Jesteś sukcesem swojego rodu

Psychologia systemowa sięga lat siedemdziesiątych i pracy takich psychologów i psychoterapeutów jak Virginia Satir zajmująca się terapią rodzin, John Grinder, Richard Bandler, Janow z jego terapią krzyku czy pracy nad polami morficznymi biologa Ruperta Sheldraka. Niewątpliwie jednak za jej ojca, który zebrał w całość wiele dróg pracy z człowiekiem uznawany jest Bert Hellinger, z jego ogromem wiedzy, niezwykłym szacunkiem do człowieka i jego losu. Dzisiaj, po jego śmierci, z jego spuścizny i dziesiątków tysięcy doświadczeń korzystają tysiące terapeutów na całym świecie. To piękna technika, sprawnie uwalniająca z naszych podświadomych zapisów, sensoryki i układów nerwowych to, co nam już nie służy. Dzisiaj też wiele badań neurologicznych, embriologicznych, z zakresu fizyki kwantowej i medycyny potwierdza to, co odkrywał na swoich salach warsztatowych twórca pracy systemowej.
Czytaj więcej

Katastrofa

Palę śmieciami w piecu, ponieważ wierzę w katastrofę klimatyczną. W przeciwieństwie do moich sąsiadów. To znaczy, oni też palą śmieciami w piecach, ale w katastrofę nie wierzą. Nie wierzą ostentacyjnie, gromadnie i na każdym kroku. Ostatnio, gdy spadł pierwszy (i wszystko wskazuje na to, że ostatni) śnieg, pielgrzymowali do mnie wesołymi orszakami, by zagadać: Co tam, sąsiad? Śnieg pada, gdzie ta twoja katastrofa?  Wszyscy przyszli, licząc niemowlęta i dziadka Jaremka, którego przyciągnęli na wózku. Nie wszyscy zdążyli przyjść po śniegu, gdyż ten na drugi dzień stopniał i zrobiło się szesnaście stopni na plusie. Spóźnialscy miny mieli mniej wyraźne, ale w rozpiętych kurtach, z czapkami w dłoniach, z potem ściekającym po czerwonych licach zagadywali przez płot: Gdzie ta katastrofa, sąsiad? Śnieg przecież padał! Wcześniej, latem, gdy po dwóch miesiącach bez kropli popadało przejściowo, też przylecieli, też Jaremka ciągali. Urządzili sobie nawet na moim podwórku groteskową namiastkę przystanku Woodstock, z tańcami w błocie i ślizganiem się po nim w dal. Młodzi podjechali autami i na włączonych silnikach grali jakieś disco na całe regulatory. – Jaka katastrofa, sąsiad!? Pada jak ta lala!  Ja już nic nie mówię. Żałuję, że w ogóle się odezwałem, ale nie miałem wyjścia – którejś marcowej soboty sąsiedzi palili na polu stare opony od traktorów. Dym szedł na mój dom, poleciałem zagadać. I mówię, że niezdrowo, że płuca, że dzieci, że przecież katastrofa klimatyczna… Tu zastrzygli uszami: Jaka katastrofa, sąsiad? Co wy nam tu…? No, to wytłumaczyłem, jak nie powiem komu na rowie. Emisja dwutlenku, przemysł, samochody, wołowina, zmiany klimatyczne, ciepła zima, pseudolato i tak dalej.  Gdy skończyłem, oni popatrzyli po sobie i w śmiech. Prawie się poprzewracali w te płonące żywo opony, a łzy ciurkały po pyzatych polikach jak gnojówka z nieszczelnej cysterny. Jeden z nich, wnuk Jaremka usiłował przez ten śmiech się wypowiedzieć, zrozumiałem tylko coś o niemieckiej telewizji i przeklętej unii.  Opony paliły się dwie doby, myślałem, że oszaleję. A przecież przeprowadziłem się na wieś dla czystego powietrza! Miałem dość alertów smogowych w mieście i się przeniosłem. Latem nie było nawet źle, choć z otwartych obór czasem zawiewało, no i te muchy, jednak teraz, zimą jeżdżę do miasta odetchnąć czystym powietrzem. Czystszym. A przynajmniej nie tak zabójczym jak w mojej zasnutej siwymi woalami kostuchy wsi.  Tak, tak, od października do marca śmieciarka nie ma do nas po co przyjeżdżać. Palą wszystkim, od zużytego oleju silnikowego, po ostatnią darmową foliówkę z marketu. Nawet moje śmieci zaczęli kraść, widać brakowało. Założyłem kłódki na kontenerach, ale nie ma na nich mądrego. Dlatego palę śmieciami w piecu. Przyspieszę tę przeklętą katastrofę – może na małą skalę, ale chociaż tyle jestem w stanie zrobić. Chociaż tyle. 
Czytaj więcej

Bliskość utracona

Młody reżyser Lukas Dhont opowiada o tym, że nie igra się z bliskością. I że jest ona niezbędna niczym tlen. A najwięcej wiedzą o tym ci, którzy pewnego dnia będą musieli żyć bez powietrza.  Bliskość, zwłaszcza fizyczna, jest dzisiaj wielce podejrzana. Coraz częściej kojarzy się ze „złym dotykiem”, naruszaniem czyichś granic, a w czasach pandemicznych stała się przekroczeniem wymaganego „dystansu społecznego”. W dramacie Blisko, jednym z piękniejszych filmów powstałych w minionym roku, tytułowe słowo nie pada z ekranu ani razu. Jednak wyczuwa się jego dotykalną moc w każdym niemal kadrze i każdym spojrzeniu.  Léo i Rémi, dwóch trzynastolatków z belgijskiej prowincji, przeżywa ten unikalny rodzaj przyjaźni, kiedy wszystko: zabawy, śmiechy, szepty, dotknięcia czy po prostu codzienne bycie razem nie ma jeszcze erotycznych podtekstów. I właściwie do końca nie wiemy, co mogłoby się kiedyś narodzić z tej bliskości. Ale jedno złe słowo, czyjś chichot, zwykła szkolna głupawka zatruwa tę delikatną relację, odbiera jej niewinność, uruchamia wewnętrznego cenzora. Po czymś takim nie będzie już można jak dawniej przytulić się do siebie nawzajem. Owa bliskość ma jednak w filmie wiele wymiarów. Kiedy przychodzi moment wielkiej straty, a do tego poczucie winy odbiera na zawsze spokój ducha, Dhont rzuca swoim bohaterom, tym małoletnim i tym dorosłym, ratunkową szalupę. Wyjdą żywi ze swych tragicznych doświadczeń, jeżeli ścieśnią się w niej wszyscy razem, nie bojąc się wzajemnych otarć i oddechów. Widz również będzie je odczuwał nieomal na własnej skórze. Blisko jest bowiem filmem, w którym stężenie emocji chwilami wręcz fizycznie obezwładnia. Lecz nie bójmy się tak silnych doznań – z tego seansu, w wielu momentach bolesnego, wychodzi się oczyszczonym i w gruncie rzeczy jakoś wzmocnionym.   Ogromna w tym zasługa Edena Dambrine’a  i Gustava De Waele’a grających role Léo i Rémiego. Kamera jest tak blisko chłopięcych twarzy, jak tylko to możliwe, rejestrując każde drgnienie. Cały zresztą film przypomina czuły instrument, który wychwytuje to, co głęboko ukryte. Rzadko kiedy udaje się w kinie takie prześwietlenie wewnętrznych ran. Blisko opowiada właśnie o podatności na zranienie, o tym, jak łatwo jednym drobnym gestem zabić coś bardzo kruchego i cennego. Na szczęście opowieść Dhonta na tym nie poprzestaje, uruchamiając całą gamę innych, czasem nieporadnych gestów, którym nic już nie odbierze naturalności, bezpośredniości i zwykłego ludzkiego ciepła.    BLISKO (Close) – reż. Lukas Dhont. Prod. Belgia/Holandia/Francja 2022. Dystryb. Stowarzyszenie Nowe Horyzonty. W kinach od 17 lutego 2023 r.
Czytaj więcej

Sprawiedliwość

Chociaż bajka Marka Twaina Mały kominiarczyk kończy się kąśliwą uwagą o cesarskiej sprawiedliwości, jest opisem skorumpowanego państwa w czasie epidemii biegunki. Lekarze byli bezsilni wobec tej choroby szybko prowadzącej do śmierci. Sprawiedliwość władcy polega na nagradzaniu tych, którzy mu się przysłużyli. Nagrody są zróżnicowane. Ich wysokość nie zależy od zasługi ani od sympatii cesarza, ale od miejsca zajmowanego w hierarchii cesarstwa. Dla hrabiego – przysługuje tytuł książęcy i majątek odebrany opozycjoniście. Dla starego Zulusa, wynalazcy metody leczenia z biegunki – tylko stare buty cesarza. Logiczna zasada utrzymania ładu. Ale dlaczego w tytule jest słowo „kominiarczyk”? Otóż on, dowiedziawszy się o metodzie starego Zulusa, zapragnął poinformować o jej istnieniu cesarza, który zapadł na epidemiczną biegunkę i umierał. Przyjaciel kominiarczyka, zajmujący równie niską pozycję w społeczności cesarstwa, wywoził śmieci. Poinformował go, że nie tylko nie dotrze do cesarza, ale nawet jego list nie trafi do władcy. Codziennie wywoził bowiem z podwórek znanych osób setki nieprzeczytanych listów. Śmieciarz znał metodę przekazania cesarzowi informacji. Trzeba było odtworzyć sieć znajomości wiodących od niego – śmieciarza, do pazia czuwającego przy łożu chorego cesarza. Zadziałało. Cesarz zastosował metodę Zulusa, wyzdrowiał i chciał nagrodzić pazia. On jednak uczciwie wyznał, kto mu przekazał cenną informację. Ludzie tworzący łańcuch znajomych również wykazali się uczciwością. W ten sposób cesarz nie tylko odzyskał zdrowie, ale kosztowało go to zaledwie parę starych butów. A gdzie zapowiedziana korupcja w cesarstwie? Sprawne sieci społeczne sprzyjające zdrowiu pojedynczych ludzi i sprawnemu funkcjonowaniu społeczności nie mogą opierać się na łańcuszku znajomych. Powinny składać się z różnych osób i instytucji, do których można zwrócić się tak jak kominiarczyk do śmieciarza. Ale trzeba możliwości zwrócenia się do władcy, jeśli martwi nas jego zdrowie i sposób postępowania. W bajce Twaina handlarka jarzyn pojawia się na stosunkowo odległym od pazia miejscu. Co nie umniejsza chyba wartości i atrakcyjności warzyw.  Na przykład szpinaku.    Pie ze szpinakiem 1 paczka ciasta francuskiego 1 paczka mrożonego szpinaku w liściach 10 dag mielonych orzechów włoskich 3 łyżki masła 2 łyżki mąki 10 dag sera gorgonzola piccante 2 szt. jajka 200 ml śmietany 2 łyżki bułki tartej do smaku    sól i pieprz Po rozmrożeniu pokroić liście szpinaku na półcentymetrowe paski. Z dwóch łyżek masła i dwóch łyżek mąki zrobić w rondlu białą zasmażkę, rozprowadzić śmietaną. Wkruszyć ser i mieszać, aż się rozpłynie. Zdjąć z ognia, wrzucić szpinak i ubite jajka. (Można zostawić odrobinę ubitych jajek do posmarowania ciasta). Dodać pieprz i sól według upodobania. Formę na tartę posmarować pozostałym masłem i oprószyć bułką tartą. Resztę bułki wymieszać z orzechami i wsypać na dno formy. Wyłożyć na to masę szpinakową. Przykryć ciastem. Z nadmiaru ciasta pokrojonego w paski ułożyć wzory wedle fantazji. Posmarować pozostawionym jajkiem dla uzyskania złocistego koloru. Piec przez pół godziny w temperaturze 180oC. Jeść na ciepło, chociaż na zimno też jest smaczny.   
Czytaj więcej

Podróż - droga ku przemianie

Wszyscy obecnie mówią o ciągłym samorozwoju. O szukaniu siebie, o nieustannym podnoszeniu swoich kompetencji i konkurencyjności. Mamy coraz bardziej się rozwijać, douczać, być na bieżąco z najnowszymi trendami i sposobami bycia. W tym morzu informacji zaczynamy nieco się gubić. Nie wiemy już, co jest dobre, a co złe, na co poświęcić swój czas i energię, a co odpuścić. Czy istnieje tylko jeden właściwy sposób dla każdego z nas?
Czytaj więcej

Moja trema, moje wsparcie - jak opanować tremę, nim ona opanuje nas

Choć trema często jest utożsamiana z lękiem i traktowana jako zapowiedź niepowodzenia, to okazuje się, że może też na nas pozytywnie wpływać. Określenie „moja trema” oznacza, że zaprzyjaźniliśmy się ze swoimi uczuciami, zamiast zwalczać je czy tłumić. A wtedy występ może dostarczyć niepowtarzalnych przeżyć – i nam, i publiczności.
Czytaj więcej

Dobre życie pomimo trudów, niepewności i wyzwań

Często odbieramy sobie prawo do przeżywania radości albo podjęcia działań, których chcielibyśmy dla siebie czy swoich bliskich, z obawy przed niepewnością jutra i poniesieniem porażki. Czasami się zastanawiamy, czy będziemy mogli żyć tak, jak tego pragniemy, skoro pojawia się tyle nowych trudów i wyzwań. Dlatego też zamiast się zamartwiać, co przyniesie los i przygotowywać się na każdą, nawet najgorszą ewentualność, warto przyjąć perspektywę „życia pomimo”. Jak to zrobić?
Czytaj więcej

Być uważnym zimą. Ćwiczenia proponują nauczyciele związani z Wyspą Spokoju – społeczn...

Mindfulness jest sposobem na życie w połączeniu z bieżącą chwilą i sobą w niej. Choć medytacja doskonale nadaje się do ćwiczenia tego rodzaju obecności, są również małe codzienne czynności, dzięki którym możemy pielęgnować uważność. Poniżej cztery pomysły na to, jak ćwiczyć bycie „tu i teraz” tej zimy.
Czytaj więcej

Najlepszy z partnerów, mój. Dlaczego warto nauczyć się doceniać swój związek?

Zazwyczaj zaczyna się tak samo, widzimy w nim rycerza na białym koniu lub w niej ideał piękna, wrażliwości, ostoję, rozwiązanie problemów. Pierwszy rok, dwa, trzy – płonie namiętność, hormony buzują, każde spotkanie daje nam poczucie szczęścia, wszystko na początku relacji dzieje się naturalnie, spontanicznie. Czujemy tzw. miłosny odlot.
Czytaj więcej

Dobrego, świadomego oddechu

Kiedy nieustannie skupiamy naszą uwagę na samokrytyce, zamartwianiu się czy narzekaniu, nasz mózg staje się bardziej reaktywny, podatny na lęk i obniżony nastrój. Natomiast jeśli skupiamy uwagę na dobrych zdarzeniach, intencjach i zamiarach, mózg wraz z treningiem będzie nastawiony na pozytywne myślenie, siłę i rezyliencję psychiczną.
Czytaj więcej

Kiedy siadamy w kręgu... Patrz w oczy, nie bój się ciszy, po prostu bądź.

Jeśli miałaś/miałeś okazję doświadczyć bycia w kręgu, to prawdopodobnie masz świadomość, jakie jakości są dla Ciebie w tej przestrzeni szczególnie ważne i jak lubisz się tam czuć. A czy zastanawiasz się czasem, jakie elementy tego, co się tam wydarza, możesz wprowadzać do swoich relacji, swoich rozmów, sposobu bycia i towarzyszenia innym tak na co dzień?
Czytaj więcej

Konflikty i resentymenty

Ludzie niekiedy wchodzą w konflikty. Na ogół nie chcemy przyznać się do tego, że sami byliśmy sprawcami jakiegoś konfliktu. Jeśli nawet uznajemy swój udział, to często go umniejszamy, twierdząc, że druga strona też miała w tym udział. Przyjmujemy, że było coś, co sprowokowało nas do gniewnego wystąpienia przeciw innym: mogły to być jakieś plotki rozsiewane przez drugą stronę albo podejrzane działania przeciw nam. W takiej sytuacji stwierdzamy, że nie mamy innego wyjścia, jak tylko zaatakować daną grupę czy też pojedynczą osobę. Ta osoba może być zaskoczona naszym atakiem, ale jeśli się go spodziewa, to tym gorzej dla niej. Świadczy to o tym, że knuła przeciwko nam. Zwykle tak się dzieje, że odpowiada atakiem i w najgorszym przypadku rozkręca się spirala wzajemnych oskarżeń bądź też czynów agresywnych. Zwykle repertuar ten jest bardzo bogaty – zaczyna się od plotkowania, przez jawne ataki werbalne na kogoś, a kończąc na agresji fizycznej.  Jednak nie wszystkie konflikty mają taki przebieg. Opisana wyżej sekwencja zachowań jest jedną z wielu możliwych. Zaatakowana osoba może wyrazić zdziwienie naszym postępowaniem i poprosić o wyjaśnienie, o co nam chodziło. Potem możemy wyjaśnić swoje zachowanie i cała sprawa zmierza do końca. Może też być inaczej – osoba ta nie odpowie na nasz atak, ale ze względu na różnice sił stwierdzi, że odpowiedź nie ma sensu. Zachowa urazę i być może w przyszłości może nam zaszkodzić.  Osobną sprawą są konflikty międzygrupowe – mogą urastać do otwartych konfliktów, ale też mogą przez długi czas pozostawać w ukryciu. Wtedy mówimy o resentymentach. Resentymenty te mogą ujawniać się pod wpływem różnych czynników. Badania Pawła Boskiego i Iny Wilczewskiej pokazały, że takim czynnikiem spustowym mogą być różne wydarzenia sportowe. Autorzy ci przeanalizowali zachowanie kibiców piłkarskich podczas Euro 2012. W Warszawie odbywał się wtedy mecz Polska-Rosja. Mecz zakończył się remisem, jednak kibicom obu drużyn taki wynik nie odpowiadał. Postanowili stoczyć następną część meczu na ulicy: na moście Poniatowskiego odbyła się regularna bitwa między kibicami polskimi i rosyjskimi. Zapewne obie strony deklarowały zwycięstwo w tej bitwie. Takie zachowania obu stron nie byłyby możliwe, gdyby nie wcześniejsze resentymenty. W takiej sytuacji często pojawia się odwołanie do własnego patriotyzmu. De facto jest to racjonalizacja, ponieważ kibice są raczej nacjonalistycznymi szowinistami, a nie prawdziwymi patriotami. Prawdziwy patriotyzm wiąże się z miłością do własnej ojczyzny, a nie z pokazywaniem innym, gdzie powinno być ich miejsce.  Wróćmy do konfliktów międzygrupowych. Często przyjmują gwałtowną postać – prowadzone są wojny z innymi. W niedawnej historii prowadzone były takie wojny, jak konflikt na Bałkanach, konflikt Iraku i Iranu oraz wiele innych. Również w historii było wiele takich przypadków. Niemal wszędzie ci, którzy wszczynali wojnę, twierdzili, że jest ona sprawiedliwa. Mogła to być wojna o historyczne ziemie danego państwa czy wojna z domniemanymi faszystami – jak w wypadku agresji Rosji na Ukrainę. Jeśli chodzi o dawne wojny, to pozostawiły po sobie wiele bólu i krzywd. W niektórych sytuacjach agresorzy uznali swoje winy i przeprosili za to, co zrobili. Przyznali też odszkodowania ofiarom ich agresji. Jednak w innych przypadkach samo wspomnienie o dawnych krzywdach jest blokowane. Turcja do dzisiaj nie przyznała się do masakry wyrządzonej Ormianom w czasie pierwszej wojny światowej. A zginęło wtedy około 1,5 mln osób. Ta masakra uznawana jest za pierwszy przypadek ludobójstwa. Dziś niewiele osób pamięta o tym fakcie – pamięć o nim jest pielęgnowana tylko w Armenii. 
Czytaj więcej