Dołącz do czytelników
Brak wyników

Poradnik pozytywnego myślenia na czas wyzwań

14 października 2020

NR 9 (Listopad 2020)

Pokora - siostra Miłości

44

Przyszłam na tamte zajęcia z filozofii bez specjalnych emocji. Co prawda, kończył się semestr i wykładowca miał obwieścić komu da zaliczenie, ale byłam totalnie pewna swojego. Brałam, jak to się mówi, aktywny udział w zajęciach, nie opuszczałam ich, czyli spoko. Tymczasem profesor Jacek Szymura, który na psychologii UJ prowadził zajęcia z filozofii właśnie, oświadczył, że zaliczenie na semestr dostają wszyscy… poza dwoma osobami. Dyskretnie ziewnęłam. Pierwszą z osób był chłopak, który opuścił chyba wszystkie zajęcia poza pierwszymi. Drugą byłam… ja. Zastygłam. Co proszę? Ja? Wygadana po kokardy, z piątkami ze wszystkich przedmiotów, miałam dostać zaliczenie warunkowe? Zbiegłam szerokimi, kamiennymi schodami Collegium Novum i zdążyłam, zanim profesor wyszedł z budynku. – „Pani Natalio. Pani dużo się wypowiada, ale to są pani osobiste poglądy, mało w nich jest dialogu z treścią tekstów, które czytamy”. Nie pamiętam, co odpowiedziałam. Ale dzisiaj myślę, że była to najważniejsza dwója w moim życiu. Kiedy w czerwcu w wielkim przejęciu zdawałam egzamin na koniec roku, powiedziałam profesorowi, że zrozumiałam, że naprawdę nic nie wiem. „Oj, to piątka to chyba za mało” – zażartował. 

POLECAMY

Pokora. Wielu rzeczy nie wiem. Moje osiągnięcia są jakąś moją zasługą, ale też wyrazem splotu szczęśliwych okoliczności i wysiłków ludzi wokół mnie. Nie jestem fundamentalnie lepsza ani fundamentalnie gorsza niż inni. Przymierzam te zdania i patrzę, jak na mnie leżą. Jestem zwykła. Kiedy mówię to zdanie, czuję, że moje ciało reaguje spokojem i ulgą, jak gdyby ktoś je odbarczył z ciężaru, którego nie chce nieść. Czuję, że nie chcę być special. Zresztą, jeśli każdy jest special, jak mówią nasi przyjaciele Amerykanie, czy nie oznacza to, że wszyscy jesteśmy zwyczajni? Że w naszym doświadczeniu życia na planecie Ziemia więcej jest wspólnego niż odmiennego, że – jak śpiewał Stanisław Soyka – „Kloszard i wielki tuz/odważny i ten co się boi/wszyscy równi wobec czasu i płomienia”? 

Przeczytałam gdzieś, że przeciętny milenials do końca swojego życia zrobi sobie 25 tys. selfie. Jeśli doliczyć wybieranie filtrów i dodawanie efektów, daje to mniej więcej 34 dni życia spędzone – no właśnie, na czym dokładnie? Co robię, kiedy szukam korzystnego ujęcia, pięknego światła i dobrego tła, a potem przedstawiam światu swoją podrasowaną wersję? Co robię, kiedy na tak zwanych wymarzonych wakacjach wyciągam telefon nie po to, żeby zrobić zdjęcie meksykańskiej plaży czy alpejskim szczytom, ale ciągle sobie, sobie, sobie – tyle że z lekkim akompaniamentem krajobrazu? Osobiście staram się tego unikać, bo czuję, że zabierając pół kadru, wprowadzam w swój wewnętrzny system pewną nieprawdziwą informację o tym, jakobym zajmowała na świecie więcej miejsca, niż zajmuję. Jakbym stanowiła jakieś centrum świata. A kiedy w to uwierzę, będę musiała sama ze sobą i światem ścigać się w poszukiwaniu dowodów, że tym centrum jestem. I będzie to wyścig bez końca – z tego prostego powodu, że nie da się udowodnić czegoś, co nie jest prawdą. 

Jesteśmy maleńcy, Ty i ja. Nie żeby mniejsi od innych… Nie żebyśmy mieli wygrać jakieś odwrócone zawody w byciu najgorszym, najmniej wartościowym członkiem społeczności. Po prostu – zwykli. Pokora, staromodna cnota, niesie ulgę. 

Też w relacji do innych. W klasycznie pięknym wierszu Miłość Czesław Miłosz pisał: 
Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,/Tak jak się patrzy na obce nam ...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy