Chcesz lepiej poznać ten temat? Zapraszamy na OGÓLNOPOLSKI KONGRES PSYCHOLOGÓW I PSYCHOTERAPEUTÓW!
Współczesne czasy są źródłem licznych zagrożeń i kryzysów, związanych z różnego rodzaju wypadkami, kataklizmami, zagrażającymi życiu chorobami, aktami przemocy, a ostatnio także pandemią COVID-19 czy wojną w Ukrainie. Doświadczenie traumy w okresie dzieciństwa czy adolescencji może mieć istotny wpływ na funkcjonowanie jednostki w okresie dorosłości. Zważywszy na fakt coraz większego rozpowszechnienia zdarzeń traumatycznych i pogarszającego się zdrowia psychicznego nastolatków, rośnie zapotrzebowanie na badania w tym obszarze. Można także przewidywać, że wzrośnie liczba młodych osób wymagających profesjonalnej pomocy psychologicznej i psychiatrycznej.
Monografia podejmuje niezwykle ważną problematykę, jaką jest doświadczanie traumy przez młodzież, jej konsekwencje i czynniki warunkujące. Jest przeznaczona dla szerokiego grona osób zainteresowanych problematyką traumy, w tym rodziców/opiekunów dzieci i młodzieży po doświadczeniach traumatycznych, profesjonalistów (głównie terapeutów) pracujących z młodzieżą po traumie. Książka będzie także cennym źródłem wiedzy dla studentów psychologii, medycyny, zdrowia publicznego, słuchaczy studiów podyplomowych z zakresu interwencji kryzysowej i psychotraumatologii.
Szczegółowe informacje: www.ksiegarnia.difin.pl
Czytaj więcej
Szczeliny istnienia z 1992 i Błony umysłu z 2003 r. profesor Jolanty Brach-Czainy to lektury pomagające istnieć w codzienności, znaleźć w niej sens. Zbiory esejów uwznioślają charakter codziennych zajęć, sprawiają, że obiekty, na które patrzymy, przestają być anonimowe. Wydany w marcu 2023 r. zbiór Rzeczywistość komponowana ma ukazać, jak doszło do kształtowania myśli wybitnej filozofki i eseistki. Jak wyglądała droga autorki do takiej formy ekspresji. W jaki sposób (w Błonach umysłu) przepis na kabaczka z nasturcją połączyć z namysłem nad egzystencją człowieka.
Czytaj więcej
xxxKwiecień to wspaniały czas na wyjście do kina i zanurzenie się w filmowym świecie. Na widzów będą czekały między innymi: „Air”, „Dungeons & Dragons. Złodziejski honor”, „Skołowani”, „Czarodziejski flet” oraz „Piękna katastrofa”. Ponadto w kwietniu do Multikina powraca cykl filmowy „Kino na Obcasach”! Szczegółowy repertuar jest dostępny na stronie www.multikino.pl.
Czytaj więcej
O tym warto rozmawiać. 6 wartościowych filmów dla nastoletnich widzów
Młodzieńczy bunt, trudne emocje związane ze zmianami w okresie dorastania, cyberzagrożenia, problemy w relacjach rówieśniczych, korzystanie z używek – lista zagrożeń, z jakimi mogą mierzyć się młodzi ludzie, jest naprawdę długa. O każdym z tych trudnych tematów warto z nastolatkiem rozmawiać. Kształtowanie u dorastającej osoby postawy krytycznego myślenia, asertywności czy samoakceptacji z pewnością wymaga wysiłku i zaangażowania. Świetnym i angażującym wsparciem w tym procesie ma szansę być… film. To doskonałe narzędzie dydaktyczne, które może otwierać na rozmowę, uwrażliwiać na problemy i poszerzać perspektywę, pokazując konsekwencje różnych życiowych wyborów. Wybrałam 6 ciekawych tytułów z Akademii Filmowej Multikina oraz bieżącego repertuaru, mogących być punktem wyjścia do wartościowej rozmowy z nastoletnim widzem.
Moja chuda siostra, kategoria wiekowa: 12+
Według statystyk zaburzenia odżywiania dotyczą około 7% nastolatków[1]. Coraz częściej zmagają się z nimi już nawet uczniowie młodszych klas szkoły podstawowej. Z pewnością to problem, o którym warto rozmawiać. Tylko: jak?
Dobrym punktem wyjścia do dyskusji może być film „Moja chuda siostra”. W cieniu tytułowej bohaterki, popularnej i utalentowanej łyżwiarki figurowej, dorasta jedenastoletnia Stella. Katja, bo tak na imię ma starsza z sióstr, jest dla dziewczynki wzorem do naśladowania. Stella podziwia jej ambicję, samozaparcie, determinację w dążeniu do celu. Po pewnym czasie dostrzega jednak niepokojące zachowania. Drażliwość, pomijanie posiłków, omdlenia – te symptomy to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Katja zmaga się z anoreksją, próbuje jednak za wszelką cenę ukryć chorobę przed resztą rodziny. Jak Stella poradzi sobie z tym odkryciem? Czy lojalność wobec siostry okaże się silniejsza niż chęć zapewnienia jej pomocy?
Kadr z filmu „Moja chuda siostra”, reż. Sanna Lenken, Szwecja, Niemcy 2015, dystrybucja w Polsce: Vivarto.
Skandynawska produkcja bez upiększeń pokazuje dramat choroby i jej destrukcyjne oddziaływanie na relacje z najbliższymi. Poruszający seans ma szansę pozostawić nastoletniego odbiorcę z ważnymi pytaniami. Jak reagować, gdy bliska osoba zmaga się z zaburzeniami odżywiania? Na jakie sygnały ostrzegawcze zwrócić uwagę? Dlaczego (i za pomocą jakich sposobów) warto inwestować w budowanie pozytywnej samooceny? To tylko kilka pytań, na które warto będzie spróbować poszukać odpowiedzi po projekcji wraz z młodym widzem.
Mój piękny syn i Powrót Bena, kategoria wiekowa: 15+
Chęć eksperymentowania, rówieśnicza presja, próba ucieczki od problemów. To przykładowe powody, dla których nastolatki sięgają po narkotyki. Młodzież jest grupą szczególnie narażoną na negatywne konsekwencje korzystania z substancji psychoaktywnych, w tym znacznie szybszy niż u osoby dorosłej rozwój nałogu. Twórcy filmowi chętnie podejmują tematykę uzależnień. Które z tytułów warto będzie zaproponować starszemu nastolatkowi, by unaocznić mu ryzyko związanie z korzystaniem z narkotyków? Wybraliśmy dwa filmy, mające szansę pozostawić młodego widza z zapadającą w pamięć przestrogą.
„Mój piękny syn” to oparta na bestsellerowej autobiograficznej powieści autorstwa Davida Scheffa historia Nica – nastolatka zmagającego się z uzależnieniem od narkotyków. Okresy abstynencji i licznych prób ułożenia sobie życia przeplatają się w filmie z momentami słabości, w których bohater cyklicznie powraca do nałogu. Czy w wyrwaniu się z pętli uzależnienia będzie w stanie pomóc mu kochający ojciec, ze wszystkich sił wpierający swoje dziecko w trudnej walce z uzależnieniem? „Mój piękny syn” może być seansem niezwykle bliskim dla młodego odbiorcy – z wrażliwym i zbuntowanym bohaterem w centrum opowieści, błądzącym w poszukiwaniu swojej drogi życiowej. Z drugiej strony, w przejmujący sposób pokaże destrukcyjne oddziaływanie nałogu nie tylko na osobę uzależnioną, ale również na jej najbliższe otoczenie.
Kadr z filmu „Mój piękny syn”, reż. Felix Van Groeningen, USA 2018, dystrybucja w Polsce: M2 Films /Amazon.
Podobnie jest w przypadku filmu „Powrót Bena”. Tytułowy bohater, podobnie jak Nic z „Mojego pięknego syna”, zmaga się z uzależnieniem od narkotyków. Poznajemy go w momencie, gdy wbrew ustaleniom opuszcza ośrodek odwykowy, by spędzić święta w gronie najbliższych. Jego wizyta w rodzinnym mieście nie przebiega zgodnie z planem. Najbliższa rodzina (ojczym i siostra chłopaka) boją się, że Ben wkrótce zacznie powielać dawne błędy. Starzy znajomi nie dają mu chwili spokoju. Czy przez 24 godziny spędzone poza ośrodkiem chłopak będzie w stanie ustrzec się wszechobecnej pokusy powrotu do nałogu? Czy będzie w stanie zmierzyć się z konsekwencjami własnych czynów z przeszłości? I czy bezwarunkowa miłość jego wspierającej matki (Julia Roberts) może ocalić go przed autodestrukcją? Ten trzymający w napięciu dramat, podobnie jak „Mój piękny syn”, w realistyczny sposób obrazuje nie tylko cierpienie osoby, która próbuje przezwyciężyć uzależnienie, ale również ból jej najbliższych, często bezradnych wobec potęgi nałogu.
Kadr z filmu „Powrót Bena”, reż. Peter Hedges, USA 2018, dystrybucja w Polsce: Best Film.
Każdy z tych filmów może stanowić dla młodego widza ważną przestrogę, obrazując dramatyczne konsekwencje uwikłania w nałóg, a zarazem dotykając tematu współuzależnienia, destrukcyjnie oddziałującego na więzi rodzinne filmowych bohaterów.
Sala samobójców. Hejter, kategoria wiekowa: 15+
Współcześni nastolatkowie są narażeni także na liczne zagrożenia związane z korzystaniem z nowych technologii. Fake newsy, postprawda, cyberstalking, internetowy hejt – jak przestrzec przed nimi młodego człowieka? I w tym przypadku warto wykorzystać w tym celu film.
„Sala samobójców. Hejter” to propozycja, którą polecam starszym nastolatkom. Tomek, główny bohater filmu, to były student prawa, który postanawia zataić przed światem fakt, że został wydalony z uczelni. Chłopak nadal pobiera pomoc finansową od niczego nieświadomych państwa Krasuckich – rodziców jego przyjaciółki z dzieciństwa, w której skrycie się podkochuje. Prawda o oszustwie wychodzi jednak na światło dzienne, a skompromitowany w oczach swoich dobroczyńców Tomek postanawia się zemścić. Zatrudnia się w agencji reklamowej, gdzie zyskuje dostęp do tajemnic warszawskiej elity i najnowszych technologii. By osiągnąć swój cel, posługuje się manipulacją, inwigilacją, szantażami i organizuje akcje prowokacyjne, a to wszystko przy użyciu jednego narzędzia – Internetu. Jak daleko będzie w stanie posunąć się tytułowy hejter, który bez skrupułów realizuje swój wieloetapowy plan zemsty?
Kadr z filmu „Sala samobójców. Hejter”, reż. Jan Komasa, Polska 2020, dystrybucja: Kino Świat.
Po projekcji filmu warto będzie zapytać młodego widza, z którymi z przedstawionych w filmie sytuacji miał szansę zetknąć się we własnym życiu. Warto będzie zaznaczyć w trakcie dyskusji, że wszyscy, jako użytkownicy Internetu, jesteśmy narażeni na związane z korzystaniem z tego medium zagrożenia. Istnieją jednak sposoby, za pomocą których można je zminimalizować. Seans filmu „Sala samobójców. Hejter” może być intrygującym wstępem do rozmowy z nastolatkiem m.in. na temat bezpiecznego korzystania z mediów społecznościowych, weryfikowania informacji i świadomego przeciwdziałania przejawom cybeprzemocy.
Opisane wyżej filmy są dostępne w programie Akademia Filmowa Multikina razem z prelekcją edukacyjną. Dowiedz się więcej o projekcie [TU].
Wartościowe propozycje dla nastoletnich widzów można znaleźć także w bieżącym repertuarze kina. Polecam dwie kwietniowe premiery, które mają szansę skłonić młodych odbiorców do ważnych i mądrych refleksji.
Blueback, kategoria wiekowa: 11+
Kryzys klimatyczny i eksploatacja środowiska naturalnego to kolejne tematy, z którymi mierzy się najmłodsze pokolenie. Trudno się dziwić: to właśnie jego przedstawiciele w przyszłości najdotkliwiej odczują skutki zmian klimatu. Dbanie o naturalne zasoby naszej planety jest jednym z największych wyzwań współczesności. Czy film może stanowić wsparcie także w tym zakresie? Bez wątpienia warto będzie wykorzystać go jako narzędzie uświadamiające na temat ochrony środowiska i kształtujące proekologiczne postawy. Wspomnianą tematykę porusza m.in. „Blueback” – film, który 14 kwietnia wchodzi na ekrany kin.
To kameralna, płynąca w spokojnym tempie historia Abby – oceanografki, która po latach wraca do swojego rodzinnego miasta. Dziewczyna wspomina lata swojego dzieciństwa i wczesnej młodości. Ogromny wpływ na jej życie wywarła w tym okresie matka – niepokorna i odważna aktywistka, zaangażowana w walkę o ochronę rafy koralowej. To dzięki niej Abby zaczęła odkrywać piękno podwodnego świata i zdawać sobie sprawę z zagrożeń, które mogą go unicestwić…
Kadr z filmu „Blueback”, reż. Robert Connolly, Australia 2022, dystrybucja w Polsce: Forum Film Poland.
Dlaczego uważam, że „Blueback” może być wartościowym filmem dla młodego widza? Po pierwsze: z młodą bohaterką i jej rozterkami z łatwością będą mogli utożsamić się nastoletni odbiorcy. W toku rozwoju akcji będą towarzyszyć Abby w procesie kształtowania świadomości na temat problemów ekologicznych oraz dorastania do odpowiedzialności za dobro przyrody. Po drugie: „Blueback” ma szansę zachęcić do proaktywnego podejścia i odważnego stawiania czoła wyzwaniom. Przy okazji przypomni, że każda wielka zmiana zaczyna się od (pozornie) małego kroku. Seans filmu ma szansę więc wzmocnić w młodym widzu także poczucie sprawczości.
Bezmiar, kategoria wiekowa: 15+
Wykluczenie rówieśnicze to powszechny problem wśród nastolatków. Grupą szczególnie narażoną na dyskryminację są osoby LGBTQ+. Statystyki wskazują, że niemal 70% z nich spotkało się z przemocą ze względu na swoją orientację seksualną lub tożsamość płciową[2]. Nie dziwi więc fakt, że zwłaszcza młodzi ludzie często borykają się z problemami emocjonalnymi, które w wielu przypadkach mogą prowadzić do myśli i prób samobójczych[3]. Potrzeba rozmowy jest więc paląca. W jaki sposób pomóc nastolatkowi otworzyć się na dyskusję? Dobrym punktem wyjścia do podzielenia się refleksjami na ten temat będzie wartościowy seans filmowy, który przyniesie okazję do treningu empatii wobec odmiennych perspektyw.
Kadr z filmu „Bezmiar”, reż. Emanuele Crialese, Włochy, Francja 2022, dystrybucja w Polsce: Best Film.
Przykładem takiego mądrego, pełnego empatii kina jest „Bezmiar”, który wchodzi na ekrany kin 14 kwietnia. Akcja rozgrywa się w latach 70. XX wieku w Rzymie. W „Wiecznym Mieście” dorasta 11-letnia Adriana. Na tle rówieśniczek z katolickiej szkoły, do której uczęszcza, wyróżnia ją nie tylko nietypowy wygląd. Adriana nie identyfikuje się w pełni ze swoją płcią – bardziej czuje się chłopcem, niż dziewczyną. Nie znajduje zrozumienia ani w przemocowym domu, gdzie ukochana matka (w rolę której wciela się Penélope Cruz) doznaje krzywd z rąk ojczyma, ani wśród swoich koleżanek z klasy. „Bezmiar” to kameralna opowieść o poszukiwaniu tożsamości płciowej i - przede wszystkim - o poczuciu izolacji i samotności, które wiążą się z niewpasowaniem się w społeczne schematy. Warto wykorzystać ten film jako wstęp do szerszej dyskusji na temat wykluczenia oraz innych problemów, z jakimi mogą zmagać się osoby LGBTQ+.
Wierzę, że wybrane przeze mnie propozycje mają szansę skłonić młodych widzów do spojrzenia na znane im problemy z innej perspektywy, zachęcą do uważnej i proaktywnej postawy, a także zainspirują do pełnych empatii i refleksji rozmów. Życzę wielu mądrych i ważnych dyskusji po seansie!
Przypisy
https://www.rp.pl/zdrowie/art9469911-anoreksja-i-bulimia-9-faktow-o-zaburzeniach-odzywiania
http://psych.uw.edu.pl/2021/12/08/sytuacja-spoleczna-osob-lgbta-w-polsce-raport-za-lata-2019-2020/
https://politykazdrowotna.com/artykul/sondaz-wsrod-mlodziezy-lgbt-blisko-polowa-ma-mysli-samobojcze/829673
Czytaj więcej
Ciało jest cudownym tworem. Fizjologicznie i emocjonalnie jesteśmy pełnią. Wystarczy, że się zadrapiesz, już ruszają komórki mające za zadanie uleczyć ten fragment ciała. Zostaliśmy stworzeni przez miliony lat ewolucji. Jesteśmy z istot żyjących na Ziemi przez tysiące lat. I w każdym absolutnie ich wyborze i doświadczeniu jest Twoja zdolność do regeneracji i rozwiązywania przeszkód na drodze. Każdy przejaw życia, który przekazał Ci geny, dążył do balansu w działaniu. Ta harmonia jest środowiskiem, w jakim nasze ciała potrafią się uzdrawiać.
Czytaj więcej
Wieloetapowa podróż, nocleg w nowym miejscu, długi dzień poza domem, czy po prostu brak dostępu do łazienki, to sytuacje, które znacznie utrudniają zachowanie prawidłowej higieny naszej jamy ustnej. Dodatkowo konieczność posiadania szczoteczki i pasty w dużym opakowaniu niekiedy wykluczają możliwość szybkiego i dyskretnego umycia zębów. Rozwiązaniem tego problemu są z pewnością kompaktowe zestawy podróżne zawierające najważniejsze elementy w mniejszych pojemnościach. Rozmiar Travel Set od Curaprox to tylko 9,5 cm na 6 cm, a mieści w sobie wszystko, co niezbędne do codziennej higieny jamy ustnej: szczoteczkę CS 5460, dwie szczoteczki międzyzębowe oraz pastę wybielającą BE YOU.
Czytaj więcej
Lekarz mi kazał, więc poszedłem do parku. I chwała mu za to! Bo to, co tam zobaczyłem, wołało o pomstę do nieba. Mówię oczywiście o karmieniu kaczek. Kompletna partyzantka i prowizorka. Paru chwiejnych emerytów kruszy stare buły, ledwo trafiając do wody. Kaczki też jakieś wyliniałe, ospałe. A mnie dwa razy nie trzeba namawiać.
Zwołałem staruszków pod wierzbę i przemówiłem im do rozumu. Na jutro mieli przyprowadzić co najmniej jednego znajomego lub znajomą, chlebem mieli się nie przejmować – to już moja broszka. Nie byłem pewien, czy dotarło – nic nie powiedzieli, tylko poszurali do wyjścia. A ja uruchomiłem znajomości, parę telefonów i miałem zagwarantowaną dostawę niesprzedanego chleba, kilka bochenków. Na początek wystarczy.
Następnego ranka stoję pod wierzbą z chlebem, cały w nerwach, przyjdą? Nie przyjdą? Przyszli. Zdublowani. Rozdałem chleb, rozstawiłem w regularnych odstępach wokół stawku i do kruszenia. I załamka. Jak oni kruszą! „Byle jak” brzmi jak dziewięciogwiazdkowa recenzja. „Stop” – mówię sobie. Trzeba zrobić krok w tył. Zwołałem staruszków pod wierzbę, zarządziłem gimnastykę i intensywne warsztaty kruszenia chleba.
Połowa wysiadła w połowie i poszurała do domu, może nawet na SOR, reszta jednak została. Tak zaczęła wykuwać się Stara Gwardia o twardej skórce i jeszcze twardszym środku. Stara Gwardia miała przyprowadzić znajomych, ja zaś załatwiłem więcej chleba. Pozostała kwestia kaczek.
Na powierzchni stawku bujało się ich siedem, mało. Teoretycznie powinny się rozmnożyć, ale kto wie, ile to potrwa. Potrzebowałem na cito więcej kaczek. Uruchomiłem znajomości, nic. Uruchomiłem znajomości znajomości, jest nadzieja. Znajomości znajomości uruchomiły znajomości i następnego dnia miałem dwa tuziny kaczek na stawku. I podwojoną Starą Gwardię.
Teraz już poszło z górki. Rano dostawa chleba (Dostawcy), rozgrzewka (Gimnastycy), rozstawienie (Saperzy) i do karmienia (Kruszeńcy). Kaczki puchły od chleba, ja z dumy. Sielanka jednak nie może trwać długo. Pojawili się ekolodzy, czy jak im tam. Że niby kaczek nie wolno karmić chlebem, to im szkodzi. Jak szkodzi, jak coraz ich więcej (już wtedy mieliśmy kaczek pod setkę)? Uparli się i że mamy zakaz dokarmiania.
Następnego ranka doszło do starcia z ekologami. Stara Gwardia wyparła ich z parku, ale wrócili z policją. Musieliśmy przerzucić się na nocki, co nie było trudne, bo i tak mało śpimy. Pojawił się inny problem: kaczki znikały. Podejrzewałem ekologów, zarządziłem całodobową obserwację stawku, ale nic nie wykryliśmy. Kaczki znikały tuzinami.
A tydzień później zniknęła woda ze stawku. To była robota ekologów. Zwołałem staruszków celem rozprawienia się z tymi szaleńcami. Śmierdziało z daleka. Podeszliśmy do brzegu stawku. Jego dno wyścielały kacze trupki. Wzdęte pośród hałd niebieskiego chleba. Ekolodzy wywozili je taczkami. No, nic, potrafię przyznać się do porażki. Pierwszy zakasałem rękawy i zszedłem do kaczego grobowca. A Stara Gwardia ruszyła za mną. I chwała im za to.
Czytaj więcej
Tata mojej mamy, dziadzio Józio, był filozofem. To znaczy, technicznie rzecz biorąc, był chemikiem, ale w duszy filozofem. Ze skrupulatnych notatek sporządzonych po jego śmierci przez siostrę mojej mamy,
Elżbietę, wynika, że jako młody chłopak, żyjący na pograniczu nędzy, czasem wolał kupić sobie książkę niż jedzenie. To właśnie głównie książki zabrał ze sobą, kiedy w czasie wojny razem z moją babcią musieli uciekać ze Lwowa. Prawie do końca życia czytał i pisał. Fascynował się snami – spisywał je chwiejnymi literkami na tysiącach fiszek wkładanych potem do drewnianych szufladek. Opisywał sen, a potem dopisywał interpretację. Sen o złotej koszuli. Sen o locie samolotem do pracy nisko, między kamienicami. Sen o wozie wypełnionym jabłkami. Tysiące snów. Pisał rozprawy, w których cytował Junga i Freuda, polemizował z nimi, szukał związków między snami a jawą. Zapalczywie czytał książki: pamiętam w tych książkach niezliczone podkreślenia, komentarze i wyrazy sprzeciwu na marginesach.
Chociaż Józio umarł, kiedy byłam bardziej dziewczynką niż dziewczyną, pamiętam go pochylonego nad książkami, stukającego w maszynę do pisania, pokazującego mi ilustracje roślin i zwierząt w encyklopediach, które już wtedy, kilkadziesiąt lat temu wydawały mi się stare.
Dzisiaj w swoim pokoju, w domu pod Krakowem, jakieś piętnaście minut samochodem od krakowskiego mieszkania, w którym widziałam go ostatni raz, biorę w ręce jego rozprawę (artykuł?). To kilkadziesiąt stron tekstu pod tytułem Przelotne zaciekawienia i zaniepokojenia jako czynniki wyznaczające elementy snu. Kartki są cienkie jak pergamin, pożółkłe, prawie rozsypują się w rękach. Chociaż córka Józia z wielką pieczołowitością i miłością zebrała i przepisała tysiące jego zapisków, nie zostały one nigdy wydane.
Myślę dzisiaj o tym chyba bardziej z czułością niż żalem. Wzrusza mnie wielka żarliwość, niesytość, z jaką mój dziadek sięgał po następną książkę, kreślił po marginesach, zapisywał sny, stukał w klawiaturę maszyny do pisania. Co nim powodowało? Nie szukał serduszek na Instagramie. Nie jestem nawet pewna, czy w ogóle podjął – zdaje się, że tak, ale niezbyt się upierał – próbę publikacji swoich prac. A jednak coś – Coś – skłaniało go, żeby przewiercać się przez kolejne warstwy znaczeń, by pisać, wiedząc, że prawdopodobnie nikt tego nie przeczyta, mierzyć się z myślami tych, których książki jednak znalazły się na półkach.
Piszę o tym, wiedząc, że te słowa przeczytasz Czytelniczko, Czytelniku. Nie da się wykluczyć, że jakaś moja książka stoi na Twojej półce. Czy tak by było, gdyby mój dziadek przez tyle lat zapalczywie nie stukał w klawisze i nie przeczytał raczej tysiące niż setki książek? Nie wiem nawet, czy moje, czy jego słowa są bardziej warte publikacji, gdyby prowadzić ranking, którym zresztą ani on, ani ja nie bylibyśmy zainteresowani.
Tajemnica.
Nie wiem, w jaki sposób mądrość, dobroć i wytrwałość moich przodków i przodkiń powoduje mną w moich wyborach, zasila mnie i prowadzi. Nie wiem też, w jakich momentach i w jakim stopniu ich słabości osłabiają także mnie. Ale wiem, że jestem z nich: tędy przyszłam na świat, tędy szłam, z nimi rosłam, oni objaśniali mi świat jak tamte ryciny w starych encyklopediach.
W historiach ludzi o dzieciństwie i młodości dużo jest o ranach, brakach, wyrwach, o nieumiejętnych opiekunach, a nawet o opuszczeniu, przemocy, okrucieństwie. Często to właśnie zostaje na sitku pamięci. Ale też wierzę, że w naszej dorosłości możemy wykonać świadomy wysiłek, by zobaczyć naszych przodków w obrazach, które będą nas zasilać, a nie osłabiać. Co mogę znaleźć w książce swojej pamięci, może nie na okładce i nie na pierwszej stronie? Co jest być może zapisane sympatycznym atramentem? Co odziedziczyłam poza kawałkami lęku czy smutku? Co widzę pod powiekami, kiedy poszukam obrazów z czasów, kiedy ci, którzy już odeszli, byli jeszcze ze mną, a ci, którzy teraz zbierają się do drogi, byli w pełni swoich sił? I czy mogę z nich dalej czerpać?
Często wraca do mnie taka fantazja, że spotykam tatę mojej mamy na ulicy. Nie wiem, dlaczego w moich wyobrażeniach to spotkanie dzieje się na ulicy Smoleńsk w Krakowie, czyli tam, gdzie mieszkał i chodził do szkoły jako chłopiec mój tata. Kiedyś przestraszyła mnie myśl, że od tak wielu lat nie widziałam Józia, że mogłabym go nie poznać. Od tamtego momentu często spoglądam na trzy zdjęcia przyklejone przez moją mamę obok siebie na twardej kartce. Na tych zdjęciach mój dziadek bawi się ze mną. Patrzę w jego twarz, jakbym się chciała upewnić, że kiedy się spotkamy, na pewno go rozpoznam.
Czytaj więcej
„Każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób” – pisał niemodny dzisiaj klasyk. Z perspektywy dziecinnego pokoju te nieszczęścia przybierają jeszcze bardziej osobliwy kształt, bo nakładamy na nie szczególny rodzaj filtra. A po latach dodatkowo przepuszczamy przez nostalgię. Tak właśnie w ocieplającym tonie opowiada o dzieciństwie i zarazem o bardzo dorosłych problemach włoski reżyser Emanuele Crialese. Zabiera nas do mało fotogenicznego Rzymu lat siedemdziesiątych XX wieku, gdzie sam kiedyś dorastał. Dlatego film Bezmiar można uznać za osobisty katalog mechanizmów obronnych, jakie dziecko wytwarza, by przetrwać w toksycznej rodzinie.
Dorastanie przypomina tu życie na obcej planecie. Pewnie dlatego Andrea nieustannie ucieka w świat fantazji zamieszkały przez kosmitów i gwiazdy musicali. „Ty i tata źle mnie stworzyliście” – mówi do matki dwunastolatek urodzony w ciele dziewczynki (w tej roli transpłciowa aktorka Luana Giuliani). Jest w tych słowach także wyraz buntu przed zakłamanym światem dorosłych: przed ojcowską niewiernością, oschłością, skłonnością do przemocy, przed matczyną rozpaczą i katolicką szkołą. Akceptację znajduje bohater w przyjaźni z małą Romką, która mieszka nieopodal na prowizorycznym osiedlu. Sam żyje w dostatnim, nowoczesnym mieszkaniu, lecz nieustannie wystawia na rozmaite próby swoje młodsze rodzeństwo, jakby chciał je zahartować na wypadek utraty domu i całkowitego rozpadu rodziny. Próbuje też matkować własnej mamie, z pochodzenia Hiszpance (gra ją Penélope Cruz), równie barwnej i wyobcowanej. Nie przypadkiem oboje mają ten sam zawadiacki błysk w oku.
Filmując domowy żywioł, reżyser opowiada o tym, że dzieci w dużej mierze wychowują się same i czasem lepiej im w tym nie przeszkadzać. Babcia i ojciec Andrei reprezentują sztywne „systemy naprawcze”, w przeciwieństwie do ukochanej mamy. Widać jednak w Bezmiarze wyraźnie anachroniczny stosunek do osób transpłciowych, bo nawet bezgraniczna miłość macierzyńska nie oznacza aprobaty. Mimo to film Crialese jest słodko-gorzkim listem miłosnym adresowanym do rodzicielki, z którą bohater (i reżyser) silnie się utożsamia i którą próbuje ratować przed destrukcyjnym małżeństwem. Kiedy rozbrykane dzieciaki na wakacjach buszują po kanałach, można uznać to za szczeniacki brak subordynacji. Kiedy jednak w innej scenie nurkują pod świątecznym stołem, a za chwilę dołącza do nich mama, upewniamy się, że film nie jest tylko historią dzieciństwa czy dysforii płciowej towarzyszącej dojrzewaniu. Przede wszystkim to opowieść o ukrytej samotności pośród najbliższych, którą czasami dzieli od szaleństwa zaledwie mały krok.
Czytaj więcej
Dobrze pamiętam tę bajkę. Niemal cały jej tekst i ilustracje, chociaż minęło kilka dekad, od kiedy ją czytałem. Nie pamiętam nazwisk autora tekstu ani rysownika. Bajka jest opowieścią o kaczce, która zwykła była gotować swoim dzieciom na obiad kaszkę. Napisana jest wierszem, a kaszka z kaczką łatwo się rymują. Powstała w czasach, gdy gotowanie czegokolwiek wymagało ognia. A ogień nie był jeszcze postrzegany jako zagrożenie równowagi ekologicznej. Był raczej dobrodziejstwem ludzkości. Chociaż wymagał uważności i ostrożności. Grecki mit mówi, że zanim Prometeusz wykradł ogień z Olimpu i przyniósł ludziom, marzli w chłodne pory i jedli tylko surowe pożywienie. Za ten dar dla ludzi bohater mitu został srogo ukarany. Został przykuty do skał Kaukazu, a orzeł wyjadał mu wątrobę, która odrastała. Cierpienia Prometeusza przerwał Herakles, zabijając okrutnego ptaka, i uwolnił dobroczyńcę ludzkości z łańcuchów.
Prometeusz dał ludziom ogień, ale nie nauczył ich, jak go rozniecić. Trzeba było podtrzymywać płomień lub przynajmniej żar. Tę metodę stosowano jeszcze długo po wynalezieniu krzesiwa, zapałek i zapalniczek.
Kaczka z bajki nie znała innych sposobów rozpalenia w piecu poza użyciem zapałek. Dzisiaj niemal nikt już nie rozpala zapałkami ognia w piecu, żeby ugotować obiad. Ale kaczka znalazła się w kłopocie dawno temu. Rozwiązania problemu upatrywała w pożyczeniu zapałek. Odwiedziła w tym celu wszystkich sąsiadów. Kurze wszystkie zapałki się skończyły. Gęś nie zrozumiała prośby kaczki, bo miała niedosłuch. Lis, gołąb i paw też nie spełnili jej oczekiwań. Nieszczęsna kaczka nie mogła uwarzyć kaszki dla dzieci.
Kaczka z bajki nie była osamotniona. Miała rozbudowaną sieć społeczną. Kura i gęś okazały jej życzliwość. Chociaż pomoc gęsi była nieprzydatna, bo radziła strapionej zrobienie czegoś, czego ta zrobić nie mogła z powodu braku ognia w piecu. Nie wiadomo, dlaczego lis, gołąb i paw jej nie pomogli. Może byli proekologiczni i używali fotowoltaniki i płyt indukcyjnych. Kaczka nie osiągnęła celu, do którego zmierzała. Dała dzieciom zimny obiad.
Niemożność zrealizowania planu może skłaniać do jego zmiany. Jeśli nie można zrobić „tak jak zawsze”, można szukać innego rozwiązania. Kaczka nie skonstruowała wprawdzie piezoelektrycznej zapalniczki, zmieniła jednak menu obiadowe dla dzieci. Byłaby to historia, w której uporczywe stosowanie jednego sposobu stawiania czoła przeciwnościom nie prowadzi do załamania. Czyżby chodziło o sprężystość bohaterki? Kiedy zwracanie się o pomoc nie przyniosło pożądanych wyników, uruchomiła swoją sprawczość.
W bajce spotykamy wyraźne rozróżnienie sposobów zachowania między żeńskimi a męskimi adresatami próśb kaczki o poratowanie jej zapałkami. Kura i gęś okazują życzliwe zainteresowanie. Lis, gołąb i paw „odprawiają ją z kwitkiem”. A ojciec kaczor w ogóle się nie pojawia. Bajka ma blisko sto lat. Nie dziwią tradycyjne role związane z płcią. Chociaż słyszy się głosy tęsknoty za nimi.
Watro dodać, że sprężystość nie ma powiązań z tradycyjnym modelem życia rodzinnego. Dysfunkcjonalne stereotypy poznawcze i sztywne style radzenia sobie w trudnych sytuacjach rozwijają się u dzieci wychowywanych w rodzinach każdego z opisanych dotychczas wzorów. Zaradna kaczka pewnie, jak to bywa u kaczek, wychowana została przez samotną matkę wielodzietnej rodziny.
Głuchawa gęś zrozumiała, że kaczka zamierza gotować kluski albo makaron. Radziła raczej kaszkę. A gdyby tak makaron?
KLUSKI Z SOSEM JARZYNOWYM
dla 4–6 osób
500 g makaronu typu świderki
1 łyżka masła
SOS
5 łyżek oliwy
1 szklanka pomidorów z zalewie
3 szt. sporych marchewek
3 szt. pietruszki
1 szt. selera
2 szt. cebuli
3 ziarna pieprzu, 1 goździk, 1 ziele angielskie, 1 liść laurowy
3 szt. ząbki czosnku
2 łyżki solonych kaparów
1 łyżeczka ziół toskańskich
1 łyżeczka pasty gulaszowej
1 łyżeczka ostrej pasty paprykowej
6 łyżek tartego parmezanu
Marchew, pietruszkę, seler i cebulę obrać i gotować 20 minut z dodatkiem przypraw, ale bez soli. Odcedzić, usunąć przyprawy, ostudzić (wywar zachować na zupę). Ostudzone jarzyny rozdrobnić.
W płaskim rondlu rozgrzać oliwę z obranym i pokrojonym czosnkiem. Kiedy czosnek zacznie się złocić, wrzucić jarzyny i pomidory z sokiem, kapary i przyprawy. Dusić na niedużym ogniu, aż sos zgęstnieje.
W osolonej wodzie ugotować makaron. Odcedzić zachowując trochę wody. Wmieszać masło. Wymieszać z sosem, ewentualnie dodając nieco wody spod makaronu.
Na talerzu posypać tartym parmezanem.
Czytaj więcej
Kiedy po lekcjach w gimnazjum mama odbierała mnie autem do domu, nie było chyba bardziej denerwującej rzeczy niż jej pytanie: „Jak było w szkole?”.
Czytaj więcej