Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

22 września 2021

NR 10 (Październik 2021)

Czy można przedawkować szczęście, czyli neurobiologia rozkoszy

0 22

W wielu systemach religijnych raj utożsamia się z bezkresną rozkoszą. Nas, śmiertelnych, krótkotrwałymi przejawami tej rozkoszy kuszą reklamy – od jogurtów przez samochody aż do środków na potencję. Nikt jednak nie dodaje, że u kresu rozkoszy może czaić się śmierć.

 Historia badań nad układem nagrody rozumianej jako przyjemność (ang. reward system) w mózgu zdaje się symbolicznie potwierdzać teorię, wedle której niespodziewana gratyfikacja smakuje najlepiej. W latach 1953–1954 kanadyjscy badacze James Olds i Peter Milner z Uniwersytetu McGilla przeprowadzili eksperymenty polegające na wszczepieniu mikroelektrod do różnych struktur podkorowych mózgu szczura. Jedna z nich nieopatrznie wygięła się o kilka milimetrów, trafiając do miejsca zwanego przegrodą, będącego elementem układu nagrody. Kiedy przy kolejnej turze badań szczur powiązał naciśnięcie dźwigni z wyładowaniem elektrycznym w tym obszarze – nie pragnął niczego innego, jak tylko doświadczać… rozkoszy. Zwierzę naciskało dźwignię nawet kilka tysięcy razy na godzinę. Kosztem wszystkich potrzeb fizjologicznych. 
Aż do śmierci.

Człowieczy (i szczurzy) los

Szczury nie są tu wyjątkiem. Na pytanie, czy podobny los spotkałby człowieka, możemy bez wahania odpowiedzieć: oczywiście! I choć etyka badań eksperymentalnych udaremniłaby dziś zastąpienie szczurów ludźmi, to prawdziwe życie dostarcza nazbyt wielu przykładów potwierdzających tę tezę. Ofiary uzależnień od takich substancji, jak kokaina, amfetamina czy alkohol, to nasze ludzkie odpowiedniki bohaterów eksperymentu Oldsa i Milnera. Uzależnienie jest bowiem dążeniem do rozkoszy, które wymknęło się nam spod kontroli. 

Dążenie do rozkoszy (czyli wersji ultra tego, co subiektywnie nazywamy przyjemnością) wydaje się wpisane ewolucyjnie w naszą naturę. Jeśli bowiem jednym z najbardziej popularnych sposobów doznawania rozkoszy jest stosunek seksualny, to dążenie do tego stanu może równocześnie okazać się drogą do replikacji naszych genów, a więc spełnienia naczelnego celu, który przed organizmami żywymi stawia natura.

POLECAMY

Biegacz na haju

Zidentyfikowany przez Oldsa i Milnera układ nagrody – jak sama jego nazwa wskazuje – odgrywa w doświadczaniu rozkoszy kluczową rolę. Układ ten generuje motywację pozytywną, która ma skłaniać nas do podejmowania określonych działań, czego efektem jest gratyfikacja. W pracę tego układu zaangażowanych jest wiele struktur układu limbicznego, których zadania w tym zakresie integrowane są przez szlaki dopaminergiczne wychodzące z pnia mózgu. Kluczowym rejonem, zwanym często mózgowym ośrodkiem przyjemności, jest tzw. jądro półleżące (łac. nucleus accumbens). Odgrywa ono zasadniczą rolę w przetwarzaniu bodźców wzmacniających i nagradzających. Szczególny wpływ na aktywność tego ośrodka wywierają czynności z gatunku hedonistycznych, jak podjadanie czekolady, picie alkoholu czy uprawianie seksu. Ale nie tylko… Zaciekawienie światem, celebrowanie chwili, osobista pasja, uprawianie sportu – to zdrowsza droga do stymulacji ośrodka przyjemności.

Co do sportu – jednym ze stanów towarzyszących aktywnemu bieganiu jest „euforia biegacza”. Porównuje się ją czasem do innego z eksplorowanych przez współczesną psychologię stanów, a mianowicie „flow” (przepływu), którego badaniu poświęcił znaczną część swojej kariery znany psycholog Mihaly Csikszentmihalyi. Odpowiedzialna za pojawienie się tego euforycznego stanu jest najpewniej beta-endorfina – jedna z około dwudziestu substancji endorfinowych występujących w ludzkim mózgu.

Endorfiny zawdzięczają swoją nazwę porównaniu do wewnątrzorganicznej (endogennej) morfiny. Podobnie bowiem jak morfina, wpływają endorfiny na uśmierzenie bólu, zaprowadzanie stanu błogości, spokoju i… rozkoszy. Połączenia transmitujące endorfiny znajdziemy w różnych miejscach mózgu, w tym – co dla nas szczególnie istotne – w obszarach układu nagrody z jądrem półleżącym na czele. Endorfiny – podobnie jak serotonina i dopamina – określane bywają w mowie potocznej „hormonami szczęścia”. Dopaminę, o której wiemy, że jest swego rodzaju spiritus movens układu nagrody, łączy z beta-endorfiną szczególna interakcja, której nienaturalne stymulowanie poprzez substancje uzależniające (addyktogeny) może doprowadzić do katastrofalnych skutków.

Dążenie do rozkoszy (czyli wersji ultra tego, co subiektywnie nazywamy przyjemnością) wydaje się wpisane ewolucyjnie w naszą naturę. 

Implant orgazmu

Olds i Milner nie byli jedynymi, którzy badali możliwości zewnętrznej stymulacji układu nagrody. W 2002 r. dr Stuart Meloy, lekarz z Karoliny Północnej, zajmujący się na co dzień leczeniem bólu poprzez wszczepianie elektrod rdzeniowych, zainteresował się wywoływaniem rozkoszy seksualnej przy pomocy tychże właśnie elektrod. Podobnie jak Olds i Milner, Meloy swojego odkrycia dokonał dzięki wypadkowi przy pracy. Jak pisał Gary Stix na łamach amerykańskiego wydania magazynu „Scientific American” (05/2009), podczas jednego z rutynowych zabiegów elektrody przypadkowo znalazły się w innym miejscu niż planowano, wprawiając pacjentkę w stan na tyle ekstatyczny, że bez pruderii wykrzyknęła do lekarza: „Będziesz musiał nauczyć tego mojego męża!”. Meloy raportował po niedługim czasie, że dziesięć spoś...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy