III Festiwal Książki Psychologicznej

Już w najbliższy weekend Sopot zamieni się w miasto przepełnione literacką atmosferą. Na uczestników III. Festiwalu Książki Psychologicznej czekają ciekawe prelekcje i debaty z udziałem ekspertów i ekspertek na temat aktualnych kryzysów społecznych i jednostkowych.
Czytaj więcej

Czechy najlepszą jesienną destynacją rowerową

Czechy oferują doskonałe warunki wypoczynku dla miłośników turystyki pieszej i rowerowej. Parki narodowe, miasta skalne, doliny rzek, jeziora, rozległe winnice przetkane są siecią szlaków turystycznych, wyznaczanych przez Klub Turystów Czeskich już od ponad 130 lat.
Czytaj więcej

Jak zmniejszyć stres nastolatka? 10 rad psychiatry

Każdy członek rodziny wnosi „coś” od siebie do wspólnej codzienności i to „coś” jest absolutnie wyjątkowe. Czasem to „coś” jest powodem do śmiechu, czasem do płaczu, czasem powoduje złość, a nieraz jest przyczyną wielkich zmartwień. Jednak bez względu na to, osobiste „coś” jest niepowtarzalne i wyjątkowe.
Czytaj więcej

Wstęp do psychoanalizy – przeczytaj fragment!

Opublikowany w 1917 roku Wstęp do psychoanalizy to klasyczna książka Zygmunta Freuda, składająca się z 28 wykładów wygłoszonych w latach 1915–1917. Praca ta zapoczątkowała rozwój psychoanalizy jako metody badawczej i środka terapii. W trakcie wykładów Freud omawia znaczenie marzeń sennych, udowadniając istnienie nieświadomości jako jednego z elementów poznania rzeczywistości (pozostałe to świadomość i przedświadomość). Freud wskazuje, że nasza psychika odbiera zjawiska zrozumiałe, które umiemy wyjaśnić, i niezrozumiałe, których na razie wyjaśnić nie potrafimy. W ramach wykładów autor wyjaśnia też podstawy nauk o nerwicach, prezentuje również zasadnicze zręby psychoanalizy: teorię lęku, teorię libido i narcyzmu oraz teorię przeniesienia. Pobierz fragment książki tutaj Informacje szczegółowe o książce: Data premiery: 15.09.2021 Oprawa: twarda Format: 140 x 220 Liczba stron: 432 Link do strony, gdzie można kupić książkę:  https://bit.ly/39IKbZ0
Czytaj więcej

Recenzja "Najpierw Ty"

Ile razy zdarzyło Ci się najpierw pomyśleć o innych i spełniać cudze oczekiwania niż postawić siebie na pierwszym miejscu? Dlaczego tak często, w swoich działaniach zapominamy o sobie? O swoich potrzebach, emocjach, uczuciach i pragnieniach?
Czytaj więcej

„Stany ostre. Jak psychiatrzy leczą nasze dzieci” – przeczytaj fragment książki!

Psychiatrię traktuje się w Polsce jak dziecko – ma być i nie sprawiać kłopotu. Nie odzywać się niepytana. Ta książka jest głosem osób, które od lat się nią zajmują. W różnych miejscach.
Czytaj więcej

Nihil novi

Powiada się, że przysłowia są mądrością narodów. Łacińskie powiedzenie, że historia jest nauczycielką życia, oznacza, że poszczególne zbiorowości potrafią korzystać z doświadczeń swoich przodków. Jednak nie zawsze tak się dzieje. Sonia Shah w książce poświęconej epidemiom pokazuje, jak dawniej radzono sobie z cholerą i innymi chorobami. Jedną z przyczyn szybkiego ich rozprzestrzeniania się była pazerność i chciwość. W XIX wieku epidemia cholery w Nowym Jorku zebrała swoje śmiertelne żniwo wskutek tego, że woda czerpana była z jeziorka Collect Pond, bardzo zanieczyszczonego ściekami. Firma Manhattan Company nie chciała ponosić większych kosztów związanych z budową linii dostarczającej czystą wodę z większych odległości.  Kwestionowano sensowność niektórych rozwiązań, takich jak wprowadzanie kwarantanny lub kordonów sanitarnych. Dzięki nim udawało się ograniczyć zasięg epidemii dżumy – choroby prowadzącej do wysokiej śmiertelności. W XVIII i XIX wieku środowiska biznesowe uważały, że kwarantanna podczas epidemii cholery prowadzi do większych szkód aniżeli sama choroba. Szermowano argumentem, że wprowadzanie ograniczeń jest przejawem despotyzmu i godzi w wolność jednostki. Pewne kwiatki dotyczą psychologii władzy. Państwa europejskie przez wiele lat prowadziły negocjacje w sprawie wprowadzenia systemu wczesnego ostrzegania o epidemiach. Porozumienie w tej sprawie podpisano pod koniec XIX wieku. Jednak władze Włoch w pierwszej dekadzie XX stulecia podjęły wiele kroków, by informacja o epidemii cholery nie przedostała się do opinii publicznej. Nie dość, że cenzurowano teksty prasowe (zakazane było używanie słowa „cholera”), to na dodatek wypłacano specjalne premie dziennikarzom za pomijanie tematów związanych ze zdrowiem i chorobami w ogóle. Miało to zapobiec niepokojom. Oczywiście, takie zabiegi nie sprzyjały budowaniu zaufania do władz, gdyż ludzie dowiadywali się o dużej liczbie zachorowań innymi drogami. Mimo tego w naszym stuleciu władze dążą do monopolu w zakresie informowania o rozprzestrzenianiu się epidemii.  Błędne informacje na temat przyczyn wystąpienia dużej liczby zakażeń również mają długą tradycję. Niegdyś przyjmowano, że przyczyną cholery jest spożywanie nadmiernych ilości zielonego groszku; jako remedium proponowano umiarkowanie w jedzeniu, piciu i seksie! Często za nosicieli choroby uznawano grupy mniejszościowe – w Stanach Zjednoczonych początkowo byli to Irlandczycy, a potem emigranci z Europy Środkowej i Wschodniej. To przykład dobrze znanego psychologom mechanizmu poszukiwania kozła ofiarnego. Czasami poszukuje się kozła ofiarnego po to, by odwrócić uwagę od innych problemów – u nas takim potencjalnym kozłem ofiarnym mieli być imigranci, a kiedy ich nie było, obiektem ataków stały się osoby nieheternormatywne. Atakowanie przedstawicieli służby zdrowia też ma długą tradycję – atakowano nie tylko lekarzy, lecz także placówki medyczne. W wielu przypadkach te ataki uzasadniano faktem, że np. szczepionki przeciwko polio zawierają wirusa HIV; miały one rzekomo ograniczać wielkość populacji muzułmańskiej. Na koniec powróćmy do tego, czy historia nas czegoś uczy. Kiedy myślimy o historii swojego życia, to dawne doświadczenia pozwalają zmodyfikować własne postępowanie i unikać błędów. Gorzej przedstawia się sprawa wykorzystywania dawnych doświadczeń przez zbiorowości. Rzadko wyprowadzane są wnioski z tego, co zdarzyło się niegdyś. Zbiorowości i ich przywódcy zachowują się w obliczu zarazy podobnie do tego, co działo się dawniej, choć skądinąd wiadomo, że to się nie sprawdziło. To bardzo dziwny przypadek braku umiejętności korzystania z wiedzy przez zbiorowości, które uznają siebie za oświecone… 
Czytaj więcej

Okruchy szkła

Królowa śniegu to może najbardziej znana bajka Jana Christiana Andersena. I słusznie zapadła w pamięci dzięki opisowi utraty uczuć przez jej bohatera. Opis Kaja mógłby się znaleźć w podręcznikach psychiatrii dziecięcej i młodzieżowej, ilustrując – zależnie od epoki – nadpobudliwość psychoruchową, zaburzenia zachowania i emocji pojawiające się w dzieciństwie, kryzys preadolescencyjny, całościowe zaburzenia rozwojowe lub zaburzenia ze spektrum autyzmu. Kaj jest chłodny uczuciowo, agresywny słownie, wulgarny, przedrzeźnia dorosłych, nieposłuszny, egoistyczny i samowolny. Zachowuje się ryzykownie, co sprowadza kłopoty na innych.  Andersen napisał Królową śniegu, zanim psychiatria skupiła się wokół paradygmatu genetycznie uwarunkowanego przebiegu rozwoju, a nawet przed erą paradygmatu determinującego rozwój roli traumy wczesnodziecięcej. Można nawet stawiać hipotezę, że opowiedział się proroczo za zgubnym wpływem fałszywej informacji na rozwój dzieci. Pierwszy, słabiej pamiętany rozdział baśni mówi o złym czarowniku, który znajdował przyjemność w straszeniu ludzi. Cieszył go widok smutnych i wylęknionych pesymistów. Potrafił ludzi zmieniać na trwale ponurych i przerażonych, pokazując im w zwierciadle obraz świata, w którym rzeczy piękne jawiły się paskudnie oszpecone, a rzeczy złe i podłe – w swej przyrodzonej brzydocie. Uczniowie akolici czarownika zasmakowali w sprawstwie odbierania ludziom dostrzegania piękna i nadziei. Biegali więc ze zwierciadłem i zmieniali napotkanych w depresyjnych ponuraków. Magia, podobnie jak technika, łatwo wymyka się z rąk tych, którzy są pewni, że nad nią panują. Zwierciadło dosłownie wymknęło się z rąk akolitów czarownika, a ponieważ spadło z wysokości, rozprysnęło się na drobne okruchy. Wtedy się okazało, że magia tkwi w każdej drobinie lustrzanego szkła. Nie trzeba już nawet oglądać zniekształconego obrazu świata. Wystarczy drobinka w oku lub sercu i człowiek staje się ponury i zły. A człowiek ponury i zły krzywdzi innych, nie dba o siebie i kieruje się dążeniem do osiągnięcia celów doraźnych. Współczesna nauka godzi wiedzę o determinacji genetycznej rozwoju i kondycji człowieka z wiedzą o wpływie środowiska na genetycznie warunkowany jego rozwój  i kondycję. Dostrzega też wpływ takich, wydawało się do niedawna, przelotnych czynników, jak pojawiające się co jakiś czas wirusy. Ich życie zależy przecież od możliwości majstrowania w genomie ludzkich komórek. Nieprzypadkowo programy majstrujące w systemach naszych komputerów przejęły od wirusów  nazwę. Aż dziwi, że zniekształcające obraz świata i rozpowszechniane jak patogeny grypy informacje nazywane są fake newsami, a nie wirusami informacyjnymi. A są bardziej szkodliwe dla ludzi niż COVID-19. W covidowym zamrożeniu świata Olga Tokarczuk, jak zdradziła publicznie, odnalazła przyjemność gotowania. Spróbujmy na biało.      ZUPA CHRZANOWA  (chociaż nie tylko) 1 szt.    kalafiora średniej wielkości 1 szt.    pietruszki 1/4    selera 2 szt.    dużych ziemniaków 2–3 łyżki    tartego chrzanu 1/2 litra    wody 1 litr    mleka 1 łyżeczka    soli 4 łyżki    kwaśnej śmietany 1/2    jajka na twardo na osobę Obrać jarzyny. Ziemniaki, pietruszkę i seler włożyć do wysokiego garnka, zalać wodą i gotować 15 minut. Położyć na nich kalafiora łodygą w dół, posypać solą i cukrem, wlać mleko i gotować następne 15 minut. Wyjąć kalafiora. Kiedy wszystko ostygnie, oddzielić z kalafiora najładniejsze różyczki do innej potrawy. Jarzyny i resztę kalafiora zmiksować na gładko, dodać chrzan, wyrównać smak, dodając ewentualnie soli i/lub cukru. Zagrzać. Zaciągnąć śmietaną. Na talerzu posypać posiekanym jajkiem na twardo.  
Czytaj więcej

PIGUŁKI

Moja mama była zombie. Wielkie mi coś, twoja też pewnie była albo twój brat, babcia, ktoś z rodziny. Normalka. Tylko że moja nie bardzo sobie z tym radzi. Nie może się pogodzić, że robiła te wszystkie straszne rzeczy, takie jak gryzienie innych, zarażanie, wyrywanie flaków i tym podobne. A najbardziej, że zjadła tatusia. Nie całego, ale wystarczająco, żeby już nie wstał. Co mam ci powiedzieć, mamo? Każdemu mogło się zdarzyć, nie ma co się przejmować. Pójdziemy do doktora, wszystko się ułoży. Mama uciekła z gabinetu. Doktor mówił, że to zwykły stres pozombiczny, że minie, trzeba po prostu jeść dużo warzyw i ćwiczyć oddychanie, ale mama nie słuchała, tylko patrzyła na jego, w sensie tego lekarza, uszy, które, jak mi później powiedziała, były zupełnie jak uszy taty. A przecież uszy mu też zjadła. W sensie tacie. Znowu schowała się na stryszku. Chciała umrzeć, ale to przecież niemożliwe. Ugotowałem kalafiora, bo przypomina mózg. Musisz się przełamać, mamo, inni rodzice już nawet mielone jedzą i chodzą do parku, a ty ciągle na tym stryszku. Zostawiłem kalafiora przy schodach, wziąłem pigułki i poszedłem spać. Co ma być, to będzie. Kalafior zniknął, dobry znak. Mamę znalazłem w sypialni przy toaletce. Trzeba nakładać grubą warstwę pudru, żeby przykryć bladaczkę. Bardzo mi przykro, mamo, szansa na odzyskanie właściwego koloru skóry jest niewielka, ale od czego mamy kosmetyki? Przypomniałem sobie, że po śniadaniu nie wziąłem pigułek. Niedobrze.  Mama stoi przed lustrem, głowa opuszczona, ciemne włosy zakrywają twarz. Odruchowo wchodzę pod łóżko, zwijam się w kłębek, zaciskam powieki.  Słyszę najlżejszy szmer. 
Czytaj więcej

996

Idę czytać do wanny – nie z wygody, ale z zagonienia. Planuję się ukryć w łazience przed mężem i dziećmi i złapać (mały) oddech. Wiadomo, że w łazience można się nie tylko ukryć, ale i zachować godność, udając konieczność przeprowadzenia skomplikowanych zabiegów higienicznych. No więc wanna jest moim szampanem i truskawką z czekoladą, ale bez wyrzutów sumienia. Jest już późno, nikt nie powinien mieć żadnych potrzeb koniecznych do zrealizowania tu i teraz. Zamierzam czytać w wannie również z innego powodu – podobno w kąpieli nie można zasnąć, więc może uda mi się trochę podgonić lekturę. 
Czytaj więcej