Mnie i modzie zazwyczaj było nie po drodze. Kiedy rządziło gładkie lico, u mnie królował wąs, obecnie, gdy nawet podrostki pielęgnują brody, ja cenię sobie policzki zdecydowanie gołe. Podobnie jest z ubraniami, dietą, wystrojem wnętrz. Dlatego też, gdy królowało własnych przodków z przepastnych archiwów odkopywanie, ja chlubiłem się posiadaniem (nieposiadaniem?) antenatów w ciemnych odmętach dziejów głęboko pochowanych. Teraz, gdy restaurowanie genealogicznej roślinności przebrzmiało, wybrałem się do placówki oferującej kompleksowe zbadanie przeszłości do siedemnastu pokoleń wstecz w celu zlecenia analizy historycznej moich familijnych gałęzi. Nadmienię, iż ojca swego i matkę naturalnie znam, lecz o dalszych przodkach wiedzę posiadam nader skromną, rodzice bowiem nieskorzy byli do opowieści o praszczurach, skąd ta powściągliwość wydało się dość szybko.
Już po kilku tygodniach otrzymałem pierwsze akta, z których niezbicie wynikało, iż dziadek mój ze strony matki był złodziejem, dziad zaś ze strony ojca zniesławił się podwójnym morderstwem dokonanym z zimną krwią. Brata jego, skazanego na katorgę za defraudację publicznego grosza, na zesłaniu poddano wyrokowi śmierci po napadzie na konwój z carskim złotem. To był jednak czubek góry przestępczej. Moi ascendenci byli bowiem kolejno: koniokradem, stręczycielem, złodziejem zwłok, rozbójnikiem, lichwiarzem, grabarzem, katem. W liniach żeńskich zaś figurowały: kleptomanka, paserka, stręczycielka, rozbójniczka, dzieciobójczyni i znowuż stręczycielka. Przez kilka dni nie wychodziłem z domu i tępo wpatrywałem się w winylową tapetę w kolorze butelkowej zieleni. Wówczas spłynęły kolejne opracowania, z których niezbicie wynikało, że i dalsza prarodzina pełna była kieszonkowców, dziewcząt nieobyczajnych, chuliganów, włóczęgów i zwykłych opryszków. Nie było ani jednej, podkreślę to a n i j e d n e j osoby, która nie miałaby czegoś na sumieniu, zresztą, jakim sumieniu!
Wydało mi się to podejrzane, wybrałem się więc ponownie do placówki genealogicznej i podałem w wątpliwość jakość stosowanych przez nich procedur. Spotkałem się z dość obcesową odpowiedzią, ba, z sugestią, iż unikam z twardymi faktami konfrontacji powodowany tchórzostwem. Wówczas to zaszło we mnie coś bez mała transgresyjnego. Wszyscy ci niechlubni przodkowie stanęli za mną niejako murem i poczułem w sobie przypływ niekoniecznie słusznego, lecz niepowstrzymanego gniewu. Za poły chwyciłem pracownika mnie obsługującego. Zdaje się, iż sam wyraz mej twarzy powiedział mu na tyle dużo, że w portki narobił. Wtedy zjawił się właściciel owej firemki i wyjaśnił, że nazwisko me podobnie do innego brzmiące pomylono, w związku z czym od nowa poszukiwania trzeba będzie zacząć.
Było już jednak za późno. Odezwała się we mnie stara krew, właściciel był pierwszym, od którego ściągnąłem haracz. Następnie kradzionym autem sportowym udałem się do lokalu gnieżdżącego lokalną grupę przestępczą. Nie wdając się w drastyczne szczegóły: podporządkowałem sobie tę gromadkę i pnę się coraz wyżej i wyżej. Czy też coraz niżej i niżej, jeśli wolicie.
Czytaj więcej
Gdy czujemy smutek, zdarza się, że pierzchamy. Boimy się wtedy własnego towarzystwa, nie kontaktujemy się ze sobą, nie odbieramy swoich własnych telefonów. Ale uczucie nie znika tylko dlatego, że nas nie ma, że nie jesteśmy ze sobą w kontakcie. Raczej odwrotnie: smutek właśnie wtedy się nasila.
Czytaj więcej
„Bo ty zawsze…”, „Bo ty nigdy…” – takie słowa to stały element niemal każdej kłótni. Mają zdecydowanie atakujący charakter, więc już po chwili okładamy się nawzajem słowami i decybelami. A gdyby tak podejść w inny sposób? Nie traktować słów jako ciosów, przed którymi trzeba się bronić? Uznać je za nieumiejętny sposób wyrazu frustracji oraz niezaspokojonych potrzeb i wspólnie poszukać rozwiązań?
Czytaj więcej
Nie chcemy, aby nasze dzieci się smuciły, bały albo denerwowały. Problem w tym, że nie uchronimy ich przed takimi emocjami. Możemy jednak sprawić, że będą je właściwie rozpoznawać, nazywać i rozumieć. To prosta, choć niełatwa droga do otwartości, pewności siebie i poczucia własnej wartości.
Czytaj więcej
Wewnętrzny krytyk skupia się na deficytach, potępianiu i karaniu. Patrzy w przeszłość i wypomina stare błędy. Współczujące Ja zaś koncentruje się na tym, co zrobiliśmy dobrze, na zauważaniu dobrych intencji i starań. Podkreśla progres, daje nadzieję, z ufnością spogląda w przyszłość.
Czytaj więcej
Natłok myśli, pisanie w głowie czarnych scenariuszy, ciągłe rozpamiętywanie minionych zdarzeń... Efekt? Problemy z zaśnięciem lub nocne wybudzenia. Jak sobie z tym poradzić? Sen jest czułym barometrem naszych emocji, dlatego metody autoterapeutyczne oraz przestrzeganie zasad higieny snu bywają skuteczniejsze niż tabletka.
Czytaj więcej
Jak radzić sobie w trudnych czasach? Trudnych – znaczy zagrażających, nieprzewidywalnych, przerażających. Co z nami? Co z naszą przyszłością, skoro świat stał się tak okrutny i nieprzewidywalny, skoro możliwa jest agresja łamiąca wszelkie prawa człowieka?
Czytaj więcej
Wybitni fotograficy starali się oddać prawdę o fotografowanych osobach. Portrety Alberta Camusa czy Trumana Capote autorstwa Henri Cartier-Bressona nie zawierają żadnych upiększeń, np. na ich twarzach widać zmarszczki, ale jednocześnie fotografowi udało się uchwycić ważne właściwości tych pisarzy i filozofów. Cartier-Bresson uznawany jest za wybitnego przedstawiciela fotografii „szczerej”. Fotografował sceny z życia codziennego, niczego nie upiększając. Może wynika to z faktu, że uprawiał on fotografię analogową. Retuszowanie fotografii było wówczas bardzo pracochłonne i nie zawsze udawało się uzyskać zadowalający rezultat.
Wraz z rozpowszechnieniem się fotografii cyfrowej sytuacja zmieniła się diametralnie. Możliwości oferowane przez programy do edycji fotografii obejmują różne sposoby upiększania portretowanych osób czy pejzaży. Klienci biur turystycznych zachwycają się pięknem kraju, który zamierzają odwiedzić; na miejscu czar pryska i zieleń bujnej roślinności zastępują widoki wyschniętych krzewów. Przy fotografowaniu ludzi można usunąć im zmarszczki, pieprzyki na twarzy czy podbródek. Można też zmienić odcień ich skóry. Ktoś o bladej twarzy zyskuje opaleniznę. Czasami ingerencje idą tak daleko, że nagle ktoś o obfitych kształtach staje się szczupły, a na brzuchu mężczyzny pojawia się imponujący kaloryfer.
W mediach społecznościowych wszyscy stosują podobną konwencję – starają się przedstawić siebie w najkorzystniejszym świetle. Pojawia się tu interesująca asymetria. Wiemy, jakie zabiegi musieliśmy wykonać, by wyglądać bardziej korzystnie. Natomiast nie znamy zabiegów, jakimi posłużyli się inni, by przedstawić swój „udoskonalony” wizerunek. Wierzymy, że wyglądają tak, jak na zdjęciach. W efekcie, porównując siebie z innymi, czujemy się gorsi, gdyż zdajemy sobie sprawę z tego, jak faktycznie sami wyglądamy.
W efekcie opisane zjawisko prowadzi do idealizacji innych przy jednoczesnym pogorszeniu obrazu własnej osoby. Obecnie takie zjawisko się nasila. W czasie pandemii bezpośrednie kontakty z innymi są znacznie ograniczone. Innych widzimy na ekranie laptopa. Osoba, z którą rozmawiamy, może wybrać wirtualne tło, np. egzotyczną plażę czy wyniosły łańcuch górski. Może też, odpowiednio manipulując oświetleniem, sprawić, że będzie wyglądała atrakcyjnie. Gdy bezpośrednio spotykamy się z osobą poznaną w internecie, możemy doznać zawodu, mimo tego że osoba ta ma starannie dobrany makijaż, czy też roztacza zapach wytwornych perfum. Można powiedzieć, że osoba, którą znaliśmy wcześniej w postaci cyfrowej – jako chmury pikseli na ekranie laptopa – pojawia się w postaci analogowej. Retusz bywa tu trudniejszy.
Idealizacja występuje również w początkowej fazie miłości. Partner lub partnerka są widziani przez różowe okulary. Czasami ludzie pragną tego, by faza zakochania trwała wiecznie, by czas niejako się zatrzymał. Jednak czas płynie nieubłaganie, ujawniają się wady drugiej osoby, które mogą być irytujące. Dla kogoś ceniącego czystość i porządek partner bałaganiarz staje się coraz trudniejszy do zniesienia.
Warto pamiętać o tym, że ideały w świecie pojawiają się bardzo rzadko. Wszyscy jesteśmy nosicielami cech pozytywnych i negatywnych – tyle tylko, że występują one w różnych proporcjach. Skąd zatem tendencja do idealizowania partnera w fazie zakochania? Być może wiąże się to z faktem, że w początkowej fazie związku dominuje namiętność, dzięki której mózg zalewany jest endorfinami znanymi jako hormony szczęścia.
Niezależnie od tego, czy uznamy powyższą argumentację za prawdziwą, ludzie i tak będą się zakochiwali. Będą z tego powodu szczęśliwi, a gdy miłość minie, bardzo nieszczęśliwi.
Czytaj więcej
„Co się z nim stało?” – łamiemy sobie głowy, gdy ktoś, kto jeszcze niedawno był chodzącym ideałem, staje się psychicznym krzywdzicielem, myślącym wyłącznie o sobie, obojętnym na uczucia innych egocentrykiem. A odpowiedź może być tyle prosta, co bolesna: wpadliśmy w sidła narcyza.
Czytaj więcej
Nasz umysł chadza różnymi drogami, różnymi sposobami docieramy do celu. Warto poznać swój styl poznawczy i typ umysłu, by wiedzieć, jakie są nasze preferencje, a co może nam sprawić trudność.
Czytaj więcej
Wiele osób, żeby odnaleźć siebie, decyduje się na głębokie zmiany. Żyjąc z dnia na dzień, w szybkim tempie rzeczywiście można stracić kontakt z samą/samym sobą. Czy warto jednak wszystko rzucić i wyjechać w Bieszczady? A jeśli tak, to co zrobić, żeby taka zmiana okazała się korzystna?
Czytaj więcej
Cukrzyca może zaburzyć życie seksualne. U mężczyzn może doprowadzić do impotencji, kobietom może odbierać przyjemność płynącą z intymnych kontaktów. Na szczęście można temu zaradzić, choć to niełatwe i może wymagać wyrzeczeń oraz cierpliwości. Warto jednak spróbować.
Czytaj więcej