Dołącz do czytelników
Brak wyników

Trening psychologiczny

1 września 2021

NR 9 (Wrzesień 2021)

Reparenting, czyli dlaczego potrzebujemy przeżyć dzieciństwo jeszcze raz

0 377

Każde dziecko potrzebuje bezpiecznej bazy w postaci kochającego opiekuna, z którego ramion wyrusza w nieznany, ekscytujący świat. Jeśli w dzieciństwie nie otrzymaliśmy troski, współczucia i życzliwości, w dorosłym życiu trudniej nam rozumieć i akceptować swoje emocje, radzić sobie ze stresem i życiowymi zakrętami. Możemy jednak ćwiczyć stawanie się dla samego siebie rodzicem, jakiego nie mieliśmy w dzieciństwie, rozwijać silną i zdrową, opiekuńczą część własnego Ja.

Żadne stworzenie nie potrzebuje tak długiego dzieciństwa jak ludzkie dziecko. Dlaczego? Rodzimy się bezradni, całkowicie zależni od opiekunów i przez długi czas potrzebujemy wiele troskliwej opieki w drodze do samodzielności. Wrodzony, biologiczny popęd do nawiązywania więzi jest gwarantem naszego przetrwania. Do takich wniosków doszedł między innymi brytyjski psychiatra i badacz John Bowlby, stwierdzając, że w wyniku ewolucji rodzice i dzieci rozwinęli instynktowną, opartą na mechanizmach biologicznych, głęboką więź uczuciową. Co więcej, nasze wczesne relacje mają fundamentalny wpływ na sposób doświadczania i regulowania emocji w całym późniejszym życiu oraz postrzegania siebie w relacjach z innymi. 

Kiedy dziecko płacze, troskliwy opiekun stara się je ukoić. Troska reguluje emocje i niweluje dystres. Kochające ramiona rodzica to bezpieczna baza, z której dziecko stopniowo i coraz śmielej wyrusza w nieznany, ekscytujący świat, zaspokajając tym samym ciekawość oraz potrzebę autonomii. Eksplorując i poznając nowe terytoria, czasem się czegoś przestraszy, a to uruchomi jego system wykrywania zagrożeń. Jeśli może wtedy powrócić do czułych ramion responsywnego, wspierającego (jednocześnie nie nadopiekuńczego) rodzica, po uspokojeniu się znów śmiało wyruszy przed siebie. Kochający rodzic to zatem przede wszystkim opiekun, do którego dziecko może zwrócić się za każdym razem, gdy potrzebuje ukojenia. 

Życzliwość jako fundament bezpiecznego przywiązania 

Wspierająca postawa rodzica prowadzi do rozwinięcia się u dziecka bezpiecznego stylu przywiązania. Troska tworzy połączenia neuronalne w mózgu odpowiadające za rozwój systemu regulacji emocji – kojenia i afiliacji. Ten system zapewnia nam poczucie ochrony i jest podstawą dobrostanu. Wycisza system wykrywania zagrożeń, zmniejszając poziom pobudzenia: obniża tętno, ciśnienie krwi, zwiększa produkcję oksytocyny i endorfin. Następuje równowaga pomiędzy trybem współczulnym i przywspółczulnym układu nerwowego i prawidłowe działanie nerwu błędnego, który odgrywa kluczową rolę w regulacji emocji. Dzięki temu optymalnie może pracować zarówno system odpornościowy, trawienny, jak i oddychania. 

POLECAMY

Surowy, autorytarny styl wychowawczy, karanie dziecka, przemoc, chłód emocjonalny, zawstydzanie, krytykowanie, prowadzą do pozabezpiecznego stylu przywiązania i upośledzenia funkcji mózgu. Dziecko nie wykształca zdolności do samodzielnej regulacji emocji, staje się nadmiernie pobudzone, co prowadzi do chronicznego stresu. W dorosłym życiu będzie mu trudno rozumieć i akceptować swoje emocje, radzić sobie ze stresem i dodawać sobie otuchy na życiowych zakrętach. Kiedy system kojenia i afiliacji jest niedostępny, może prowadzić to do poważnych problemów natury psychicznej.

Reparenting, czyli przeżyć dzieciństwo raz jeszcze 

Wszystkie nasze przeżycia w interakcji z rodzicami stymulują określone komórki nerwowe i tworzą sztywne połączenia synaptyczne między nimi. Odpowiadają one za utrwalone wzorce przeżywania i reagowania – np. stale aktywny system wykrywania zagrożeń. Choć związanych z traumą ścieżek neuronalnych nie da się z mózgu całkiem usunąć, możemy stworzyć inne, które pozwolą lepiej radzić sobie z regulacją emocji. Codziennie powstają w naszym mózgu nowe neurony i połączenia między nimi, a poprzez odpowiednią praktykę możemy stymulować takie, które zmienią sposób działania naszego umysłu. 

Wiele badań dowodzi, że już samo wyobrażenie sobie, że ktoś okazuje nam współczucie, troskę i życzliwość, wystarczy, by pobudzić system kojenia i afiliacji, a tym samym wyciszyć system wykrywania zagrożeń. Poprzez pracę wyobrażeniową możemy skutecznie ćwiczyć stawanie się dla samego siebie rodzicem, jakiego nie mieliśmy w dzieciństwie, rozwijać silną i zdrową, opiekuńczą część Ja. W ten sposób kształtujemy niejako wtórne bezpieczne przywiązanie, wnosząc korektę do zapisów w biologii naszego mózgu. 

Wewnętrzny Opiekun vs. Karzący Rodzic

Świeżo upieczeni rodzice często zarzekają się, że nie powtórzą tych samych błędów, co ich ojciec lub matka. Niestety, nierzadko orientują się, że używają podobnych komunikatów werbalnych i zachowują się wobec własnych dzieci niemal identycznie, jak kiedyś robili to wobec nich rodzice. 

Nie musimy jednak mieć dzieci, żeby odkryć, że postępujemy podobnie wobec dziecięcych aspektów naszego „Ja”, jak kiedyś nasi rodzice. W naszym umyśle nieustannie toczą się rozmowy. Są stale obecne, choć tak subtelne, że często nawet nie jesteśmy ich świadomi. W dużej mierze stanowią odbicie naszych dziecięcych interakcji z matką i ojcem. Jeśli rodzic był przede wszystkim ciepły, czuły i empatyczny – uwewnętrzniliśmy go i w podobny sposób będziemy się zwracać sami do siebie, czyli troskliwie i z szacunkiem. Jeśli był krytyczny, surowy, zniecierpliwiony, wymagający, mówił do nas podniesionym głosem, wyśmiewał lub upominał – zapewne taki głos dominuje obecnie w przestrzeni naszej psychiki. Dziecięca część naszego „Ja” – wewnętrzne Wrażliwe Dziecko – wciąż jest adresatem tych komunikatów. W swoim wewnętrznym domu nie czuje się bezpiecznie, ponieważ nadal jest przy nim część, która skopiowała te najbardziej bolesne postawy i zachowania rodziców (a także innych ważnych postaci, takich jak nauczyciele, trenerzy czy rodzeństwo). 
Jeffrey Young, twórca Terapii Schematów zaproponował dla tego aspektu naszej osobowości umowną nazwę: Karzący Rodzic. Będąc w fuzji z surowym, krytycznym głosem rodzicielskim, złościmy się na siebie, obwiniamy, wywieramy na siebie presję, możemy mieć poczucie, że zasługujemy na karę i potępienie, myśleć: „Jestem do niczego”, „Jestem gorszy”, „Zaraz wszyscy się zorientują, jakim jestem nieudacznikiem” itd. Na szczęście rzadko nasze interakcje z rodzicami wiążą się wyłącznie z cierpieniem. Uwewnętrzniliśmy również ich wspierające i zdrowe aspekty. Głos Wewnętrznego Opiekuna kształtował się w wyniku pozytywnych interakcji nie tylko z matką czy ojcem, ale też dzięki opartym na szacunku i życzliwości relacjom z innymi ludźmi. Wewnętrzny Opiekun kieruje do nas pełne troski, życzliwe słowa, uspokaja nas w obliczu życiowych trudności, pozwala podejmować mądre decyzje, daje oparcie i nadzieję. 

Kapitan statku

Opiekun to strona w naszym wnętrzu, która bez względu na rozmiary traum, jakich doznały części dziecięce, pozostaje nieuszkodzona. Ten życzliwy, mądry, uważny, troskliwy i zaangażowany Wewnętrzny Opiekun stabilizuje psychikę poprzez uważną obserwację i opiekę nad wrażliwymi (a czasem dotkliwie straumatyzowanymi) częściami dziecięcymi. Według Lisy Spiegel, autorki książki Wszystkie części mile widziane, „Ja” jest czynnikiem uzdrawiającym wewnątrz każdej ludzkiej istoty: „Możemy myśleć o Ja jak o kochającym, życzliwym przywódcy”. Bessel van der Kolk, jeden z najważniejszych na świecie ekspertów w dziedzinie traumy, opisuje stan przywództwa „Ja” jako poczucie zarządzania samym sobą. Do wrodzonych cech Ja zaliczają się: współczucie, odwaga, pomysłowość, jasność, spokój, ciekawość i cierpliwość. 

W życiu mierzymy się z wieloma trudnymi sytuacjami, dlatego wszyscy potrzebujemy silnego, stabilnego Opiekuna w naszym wnętrzu. Kiedy jesteśmy w jego trybie, czujemy się ugruntowani, połączeni ze sobą i z innymi, mamy w sobie oparcie, jesteśmy pewni siebie, autentyczni. Prawdopodobnie każdy z nas przeżył choćby kilka razy w życiu takie chwile, gdy doznawał stanu równowagi, był spokojny, a jednocześnie żywy emocjonalnie, nieodcięty czy zamrożony. Byliśmy wtedy uważni, otwarci i zaciekawieni, nieoceniający, życzliwie nastawieni do siebie i świata. Mieliśmy poczucie, że codzienny chaos myśli i uczuć ustępuje miejsca spokojnej i cichej obecności w naszym wnętrzu. Tak jakby pojawiało się więcej przestrzeni, oddechu, więcej pogody ducha i łagodności.

Przywołując te jakości w sobie, możemy odwołać się do swojego ulubionego nauczyciela ze szkoły albo innego autorytetu, kogoś, kto nas naprawdę rozumiał, traktował sprawiedliwie, był wobec nas życzliwy, motywujący. Taki opiekun wzmacnia poczucie własnej wartości, naturalnie motywuje, ucząc zaufania do siebie. Opiera wszystkie swoje działania na szacunku i empatii, zawsze starając się zrozumieć perspektywę dziecka. Nie oznacza to, że pobłaża mu nadmiernie. Formułuje realistyczne oczekiwania, potrafi je dyscyplinować, konfrontować z problematycznymi zachowaniami, ale robi to w sposób łagodny, nienaruszający godności drugiej strony. 

Siła wyobraźni

Wyobraź sobie cytrynę. Soczystą, pachnącą. Przekrawasz ją na pół i wyciskasz sok, który tryska wprost na Twój język. Poczuj, jak kwaśne strużki spływają po ściankach gardła. Czy zauważasz w ustach wzmożoną produkcję śliny? Już samo wyobrażenie cytryny stymuluje obszar w mózgu zwany podwzgórzem, którego zadaniem jest przygotowanie organizmu do spożycia pokarmu. Jeśli rano pokłóciłeś się z partnerem i po południu w szczegółach opowiadasz o tym przyjacielowi, prawdopodobnie poczujesz silne emocje. Gniew, szybszą akcję serca, może nawet zaczniesz mówić podniesionym tonem głosu i wymachiwać rękami. Wyobrażenie kłótni stymuluje te same obszary mózgu, które były wzbudzone w oryginalnej sytuacji – Twój system wykrywania zagrożeń został aktywowany. 

W życiu mierzymy się z wieloma trudnymi sytuacjami, dlatego wszyscy potrzebujemy silnego, stabilnego Opiekuna w naszym wnętrzu, który skieruje do nas pełne troski, życzliwe słowa, da oparcie i nadzieję.

Tak samo dzieje się, gdy Karzący Rodzic szydzi z nas i krytykuje. Jego postać nie jest przecież kimś realnym – jest tylko głosem w naszej głowie, w pewnym sensie „wyobrażeniem”. Mimo to ma potężną moc oddziaływania na nasz umysł i ciało. Mięśnie napinają się, jesteśmy zestresowani. Co się stanie, gdy nauczymy się wyobrażać sobie wspierający głos, kogoś życzliwego i okazującego wsparcie? Prof. Paul Gilbert, badacz i twórca Terapii Skoncentrowanej na Współczuciu (CFT), zapewnia, że jeśli skoncentrujemy umysł na życzliwości i trosce, to wpłynie to na nasze uczucia i w szczególny sposób będzie stymulować procesy zachodzące w naszym ciele i umyśle.

W swojej książce Uważne współczucie pisze tak: „Z badań naukowych wiemy, że koncentracja na okazywaniu troski i na jej doświadczaniu może nieść liczne korzyści dla emocjonalnego dobrostanu. Uzyskane wyniki wskazują, że im bardziej skupimy się na życzliwości oraz wsparciu dla innych i dla siebie, tym jesteśmy szczęśliwsi i zdrowsi”. Poprzez ćwiczenia wyobrażeniowe, w których tworzymy obraz Wewnętrznego Opiekuna, możemy rozwijać i wzmacniać w sobie zdolność do współczucia i okazywania sobie troski.

WARTO WIEDZIEĆ

Fuzja – inaczej złączenie się, wchłonięcie czegoś, symbioza z...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy