Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

17 marca 2021

NR 4 (Kwiecień 2021)

Podążając za Czułą Przewodniczką

233

Czy czujesz czasem jakiś rodzaj niepokoju i myślisz: tak się napracowałam, tak nastarałam, tak wiele osiągnęłam, skąd zatem tyle smutku we mnie, tyle żalu i tęsknoty? Kto w tobie tęskni i za kim, za czym? Co możesz zrobić dla siebie, by nie dać się uwieść swojemu smutkowi i słabości?

Edyta Żmuda rozmawia z Natalią de Barbaro o tym, co nas hamuje, a co pomaga w drodze do odzyskania samej siebie.

Edyta Żmuda: Mówisz głośno o tym, o czym my, kobiety, szepczemy czasem między sobą albo do poduszki.
Natalia de Barbaro:
Rzeczywiście, nie chcę szeptać. Uważam, że dużo było tego szeptania, za dużo.

I za dużo w nas „zasznurowanych kobiet”, odchodzących od samych siebie. Twoja książka o Czułej Przewodniczce ukazuje się, gdy jesteśmy – my, kobiety – gotowe odkrywać ją w sobie i podążyć za nią. Kim jest ta Czuła Przewodniczka?
Mogę powiedzieć, kim jest dla mnie i jak ukułam to pojęcie dla własnych potrzeb. Nie chcę natomiast mówić za inne kobiety, choć słyszałam, jakie obrazy pojawiają się u nich w odpowiedzi na to pytanie. Świadomie abdykuję z pozycji ekspertki. Uwierzyliśmy, że inni wiedzą za nas – uważam to za jedno ze źródeł naszych nieszczęść. Mówię więc we własnym imieniu. Dla mnie Czuła Przewodniczka to metafora wewnętrznej mądrości, wrażliwości i życzliwości dla siebie samej. Składa się na nią suma lat, które same przeżyłyśmy, naszych zmagań z tym, co nam się przytrafiło, a także mądrości naszych matek, babek, prababek, naszych ojców, dziadków i pradziadków. To jest wielka wartość, a my ją czasami przehandlowujemy za cztery punkty na slajdzie, które napisał ktoś, kogo nigdy nie poznałyśmy.

Po czym rozpoznam, że mam w sobie Czułą Przewodniczkę?
Myślę, że każdy ją ma w sobie w sposób przyrodzony, choć czasem jej głos jest zagłuszany albo tracimy do niego dostęp. Dostajemy różnego rodzaju podpowiedzi ze świata. Są wśród nich głosy, które brzmią nachalnie, narzucają się; podobnie głośni, nachalni bywają nauczyciele-uzurpatorzy. Nie da się przed nimi uciec bez świadomego wysiłku, tak jak nie sposób nie słyszeć walącej po uszach reklamy jakiegoś nowego telefonu czy aplikacji, dzięki której rzekomo będziemy mieć świetne życie. Są też nauczyciele cisi, introwertyczni – to nasze wewnętrzne zasoby w postaci intuicji, ciała, jego poruszeń i łez. Tacy przewodnicy i przewodniczki są dostępni w naszym doświadczeniu. Z warsztatów, jakie prowadzę, wiem, że jeżeli zapytam kogoś: „Co Ci mówi intuicja?” i poproszę, żeby się nie spieszył i nie odpowiadał „z głowy”, tylko wszedł głębiej, do poziomu oddechu, to okazuje się, że ten głos w nim jest. Co więcej, cały czas był i czekał na wysłuchanie – a my trzymaliśmy go na progu, choć był cennym, wyjątkowym gościem. Czasami sami zamykamy sobie dostęp do czegoś ważnego, co w nas jest.

POLECAMY

Pytanie, jak ten dostęp odzyskać? Jak w codzienności, pełnej zadań, pracy, dzieci, kalendarza, obiadów zrobić przestrzeń dla głosu płynącego z intuicji czy z ciała? 
Technicznie rzecz biorąc, nie ma nic prostszego na świecie. Po prostu wchodzisz do pustego miejsca, gdzie jesteś sama; albo wychodzisz, jeśli nie możesz być sama w domu. Siadasz, zamykasz oczy, bierzesz kilka oddechów. Czekasz, aż myśli się uspokoją. Kładziesz rękę na brzuchu, na sercu, gdzieś, gdzie czujesz, i przywołujesz pojęcie Czułej Przewodniczki. Wizualizujesz ją sobie, czyli mówiąc inaczej: prosisz o jej obraz i ten obraz się pojawia. 
 


Zadzwoniłam kiedyś do mojej przyjaciółki i zapytałam po raz tysięczny chyba w ciągu naszej znajomości, co u niej słychać. Po sekundzie zawieszenia powiedziała coś, co usłyszałam od niej po raz pierwszy: „A wiesz, kurczę, w sumie to nie wiem, co u mnie słychać?”. Nie powiedziała „z automatu” czegoś w rodzaju „spoko”, „w porządku”, tylko dotknęła jakiejś prawdy o sobie.
A przecież mogła Ci opowiedzieć jakąś historyjkę o tym, co w szkole u dziecka albo co się zdarzyło w pracy. Wejść w taki zwyczajowy small talk. Tymczasem wybrała kawałek prawdy. Po prostu zobaczyła, że nie wie, jak w tym momencie u niej jest. Te słowa pamiętasz po latach lepiej niż wszystkie wyrecytowane formułki, których pełne są nasze rozmowy. Mnie też kiedyś intuicja podpowiedziała: „Zadzwoń do przyjaciółki i powiedz jej, jak się masz, ale tak naprawdę.” I to był punkt zwrotny. Nie kupuję więc, że to, co naprawdę u mnie słychać, jest mi niedostępne. Że nie mam na to czasu albo nie mogę, bo dzieci, bo partner, bo mama.Ja w to po prostu już nie wierzę. 

Dlaczego kobiety same nie wiedzą, jak się mają? I nawet siebie o to nie pytają? 
Czasami to jest tak zapuszczone, zamrożone, odcięte, że aż się boją – w pewnym sensie słusznie – tego, jak się czują, kiedy zostają same ze sobą. Zamiast tego narzekają, ile mają różnych „maybe”.

A gdy już spytają siebie, to może okazać się, że muszą spakować plecak i wyruszyć w podróż, w ciszę. 
Albo że hałas jest w środku, w nich samych. I wtedy pojawia się strach, że to, co tam znajdą, nie będzie warte ich spojrzenia. To smutne, tym bardziej że poznając kobiety, jestem nimi zachwycona. Przekonuję się, że są piękne, przenikliwe, serdeczne, wrażliwe, mają w sobie ogromną siłę. Od lat patrzę na kobiety, a od kilku lat z bliska, na warsztatach „Własny Pokój”. Mówimy tam o różnych ograniczeniach, o lęku, o kodach kulturowych itd. Na jednym z ostatnich warsztatów któraś z kobiet powiedziała o swojej heroicznej codzienności. Inna spytała: „I to jest słaba płeć?”. Zaczęłyśmy się śmiać. 

Wiele miejsca w swojej książce przeznaczasz dla wewnętrznej postaci, którą nazywasz Dziką Dziewczynką. Kim ona jest i co ją łączy z Czułą Przewodniczą?
Nie urodziłyśmy się jako dorosłe kobiety. Najpierw byłyśmy w łonach naszych matek, potem pojawiłyśmy się na świecie, stałyśmy się dziewczynkami. Ostatnio pewna kobieta powiedziała coś, co mnie bardzo poruszyło. „Przecież ja dalej mam te same oczy.” Nie wiem, na co Ty teraz patrzysz; ja patrzę na trzy stare jabłonie, które rosną na polu mojej sąsiadki. Myślę, że to są te same oczy, które patrzyły na drzwi mojego przedszkola. Nadal jestem Dziką Dziewczynką, wszystkie nią jesteśmy. Tak jak pierwszy słój drzewa zostaje w pniu, ta postać dziecięca wciąż w nas jest. Pytanie, jak ją traktujemy? Czy uznajemy, że trzeba ją ciągle sztorcować? Czy pojawia się w wersji, którą nazywam Potulną? Czy też to jest ktoś, kogo chcę w sobie szanować, pielęgnować, mam z nią więź. Kiedyś usłyszałam, że Dzikiej Dziewczynce należy się szacunek. To mnie uderzyło, bo zwykle myślimy, że trzeba jej zrobić trochę miejsca, dać coś do zabawy, jakiś kojec. Ale szacunek? Usłyszałam o szacunku dla Dzikiej Dziewczynki i to zrobiło wiele dobrego w moim życiu. 

Pamiętam sytuację ze swojego życia, kiedy doświadczyłam wewnętrznego obrazu małej dziewczynki. Miała spuszczoną głowę i odwracała się, żeby odejść. Zapragnęłam zrozumieć, dlaczego się pojawiła. Chciałam zadbać o nią, żeby nie odeszła smutna. 
Dlaczego poczułaś, że nie można jej pozwolić odejść smutnej?

Pomyślałam, że jest taki aspekt mnie, który jest jakoś niezaopiekowany. Jakbym coś przegapiała. Mam wrażenie, że od tamtej pory jestem bardziej uważna na to, co mówi mi ciało, co podszeptuje głos wewnętrzny. Zaczęłam bardziej dbać o równowagę w swoim życiu – w pracy, w relacjach, o dobry odpoczynek, jakość odżywiania. Uświadomiłam też sobie, że zależy mi, aby zachować w sobie aspekt beztroski, swobody, łobuzerstwa nawet, czasem tupnąć nogą. Rozumiem teraz lepiej, że czasem po prostu mam potrzebę powędrować śladem swojej wewnętrznej Dzikiej Dziewczynki. 
Mówimy tu o Czułej Przewodniczce, że podążamy za nią, słuchamy jej. Ale co znaczy pójść śladem swojej Dziewczynki? To jest dopiero jazda. Ja to robię dosłownie. Często, choć wiem, dokąd chcę dojechać, pytam ją, którędy? Pozwalam jej wybrać drogę. Idea podążania za swoją Dziką Dziewczynką wydaje się niezwykła. Chodzi o to, żeby robić to naprawdę, gdy nikt inny na to nie patrzy. Bo jak zrobimy sobie selfika pt. „Podążam za moją Dziką Dziewczynką”, to ona znów stanie się uczennicą, która chce dostać piątkę… i już jest po robocie. 

Czasami wystarczy tylko mrugnięcie okiem na znak porozumienia z nią.
To jest niesamowite, że ona nie chce wiele, prawda?

Po czym poznać, że jesteśmy bliżej siebie albo że się od siebie oddalamy? Kiedy kobiety Cię o to pytają, co im odpowiadasz? Co to znaczy być sobą?
Samo to sformułowanie jest tak wyświechtane, że aż boli. Szczególnie w zderzeniu z tym, jak rzadko nam się to udaje. Tylko jedna osoba to wie. Tylko Ty wiesz, co to znaczy być tobą. Tego się nie da wygooglować. Przypomina mi się zdanie mojej ukochanej Marion Woodman, analityczki jungowskiej, że dużo łatwiej jest stać się lepszą niż być sobą. Wydaje mi się, że często odrywa nas od bycia sobą terror rozwojowy, któremu same się poddajemy, a który przybiera postać dążenia, by stać się najlepszą wersją siebie. Zdecydowanie tego sformułowania nie lubię. 

Dlaczego?
Po pierwsze, z...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy