Dołącz do czytelników
Brak wyników

Poradnik pozytywnego myślenia na czas wyzwań

1 września 2021

NR 9 (Wrzesień 2021)

O, powieści!

0 91

Odnalazłam to słowo w powieści Eriki Jong, Strach przed lataniem: „book­less”. Do dzisiaj używam je po angielsku, bo nie wiem, jak przetłumaczyć: „bezksiążkowa”, „bezksiążebna”? Używam też słowa „booklessness” na określenie szczególnego rodzaju samotności połączonej ze swoistym rozżaleniem, które towarzyszy mi, kiedy kończę czytać książkę, a nie mam następnej, albo – co gorsza – w hotelu na jakimś wyjeździe orientuję się, że zapomniałam ją spakować. Chociaż całym sercem kocham też wiersze oraz czytuję książki opacznie nazywane rozwojowymi, dotkliwa booklessness dotyczy u mnie jedynie powieści. 

Pamiętam, jak kiedyś Zadie Smith, której powieść O pięknie stoi na mojej Półce z Ukochanymi Książkami, powiedziała, że tak jak istnieją dobrzy pisarze i słabi pisarze, istnieją też dobrzy i słabi czytelnicy, chociaż ten drugi podział pozostaje ukryty. To zdanie zostało we mnie jak drzazga, bo wiem, że chociaż bywam dobrą i wnikliwą czytelniczką, często bywam też czytelniczą grafomanką, nieuważną, powierzchowną, orientującą się po trzech stronach, że przecież to już czytałam. Niedostępne dla mnie pozostają powieści naprawdę wybitne, jeżeli nie spełniają kilku warunków, które tworzą mój indywidualny i nie do końca dla mnie samej zrozumiały algorytm: Bóg raczy wiedzieć czemu potrzebuję, żeby powieść była napisana w czasie przeszłym, a nie teraźniejszym, żeby miała wyraźne postacie pierwszoplanowe, którym coś się jednak przydarza częściej niż raz na dziewięćdziesiąt trzy strony (odpada Sebald), żeby wśród tych pierwszoplanowych postaci były też kobiety (odpada wielu pisarzy i parę dobrych pisarek). Potrzebuję też, żeby oko narratora było przenikliwe i nieckliwe, a jednak w ostatecznym rozrachunku czułe, a nie zimne albo cyniczne (odpada Murakami, chyba że czegoś nie rozumiem, a już na pewno Houellebecq, którego Cząstki elementarne wypełniły mnie po brzegi takim obrzydzeniem, że pierwszy i na razie ostatni raz w życiu w akcie zemsty wyniosłam książkę na śmietnik). 

No i język! Szukam literatury pięknej, a nie niepięknej, chociaż to ta druga systematycznie okupuje rankingi bestsellerów. 

POLECAMY

Ukochani pisarze i pisarki przyprawiają moje serce o miłosny trzepot. Stojąc teraz przed Półką z Ukochanymi Książkami, przesuwam palcami po grzbietach i widzę ich książki: Olgi Tokarczuk, José Saramago, Paula Austera, Elizabeth Strout, Zadie Smith, Chimamandy Ngozi Adichie, Alessandro Baricco, Magdaleny Tulli, Richarda Flanagana. Kim byłabym bez nich? Na pewno sama, w swoim skromnym zakresie, nie mogłabym pisać, niezasilona ich talentem i owocami ich wielkiego znoju, bo dla większości pisarzy, sądząc po tym, co sami mówią, pisanie nie jest łatwą robotą. „Sam proces jest okropny” – podsumował krótko Richard Flanagan, którego genialną twórczość poznałam dlatego, że Olga Tokarczuk powiedziała w jednym z wywiadów, że przegadała z nim na temat pisania całą noc, co uznałam za wystarczającą rekomendację. To właśnie ona powiedziała w swojej noblowskiej mowie, że „pomiędzy narratorem opowieści a czytelnikiem czy słuchaczem rodzi się emocjonalne porozumienie bazujące na empatii. Ta zaś ze swej natury zbliża i niweluje granice – bardzo łatw...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy