Dołącz do czytelników
Brak wyników

Poradnik pozytywnego myślenia na czas wyzwań

23 września 2021

NR 10 (Październik 2021)

O tym, że (prawdopodobnie) nie wszystko ma sens

0 21

Zaczynam to pisać i aż palce mi drżą na klawiaturze – wyobrażam sobie moje koleżanki i przyjaciółki, które być może przeczytają ten tekst, i wyjdzie na jaw, jak często nie zgadzałam się z nimi w sprawie dla nich fundamentalnej. W dodatku, dość nietypowo dla siebie, nie wyrażałam tej niezgody, a nawet obłudnie im przytakiwałam. 

A teraz się wyda. 

Moje koleżanki, przyjaciółki i mnóstwo innych osób, które spotykam na swoich krętych drogach, mają głębokie przekonanie, że wszystko ma sens. I nawet jeśli tego sensu nie widać, to on się kiedyś ujawni – to, co wydało się rozłączone, połączy się; to, co wydawało się bez znaczenia, odkryje przed nami swoje znaczenie; nasz ból zobaczymy jako taki, który jednak czemuś służył; złamane serce okaże się ważną lekcją – „będzie morał tej historii” – jak śpiewała Randy Crawford w pięknej piosence When I get over you. A nawet jeśli sens pozostanie zakryty, a morał niejasny, to będzie po prostu znaczyło, że nie umieliśmy go odczytać, ale on będzie, jak melodia w tle wydarzeń, którą nie każdy potrafi przytępionym uchem usłyszeć metafizycznie. 

Długo nie wiedziałam, o co mi chodzi, kiedy czułam jakieś ukłucie w sercu czy brzuchu, kolejny raz słysząc siedzącą w kręgu kobietę, zorientowanego duchowo taksówkarza czy słynną aktorkę w wywiadzie dla lifestylowego pisma, kiedy triumfalnie oświadczała, w charakterze Prawdy Ogólnej, że „nic nie dzieje się przypadkiem”. Dlaczego za każdym razem czułam taką niechęć? O co mi chodziło? Sama przecież w swoim życiu wielokrotnie doświadczałam wręcz nachalnych synchroniczności, nawałnic znaków przetaczających się przez dni pozornie zwykłe, głębokich więzi z ludźmi, a nawet kontaktu z Czymś/Kimś Nienazwanym. Widziałam też w swoim życiu nie raz i nie dwa to, o czym w swoim słynnym wystąpieniu dla absolwentów Stanford powiedział Steve Jobs, że kropki wydarzeń można połączyć dopiero z pewnej odległości czasowej, i to, co wydało się stratą czasu albo porażką, może zyskać zupełnie inny wymiar w perspektywie miesięcy albo lat. 

POLECAMY

A jednak. 

Dokładnie pamiętam moment, kiedy zaczęłam rozumieć swoją niechęć do tych śpiewnych inwokacji wokół sensu wszystkich spraw. Po dniu warsztatu dla zespołu w tak zwanej dużej firmie, zespołu, w którym ludzie naprawdę się lubili, przy kolacji, po omówieniu wszystkich pierwszorzędnych tematów, takich jak fajne wakacyjne miejscówki i wybryki naszych nieposkromionych nastolatków, przy drugiej butelce wina zeszło na tak zwane Życie. Jedna z kobiet z entuzjazmem opowiedziała historię o tym, jak to zepsuł jej się samochód w drodze na spotkanie z klientem i wściekła zjechała na stację benzynową, a tam – niespodzianka, spotkała przyjaciółkę z czasów podstawówki i w ten sposób odnowiły przyjaźń. No i widzisz! – zawtórowała jej entuzjazmowi druga. – Wszystko jest po coś! Nic nie dzieje się przypadkiem! Wszyscy zgodzili się, że tak właśnie jest. I wtedy popatrzyłam na twarz jednego z mężczyzn, przez którą przebiegł grymas bólu. Odwrócił głowę, tylko na parę sekund, po czym wrócił wzrokiem do nas i przyłączył s...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy