Przytul drzewo

Latem, myśląc o odpoczynku, często wybieramy okolice zielone, gdzie możemy zanurzyć się w orzeźwiającym cieniu drzew. Jesienią las kusi kolorami liści i obfitością grzybów. Wiosną przywołują nas ptasie trele i budząca się do życia przyroda. Nawet zimą jest w leśnym otoczeniu coś magicznego, przyprószone śniegiem świerki przywodzą na myśl Narnię lub krainę Świętego Mikołaja. 
Czytaj więcej

O, powieści!

Odnalazłam to słowo w powieści Eriki Jong, Strach przed lataniem: „book­less”. Do dzisiaj używam je po angielsku, bo nie wiem, jak przetłumaczyć: „bezksiążkowa”, „bezksiążebna”? Używam też słowa „booklessness” na określenie szczególnego rodzaju samotności połączonej ze swoistym rozżaleniem, które towarzyszy mi, kiedy kończę czytać książkę, a nie mam następnej, albo – co gorsza – w hotelu na jakimś wyjeździe orientuję się, że zapomniałam ją spakować. Chociaż całym sercem kocham też wiersze oraz czytuję książki opacznie nazywane rozwojowymi, dotkliwa booklessness dotyczy u mnie jedynie powieści.  Pamiętam, jak kiedyś Zadie Smith, której powieść O pięknie stoi na mojej Półce z Ukochanymi Książkami, powiedziała, że tak jak istnieją dobrzy pisarze i słabi pisarze, istnieją też dobrzy i słabi czytelnicy, chociaż ten drugi podział pozostaje ukryty. To zdanie zostało we mnie jak drzazga, bo wiem, że chociaż bywam dobrą i wnikliwą czytelniczką, często bywam też czytelniczą grafomanką, nieuważną, powierzchowną, orientującą się po trzech stronach, że przecież to już czytałam. Niedostępne dla mnie pozostają powieści naprawdę wybitne, jeżeli nie spełniają kilku warunków, które tworzą mój indywidualny i nie do końca dla mnie samej zrozumiały algorytm: Bóg raczy wiedzieć czemu potrzebuję, żeby powieść była napisana w czasie przeszłym, a nie teraźniejszym, żeby miała wyraźne postacie pierwszoplanowe, którym coś się jednak przydarza częściej niż raz na dziewięćdziesiąt trzy strony (odpada Sebald), żeby wśród tych pierwszoplanowych postaci były też kobiety (odpada wielu pisarzy i parę dobrych pisarek). Potrzebuję też, żeby oko narratora było przenikliwe i nieckliwe, a jednak w ostatecznym rozrachunku czułe, a nie zimne albo cyniczne (odpada Murakami, chyba że czegoś nie rozumiem, a już na pewno Houellebecq, którego Cząstki elementarne wypełniły mnie po brzegi takim obrzydzeniem, że pierwszy i na razie ostatni raz w życiu w akcie zemsty wyniosłam książkę na śmietnik).  No i język! Szukam literatury pięknej, a nie niepięknej, chociaż to ta druga systematycznie okupuje rankingi bestsellerów.  Ukochani pisarze i pisarki przyprawiają moje serce o miłosny trzepot. Stojąc teraz przed Półką z Ukochanymi Książkami, przesuwam palcami po grzbietach i widzę ich książki: Olgi Tokarczuk, José Saramago, Paula Austera, Elizabeth Strout, Zadie Smith, Chimamandy Ngozi Adichie, Alessandro Baricco, Magdaleny Tulli, Richarda Flanagana. Kim byłabym bez nich? Na pewno sama, w swoim skromnym zakresie, nie mogłabym pisać, niezasilona ich talentem i owocami ich wielkiego znoju, bo dla większości pisarzy, sądząc po tym, co sami mówią, pisanie nie jest łatwą robotą. „Sam proces jest okropny” – podsumował krótko Richard Flanagan, którego genialną twórczość poznałam dlatego, że Olga Tokarczuk powiedziała w jednym z wywiadów, że przegadała z nim na temat pisania całą noc, co uznałam za wystarczającą rekomendację. To właśnie ona powiedziała w swojej noblowskiej mowie, że „pomiędzy narratorem opowieści a czytelnikiem czy słuchaczem rodzi się emocjonalne porozumienie bazujące na empatii. Ta zaś ze swej natury zbliża i niweluje granice – bardzo łatwo jest zatrzeć w powieści granice między „ja” narratora i „ja” czytelnika, a powieść, która wciąga, wręcz liczy na to, że granica ta zostanie zniesiona i unieważniona, i to czytelnik dzięki empatii stanie się na jakiś czas narratorem”. Ta piękna utopia staje się czasem moim udziałem – zdarza mi się mieszkać w środku powieści tak bardzo, jakbym to ja ją opowiadała; łapię się na tym, że moje myśli układają się w zdania będące podróbką stylu autorki czy autora, że moje oczy widzą tak, jakbym była dalej w środku powieści, chociaż książka leży już na stoliku, wreszcie – że mój nastrój się zmienia pod wpływem tego, jakim okiem patrzy na świat narrator (najbardziej sprytnym zabiegiem, który wykonałam pod wpływem tej obserwacji, było włożenie sobie do jednego ucha słuchawki z audiobookiem Ani z Zielonego Wzgórza w trakcie długiego zabiegu leczenia kanałowego. Kiedy wiertło wwiercało się w mój zepsuty ząb, Mateusz z Anią jechali bryczką w pogodny poranek Aleją Zakochanych).  Chociaż spędzam więcej czasu, oglądając seriale, niż czytając powieści, modlę się, żeby kultura obrazkowa i moja własna inercja nie doprowadziły mnie nigdy do miejsca, w którym book­lessness przestanie mnie uwierać. Bo też powieść wymaga ode mnie innego rodzaju skupienia. Kiedyś na przykład przemknęłam po kilku stronach powieści Aimee Bender i nie zorientowałam się, że kiedy równolegle z pseudoczytaniem byłam pochłonięta rozważaniem, czy nie spóźniam się z przeglądem samochodu, jedna z głównych bohaterek umarła. Zdanie, w którym to się wydarzyło, wyglądało tak samo jak inne mniej znaczące zdania. Nie było muzyki, która podkreślałaby rosnące napięcie. Nie migało żadne powiadomienie. Na ekranie nie pojawił się czerwony pasek z newsem. Zadanie, żeby zobaczyć to, co ważne, co przełomowe, było po mojej stronie. Dlatego przy całej mojej głębokiej miłości do powieści łatwiej mi odpalić kolejny odcinek serialu niż sięgnąć po książkę, bo wiem, że moja rola jako czytelniczki, z całym szacunkiem dla świetnych seriali, będzie zawsze bardziej wymagająca. Ale też po kilkunastu przeczytanych stronach będę bardziej odżywiona niż po obejrzeniu kolejnego odcinka. Najem się tego dziwnego pokarmu, którego nie potrafię nazwać, bo co dokładnie pochłaniam, karmiąc się powieścią? Do czego się zbliżam, czego nie potrafię dostać ani z Wikipedii, ani zobaczyć własnymi oczami, ani usłyszeć własnymi uszami? Dlaczego to, co boli i czego moje serce nie umie zrozumieć, podlega jakiemuś tajemniczemu przekształceniu, kiedy ktoś, kto naprawdę potrafi pisać, złoży to w słowa, słowa w zdania, a zdania w opowieść?  
Czytaj więcej

Wewnętrzna matka

Zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego w życiu postępujesz tak, a nie inaczej? Dlaczego mówisz, że coś wolno, a czegoś nie wolno? Co sprawiło, że nasiąkłaś tymi zasadami jak gąbka? A może tak bardzo chciałabyś powiedzieć: „Ja tak nie chcę”, ale ktoś w Twoim wnętrzu znów karci Cię palcem? Poznaj swoją wewnętrzną matkę.
Czytaj więcej

Czy umiemy przyjmować pochwały i akceptować krytykę?

Każdy z nas ma potrzebę bycia ważnym. Chcemy czuć się doceniani i dobrze postrzegani. Problem pojawia się, kiedy ta potrzeba staje się dominująca, a my zaczynamy dopasowywać siebie i swoje zachowania do oczekiwań innych, chcąc zasłużyć na pochwałę i uniknąć krytyki.  Jak ucieczkę przed krytyką zamienić w samoakceptację? 
Czytaj więcej

Reparenting, czyli dlaczego potrzebujemy przeżyć dzieciństwo jeszcze raz

Każde dziecko potrzebuje bezpiecznej bazy w postaci kochającego opiekuna, z którego ramion wyrusza w nieznany, ekscytujący świat. Jeśli w dzieciństwie nie otrzymaliśmy troski, współczucia i życzliwości, w dorosłym życiu trudniej nam rozumieć i akceptować swoje emocje, radzić sobie ze stresem i życiowymi zakrętami. Możemy jednak ćwiczyć stawanie się dla samego siebie rodzicem, jakiego nie mieliśmy w dzieciństwie, rozwijać silną i zdrową, opiekuńczą część własnego Ja.
Czytaj więcej

Na wyścigi, czyli fabryka przegranych

Rywalizacja jest formą działania, w której a priori jest więcej przegranych niż wygranych. Dlaczego więc tak często się po nią sięga – w szkole, firmie, a nawet w rodzinie?
Czytaj więcej

Otwórz oczy na fakty, świat jest lepszy, niż myślisz

„Na świecie nadal jest źle, ale coraz lepiej!” – twierdzi Hans Rosling, autor książki Factfulness. Dlaczego tego nie dostrzegamy? Jakim błędom ulegamy w ocenie rzeczywistości?
Czytaj więcej

Intuicyjny statystyk

Niemal codziennie słyszymy jakieś informacje statystyczne. Dowiadujemy się, jaka była liczba zakażeń koronawirusem poprzedniego dnia, w jakim województwie jest najmniejszy odsetek zaszczepionych, jakie jest średnie wynagrodzenie itd. Te wszystkie informacje powinny wpływać na nasze zachowania, ponieważ dzięki nim możemy uniknąć różnych zagrożeń. Jednak do niektórych osób nie dociera argument, że wśród osób zakażonych dominują te, które się nie zaszczepiły, że odsetek osób zakażonych wśród tych, którzy przyjęli szczepionki, jest niewielki. Zwolennicy teorii spiskowych twierdzą, że pandemia została wymyślona przez koncerny farmaceutyczne w celu zwiększania swoich zysków. Informacje statystyczne o skuteczności szczepień w ogóle do nich nie docierają. Wiele lat temu sugerowano, że ludzie są naiwnymi statystykami, że potrafią zachowywać się tak, jak gdyby obliczali średnie arytmetyczne lub też szacowali proporcje zdarzeń w populacji na podstawie tego, co można zaobserwować w małej próbce. Przykład posługiwania się średnimi arytmetycznymi ilustrują badania nad integrowaniem informacji. Wyobraźmy sobie, że prosimy badanych o ocenę dwóch osób. Pierwsza z nich jest inteligentna i altruistyczna, zaś druga – inteligentna, altruistyczna i oczytana. Raz mamy do czynienia z dwoma cechami pozytywnymi, a raz z trzema. Gdyby ludzie posługiwali się prostym sumowaniem ocen tych cech, to druga osoba powinna być wyżej oceniana. Tak jednak nie jest – ocena jej jest taka sama jak pierwszej, a czasami nawet nieco niższa. Być może obraz tej osoby wydaje się przesłodzony, a być może jest tak, że ludzie wykonują w głowie jakieś operacje przypominające obliczanie średniej arytmetycznej. Bardzo podobne zjawiska wykryto w badaniach nad kategoryzacją. Kiedy pokazywano serię obrazków przedstawiających różne ptaki, za najbardziej „ptasiego” uznawano wróbla lub drozda, rzadko wskazywano na pingwina, strusia czy łabędzia. Nietrudno zauważyć, że wróbel czy drozd wyglądają jak przeciętny ptak. Intuicyjna statystyka zawodzi, kiedy ludzie wnioskują o korelacjach albo, inaczej rzecz ujmując, o związkach dwóch cech. W takiej sytuacji obserwuje się charakterystyczne zniekształcenie polegające na tym, że przecenia się częstość współwystępowania dwóch cech lub dwóch zdarzeń. Jesteśmy przekonani, że czarny kot przebiegający nam drogę przynosi nieszczęście. Pamiętamy wszystkie przypadki, kiedy faktycznie przydarzyło się nam coś nieprzyjemnego po takim spotkaniu. Nie przechowujemy w pamięci natomiast tego, że wielokrotnie widok czarnego kota nie przyniósł niczego złego ani też tego, że zdarzyło się coś nieprzyjemnego, a przez drogę nie przebiegł nam jakikolwiek kot. Obecnie wiemy, że decyzje ludzi nie zawsze można wyjaśnić regułami statystycznymi. Wyobraźmy sobie, że dajemy ludziom możliwość udziału w dwóch loteriach. W jednej z nich człowiek może otrzymać sto złotych po wylosowaniu czerwonej kuli z urny, w której znajduje się 90% kul czarnych i 10% kul czerwonych. W drugiej natomiast urnie znajduje się dziewięć kul czarnych i jedna czerwona. Choć prawdopodobieństwo wygranej w obu loteriach jest identyczne, to ludzie częściej wskazują na loterię drugą. Wyraźnie widać, że na ludzi silniej działa informacja konkretna niż informacja abstrakcyjna. W wielu przypadkach ludzie nie są intuicyjnymi statystykami albo też statystyka, którą się posługują, jest odmienna od tej, która wywodzi się z klasycznej teorii prawdopodobieństwa. Doskonale wiedzą o tym ci, którzy zajmują się marketingiem politycznym – czasami przytacza się przykłady pojedynczych przestępstw, które oburzają opinię publiczną. To sprawia, że ludzie coraz bardziej zaczynają obawiać się o własne bezpieczeństwo, choć ogólna liczba przestępstw spada. Informacja konkretna oddziaływuje na nich silniej niż informacja o prawdopodobieństwie tego, że sami mogą stać się ofiarami. 
Czytaj więcej

Fragment książki „Spokój emocjonalny”

„Spokój emocjonalny” – przeczytaj fragment książki! „Spokój emocjonalny. Nie bój się odważnie żyć!”  to najnowsza książka Bernarda Stamateasa, psychologa, psychoterapeuty i seksuologa klinicznego, autora licznych poradników wspomagających rozwój osobisty, która już spotkała się z życzliwym przyjęciem tysięcy czytelników. Stamateas potwierdza powszechnie uznane zjawisko, iż w obecnym świecie odczuwanie niepokoju, strachu, ustawiczne zamartwianie się, przybrały wymiar epidemii, wyrządzającej człowiekowi szkody zarówno na poziomie emocjonalnym, jak fizycznym. Ciągły stres sprawia, że ludzie coraz częściej sięgają po środki uspokajające, antydepresanty, a nawet narkotyki. Przyczyn jest wiele: we współczesnym społeczeństwie, w którym obowiązuje kult młodości, strach przed starością i utratą zdrowia jest jednym z głównych powodów wywołujących lęk, ale jest nim również strach przed odrzuceniem społecznym, towarzyskim, brakiem życiowego sukcesu. „Wyścig szczurów” powoduje stan permanentnego zmęczenia i zniechęcenia. Autor wskazuje, jak rozpoznać przyczyny odczuwanego niepokoju i radzi, jak ustalić priorytety i przemienić irracjonalny strach w prawdziwe, konstruktywne emocje, tym samym wzmacniając poczucie własnej wartości. Kiedy przekujemy niepokój, ustawiczne powtarzanie sobie „nie ośmielę się” w „mogę”, będziemy żyć bez strachu, umiejętnie realizując nasze projekty i marzenia.   Informacje szczegółowe o książce: Data premiery: 18.08.2021 Liczba stron: 286 Format: 145x205 Oprawa: miękka Link do strony, gdzie można kupić książkę: KLIK
Czytaj więcej

Jak skleić świat po traumie?

Osoby, które doświadczyły traumatycznych wydarzeń, odcinają się od swych uczuć i nawet po wielu latach nie potrafią opowiedzieć o tym, co je spotkało. Przeżycie rozpada się w kawałki i nie daje się ująć w słowa. W ten sposób mózg chroni je przed czymś, czego udźwignąć nie są w stanie. Na czym polega ten proces i czy po traumie można skleić świat na nowo?
Czytaj więcej

Jak odnaleźć drogę do satysfakcji seksualnej?

Ludzie poszukują gotowych przepisów na to, jak osiągnąć rozkosz i cieszyć się życiem seksualnym. Nie da się stworzyć algorytmów, które zadziałają na każdego w ten sam sposób. Można natomiast szukać wskazówek. Od czego zacząć? 
Czytaj więcej

Z każdym dzieckiem wszystko jest OK

Co jako rodzice możemy zrobić, by nasze dzieci były szczęśliwe? Jakich błędów unikać, a na co możemy sobie pozwolić? Rodzice – czasem już na etapie oczekiwania na dziecko – wyobrażają sobie, jakie ono będzie. Mają obraz słodkiego bobasa i siebie jako najlepszych opiekunów. Piszą scenariusze, jak potoczą się losy malucha, a życie często je weryfikuje. 
Czytaj więcej