Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

17 marca 2021

NR 4 (Kwiecień 2021)

Kobieta jako (nie tylko) obiekt erotyczny

111

Jaka jest historia słowa kobieta i co ta historia znaczy dziś – czy jesteśmy u kresu drogi, czy na progu nowej epoki?

Tytuł tego szkicu jest oczywiście prowokacyjny, zwłaszcza w epoce feministek dbających pieczołowicie o to, aby kobieta była tyleż subiektem, podmiotem, co i obiektem w dzisiejszym społeczeństwie. Postaram się uzasadnić takie tytułowe rozpoznanie, posługując się argumentacją czerpaną z polszczyzny. Tylko na pozór mamy na co dzień do czynienia z symetrycznością: kobieta – mężczyzna, matka – ojciec, mąż – żona, chłopiec – dziewczyna, panna – kawaler i tak dalej. Właśnie o tym, że to tylko złudzenie, jest ten tekst. Skoncentrujmy się jednak na nazwach kobiecości, a tylko pomocniczo sięgać będziemy do nazw (pozornie) symetrycznych. Oczywiście mam w świadomości, że jedynie niektóre konteksty da się tu przywołać. Spośród wyżej wspomnianych pomijam zwłaszcza obrosły stereotypami pomnik Matki (Polki) i odkładam go do kuferka z licznymi polskimi kliszami.

Słowo kobieta w historii języka

Zacznijmy od refleksji historycznej. Otóż nie ma wątpliwości, że słowo kobieta jest historycznym wynalazkiem polskim. W innych językach – zwłaszcza słowiańskich – nie ma kobieta swojego odpowiednika. Co więcej, w naszym wspólnym przodku, czyli języku prasłowiańskim specjaliści od etymologii nie znajdują źródłosłowu dla polskiej kobiety. Może byłby to swoisty asumpt do naszego szowinizmu narodowego, gdyby nie fakt, że przez długi czas to słowo było napiętnowane jako – najdelikatniej mówiąc – nieprzystojne. Oczywiście jego nieprzystojność nie brała się li tylko stąd, że brzmieniowo przypominało inne słowo niezbyt eleganckie – kobyłę. Byli nawet tacy domorośli lingwiści, którzy sugerowali, że kobieta i kobyła mają swojego wspólnego językowego przodka. Taka etymologia jednak została stanowczo odrzucona. Ale nieprzystojność nazwy pozostała ze względu na semantykę. W wiekach XVI–XVII uznawana była za słowo nieliterackie, czyli potoczne, niegodne notowania przez słownikarzy. Pozostało w tekstach, ale w otoczeniu słów równie nieprzystojnych, na przykład: kobieta wszeteczna, plugawa, nikczemna, szpetna. Oto dwa wyimki pochodzące z tamtego czasu:
Chocia oni nas zowią białegłowy, prządki,
Ku więtszemu zelżeniu kobietami zowią (…).

Albo inny:

POLECAMY

Mogąć oni przezywać żony kobietami
Aleć też nie do końca mają rozum sami (…).

Przytoczone przykłady pochodzą z dzieła M. Bielskiego Sjem niewieści z drugiej połowy XVI wieku. Kobieta to przede wszystkim mieszczka, ale podejrzanego autoramentu, nierzadko nałożnica naciągająca partnera na wydatki albo i sama sięgająca do jego mieszka czy kaletki.
Jakże to daleki obraz od kobiety na przykład polskich romantyków, którzy je wielbili miłością wysublimowaną, właśnie romantyczną, werterowską, czyli cierpiętniczą. Od czasów biskupa Krasickiego (my rządzim światem, a nami kobiety), od czasu romantycznego uwielbienia Maryli Wereszczakówny wyraz kobieta przeszedł metamorfozę wielką, aż po dziś, kiedy to słowo oznacza po prostu „osobę płci żeńskiej”. Czyżby tylko tyle? O tym niżej. 

Kim jest kobieta?

Przyjrzyjmy się jednak na początek bardziej przyzwoitym nazwom owej płci żeńskiej. Otóż właśnie: żona, czyli prasłowo, znane praktycznie we wszystkich językach słowiańskich na określenie osoby płci żeńskiej. W innych językach też pokrewne (szczegóły lingwistyczne pomijam), jak np. greckie gyné, skąd powszechnie znany ginekolog. We współczesnym języku polskim wyspecjalizowane jako nazwa małżonki. Nie ma w żonie praktycznie żadnych odcieni wartościujących. Natomiast jest takie zabarwienie w niewieście jako pierwotnie „osobie nieznanej”, ponieważ częściej była to „panna na wydaniu; narzeczona, synowa”, czyli osoba w rodzinie nowa, by nie powiedzieć nieznana lub – co gorsza – obca. Podobnie nacechowana jest wspomniana już białogłowa, etymologicznie białagłowa, czyli osoba z nakrytą – podczas weselnego obrzędu – białą chustą. Białogłowa jako nazwa osoby płci żeńskiej jest dziś raczej rzadka, ale obyczaj nakrywania głowy (niekoniecznie czymś białym) przetrwał nie tylko wśród wyznawców islamu. W chrześcijaństwie bywa praktykowany do dziś przy wejściu do kościoła, zwłaszcza do cerkwi, na audiencję u papieża.
Wśród kobiecych nazw nacechowanych są także kolejne słowa. Zacznijmy od dziewczyny, czyli kobiety młodej, niezamężnej. Warto wziąć pod uwagę to, że forma dziewczę ma w polszczyźnie rodzaj nijaki, podobnie jak chłopię, kocię, cielę itd. Można zatem sugerować, że to osoba pozbawiona cech płciowych, jeszcze nie kobieta. Pochodzi dziewczyna od słowiańskiego wyrazu dziewa//dziewka//dziewoja, który na ogół ma znaczenie tożsame lub bliskie dziewczynie. Na ogół – ale nie zawsze. Albowiem dziwka, różniąca się od dziewki tylko jedną samogłoską, semantycznie, a zwłaszcza aksjologicznie, różni się i to znacznie, zwłaszcza dziś. Tłumaczyć chyba nie muszę. Nieco bardziej różni się od dziewki dziewica. I tu także wyjaśnienia są zbędne, choć o dziewicy będzie jeszcze mowa dalej.
I ostatni krąg nazw kobiecych: pani, panna, panienka. Polskie tzw. panowanie, czyli grzecznościowe zwracanie się do mało znanych osób per pan//pani, jest wielokrotnie wyśmiewane, wytykane (nomen omen: tykanie) jako relikt naszej szlacheckości. W innych językach stosuje się na co dzień raczej formy fleksyjne zaimka ty (wy, oni). Podobnie jest ze stosowaniem form typu pani versus panna//panienka. Tym razem nadążamy z wycofywaniem się z odróżniania pani od panny (czyli wytykania stanu cywilnego) za innymi językami. Wszakże w pewnych sytuacjach pozostaje odróżnienie panny (inaczej: stanu wolnego) od mężatki/zamężnej/rozwódki/rozwiedzionej i od wdowy. Na uwagę zasługuje także to, że w innych językach – na przykład w czeskim, a zwłaszcza słowackim – słowo panna znaczy tyle, co „dziewica”. Ostrożnie więc, bo to potencjalnie klasyczna sytuacja fałszywego przyjaciela tłumacza. Takich słów w kontaktach międzyjęzykowych, zwłaszcza w kręgu słowiańskim jest – jak wiadomo – wiele.

Język jako odbicie świata kobiet i mężczyzn 

Proponuję teraz przejście od semantycznych poszukiwań kobiety do – jako się rzekło – nie zawsze symetrycznych relacji między światem męskim i kobiecym. Mam na myśli konfrontację par nazw ze sobą. Na początek biblijna prahistoria, czyli pochodzenie kobiety i mężczyzny. Już tu widać niesymetryczność: biblijny Bóg najpierw stworzył człowieka, czyli Adama (co po hebrajsku znaczy „człowiek”), a dopiero potem dodał mu kobietę – zresztą z jego ciała – aby mu umożliwić rozmnażanie się. Ewa była więc pramatką człowieczych dzieci. Nie bez znaczenia jest także i to, że to ona była inicjatorką grzechu pierworodnego. Już tu, na samym początku, widać niesymetryczność relacji między człowiekiem a kobietą. Tak zresztą pozostało w bardzo wielu językach, w których owa biblijna niesymetryczność zachodzi do dzisiaj, np. ang. man, fr. l’homme, niem. der Mann, ros. чeлoвeк. 
Wróćmy teraz do tego, co powiedziano na początku, czyli do wyrazów polskich. Tu również już na pierwszy rzut oka widać niesymetryczność. O ile kobieta jest leksykalnym wynalazkiem polskim, to mąż i pochodny od niego mężczyzna jest od zawsze, tzn. przynajmniej od prasłowi...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy