzona na basenie powoduje, że po powrocie do domu mam ochotę na wszelkie czynności domowe, a następnego dnia w pracy jestem pozytywnie nastawiona do moich zadań. Nie co dzień mam czas na basen, wówczas stosuję zasadę, że przed zaśnięciem myślę o tym, co mnie miłego spotkało w pracy danego dnia i co miłego zaplanowałam na następny. Nie zabieram ze sobą komputera ani żadnych notatek z pracy do łóżka – ta strefa zarezerwowana jest tylko do odpoczynku. Jeśli nie mogę zasnąć, to nie próbuję usnąć na siłę, tylko zaczynam głęboko oddychać i wsłuchiwać się w bicie swojego serca. Po lekturze tego tekstu już wiem, jak powinnam postępować, więc mam nadzieję, że od teraz mój odpoczynek zawsze będzie efektywny, co przełoży się na efektywność w ciągu dnia. Ania     O zrozumieniu faceta   Od niechcenia zajrzałam do artykułu „Zrozumieć faceta” zawartego w najnowszym wydaniu „Charakterów”. Ja, kobieta poszukująca, przekonana o własnym pędzie ku wiedzy i poznaniu, złapałam się na „dyskryminacji” artykułu zawierającego komponent męskości, czyli nie dla mnie. Nie dla kobiet... Zrozumieć faceta – linijka po linijce, a na końcu artykułu już mocno zaangażowana w analizę dostrzegłam swojego męża z dzisiejszego poranka, który jakby był nie w sosie. Dostrzegłam to, lecz nie zapytałam, nie odzwierciedliłam, nie uczyniłam kroku, by zrozumieć. Bo przecież on jest silny, jest męski, nie słaby, jest MĘŻCZYZNĄ. Wykluczyłam podświadomie jego moment odsłonięcia się, widocznie zagrażający mojej wizji „mojego męża”. Dawno temu dałam sobie osobiście prawo do współczucia, błędów, odpuszczania sobie, dziś nastał dzień, w którym bardziej świadomie będę się starać patrzeć na męża, mężczyznę jak na człowieka, który zmaga się z przeciwnościami i z sobą, dokładnie tak jak ja. Zrozumieć faceta to przecież zrozumieć człowieka. Dziękuję.  Justyna     Wykluczenie Redakcjo „Charakterów”!  Początek listu zaczynam w upalny dzień sierpnia. Pijąc kawę, od razu myślę, że za chwilę czas na herbatę, bo to Wy zachęciliście mnie kilka lat temu do eksploracji właściwości obu naparów. W moim liście pragnę Wam przekazać, że choć Wy mnie nie znacie – ja wiernie czytam i towarzyszę Wam od ponad sześciu lat. Jestem wdzięczna za to, że rozbudziliście we mnie pasję do psychologii i dzięki swoim artykułom pisanym przez wybitnych naukowców poszerzyliście moją perspektywę. Nie ukrywam, że do napisania listu skłonił mnie ostatni artykuł o wykluczeniu społecznym. Otwierając pierwsze strony gazety, zaczęłam czytać omawiany temat ze łzami w oczach, gdyż borykałam się z podobnym problemem od wielu lat. Dzięki artykułowi Agnieszki Wilczyńskiej i wywiadzie z Panią Mają Branką poczułam się zrozumiana i jednocześnie silniejsza. Wnosicie wiele dobra dla społeczeństwa. Agata  
Czytaj więcej

Zimna kąpiel, zimna świadomość

Idę czytać do wanny – nie z wygody, ale z zagonienia. Planuję się ukryć w łazience przed mężem i dziećmi i złapać (mały) oddech. Wiadomo, że w łazience można się nie tylko ukryć, ale i zachować godność, udając konieczność przeprowadzenia skomplikowanych zabiegów higienicznych. No więc, wanna jest moim szampanem i truskawką z czekoladą, ale bez wyrzutów sumienia. Jest już późno, nikt nie powinien mieć żadnych potrzeb koniecznych do zrealizowania tu i teraz. Zamierzam czytać w wannie również z innego powodu – podobno w kąpieli nie można zasnąć, więc może uda mi się trochę podgonić lekturę. 
Czytaj więcej

Przepis na wyborny kompot z renklod, czyli ze śliwek królowej Klaudyny

Najlepszy kompot śliwkowy zrobisz z białych renklod. Weź po trzy dojrzałe śliwki na osobę, zalej w garnku zimną wodą, dobrze je przykrywając. Dodaj cukru białego po dwie łyżeczki herbaciane na trzy śliwki. Wrzuć jeden goździk. Doprowadź do wrzenia i trzymaj na małym ogniu przez kwadrans. Odstaw do wystygnięcia. Ochłodzone śliwki wyjmij po trzy na małe kompotierki. Polej kieliszkiem syropu (goździk odrzuć) i kieliszkiem sauterne.  Tak przyrządzony kompot zadowoli najdelikatniejsze upodobania i zaspokoi najsubtelniejsze potrzeby.  Śliwki królowej Klaudyny, podobnie jak inne śliwki, niewiele różnią się między sobą. Przynajmniej w obrębie tej samej odmiany i w tym samym etapie dojrzałości. Renkloda zanurzona w wodzie nie miała śladu wątpliwości co do odmienności, którą wyróżniał się w garnku goździk. Jakieś chude, ciemnoskóre brzydactwo. Czegoś tak pokracznego żadna z renklod do tej pory nie widziała. Ani wtedy, gdy wisiała na gałązce, ani kiedy leżała w koszyku. Każda widziała brzydotę goździka, ale nie wymieniały między sobą wniosków z obserwacji.  Patrząc na siebie nawzajem, kiedy wisiały na drzewie, i potem w koszyku, i w wodzie, zanim zawrzała, dostrzegały kuliste, pulchne kształty. Świat był piękny, tak pełen kulistości. Odmienność goździka (cukier, jak to cukier, rozpłynął się, zanim zdążyły go zauważyć; śliwki nie są szczególnie bystrymi obserwatorami rzeczywistości i z wolna dochodzą do konkluzji) wywołała wstrząs w każdej renklodzie. Patrzyły na siebie wzajemnie, a każda była pewna, że otacza ją jej własny, zwielokrotniony obraz. Tak tkwiąc w zachwycie nad niepowtarzalnością własnego piękna, każda z nich utraciła zdolność rozumienia czegokolwiek, kiedy temperatura sirop léger osiągnęła 80oC. Ani chłodzenie, ani polewanie wybornym winem nie przywróciły żadnej śliwce zdolności obserwacji i sądzenia.  Bez śliwkowej świadomości dokonała się ewolucja surowca w kompot. 
Czytaj więcej

W ramach zwyczajności

W tym dwojgu nie było nic szczególnego. Młoda dziewczyna, dwudziestoparoletnia, z lekko kręconymi włosami. Musi siedzieć w oknie lub na balkonie, bo w tle zdjęcia widać szeroką aleję i fasady kamienic. I berbeć: dwuletni może, pyzaty, z błyskiem w uśmiechniętych oczkach, tak mały, że jego twarz nie ma jeszcze płci (chyba chłopiec, sądząc po tym, że na białej koszulce odcinają się dwa czarne pasma szelek).  Wygrzebałem ich z pudła na pchlim targu. Z początku myślałem, że to notesik: niewielkie, szaroczarne okładki introligatorskie we wzorek podobny do moro, oklejone zgniłozieloną taśmą, wyglądały jak coś wojskowego – ale nie z kajzerowskiej armii ani z ustandaryzowanego wyposażenia oddziałów III Rzeszy, prędzej z dedeerowskiej nędzy, z przaśności odpowiadającej przaśności peerelowskiej. Nie był to jednak żaden miniaturowy mapnik ani książeczka wojskowa, tylko ramka na zdjęcia – taka, którą zabiera się ze sobą w podróż i potem trzyma gdzieś na podorędziu, wstydliwie otwiera w wolnej chwili, żeby popatrzeć na tę parę. Jak wszystko w świecie ludzi, tak i pchle targi mają swoje hierarchie – w metropoliach, gdzie takich bazarów jest kilka, niektóre są bardziej prestiżowe, inne mniej; na tych ktoś handluje z kocyka starymi butami, na tamtych można natrafić na antyki godne muzeów (w cenach godnych domów aukcyjnych). Tak jest i w Berlinie. Z nazwy to może Flohmarkt, fleamarket, marché aux puces, ale żadnych pcheł się tu nie uświadczy, to nie tandeta z Mauerparku ani współczesne rękodzieło z  Kupfergraben, tylko porządne starocie. Ale i tu są wewnętrzne podziały. Na długim placu – ciągnącym się pomiędzy szeroką aleją, wytyczoną jeszcze przez księcia elektora, a nazistowskim gmaszyskiem, wybudowanym jako dopełnienie Speerowskiej osi wschód-zachód  spotykają się najróżniejsi klienci i handlarze.  Klienci niech was nie zwiodą wyglądem. Zbieracze-maniacy w wytartych kapotkach i rozpadających się butach bywają właścicielami kolekcji wartych całe szafy garniturów z Saville Row, a niepozorna emerytka może być w swoją niepozorność tylko przebrana, żeby uzyskać lepsze ceny. Po drugiej stronie natomiast są i wielcy geszeftsmeni, którym wydaje się, że są co najmniej właścicielami wypasionego antykwariatu przy Fasanenstraße, i bazarowe zwyklaki, i najniższa kasta handlarzy starym szmelcem. Ci pierwsi mają zamykane na kluczyk szklane gabloty z miśnieńskimi filiżankami oraz stragany wyłożone czarnym aksamitem, na którym leżą w równych odstępach francuskie srebra i japońskie netsuke, ci ostatni zaś – ustawione na długich, prostych stołach rzędy kartonów, do których na chybił-trafił wrzucono poobijane fajanse, zapleśniałe maskotki, pamiątki z dawno odbytych podróży, puchary sportowe z szajsmetalu, słowem: rzeczy, które albo nigdy nie były ładne i cenne, albo takie, które swoją urodę i cenę bezpowrotnie straciły. Choć i tam, przy dużym szczęściu i większej jeszcze cierpliwości, można wygrzebać jakieś kolekcjonerskie skarby. Moja parka leżała właśnie w jednym z takich pudeł. Na innych stoiskach można było znaleźć ich doskonalsze wersje: portrety członków rodziny cesarskiej, matki i dzieci zamożnych inżynierów w kosztownych medalionach albo w ramkach z emaliowanego mosiądzu i złoconego srebra, które stawiano na honorowym miejscu w salonie. Ci dwoje już na pierwszy rzut oka przynależeli tutaj, do kartonów, może obok innych przedmiotów z tego samego, najzupełniej zwykłego mieszkania. Nie było w nich nic szczególnego, nic wyjątkowego, pewnie zresztą jak i w tym, który zabierał ze sobą tę ramkę w podróż czy do koszar. Nic nie wskazywało, by z tego dziecka wyrósł słynny myśliciel, aktor czy generał, ani żeby ta kobieta dokonała znakomitych odkryć albo zdobyła renomę jako polityczka. Zwykłość tanich okładek zdawała się potwierdzać zwykłość ich życia. Zastanawiałem się nawet przez moment, czy nie zabrać ich ze sobą, kosztowali z pewnością grosze; nie było w nich jednak nic szczególnego, nic kolekcjonerskiego, więc odłożyłem okładki na jakiś talerz i szperałem dalej. Wieczorem jednak wrócili do mnie: sam zdziwiłem się, jak dokładnie zapamiętałem zaczesane na bok fale, rząd fasad w głębi i szelki, ale też świeżość ich spojrzeń i czułość w tym niepozornym przedmiocie. Następnego dnia wróciłem więc na targ i przegrzebałem ze dwa razy wszystkie pudła, ale już ich tam nie było. Mignęli i przepadli w całym morzu zwyczajności, jakby nic innego nie mogło im być pisane.  
Czytaj więcej

Albo… albo, czyli skazani na wybór

"Do bez-tęsknoty i do bez-myślenia, Do tych, co mają tak za tak – nie za nie, Bez światłocienia… Tęskno mi Panie." C.K. Norwid  
Czytaj więcej

O iluzji kontroli

Jednym z atrybutów władzy jest kontrolowanie tych, którzy jej podlegają. Tę kontrolę można sprawować na różne sposoby, poczynając od ślepego przymusu, a kończąc na wpajaniu ludziom przekonania, że żyją w najlepszym ze światów. Pośrodku leży manipulowanie zachowaniem za pomocą kar i nagród. Nie wszystkie mają charakter materialny, a wiele z nich przybiera postać symboliczną.  Przekonanie, że wszystko jest pod kontrolą, jest raczej rodzajem iluzji niż trafnym opisem rzeczywistości. Sytuacje, nad którymi nie potrafimy w pełni zapanować, są raczej regułą w naszym życiu. Sięgnijmy do przykładu. Najbliższe osoby, którym bezgranicznie ufamy, nagle robią coś zupełnie nieoczekiwanego. Co więcej, sądzą, że powinniśmy się czegoś takiego spodziewać, gdyż ich zachowanie jest całkowicie usprawiedliwione. Nawet w sytuacjach losowych uważamy, że nasze ulubione liczby dają większą szansę wygrania w Totolotka niż liczby wygenerowane przez maszynę. Ellen Langer, która była pionierką badań nad iluzją kontroli, sądzi, że u jej podłoża leży zróżnicowana tendencja do spostrzegania świata. Niektóre osoby wykazują tendencję do postrzegania świata w kategoriach sprawnościowych: zachowują się jak kierowca wyścigowy, który uważa, że potrafi poradzić sobie w każdej sytuacji. Natomiast inne ujmują świat w kategoriach losowych i nie wierzą w to, że wszystko zależy od ich umiejętności i kompetencji. Analogiczna sytuacja występuje podczas prowadzenia samochodu – kierowca jest przekonany, że lepiej kontroluje to, co dzieje się na drodze niż siedzący obok pasażer. Nie zawsze tak jest, ponieważ nie może on kontrolować zachowania innych kierowców, którzy jadą w bardzo niebezpieczny sposób. Wymowne gesty pod ich adresem mogą tylko pogarszać sytuację. Świat społeczny nie jest tak urządzony, że mamy dostęp do magicznego guzika, po naciśnięciu którego wszystko znajduje się pod naszą kontrolą.  Iluzja kontroli rodzi duże niebezpieczeństwa dla osób sprawujących władzę. Są przekonane o posiadaniu wystarczających środków sprawiających, że wszystko będzie przebiegało po ich myśli. Kiedy tak się nie dzieje, czują się sfrustrowani i poszukują kogoś, kogo mogą obarczyć winą za swoje niepowodzenia.  W historii można napotkać wiele przykładów, kiedy władzy nie udaje się w pełni zrealizować własnych zamiarów. Jak pisze Richard Pipes, Lenin liczył, że dzięki nacjonalizacji i terrorowi przekształci Rosję w mocarstwo światowe, ale takie wprowadzanie własnej wizji w życie skończyło się zrujnowaniem gospodarki, która funkcjonowała gorzej niż w czasach carskich. Stosowanie terroru uzasadniano względami moralnymi i ideologicznymi, takimi jak przywrócenie sprawiedliwości dziejowej czy podniesienie poziomu życia szerokich mas. De facto masy z tego nie korzystały. Świadczyło o tym m.in. to, że poborowi byli w latach dwudziestych i trzydziestych poprzedniego stulecia gorzej odżywieni niż poborowi z ostatniego dziesięciolecia XIX wieku. Pojawiło się to w kraju, w którym władzę sprawował „lud pracujący miast i wsi”. W innych krajach pojawia się idea, że władzę sprawuje naród lub suweren, choć nadal utrzymują się znaczne różnice poziomu życia między posiadającymi władzę a resztą społeczeństwa. Wróćmy jednak do iluzji kontroli w życiu paojedynczych osób. Badania prowadzone od wielu lat wskazują, że na tę iluzję są mniej podatne osoby depresyjne, pesymistycznie interpretujące świat. Osoby takie pozwalają sprawom toczyć się własnym torem i nie liczą na to, że zdołają cokolwiek zmienić – trochę przypominają Kłapouchego z historii o Kubusiu Puchatku. Na drugim biegunie mamy osoby obsesyjno-kompulsywne, które starają się maksymalnie kontrolować i porządkować własne życie. Wszystko musi być u nich na swoim miejscu, a na najmniejsze zmiany reagują złością. Czasami takie zachowanie jest bardzo adaptacyjne – w czasie epidemii stosowanie się do wszelkich zaleceń jest całkowicie zrozumiałe. Osoby takie na klamkę naciskają łokciem, noszą maseczki, które często piorą i wymieniają w nich filtry i obficie korzystają z rozmaitych środków odkażających. Są też pilnymi czytelnikami raportów epidemiologicznych. 
Czytaj więcej

Między porażką a ultraszczęściem

O miłościach nieoczywistych z Sylwią Chutnik rozmawia Marcin Wilk
Czytaj więcej

Przewlekły stres – nieodłączny element życia w XXI wieku

Stres to silne napięcie nerwowe, które ma negatywne skutki dla organizmu. Według obserwacji prowadzonych przez amerykańskich naukowców, co roku w USA gwałtownie wzrasta liczba osób cierpiących z powodu stresu. W Polsce również prowadzono takie ankiety – co piąty ankietowany deklarował w nich, że odczuwa dyskomfort spowodowany wzmożoną nerwowością, a niemalże 100% pytanych przyznało, iż stres jest integralną częścią ich codzienności.
Czytaj więcej