Dołącz do czytelników
Brak wyników

Style życia

17 września 2020

NR 8 (Październik 2020)

W ramach zwyczajności

36

W tym dwojgu nie było nic szczególnego. Młoda dziewczyna, dwudziestoparoletnia, z lekko kręconymi włosami. Musi siedzieć w oknie lub na balkonie, bo w tle zdjęcia widać szeroką aleję i fasady kamienic. I berbeć: dwuletni może, pyzaty, z błyskiem w uśmiechniętych oczkach, tak mały, że jego twarz nie ma jeszcze płci (chyba chłopiec, sądząc po tym, że na białej koszulce odcinają się dwa czarne pasma szelek). 

POLECAMY

Wygrzebałem ich z pudła na pchlim targu. Z początku myślałem, że to notesik: niewielkie, szaroczarne okładki introligatorskie we wzorek podobny do moro, oklejone zgniłozieloną taśmą, wyglądały jak coś wojskowego – ale nie z kajzerowskiej armii ani z ustandaryzowanego wyposażenia oddziałów III Rzeszy, prędzej z dedeerowskiej nędzy, z przaśności odpowiadającej przaśności peerelowskiej. Nie był to jednak żaden miniaturowy mapnik ani książeczka wojskowa, tylko ramka na zdjęcia – taka, którą zabiera się ze sobą w podróż i potem trzyma gdzieś na podorędziu, wstydliwie otwiera w wolnej chwili, żeby popatrzeć na tę parę.

Jak wszystko w świecie ludzi, tak i pchle targi mają swoje hierarchie – w metropoliach, gdzie takich bazarów jest kilka, niektóre są bardziej prestiżowe, inne mniej; na tych ktoś handluje z kocyka starymi butami, na tamtych można natrafić na antyki godne muzeów (w cenach godnych domów aukcyjnych). Tak jest i w Berlinie. Z nazwy to może Flohmarkt, fleamarket, marché aux puces, ale żadnych pcheł się tu nie uświadczy, to nie tandeta z Mauerparku ani współczesne rękodzieło z 

Kupfergraben, tylko porządne starocie. Ale i tu są wewnętrzne podziały. Na długim placu – ciągnącym się pomiędzy szeroką aleją, wytyczoną jeszcze przez księcia elektora, a nazistowskim gmaszyskiem, wybudowanym jako dopełnienie Speerowskiej osi wschód-zachód  spotykają się najróżniejsi klienci i handlarze. 

Klienci niech was nie zwiodą wyglądem. Zbieracze-maniacy w wytartych kapotkach i rozpadających się butach bywają właścicielami kolekcji wartych całe szafy garniturów z Saville Row, a niepozorna emerytka może być w swoją niepozorność tylko przebrana, żeby uzyskać lepsze ceny. Po drugiej stronie natomiast są i wielcy geszeftsmeni, którym wydaje się, że są co najmniej właścicielami wypasionego antykwariatu przy Fasanenstraße, i bazarowe zwyklaki, i najniższa kasta handlarzy starym szmelcem. Ci pierwsi mają zamykane na kluczyk szklane gabloty z miśnieńskimi filiżankami oraz stragany wyłożone czarnym aksamitem, na którym leżą w równych odstępach francuskie srebra i japońskie netsuke, ci ostatni...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy