Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

1 września 2021

NR 9 (Wrzesień 2021)

Z każdym dzieckiem wszystko jest OK

0 268

Co jako rodzice możemy zrobić, by nasze dzieci były szczęśliwe? Jakich błędów unikać, a na co możemy sobie pozwolić? Rodzice – czasem już na etapie oczekiwania na dziecko – wyobrażają sobie, jakie ono będzie. Mają obraz słodkiego bobasa i siebie jako najlepszych opiekunów. Piszą scenariusze, jak potoczą się losy malucha, a życie często je weryfikuje. 

Pierwsza ciąża to zazwyczaj czas niecierpliwego oczekiwania. W głowie przewijają się obrazki, jak to będzie, gdy pójdziemy na spacer z uśmiechniętym bobasem w stylowym wózeczku. Narodziny pierwszego dziecka to jednak przede wszystkim zderzenie oczekiwań z rzeczywistością. 
Zwykle nie zdajemy sobie sprawy, jak jesteśmy nasiąknięci nierealnym obrazem rodzicielstwa. Pucołowate bobasy z reklam są zawsze uśmiechnięte, a celebrytki w mediach społecznościowych już miesiąc po porodzie publikują zdjęcia z nienaganną figurą lub zadowolonym dzieckiem wśród markowych gadżetów.

Tymczasem rzeczywistość okazuje się zgoła inna. Karmienie piersią początkowo rzadko idzie gładko, a chwila snu staje się na wagę złota. Rozczarowanie – takie uczucie próbuje się przebić do naszej świadomości, ale nie zawsze mu na to pozwalamy. Winę przypisujemy sobie, jakimś naszym błędom czy niedociągnięciom. Skoro nie jest tak kolorowo i radośnie, jak miało być, to znaczy, że ze mną coś jest nie tak. Pewnie jestem złą matką albo beznadziejnym ojcem. I zaczyna się gonitwa za tym, żeby jednak naprawić rzekome błędy i niedoskonałości. Jednak bycie mamą czy tatą to piękna sprawa, choć absolutnie niełatwa. 

Wraz z pojawieniem się niemowlęcia życie zmienia się całkowicie. Nagle spada na nas odpowiedzialność za drugiego człowieka i nasze decyzje nabierają szczególnej wagi, ponieważ od nich zależy rozwój dziecka, jego przyszłość itp. Zastanawiamy się – podać sztuczne mleko czy nie? Sięgnąć po takie pieluchy czy inne? Słuchać lekarza, który mówi, że wszystko jest świetnie, czy tego, który każe pogłębić diagnostykę? Nikt nie daje nam gotowej instrukcji obsługi i często czujemy, że błądzimy we mgle. Szukamy odpowiedzi w lekturze i u specjalistów, którzy jednak nie są ze sobą zgodni. Jedni mówią tak, a drudzy przeciwnie i ostatecznie znowu to rodzic musi zdecydować, którą drogą pójść. Co będzie, jeśli wybiorę niewłaściwie, jeśli się pomylę? To może być obawa paraliżująca wszelkie działanie. Jak sobie z tym radzić? Jak się nie pogubić?

POLECAMY

Rodzicielskie priorytety

Lubię cytować mamę jednego z moich pacjentów, która tuż po otrzymaniu diagnozy swojego dziecka powiedziała: „Musimy to sobie teraz wszystko dobrze poukładać w głowie”. Te słowa każdy może odnieść do siebie. Każdy dzień przynosi nowe wyzwanie, każdy etap rozwojowy ma swoją charakterystykę i naprawdę nie da się przygotować odpowiedzi na wszystkie pytania, które postawi życie. Skoro jednak potrafimy poświęcić wiele godzin na wybór najlepszego wózka czy fotelika, to tym bardziej warto usiąść i zastanowić się nad fundamentalnymi pytaniami. Na przykład, co to dla mnie znaczy być szczęśliwym? Jakie wartości są dla mnie ważne i chciałbym, aby takie były w przyszłości dla mojego dziecka itd. 

Na początku warto sobie zadać pytanie o cel. Często zachęcam rodziców, by wyobrazili sobie swoje dziecko w wieku 25 lat, gdy będzie wchodzić na rynek pracy i nawiązywać poważne relacje, które być może zaowocują założeniem rodziny. Proszę ich, żeby spróbowali opisać, jakiego człowieka chcą wychować.

Odpowiedzi na to pytanie zwykle są bardzo rozsądne. Wystarczy chwila refleksji o tym, jak funkcjonuje świat, żeby stwierdzić, co jest naprawdę potrzebne do tego, żeby odnaleźć w nim szczęście. Okazuje się, że wcale nie perfekcyjny angielski i opanowanie języków programowania. Rodzice jako ważne wymieniają takie cechy, jak: wiara w siebie, umiejętność wzbudzenia i podtrzymania wewnętrznej motywacji, tolerancja frustracji, elastyczność w szukaniu rozwiązań sytuacji kryzysowych itp. 

Droga do rozwoju prowadzi przez próby i pomyłki. Jeżeli próbujemy działać inaczej, to jesteśmy niekompatybilni z rzeczywistością, ponieważ ona zawsze zawiera w sobie jakiś aspekt niedoskonałości. Idealny świat nie istnieje i podobnie idealne rodzicielstwo.

Świat, w którym żyjemy obecnie, nie jest idealny i nie ma się co spodziewać, że będzie inaczej za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, kiedy nasze dzieci dorosną. Wręcz przeciwnie, doświadczenie pandemii pokazuje nam, że „nieidealność świata” może się pogłębić w stopniu, którego nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Jeśli dziecko będzie wzrastać w idealnym świecie, przekonane o swojej doskonałości, wówczas zderzy się boleśnie z rzeczywistością i zapewne stanie się to wtedy, kiedy nie będziemy mogli mu w żaden sposób pomóc. Ważne jest, by te pierwsze, trudne doświadczenia porażki i frustracji przeżywać w bezpiecznym środowisku własnej rodziny, aby potem mieć już wypracowaną odporność. Czasami powtarzam rodzicom przedszkolaków, że jeśli ich dzieci będą wychowywane w przekonaniu własnej doskonałości i nieomylności, to kiedy w dorosłym życiu zrobią prawo jazdy i ktoś na nie zatrąbi, pozostanie im się załamać… Jeśli dziecko zobaczy, że rodzic jest zmęczony i potrzebuje chwili czasu dla siebie, to będzie jednocześnie uczyło się prawdy o świecie wewnętrznych potrzeb i w przyszłości będzie umiało je zaspokajać.

Klocki, z których budujemy relację 

W rodzicielstwie najważniejsze jest, żeby zbudować relację ze swoim dzieckiem. To działanie długofalowe, które wymaga zaangażowania rozciągniętego w czasie. Nie ma na to jakiegoś szybkiego sposobu. Potrzeba przede wszystkim czasu i zaangażowania. Autentyczną i silną relację z drugim człowiekiem można zbudować tylko w oparciu na prawdzie o samym sobie. Dlatego nie chodzi o to, aby wchodzić w jakąś rolę idealnego rodzica, a raczej podzielić się z dzieckiem swoją osobowością, np. swoją pasją. 

Urzekła mnie kiedyś opowieść pewnego ojca. Kiedy jego nastoletni syn z zespołem Aspergera miał coraz większe problemy z rówieśnikami w szkole, ojciec poczuł, że doszedł do ściany i nie wie, jak pomóc własnemu dziecku. Próbował już wszystkich dostępnych wtedy terapii, jednak w akcie desperacji postanowił zrobić to, co lubił, i co mu w życiu wychodziło najlepiej – spakował sakwy, wsadził swojego syna i jego braci na rowery i razem pojechali… do Hiszpanii. Miesiąc spędzony wspólnie w ekstremalnych warunkach umocnił ich wzajemne relacje, a jednocześnie, jakby zupełnie przy okazji, wzmocnił młodego człowieka do tego stopnia, że nauczyciele po wakacjach nie rozpoznawali w nim ucznia, którego pożegnali w czerwcu. Widać w tej historii po pierwsze, że silne, bliskie relacje naprawdę potrafią przemieniać człowieka, a po drugie, że nie trzeba wiele kombinować, tylko robić to, co się lubi, co jest jakąś...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy