Każdy człowiek jest pełnowartościowy i nie ma potrzeby, aby udowadniać innym ludziom swojej wartości czy atrakcyjności. Niektóre osoby mają jednak zakorzenione silne przekonanie, że muszą zasłużyć na miłość drugiej osoby. Skąd się bierze i jak się go pozbyć?
Czytaj więcej
„Gra wstępna zaczyna się tam, gdzie kończy się orgazm” – twierdzi psychoterapeutka par Esther Perel. Deklarujemy się na wspólny czas, a to również oznacza czas między jednym zbliżeniem a drugim, czyli zarządzanie prozą życia. A od tego, jak nią zarządzamy, zależy, jakie randki mamy ochotę sobie organizować.
Czytaj więcej
Z Markiem Bieńczykiem o książkach pożyczanych, awanturach o porządkowanie biblioteki i przyjaciołach oglądających zbiory rozmawia Marcin Wilk
Czytaj więcej
Zaczynam to pisać i aż palce mi drżą na klawiaturze – wyobrażam sobie moje koleżanki i przyjaciółki, które być może przeczytają ten tekst, i wyjdzie na jaw, jak często nie zgadzałam się z nimi w sprawie dla nich fundamentalnej. W dodatku, dość nietypowo dla siebie, nie wyrażałam tej niezgody, a nawet obłudnie im przytakiwałam.
A teraz się wyda.
Moje koleżanki, przyjaciółki i mnóstwo innych osób, które spotykam na swoich krętych drogach, mają głębokie przekonanie, że wszystko ma sens. I nawet jeśli tego sensu nie widać, to on się kiedyś ujawni – to, co wydało się rozłączone, połączy się; to, co wydawało się bez znaczenia, odkryje przed nami swoje znaczenie; nasz ból zobaczymy jako taki, który jednak czemuś służył; złamane serce okaże się ważną lekcją – „będzie morał tej historii” – jak śpiewała Randy Crawford w pięknej piosence When I get over you. A nawet jeśli sens pozostanie zakryty, a morał niejasny, to będzie po prostu znaczyło, że nie umieliśmy go odczytać, ale on będzie, jak melodia w tle wydarzeń, którą nie każdy potrafi przytępionym uchem usłyszeć metafizycznie.
Długo nie wiedziałam, o co mi chodzi, kiedy czułam jakieś ukłucie w sercu czy brzuchu, kolejny raz słysząc siedzącą w kręgu kobietę, zorientowanego duchowo taksówkarza czy słynną aktorkę w wywiadzie dla lifestylowego pisma, kiedy triumfalnie oświadczała, w charakterze Prawdy Ogólnej, że „nic nie dzieje się przypadkiem”. Dlaczego za każdym razem czułam taką niechęć? O co mi chodziło? Sama przecież w swoim życiu wielokrotnie doświadczałam wręcz nachalnych synchroniczności, nawałnic znaków przetaczających się przez dni pozornie zwykłe, głębokich więzi z ludźmi, a nawet kontaktu z Czymś/Kimś Nienazwanym. Widziałam też w swoim życiu nie raz i nie dwa to, o czym w swoim słynnym wystąpieniu dla absolwentów Stanford powiedział Steve Jobs, że kropki wydarzeń można połączyć dopiero z pewnej odległości czasowej, i to, co wydało się stratą czasu albo porażką, może zyskać zupełnie inny wymiar w perspektywie miesięcy albo lat.
A jednak.
Dokładnie pamiętam moment, kiedy zaczęłam rozumieć swoją niechęć do tych śpiewnych inwokacji wokół sensu wszystkich spraw. Po dniu warsztatu dla zespołu w tak zwanej dużej firmie, zespołu, w którym ludzie naprawdę się lubili, przy kolacji, po omówieniu wszystkich pierwszorzędnych tematów, takich jak fajne wakacyjne miejscówki i wybryki naszych nieposkromionych nastolatków, przy drugiej butelce wina zeszło na tak zwane Życie. Jedna z kobiet z entuzjazmem opowiedziała historię o tym, jak to zepsuł jej się samochód w drodze na spotkanie z klientem i wściekła zjechała na stację benzynową, a tam – niespodzianka, spotkała przyjaciółkę z czasów podstawówki i w ten sposób odnowiły przyjaźń. No i widzisz! – zawtórowała jej entuzjazmowi druga. – Wszystko jest po coś! Nic nie dzieje się przypadkiem! Wszyscy zgodzili się, że tak właśnie jest. I wtedy popatrzyłam na twarz jednego z mężczyzn, przez którą przebiegł grymas bólu. Odwrócił głowę, tylko na parę sekund, po czym wrócił wzrokiem do nas i przyłączył się do dalszego ciągu imprezy, w powietrzu której teraz fruwały historie o niezwykłych znakach i brakach przypadku.
Następnego dnia zobaczyłam, że w trakcie przerwy usiadł sam na ławce. Siadłam obok. – Zmarła moja ciotka, trzy dni temu – powiedział bez żadnego wstępu, nie odwracając ku mnie głowy. – Chorowała od młodości na stwardnienie rozsiane. Modliła się o uzdrowienie przez długie lata, moja mama zamawiała ciągle msze w intencji, woziliśmy ciotkę po lekarzach, ale było coraz gorzej. Ostatnie lata leżała w łóżku. Straciła wzrok. Codziennie płakała, że chce już umrzeć. Przychodziliśmy do niej i coś tam mówiliśmy od rzeczy. A teraz w końcu umarła. Czy to też było po coś? Wszystko ma sens? – teraz prawie podniósł głos, chociaż poprzedniego wieczora milczał. A teraz milczałam ja.
I wtedy to zobaczyłam – że w naszych śpiewnych inwokacjach wokół braku przypadków złości mnie, niezamierzona przecież, ale jednak niesolidarność wobec tych, których cierpienie nie ujawniło przed nimi swojego sensu, jeśli taki był. Cierpienie ciotki tamtego faceta. Mojej przyjaciółki, która lata temu popełniła samobójstwo, a ja wiem, że nigdy nie będę umiała zamknąć w sobie tej historii. Cierpienie tych wszystkich, o których pisał Josif Brodski w swoim przejmującym wierszu: „W przecudownych starych miastach/strach w codzienny pejzaż wrasta/śniąc o ocalenia cudzie –/giną ludzie”. Tych, którzy nie zmieścili się do samolotów wylatujących z Kabulu. Czy gdyby ktokolwiek z nich usiadł z nami do stołu, z tą samą arogancką pewnością głosilibyśmy naszą dostatnią Prawdę?
Nie jestem fanką przeciwnego poglądu – jakoby nic nie miało sensu, a już przy tekstach o tym, że „prawdziwa miłość nie istnieje” mogłabym się śmiać do rozpuku. Ale nie chcę, rozsiadając się w krajobrazie swojego dobrego, sytego życia, odwracać głowy od cierpienia, dla którego nie znajduję uzasadnienia w żadnej z motywacyjnych sentencji umieszczanych na tle błękitu nieba. Czasami jest do niczego i tak się kończy – jak w potwornym skądinąd filmie von Triera Tańcząc w ciemnościach, na końcu którego cierpiąca przez cały film bohaterka kończy jeszcze gorzej niż zaczynała. Za karę, że von Trier mi to zrobił, postanowiłam już nigdy nie pójść na żaden jego film. Bo szukam i znajduję więcej happy niż unhappy endów, bo chcę sensu – ukrytego czy nie. Ale nie tylko w kinie czasami go nie ma. I chcę być solidarna z tymi, którzy w trakcie naszych radosnych biesiad odwracają wzrok i zostają sami.
Czytaj więcej
Czego pragnie nasze serce? O czym marzymy? Czy znamy odpowiedzi na te pytania? A może tak bardzo skupiamy się w życiu na pogoni za kolejnymi celami – tylko praca, dom, obowiązki, że zgubiliśmy gdzieś po drodze… siebie. Na szczęście jest bardzo prosty i przyjemny sposób, by odkryć własne marzenia. Tym sposobem jest mapa marzeń.
Czytaj więcej
Czy istnieje terapia, która przypomina rozrywkę? Albo rozrywka lecząca jak terapia to, co boli? Metoda, która pozwala dotrzeć do pokładów radości ukrytych w nas i sprzyja budowaniu pokoju na świecie? Oto ona – joga śmiechu.
Czytaj więcej
Jesień to prawdziwy test dla naszego zdrowia i odporności. Jak możemy się chronić przed jesiennymi infekcjami?
Czytaj więcej
„Muzyka leczy mnie z depresji zręczniej od lekarza, bez dodatkowych cierpień i bez pieniężnego honorarium” – powiedziała George Sand, ukochana wielkiego polskiego kompozytora – Fryderyka Chopina. Czy jej słowa oddają w pełni charakter tego, co dziś znamy pod pojęciem muzykoterapii? W jaki sposób możemy wykorzystywać muzykę, aby poprawiać swoje zdrowie, samopoczucie i dobrostan psychiczny?
Czytaj więcej
Cukrzyca jest chorobą, o której mówi się coraz częściej i która może mieć duży wpływ na funkcjonowanie psychiczne. Przebieg choroby u każdego jest inny, bo każdy człowiek jest indywidualnością. Wiele zależy od jego cech osobowości, temperamentu, czyli właściwości układu nerwowego czy zbudowanego w trakcie życia z chorobą systemu przekonań i poziomu wsparcia społecznego.
Czytaj więcej
W wielu systemach religijnych raj utożsamia się z bezkresną rozkoszą. Nas, śmiertelnych, krótkotrwałymi przejawami tej rozkoszy kuszą reklamy – od jogurtów przez samochody aż do środków na potencję. Nikt jednak nie dodaje, że u kresu rozkoszy może czaić się śmierć.
Czytaj więcej
Profilowanie sprawców przestępstw intryguje i zarazem fascynuje, stanowi inspirację dla filmów i seriali. Filmowi agenci FBI na podstawie śladów pozostawionych na miejscu zbrodni tworzą portret sprawcy. Jak to wygląda w praktyce policyjnej?
Czytaj więcej
Obecnie coraz więcej dzieci ma trudność ze skupieniem się na zadaniach, zwracaniem uwagi na polecenia i doprowadzeniem danej aktywności do końca. Czasem te wszystkie problemy przypisuje się błędnie nadpobudliwości ruchowej z deficytami uwagi, czyli ADHD. Jednak coraz częściej diagnozuje się tylko ADD, czyli zaburzenia koncentracji uwagi. Jak rozpoznać, że dziecko ma zaburzenia koncentracji uwagi oraz jakie działania można podjąć, by mu pomóc?
Czytaj więcej