Dołącz do czytelników
Brak wyników

Trening psychologiczny

1 września 2021

NR 9 (Wrzesień 2021)

Czy umiemy przyjmować pochwały i akceptować krytykę?

336

Każdy z nas ma potrzebę bycia ważnym. Chcemy czuć się doceniani i dobrze postrzegani. Problem pojawia się, kiedy ta potrzeba staje się dominująca, a my zaczynamy dopasowywać siebie i swoje zachowania do oczekiwań innych, chcąc zasłużyć na pochwałę i uniknąć krytyki. 
Jak ucieczkę przed krytyką zamienić w samoakceptację? 

W piątej klasie szkoły podstawowej miałam poprawiać sprawdzian z matematyki. Nie w ławce z kartką papieru, ale w obcej klasie i w dodatku przy tablicy. Jeśli można wyobrazić sobie szkolny koszmar, to mój tak właśnie wyglądał – przedmioty ścisłe, tablica, bycie na widoku. Pamiętam, jak się wtedy czułam. Była to dla mnie największa kara i jeden z pierwszych momentów, gdy połączyłam bycie w centrum uwagi z krytyką. Nigdy więcej nie chciałam tego powtarzać i zaczęłam się bać takich sytuacji. Kiedy kilka lat później jako jedyna z klasy rozwiązałam zadanie z matematyki, z którym nie poradziły sobie osoby z profilu rozszerzonego, i zostałam za to pochwalona – uznałam ten fakt za przypadek, zbieg okoliczności. Czułam się jak oszustka. Wszelkie słowa krytyczne traktowałam jako pewnik, a słowa uznania odbijały się ode mnie z prędkością światła. 

Nasze przeszłe doświadczenia mają bardzo duży wpływ na to, jak obecnie radzimy sobie z pochwałą i krytyką. Łatwo uczymy się bać jednych i drugich, jeśli na jakimś etapie swojego życia zaczęliśmy je utożsamiać z niekomfortowymi emocjami. Potwierdzają to badania przeprowadzone przez Christophera Littlefielda, eksperta w dziedzinie doceniania pracowników. Wykazał on, że blisko 70% osób kojarzy uznanie z zażenowaniem lub dyskomfortem, czyli z czymś, czego nie chcemy czuć. 

Każdy z nas ma potrzebę bycia ważnym. Nie ma nic złego w tym, że wszyscy chcemy czuć się doceniani i dobrze postrzegani. Problem pojawia się, kiedy ta potrzeba staje się dominująca, a my zaczynamy dopasowywać siebie i swoje zachowania do oczekiwań innych. W ten sposób chcemy zasłużyć na pochwałę i uznanie oraz uniknąć krytyki. Przesadne zwracanie uwagi na to, co pomyślą inni ludzie, nie tylko wzmacnia nasz lęk przed popełnieniem błędu, ale przede wszystkim umniejsza i zniekształca obraz tego, kim jesteśmy. Kiedy cały czas patrzymy na innych, przestajemy dostrzegać siebie.

POLECAMY

Wierzymy w krytykę, z którą się stykamy, gdy jest ona zgodna z obrazem, który mamy w naszych głowach. Z tymi historiami o nas samych, które snuliśmy latami. Nie wierzymy w pochwały i słowa uznania, bo to, co „dobre”, nie pasuje do małego pokoiku naszych przekonań o sobie. Dokładamy tylko te cegiełki, które pasują do całości. Jeśli przez lata wzmocniliśmy ściany kolejnymi dowodami na nasze braki, to z czasem stają się one solidne i trudne do sforsowania. I jak to bywa z pokoikami – ciasne, duszne i nie są w stanie pomieścić nas w całości. 

Rozmieniamy na drobne nie tylko nasze pomysły, wizje, plany, marzenia, siebie. Unikamy tego, co najbardziej lubimy, nie angażujemy się w rzeczy, które mogą ściągnąć na nas zbytnią uwagę, wyłączamy własne światło, żeby jego blask nie raził innych w oczy. 

Ile jesteś wart?

Sylwia ponad rok pracowała nad założeniem własnego biznesu. Pisała teksty, robiła zdjęcia i była bardzo dumna z efektów. Pewnego dnia w mediach społecznościowych zamieściła swoje zdjęcie w letniej sukience wraz z fragmentem książki, nad którą pracowała. W komentarzach, prócz miłych słów, pojawiły się wypowiedzi: „może wypadałoby schudnąć, zanim zaczniesz się pokazywać”, „nie wiem, co gorsze: to, jak piszesz, czy to, jak wyglądasz”, „sorry, ale dla mnie totalne bzdety”. Co się dzieje w takich sytuacjach? W tym momencie mogą pojawić się dwie reakcje, które prowadzą nas w zupełnie innym kierunku. 
Jeśli takie komentarze natrafią na podatny grunt, czyli dotkną nas wtedy, gdy zmagamy się z niskim poczuciem własnej wartości i syndromem oszusta, nasz wewnętrzny krytyk ma pole do popisu. Utwierdza nas w słuszności tych słów, wmawiając nam, że naprawdę coś z nami jest nie tak: nie jesteśmy wystarczająco szczupli, zdolni, mądrzy, kreatywni. Scalamy się z tymi opowieściami w taki sposób, że stają się naszą tożsamością. W rezultacie następnym razem mocno zastanowimy się, czy np. coś opublikować w internecie, a jeśli to zrobimy, będzie to okupione dużym lękiem. Dodatkowo ze strachu przed krytyką możemy porzucić coś, w czym jesteśmy dobrzy. Osoby zmagające się z syndromem oszusta są bardziej wyczulone na negatywne niż pozytywne informacje. Te z kolei mają większy wpływ na ich mózg i są lepiej zapamiętywane (negativity bias). Dzięki temu powstaje cała kolekcja dowodów na to, że coś jest z tymi osobami nie tak. Moment krytyki jest potwierdzeniem tego, co wiedzieli o sobie od dawna: „Widzisz, jesteś do niczego”, „Było wiadomo, że coś nawalisz”. 

Kiedy mamy stabilne poczucie własnej wartości, możemy powiedzieć sobie: „To były bardzo przykre słowa. Nie zasłużyłam sobie na nie!”. Nie utożsamiamy się z cudzą opinią. Nasz wewnętrzny krytyk może się uruchomić, ale gdy go usłyszymy, nie damy się mu zdominować, m.in. przez praktykowanie życzliwości wobec siebie. To, co mówimy do siebie, i to, jak interpretujemy takie sytuacje, jest bardzo ważne! 

Musimy pamiętać, że zarówno krytyka, jak i pochwały więcej mówią o osobach, które je wygłaszają niż o nas. To nie jest historia o Tobie, lecz o tym, jak Twoje słowa, działania, czyny wpłynęły na kogoś innego. Warto wzmacniać w sobie uważność na to, co wpuszczamy do środka i czym wypełniamy nasz wewnętrzny dom. Może do tej pory w umniejszaniu siebie nie mieliśmy sobie równych, ale najwyższa pora, by otworzyć oczy i uczyć się dostrzegać coś więcej niż kłamstwa, w które wierzymy. Na rozgrzewkę proponuję, abyś odpowiedział/odpowiedziała sobie na następujące pytania: Gdybyś spojrzał/spojrzała na siebie oczami rozmówcy, za co samemu/samej sobie chciałbyś/chciałabyś podziękować? Z czego jesteś dumny/dumna? A w przypadku krytyki: jak możesz się odnieść do tej myśli, żeby wspierała Cię w tym, co dla Ciebie ważne? Te pytania, choć początkowo mogą wydać się niekomfortowe, poszerzają naszą perspektywę patrzenia na siebie. Wpuszczają trochę powietrza, nieco światła do czterech ścian naszego pokoju. 

Czym jest prawdziwa odwaga?

Dr Brené Brown jest autorką metafory, zgodnie z którą miejscem, gdzie pokazujemy siebie, odsłaniamy nasze czułe miejsca, praktykujemy odwagę, ale też narażamy się na groźbę zranienia naszych uczuć, na niepewność, krytykę i odrzucenie jest arena. Znajduje się tam mnóstwo pozycji, na których z chęcią zasiadają ci, którzy jedyne, co mają do zaoferowania, to krytyka i osąd. Krytyka zawsze jest tania, a dodatkowo, w dobie mediów społecznościowych, bardzo tchórzliwa, zwłaszcza gdy ktoś krytykuje anonimowo. W tych momentach, w których zderzamy się z cudzą krytyką, warto pamiętać, że osoby, które zasiadają na trybunach w sekcjach krytycznych, nie są osobami, które kiedykolwiek zdecydują się wyjść na sam środek, odsłaniać siebie i praktykować odwagę. 
Owszem, krytyka będzie boleć, ale jeśli będziemy uzbrajać się przed tym, co mówią inni ludzie, utracimy zdolność do tworzenia więzi, których przecież potrzebujemy. Jak mówi Brene Brown: „Odwaga polega na tym, aby opo...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy