Podążając za Czułą Przewodniczką

Na temat

Czy czujesz czasem jakiś rodzaj niepokoju i myślisz: tak się napracowałam, tak nastarałam, tak wiele osiągnęłam, skąd zatem tyle smutku we mnie, tyle żalu i tęsknoty? Kto w tobie tęskni i za kim, za czym? Co możesz zrobić dla siebie, by nie dać się uwieść swojemu smutkowi i słabości?

Edyta Żmuda rozmawia z Natalią de Barbaro o tym, co nas hamuje, a co pomaga w drodze do odzyskania samej siebie.

Edyta Żmuda: Mówisz głośno o tym, o czym my, kobiety, szepczemy czasem między sobą albo do poduszki.
Natalia de Barbaro:
Rzeczywiście, nie chcę szeptać. Uważam, że dużo było tego szeptania, za dużo.

POLECAMY

I za dużo w nas „zasznurowanych kobiet”, odchodzących od samych siebie. Twoja książka o Czułej Przewodniczce ukazuje się, gdy jesteśmy – my, kobiety – gotowe odkrywać ją w sobie i podążyć za nią. Kim jest ta Czuła Przewodniczka?
Mogę powiedzieć, kim jest dla mnie i jak ukułam to pojęcie dla własnych potrzeb. Nie chcę natomiast mówić za inne kobiety, choć słyszałam, jakie obrazy pojawiają się u nich w odpowiedzi na to pytanie. Świadomie abdykuję z pozycji ekspertki. Uwierzyliśmy, że inni wiedzą za nas – uważam to za jedno ze źródeł naszych nieszczęść. Mówię więc we własnym imieniu. Dla mnie Czuła Przewodniczka to metafora wewnętrznej mądrości, wrażliwości i życzliwości dla siebie samej. Składa się na nią suma lat, które same przeżyłyśmy, naszych zmagań z tym, co nam się przytrafiło, a także mądrości naszych matek, babek, prababek, naszych ojców, dziadków i pradziadków. To jest wielka wartość, a my ją czasami przehandlowujemy za cztery punkty na slajdzie, które napisał ktoś, kogo nigdy nie poznałyśmy.

Po czym rozpoznam, że mam w sobie Czułą Przewodniczkę?
Myślę, że każdy ją ma w sobie w sposób przyrodzony, choć czasem jej głos jest zagłuszany albo tracimy do niego dostęp. Dostajemy różnego rodzaju podpowiedzi ze świata. Są wśród nich głosy, które brzmią nachalnie, narzucają się; podobnie głośni, nachalni bywają nauczyciele-uzurpatorzy. Nie da się przed nimi uciec bez świadomego wysiłku, tak jak nie sposób nie słyszeć walącej po uszach reklamy jakiegoś nowego telefonu czy aplikacji, dzięki której rzekomo będziemy mieć świetne życie. Są też nauczyciele cisi, introwertyczni – to nasze wewnętrzne zasoby w postaci intuicji, ciała, jego poruszeń i łez. Tacy przewodnicy i przewodniczki są dostępni w naszym doświadczeniu. Z warsztatów, jakie prowadzę, wiem, że jeżeli zapytam kogoś: „Co Ci mówi intuicja?” i poproszę, żeby się nie spieszył i nie odpowiadał „z głowy”, tylko wszedł głębiej, do poziomu oddechu, to okazuje się, że ten głos w nim jest. Co więcej, cały czas był i czekał na wysłuchanie – a my trzymaliśmy go na progu, choć był cennym, wyjątkowym gościem. Czasami sami zamykamy sobie dostęp do czegoś ważnego, co w nas jest.

Pytanie, jak ten dostęp odzyskać? Jak w codzienności, pełnej zadań, pracy, dzieci, kalendarza, obiadów zrobić przestrzeń dla głosu płynącego z intuicji czy z ciała? 
Technicznie rzecz biorąc, nie ma nic prostszego na świecie. Po prostu wchodzisz do pustego miejsca, gdzie jesteś sama; albo wychodzisz, jeśli nie możesz być sama w domu. Siadasz, zamykasz oczy, bierzesz kilka oddechów. Czekasz, aż myśli się uspokoją. Kładziesz rękę na brzuchu, na sercu, gdzieś, gdzie czujesz, i przywołujesz pojęcie Czułej Przewodniczki. Wizualizujesz ją sobie, czyli mówiąc inaczej: prosisz o jej obraz i ten obraz się pojawia. 
 


Zadzwoniłam kiedyś do mojej przyjaciółki i zapytałam po raz tysięczny chyba w ciągu naszej znajomości, co u niej słychać. Po sekundzie zawieszenia powiedziała coś, co usłyszałam od niej po raz pierwszy: „A wiesz, kurczę, w sumie to nie wiem, co u mnie słychać?”. Nie powiedziała „z automatu” czegoś w rodzaju „spoko”, „w porządku”, tylko dotknęła jakiejś prawdy o sobie.
A przecież mogła Ci opowiedzieć jakąś historyjkę o tym, co w szkole u dziecka albo co się zdarzyło w pracy. Wejść w taki zwyczajowy small talk. Tymczasem wybrała kawałek prawdy. Po prostu zobaczyła, że nie wie, jak w tym momencie u niej jest. Te słowa pamiętasz po latach lepiej niż wszystkie wyrecytowane formułki, których pełne są nasze rozmowy. Mnie też kiedyś intuicja podpowiedziała: „Zadzwoń do przyjaciółki i powiedz jej, jak się masz, ale tak naprawdę.” I to był punkt zwrotny. Nie kupuję więc, że to, co naprawdę u mnie słychać, jest mi niedostępne. Że nie mam na to czasu albo nie mogę, bo dzieci, bo partner, bo mama.Ja w to po prostu już nie wierzę. 

Dlaczego kobiety same nie wiedzą, jak się mają? I nawet siebie o to nie pytają? 
Czasami to jest tak zapuszczone, zamrożone, odcięte, że aż się...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy