Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie , Otwarty dostęp

8 grudnia 2020

NR 10 (Grudzień 2020)

Na tropie kobiecości. Skąd kobiety czerpią moc?

254

„Na szczęście mamy lament” – napisała Marion Woodman, jungistka. Co jest dla nas tak poważnym zagrożeniem, że lament staje się naszym sprzymierzeńcem? To zdanie, umieszczone w książce Uzależnienie od doskonałości, w całości brzmi tak: „Na szczęście mamy lament, który nie pozwala nam stać się idealnymi robotami”. Żeby zrozumieć siłę i motyw dążenia do tego, żeby stać się idealnym robotem, trzeba zanurzyć się w opisywany przez Woodman kontekst.

Pierwiastek męski i kobiecy w każdym z nas

Woodman pisze o kobiecym i męskim elemencie, trybie, sposobie funkcjonowania, wielokrotnie podkreślając, że element kobiecy posiadają także mężczyźni, a element męski – także kobiety. Co więcej, ich „pożenienie” w sobie samym czy sobie samej jest koniecznym warunkiem dojrzałości i czerpania z życia radości. Te dwie energie opisywane były już przez antyczną filozofię chińską jako jin i jang, przez filozofię hinduską jako Shiva i Shakti, w naszym kręgu kulturowym natrafia się czasami na pokrewne, choć nie identyczne, rozróżnienie między „być” i „mieć”, mówi się też o energii działania i energii bycia. Jakimkolwiek słowem nie opisywalibyśmy tego, warto przyjrzeć się tym dwóm elementom. 

POLECAMY

Paradygmat działania

Element „męski” (pozwólcie, że użyję cudzysłowu, żeby podkreślić umowność terminu) to energia działania, osiągu, targetu, zdobywania, element pewnego rodzaju agresji rozumianej jako ingerowanie w to, co jest, i zmianę tego wedle własnego zamysłu; energia celowości, zadania, waleczności. Jest to też energia rozróżniania – tak albo nie, czarne albo białe, jedziesz czy nie jedziesz, wiesz albo nie wiesz, w prawo albo w lewo. Energia w jakimś sensie wertykalna: ruch idzie do przodu albo do góry: chcesz dojść do tego celu, wspiąć się po szczeblach kariery. To energia zatykania flagi na szczycie. To także energia rywalizacji – pytania, kto na ten szczyt dojdzie pierwszy. 
To energia, jak pisze Woodman – i tutaj sprawa robi się trochę bardziej skomplikowana – Ducha, czyli zasady zewnętrznej, która ma organizować nasz świat. Wewnątrz tej energii wierzymy, że istnieje pewna zewnętrzna wykładnia – zbiór zasad, stworzony przez osobę, kulturę, cywilizację, religię, którym mamy się kierować, ideał, do którego mamy dążyć. 

Paradygmat bycia

Element „kobiecy” to tryb inny: paradygmat działania zastępuje tutaj paradygmat bycia. Samo bycie staje się wartością. To, że siedzę i patrzę na chmury, a nie to, że starannie kadruję zdjęcie tych chmur, by potem je zgłosić na konkurs. To, że słucham opinii, nawet całkiem innej niż moja i robię jej przestrzeń, zamiast szukać w głowie ciętej riposty. W energię bycia wpisana jest pewna programowa pasywność, robienie miejsca temu, co jest. Jeśli wyobrazimy sobie plażę, na której stoi wielopiętrowy hotel, którego projektanci chcieli pomieścić jak największą liczbę pokoi, a jego gościom zapewnić jak najlepszy widok, to ten hotel powstał w energii działania. Jeżeli wyobrazimy sobie hotelik wpisany w nadmorską skałę, nienaruszający krajobrazu, taki, który jakby z założenia postanowił uhonorować przestrzeń, powstał w energii bycia (chociaż jednemu i drugiemu przedsięwzięciu musiała towarzyszyć doza działania, bo trzeba było przecież te hotele postawić). 
„Kobieca” energia, w przeciwieństwie do „męskiej”, to też energia łączenia, a nie rozróżniania. Albo-albo zostaje zastąpione poprzez „i jedno, i drugie”. Kierunek do przodu, do góry, dalej, szybciej, więcej, zostaje zastąpiony spiralną energią prowadzącą w głąb. Czarne ma białą podszewkę, białe ma czarną, możliwe jest naraz coś lubić i nie lubić; to, co jest teraz prawdziwe, za chwilę staje się nieprawdziwe; to, co wydawało się przeciwstawne, teraz może się połączyć, wziąć się za ręce. Rzeczywistość tak widziana przypomina patchwork, zszyty z różnych kawałków i tworzący całość. Energia kobieca to też energia więzi i „współ-czucia”, relacji, a nie rywalizacji. Zasada zewnętrzna – zasada Ducha – zostaje tutaj zastąpiona zasadą Materii i Ciała. Co to znaczy? Na przykład, że jeśli ktoś poprosi mnie o opinię czy jakieś rozstrzygnięcie natury moralnej, nie zdejmę z półki regulaminu czy katechizmu, tylko wezmę głęboki wdech, głęboki wydech i niejako „sprawdzę” w swoim wnętrzu – swoim sumieniu, ale też swoim ciele, mieszkającej w nim intuicji; tam poszukam odpowiedzi. Energia kobieca jest energią wcielenia, w-cielenia, inkarnacji, a inkarnacja to in-carne, „w ciele”. 

Sprawa jest absolutnie praktyczna

Jeśli to wszystko brzmi dla Was abstrakcyjnie, dajcie mi jeszcze parę minut uwagi, a spróbuję Was przekonać, że sprawa jest absolutnie praktyczna. Kluczowe wydaje się świadome korzystanie z jednej i drugiej energii, pilnowanie równowagi i „dobieranie” tego trybu, którego używaliśmy za mało; coś, co można by nazwać polityką decentralizacji: nie wszystko w jednych rękach. 
Uśredniając, kobieta będzie mocniej w energii kobiecej, a mężczyzna w energii męskiej – z całym szacunkiem dla licznych od tego wyjątków. Ponieważ jednak w naszej części świata na wielu płaszczyznach dominuje energia męska, zaryzykuję tezę, że to kobiety dokonują w swojej codzienności dalej idących kompromisów. 
Na przykład: siedzisz na zebraniu zespołu (sięgnij do wspomnień lub wyobrażeń postcovidowej rzeczywistości). Salka konferencyjna jest funkcjonalna. Twoi koledzy i koleżanki pozapinani są w garnitury zgodnie z wymogami tak zwanego profesjonalizmu. Rzutnik działa sprawnie, a na rzutniku wyświetlone są wyniki sprzedaży i targety na następny kwartał. Wszystko jest o tym – ambitnych celach, osiągach i wykonach. Kiedy robi się duszno od ambicji i determinacji, żeby sprzedać jeszcze więcej, nikt nie pamięta, że w salce jest okno, które można uchylić – ktoś podchodzi do panelu i zmniejsza temperaturę na klimie. Po zebraniu kupujesz batonik w automacie i jesz go przy biurku, żeby nie tracić czasu na stołówce, odpisując równocześnie na parę e-maili dotyczących optymalizacji procesów. W końcu zamkniesz komputer, przyłożysz do panelu firmowy identyfikator przy wyjściu, nie wsiądziesz do windy, tylko zejdziesz schodami, żeby wyrobić swój cel na krokomierzu. W samochodzie odpalisz audiobooka z lekcją włoskiego, którego postanowiłaś się nauczyć – nie będziesz przecież marnować czasu w korkach. A kiedy dotrzesz do domu i chwilę odsapniesz, wejdziesz na Librusa, żeby sprawdzić, jakie oceny dostało dzisiaj w szkole Twoje dziecko. 
Jeśli udało Ci się wczuć w taką wersję codzienności, sprawdź, w jaki sposób reaguje na to Twoje ciało. 
Jak się czujesz wewnątrz takiego dnia? To pytanie przynależy oczywiście do energii czucia, więc odpowiedź znajdujemy nie w lewej półkuli, ale w ciele, w obszarze nazywanym pr...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników w ramach Otwartego Dostępu.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałów pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy