Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

17 marca 2021

NR 4 (Kwiecień 2021)

Kobieca złość - czyli jaka?

120

Kobieca złość była do tej pory mocno tłumiona, schowana w wizji idealnej matki-Polki. Coraz częściej i coraz więcej kobiet miało jednak poczucie, że bycie żoną i matką im nie wystarcza. Kim jest Amazonka i jak jej kobiecy gniew i złość zyskały prawo głosu? Czy wciąż jesteśmy więźniarkami jednej narracji?

W dniu 22 października 2020 r. pierwszy raz publicznie padło słowo „wypierdalaj”. Niewyrafinowane stylistycznie i mocno niecenzuralne wypowiedziane zostało z ust kobiet. Nie był to przypadek, a raczej przygotowana strategia, co potwierdzały ogromne transparenty z wypisanym wulgaryzmem i liczne wypowiedzi w mediach społecznościowych oznaczone tym hasztagiem. Ale przecież prawdziwa kobieta nie przeklina! Jest łagodna, empatyczna, czuła. Kobieta ma się uśmiechać, dbać o wspólnotę, łagodzić, a nie zaogniać konflikty. Więc zgodnie z obowiązującym wzorcem kulturowym kobiety przez lata złościły się cicho. Głośna i brzydka w swym wyrazie złość była w tym modelu zakazana – bo „piękności szkodzi”, bo „kto to widział”…, „Taka ładna dziewczynka, a tak się złości!”. „Złośnica” brzmiało jak obelga.
Potem nieco opadły emocje. Zaczęły się dyskusje. Analizy, czy to dobrze, że przeklinały, czy może jednak więcej by ugrały, gdyby inaczej się dopominały o swoje? Jako językoznawczyni byłam wciągana w tę debatę z zawodowego punktu widzenia, jednak myśląc o przedmiocie rozważań ciągle uruchamiały mi się obrazy z dzieciństwa, komentowanie moich zachowań przez dorosłych. Czy zasługuję na etykietkę „kobieta”, czy jakieś zachowanie mnie z tej szufladki wyrzuca? Bycie wojowniczką, Amazonką, skazywało mnie na miano „agresywnego babochłopa”. A równocześnie kobiety takie budziły raz moją złość, innym razem podziw. 
 Czy kobieta wojowniczka to taki sam żołnierz jak mężczyzna wojownik? Innymi słowy, czy Amazonka jest żołnierką patriarchatu? Mówimy, że konflikt i monopol na prawdę to feudalizm jako kwintesencja patriarchatu. Co zatem cechuje matriarchat? Co to za wojowniczka z tej Amazonki? Czy to jest z dyskursu męskiego czy żeńskiego pierwiastka? 
Odpowiedź zdaje się dawać Maureen Murdock w Podróży bohaterki. Odpowiedź, która przynosi ulgę i spełnienie. Podróż bohaterki powstała z rozczarowania patriarchalną narracją podróży bohatera. Bohater to ktoś, kto w świecie zewnętrznym stawia sobie cele i konsekwentnie je realizuje, osiągając przy tym chwałę. Maureen w swojej pracy terapeutycznej zauważyła, że wiele kobiet zrealizowało się w tym linearnym, męskim świecie. Osiągnęły sukces w świecie zdominowanym przez męskie wartości, lecz z biegiem czasu zaczęły go postrzegać jako pozbawiony znaczenia i odczuwać duchową pustkę. Miały nie tylko poczucie, że zgubiły siebie, ale że ciągłe przeglądanie się w lustrze cudzych oczekiwań nieodmiennie musi prowadzić do rozczarowania. Zanim to odkryły, przeszły długą drogę. „Rozpoczynała się od nagłego porzucenia kobiecości, którą utożsamiałam z zależnością, nadmierną kontrolą i gniewem. Następnie przechodziła w całkowite zanurzenie się w znajomą, zewnętrzną podróż bohatera w komplecie z męskimi sojusznikami: celem tej zewnętrznej podróży było zdobycie skarbu w postaci niezależności, prestiżu, pieniędzy, władzy i sukcesu. Po tym etapie następował konsternujący okres suszy i rozpaczy, prowadzący do nieuniknionego zstąpienia do podziemi na spotkanie z mroczną kobiecością. [...]
Powrót do głębin obejmował redefinicję i docenienie wartości kobiecych, jak również integrację tych wartości męskimi umiejętnościami zdobytymi w pierwszej połowie podróży”. W tym ujęciu Amazonka nie walczy w patriarchalnym świecie. Kobieta bohaterka ma odwagę wchodzić w głąb siebie i własnych potrzeb. Dostrzega, że dopiero wyjście z patriarchalnego świata i zdefiniowanie siebie na nowo w oparciu o swoje potrzeby i prawo do wrażliwości daje jej przepustkę do spełnienia. Ale zejście w głąb własnych potrzeb budzi też złość wobec dotychczas obowiązującego modelu świata, w którym zabrano jej prawo do bycia kobietą i słyszenia swoich potrzeb. Postawiono ją przed wyborem: albo grasz w nasze reguły, albo Cię wykluczamy. Jednak można wykluczyć jedynie kogoś, kto opiera swój własny obraz o poczucie przynależności do danej wspólnoty. Wtedy ta wspólnota dostaje nad jednostką władzę. 

Nie masz prawa do swojego ciała

Narracja patriarchalna zakazuje mówienia o potrzebach swojego ciała, szczególnie związanych z erotyką i seksualnością, a także publicznego wyrażania sprzeciwu, gdy ktoś kobiecą cielesność bez jej zgody naruszał. Można było w prywatnych rozmowach dawać upust niezgodzie na seksistowskie zachowania w przestrzeni publicznej, ale gdy na świecie została podjęta akcja #metoo i kobiety przed kamerami zaczęły opowiadać o licznych przekroczeniach wobec swoich ciał, na które było przyzwolenie całej społeczności, wtedy ich zachowanie spotkało się z ostracyzmem. „Po co wywlekać brudy”, „przecież to wydarzyło się wiele lat temu”, „nie ma po co o tym krzyczeć na prawo i lewo”. Umizgi, nawet niewyrafinowane w formie, a obecnie uznane za przemocowe, miały być traktowane jako komplementy. „Przecież to miłe, że ci powiedział, że masz fajną dupę”. A wartościowa kobieta ma dumnie kroczyć przy boku swojego mężczyzny, któremu dała zdrowe dzieci. Ot, stereotyp, który więził i przyduszał kolejne kobiece pokolenia. Ale powoli dojrzewała w kobietach złość na to, w jakie ramy świat wpisywał ich potrzeby. 
Złość to emocja, którą czujemy, gdy coś lub ktoś przekroczy nasze granice. Ta naturalna reakcja niesie jednak ze sobą pewne ryzyko społeczne. Mianowicie, doświadczanie złości czy gniewu wiąże się z silnym pobudzeniem, a czasem działaniem wykraczającym poza to, co dopuszczają reguły grzecznościowe. Narusza to poczucie bezpieczeństwa społecznego, bo wkurzony człowiek to ktoś, kogo zachowania przewidzieć się nie da. 
Każdy jej doświadcza, ale nie każdy dopuszcza w sobie jej istnienie i jest z nią w kontakcie, bo złość w naszej kulturze podlega silnej ocenie moralnej. Widać to chociażby w dwojakości znaczenia „jestem zła”. Po pierwsze, jest równoznaczne z opisem chwilowego stanu emocjonalnego typu: „jestem wkurzona”. Ale jest też drugie znaczenie, kiedy „bycie złym” przypisuje komuś stałą cechę. „Zły człowiek” to ktoś, kto zagraża i kogo należy unikać. Gdy dorastamy, to słyszymy, że „nieładnie się złościć”, a czasem za takie zachowanie dostajemy karę. Kiedy więc dziecko się denerwuje, bo kolega z piaskownicy zabrał mu wiaderko czy łopatkę, ale słyszy od dorosłych, że „źle jest się złościć”, to uczy się odcinać od tej emocji, co widać między innymi po tym, że brakuje języka na jej wyrażanie. 
W polszczyźnie mamy mnóstwo konstrukcji wyrażających złość. Możemy powiedzieć „wkurzasz mnie” albo „coś doprowadza mnie do szału”. Ktoś lub coś może „doprowadzić nas do białej gorączki” albo zaburzyć nasz chłodny ogląd rzeczywistości, gdy „zaślepi nas wściekłość”. Może nami „zatrząść” z gniewu lub nawet możemy „komuś skoczyć do gardła”. Ale zawsze odpowiedzialność za nasz gniew czy złość umieszczana była na zewnątrz. To czynnik zewnętrzny sprawiał, że ktoś „kopnął coś ze złości” albo „wrzasnął z oburzenia”. Zresztą częstym zdaniem w polskich rodzinach jest konstrukcja: „Widzisz, do czego mnie doprowadziłeś?”. I zgoda. Złościmy się, gdy coś zewnętrznego przekracza nasze granice. Pytanie tylko, co jest dla nas ważne – czy świat zewnętrzny, czy własna na niego reakcja. W tradycyjnych konstrukcjach językowych snop światła, które oświetla czyjąś złość, był skierowany na zewnątrz, uruchamiał schemat, że jeśli ktoś lub coś się zmieni, to my wrócimy do formy wyjściowej „grzecznej dziewczynki”. Bierność zaś wyrażona została niepozornym słówkiem „mnie”, które pokazuje tego, kto je wypowiada, jako ofiarę czyichś działań. 
 Dla wspólnoty bardziej opłacalna była kobieta, która jest od swojej złości odcięta. Która się boi kontaktować z własnym gniewem, choć on sam w sobie jest dobry i mobilizuje do działania, pod warunkiem że nasza uwaga skierowana jest tylko na gniew. Wyzwala to naszą sprawczość. Jeśli uwagę skupimy nie na ważności własnych odczuć, ale na tym, co je uruchamia, wtedy ważność nadajemy temu, co jest na zewnątrz, na co najczęściej nie mamy dużego wpływu. 
 Kobieca złość była do tej pory mocno tłumiona, schowana w wizji idealnej matki-Polki. Demeter była wiodącą formą strukturalną, czyli taką, w której macierzyństwo, rodzina i budowanie wspólnoty stanowi elementy centralne jej działania, ale coraz częściej i coraz więcej kobiet miało poczucie, że bycie żoną i matką im nie wystarcza. Chciały, by ich głos był publicznie słyszany i brany pod uwagę. A ponieważ patriarchalna struktura społeczna chętniej widziała je nadal w tradycyjnej roli, w Polkach budziła się złość, następnie przeradzająca się w gniew. 
Tony Wolff w swojej te...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy