Dołącz do czytelników
Brak wyników

Trening psychologiczny

21 kwietnia 2022

NR 5 (Maj 2022)

Jak się dogadać w cyklonie kłótni

0 739

„Bo ty zawsze…”, „Bo ty nigdy…” – takie słowa to stały element niemal każdej kłótni. Mają zdecydowanie atakujący charakter, więc już po chwili okładamy się nawzajem słowami i decybelami. A gdyby tak podejść w inny sposób? Nie traktować słów jako ciosów, przed którymi trzeba się bronić? Uznać je za nieumiejętny sposób wyrazu frustracji oraz niezaspokojonych potrzeb i wspólnie poszukać rozwiązań?

Czym charakteryzuje się zdrowa relacja? Znalezienie odpowiedzi na to pytanie stanowi spore wyzwanie. Dużo łatwiej wskazać, co w relacji nie działa. To efekt zakorzenionego głęboko w naszych mózgach pierwotnego odruchu, by szybko zbierać i zapamiętywać negatywne doświadczenia. Przed tysiącami lat decydował on o przetrwaniu. Pozwalał szybciej identyfikować potencjalne niebezpieczeństwo i zapobiegać mu – omijać zagrażające miejsca, unikać drapieżników czy szybko zapamiętywać szkodliwe pokarmy. Teraz ten sam mechanizm sprzyja erozji relacji. Zamiast bowiem koncentrować się na tym, co dobre i pożądane, wyłapujemy niedostatki w relacji i pielęgnujemy krzywdy. 
Naprawianie tego, co nie działa, ma oczywiście głęboki sens. Ale żeby zbudować trwały, zdrowy i silny związek, potrzebujemy jeszcze dobrego spoiwa. Filarów, na których możemy budować dobrą relację. Poszukajmy ich, zaczynając od zrozumienia potrzeb drugiej strony. Wykorzystamy do tego energię płynącą z kłótni.

POLECAMY

O co te wszystkie kłótnie?

„Bo ty zawsze…”, „Bo ty nigdy…” – prawdopodobnie każda z osób czytających ten artykuł usłyszała kiedyś takie słowa. I niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto sam ich nie użył. Ja nie rzucę. Padają zwykle podczas kłótni i mają zdecydowanie atakujący charakter. W ogniu walki łatwo odpowiedzieć kontratakiem. I już po chwili okładamy się nawzajem słowami i decybelami, aż w końcu energia burzy wypala się i zostają zgliszcza do posprzątania. 
A gdyby tak podejść w inny sposób? Nie traktować słów jako ciosów, przed którymi trzeba się bronić? Uznać je za nieumiejętny sposób wyrazu frustracji i niezaspokojonych potrzeb? Już słyszę odpowiedź: „A dlaczego mam skupiać się na jego/jej potrzebach?! A co z moimi?!”. W zdrowej relacji potrzeby obu stron są tak samo ważne. Przeciągając linę i licytując się na krzywdy, nie dotrzemy do nich, a jedynie poranimy się nawzajem. Zatem jeszcze raz: głęboki oddech: 10, 9, 8, 7…
Większość kłótni jest wyrazem nadmiernej frustracji. Mamy względem drugiej strony oczekiwania, których nie spełnia. Frustracja wzbiera – niekiedy dyskretnie i stopniowo, niekiedy szybko narastającą falą – aż w końcu emocje biorą górę. Poczucie krzywdy staje się tak duże, że całkowicie wyłącza się trzeźwe myślenie. Tym samym gwałtownie maleją szanse na dogadanie się i wypracowanie zdrowego kompromisu. Jak w takim razie dogadać się, usłyszeć siebie nawzajem? Możliwości są dwie: reagować, zanim frustracja stanie się zbyt silna, lub umówić się z partnerem(-ką) na powrót do rozmowy, gdy emocje po kłótni opadną. Która droga jest tą właściwą? To zależy od dwóch rzeczy: temperamentu i wzorców wyniesionych z domu.

Czym skorupka za młodu nasiąknie…

Wyobraźmy sobie, że nasz mózg to komputer, a temperament to procesor, który decyduje o jego pracy – o tym, jak szybko uruchamiają się różne programy (np. „złość” albo „potrzeby”), jak łatwo możemy je wyłączać czy też przełączać się między nimi oraz jak łatwo nasza „maszyna” może się przegrzewać. Tą maszynerią zarządza system operacyjny, czyli osobowość. Mamy w nim zarówno interfejs użytkownika (czyli widoczne przejawy zachowania oraz nasze świadome przemyślenia), jak i niewidoczne dla użytkownika (nieświadome i odruchowe) wewnętrzne procesy kierowania np. uwagą czy pamięcią.
Temperament to coś, z czym przychodzimy na świat. Osobowość jest wypadkową naszej biologicznej charakterystyki oraz „instalowanych” w interakcjach z otoczeniem (szczególnie z ważnymi osobami) instrukcji, jak kierować swymi emocjami, zachowaniem, jak wyjaśniać sobie różne wewnętrzne i zewnętrzne zdarzenia. Im czegoś częściej czy silniej doświadczamy w dzieciństwie (np. krytyki czy poczucia winy), tym większy ślad pozostawia to w wewnętrznych procesach. Im bardziej coś się sprawdza w działaniu, tym mocniej wpływa na interfejs użytkownika. Brzmi abstrakcyjnie? Zbudujmy zatem model i puśćmy go w ruch. Niech główną postacią będzie energiczny chłopiec.
Maciek jest bardzo żywym sześciolatkiem (cecha temperamentu). Dużo się rusza i prawie cały czas mówi. Często jest głośny i nieuważny w swoich zabawach, przez co czasem zdarza mu się coś nieumyślnie zniszczyć.
Dodajmy do modelu ważną osobę: tatę Maćka – równie energicznego i impulsywnego jak chłopiec (w końcu po kimś odziedziczył temperament). Mamy więc dwa wulkany energii – szykuje się dynamiczny model. Podnieśmy jeszcze trochę poziom złożoności i ustalmy czas akcji na piątkowe popołudnie, kiedy obaj mają za sobą intensywny czas – Maciek w przedszkolu, tata w pracy.
Jesteśmy w przedszkolnej szatni. Zbliża się godzina 17. W piątkowe popołudnie sporo wieszaków jest już pustych. Widocznie rodzice odebrali dzieci nieco wcześniej. Tata czeka przy szafce Maćka. Jest wyraźnie zmęczony. Przybiega jego syn. Ma niezadowoloną minę. Pyta ojca: „Tata, czemu przyszedłeś po mnie tak późno? Inne dzieci już poszły, a chciałem się z nimi jeszcze chwilę pobawić na dworze!”.
A teraz wprowadźmy zmienną – niech w pierwszym scenariuszu tata Maćka będzie sfrustrowanym rodzicem, który z powodu zmęczenia ma trudności z empatią. 
Słysząc wyrzut ze strony syna, odpowiada ze złością: „Słuchaj, spieszyłem się, żeby jak najszybciej cię odebrać, a ty jesteś niezadowolony! Zbieraj się i idziemy do domu!”. 
Skarcony syn milknie i zbiera się do wyjścia. Po drodze do domu mało ze sobą rozmawiają. Maciek idzie wyraźnie wolniej niż zazwyczaj, co dodatkowo budzi irytację ojca. W którymś momencie jego rozdrażnienie staje się na tyle duże, że znów karci chłopca: „Co jest z tobą nie tak?! Jestem zmęczony, głodny i chcę już być w domu, a ty się ociągasz!”. Maciek nieco przyspiesza, ale po twarzy widać, że jest coraz bardziej rozżalony i rozzłoszczony. Wchodzą do domu, rozbierają się. Syn przytula się do matki, ojciec w milczeniu idzie do lodówki, żeby przygotować sobie coś do jedzenia. Syn opowiada matce, co działo się w przedszkolu, i stopniowo jego nastrój się poprawia. W końcu wraca mu humor, a wraz z nim żywe usposobienie. Maciek biegnie do swojego pokoju i za chwilę wraca do salonu z wielkim pudłem klocków. Otwiera je, wysypuje z hałasem na podłogę i podbiega do taty, pytając głośno: „Tata, pobawimy się klockami?”. Ojciec odpowiada krzykiem: „Mam dość twoich hałasów! Daj mi zjeść w spokoju!”. Maciek z płaczem biegnie do swojego pokoju.
Przykry finisz. Zbierzmy, co i dlaczego wydarzyło się w naszym modelu. Żywy temperament Maćka zaowocował pomysłem, żeby po wyjściu z przedszkola pobawić się jeszcze na zewnątrz i dać upust nadwyżkom energii. Tata trochę się spóźnił, przez co nadwyżki energii przełożyły się na stan frustracji. Maciek dał mu wyraz, wypominając ojcu późne przyjście, za co dostał burę. 
Jeśli tego rodzaju sytuacje będą się powtarzać, to w kształtującej się osobowości Maćka powstaną odpowiadające im przekonania: „Moje potrzeby są nieważne, inni nie zwracają na mnie uwagi. Jeśli będę wyrażać swoje potrzeby, to zostanę skarcony”. Reakcja ojca wprowadza do osobowości instrukcję: „Stłum frustrację w sobie albo będzie awantura”. Tłumienie frustracji przekłada się na spowolnienie tempa marszu. To znów wywołuje złość ojca. Maciek dostaje kolejną instrukcję: „Stłum frustrację i dostosuj swoje zachowanie albo będzie awantura”. 
W domu, dzięki kontaktowi z matką, frustracja chłopca opada, wraca energia i chęć zabawy (znów cechy temperamentalne), wraca też pragnienie kontaktu z ojcem. Ten jednak reaguje krzykiem (ujawnia się jego temperament). Maciek dostaje potwierdzenie wcześniejszych przekonań („Moje potrzeby są nieważne” itd.) oraz wzmocnienie instrukcji „Tłum frustrację, dostosowuj zachowanie”. Tym razem jednak emocje ojca powodują tak duży poziom frustracji u Maćka, że nie mogąc jej znieść, chłopiec ucieka do swojego pokoju.

Drogowskazy zamiast zakazów wjazdu

Poszukajmy lepszej drogi. Puśćmy nasz model jeszcze raz w ruch od momentu spotkania w przedszkolu. Tym razem do frustracji ojca dodajmy empatię i świadomość potrzeb oraz temperamentu dziecka. 3… 2… 1… Akcja!
„Słuchaj, spieszyłem się, żeby cię jak najszybciej odebrać, ale miałem dużo pracy i padam z nóg....

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy