Jim i Jacob to bohaterowie ponurych humoresek napisanych ponad sto lat temu przez Marka Twaina. Jim nie przestrzegał żadnych norm społecznych. Kłamał, kradł i zawsze unikał kary. Kiedy dorósł, upijał się. Tłukł swoje dzieci, a w końcu pozabijał je siekierą. Nie został jednak skazany. Wydawałoby się, że nic w jego linii życiowej i usposobieniu nie zapowiada sukcesów w karierze polityka. A jednak został posłem do parlamentu. Jacob natomiast przestrzegał wszystkich zakazów i wypełniał wszystkie nakazy. Wiodło mu się kiepsko. Kiedy chciał podnieść z błota ślepca wepchniętego do kałuży przez łobuzów – oberwał od niego laską. Sprawcy uciekli, a on był na miejscu. Kiedy chciał przygarnąć bezdomnego psa, oczekując wdzięcznego przywiązania – ten poszarpał na nim ubranie. Jacob zginął, ratując psy, które niegrzeczni chłopcy chcieli nitrogliceryną wysadzić w powietrze. Wybuch uniósł go razem w psami. Pospadali na ziemię w kawałkach.
Intencja Twaina jest klarowna i czytelna. Wyśmiewa pedagogikę posługującą się nakazami i zakazami przekazywanymi w sentymentalnych opowiastkach, w których dobro jest zawsze nagradzane, a zło spotyka zasłużona kara. Wszyscy widzimy, że w rzeczywistości społecznej tak się nie dzieje. Nie wszyscy posłowie do sejmu byli w przeszłości grzecznymi dziećmi. A i w dorosłości deklarują wartości etyczne, często nie kierując się nimi w postępowaniu. Opinia publiczna nie piętnuje wyrządzania zła. O chwale dobrych uczynków mało kto słyszał.
Opowiastka o niegrzecznym Jimie jest apoteozą dążenia do przyjemności. To znaczy do zaspokajania wszystkich swoich pragnień. Ta o grzecznym Jacobie – ilustracją życia według narzuconych przez wychowawców scenariuszy.
Kant twierdził, że prawo moralne w człowieku kształtuje jego postępowanie. Freud utrzymywał, że rozwijając się, człowiek dostrzega rzeczywistość ograniczającą swobodę osiągania przyjemności, a sposoby rozwiązywania konfliktu między potrzebami a wymogami rzeczywistości decydują o kształcie człowieczego życia. Psychologia drugiej połowy ubiegłego wieku zmieniła paradygmat. Skupiła się na środowisku społecznym formułującym oczekiwania wobec każdego ze swoich członków. Oczekiwania niezgodne na ogół z jej/jego autentycznymi potrzebami. Odnalezienie tych potrzeb uczyniła celem. W konsekwencji kult autentycznego „ja” i realizacji „siebie” stał się chyba najpowszechniejszym nurtem popularnej psychologii.
Warto zwrócić uwagę na to, że pisząc dzieje niedobrego chłopca, Twain nie poświęcił ani zdania jego życiu wewnętrznemu. Tak jakby był ortodoksyjnym behawiorystą. A przecież przedstawiając dzieje dobrego Jacoba, często nawraca do silnej w nim potrzeby zyskania uznania u autorytetów i jeszcze silniejszego marzenia o zostaniu bohaterem szkolnej lektury obowiązkowej. Te umoralniające opowiastki zawsze kończyło ostatnie słowo bohatera wygłoszone na łożu śmierci. O wydrukowaniu takiego ostatniego słowa marzył Jacob. Ale nie umarł w łóżku.
W obu opowiastkach Twaina jedyną rzeczą do jedzenia są jabłka. Oczywiście kradzione przez złych chłopców w sadzie sąsiadów. Z jabłek, także niekradzionych, można zrobić pyszną i prostą leguminę.
LEGUMINA Z JABŁEK I GRYSIKU
2 szklanki grysiku
6 sztuk kwaśnych jabłek
2 szklanki cukru
25 dag masła
alternatywnie
1 sztuka cytryny
1 łyżka cynamonu
niekoniecznie
2 łyżki rodzynek
Przygotowanie:
Jabłka obrać i utrzeć na grubej tarce. Formę do pieczenia wysmarować masłem. Wsypać na dno grysik. Na warstwę grysiku – utarte jabłka wymieszane ze skórką cytrynową lub cynamonem i ewentualnie rodzynkami. Na warstwę jabłek wsypać warstwę cukru. Na końcu przykryć plasterkami masła. Piec około 20 min w temperaturze 150°C.
Czytaj więcej
Mistrz nie może się nadziwić. Szwajcarzy wolą stracić milion franków niż zgodzić się na jego metody pracy.
W marcowym felietonie, nawiązując do afery w Centrum Praw Kobiet i oskarżeń o mobbing, napisałam: „Kończy się epoka tyrani i zamiatania pod dywan”. Muszę sprostować. Wydaje się, że prawdą jest tylko pierwsza część tego zdania.
2 czerwca kierownictwo szwajcarskiego teatru La Comédie de Genève odwołało spektakl Krystiana Lupy. 79-letni polski reżyser pracował tam nad przedstawieniem Les Émigrants, według powieści W.G. Sebalda Wyjechali. Spektakle zaplanowano w dniach 7–17 czerwca. Później zespół miał ruszyć w europejskie tournée.
Pięć dni przed premierą całość jednak odwołano. Z krótkiego komunikatu teatru wynika, że poszło „o różnice w filozofii pracy” i obronę „silnych wartości” znajdujących odzwierciedlenie na przykład w regulaminie pracowniczym. Budżet przedsięwzięcia to blisko milion franków, czyli około 4,3 mln zł.
Szersze światło rzucił najpierw Krystian Lupa, przepraszając w oświadczeniu za dwie sytuacje. Pierwsza: nakrzyczał na tłumaczkę, która niespodziewanie przerwała tłumaczenie jego słów (dziś już wiemy, że gdy poprosiła o pięć minut przerwy, Lupa wpadł w szał). Drugi incydent miał miejsce podczas próby generalnej i dotyczył niewłaściwego zareagowania na problemy z oświetleniem. Lupa zapewnił, że nie użył obraźliwych słów. I dodał: „Teatr, zapraszając zagranicznego reżysera, zaprasza go z jego metodą pracy, do której ekipy powinny przynajmniej spróbować się dostosować”. Technicy z La Comédie napisali w odpowiedzi m.in. o „upokorzeniach i przykrych epitetach”.
Dopiero od niedawna mówi się o przemocy w polskim teatrze. Wiele zachowań od lat wymagało nazwania, dlatego Mistrz mógł krzyczeć, wymuszać, wyrzucać do kosza kosztowną scenografię, przekładać premiery, co dla aktorów oznaczało problemy finansowe. Albo nie szanować ich czasu prywatnego. A dziś może się dziwić.
Mocniejsze przykłady zachowań reżysera można znaleźć w mediach społecznościowych. Gdy piszę ten tekst, nie ma ich jednak wiele. Nie wypowiedziało się też żadne ważne nazwisko. Choćby w obronie. Może dlatego, że „od trzydziestu lat się o tym gada”.
Gadało się też o magazynie „Press”, który od 26 lat przyznaje najważniejsze polskie nagrody dziennikarskie. Gdy pod koniec maja ujawniłam w „Dużym Formacie”, że Andrzej Skworz, naczelny i właściciel „Pressa” poniewiera pracownikami, ten też „z całego serca przeprosił”. I wyraził zdziwienie, że metody, „których używał, by dbać o jakość materiałów”, krzywdziły ludzi. A na koniec zapowiedział, że mnie pozwie.
Reportaż odbił się szerokim echem w mediach, ale na palcach jednej ręki można policzyć wypowiedzi utytułowanych dziennikarzy. Są też redakcje, które temat przemilczały. Te same newsroomy, gdy ktoś odważy się opowiedzieć o tym czy innym ważnym reżyserze, omówią doniesienia, przeprowadzą wywiady z ekspertami, przeanalizują zjawisko mobbingu.
Zanim rozwinie się jakakolwiek patologia, widać jej symptomy. To jeden z powodów, dla których żadne środowisko nie jest skłonne do rozliczania się z grzechów. Bo jeśli nie zareagowałam, to wzięłam udział w czymś złym?
Czytaj więcej
Życie przelatywało mi koło nosa. Właściwie – przez nos. Wielki, wiecznie zaczerwieniony kinol jak rura wydechowa ciężarówki marki Star z pękatą pieczarką na czubie. Jeśli sobie to wyobrażacie, to dodajcie jeszcze raz tyle, zarówno wszerz, jak i wzdłuż, nie przesadzam. Podobno jako mała dziewczynka miałam całkiem normalny nos, ale koło piątego roku życia zaczął rosnąć szybciej niż cała reszta mnie. O wiele szybciej.
Nie mam zdjęć z tamtego okresu, w ogóle nie mam żadnych zdjęć, jedynie w dowodzie osobistym. Dlatego nie używam dowodu, nie biorę kredytów, nie odbieram poleconych, nie melduję się w hotelach. Wiem, że to głupie, bo przecież nie trzeba patrzeć na moje zdjęcie, by widzieć ten mój nochal.
I ludzie go widzą. Tylko jego. Jakby zapytać tych kilku osób, które mnie od czasu do czasu widują, o kolor moich oczu albo włosów, to nic nie będą w stanie powiedzieć. Powiedzą za to, zapewne ściszonym głosem, że jestem dziwna i chyba tęgo sobie pociągam. Bo ta moja kichawa wygląda jak rasowy nos pijaka. Albo dwóch. A ja nie piję, nawet w sylwestra czy w swoje urodziny. Nie mam z kim.
Wiem, jakie pytanie ciśnie się
wam na usta. Dlaczego ta nieszczęsna dziewucha nie zrobiła sobie plastycznej operacji!? Przecież to takie proste: umawiasz wizytę, pokazujesz, jaki kształt sobie życzysz, rach-ciach i nowy nos jak malowany. Wszystko się zgadza, niestety w moim przypadku nie wchodzi w rachubę zwykła korekcja, ale wielowymiarowy zabieg, którego koszt oscyluje w okolicy używanego Stara z niskim przebiegiem, tak, tak, cztery zera po czwórce. Nie stać mnie.
Wszystko zmieniła pandemia. Jakaż ja byłam wtedy szczęśliwa! Obowiązek noszenia maseczek w miejscach publicznych dał mi nowe życie. Zrobiłam się towarzyska, ćwierkająca, podśpiewująca pod… no, tak, nosem, ale niewidocznym! Gadałam z każdym, kto się nawinął: kobiety, dzieci, starcy. Nawet mężczyźni. Pierwszy raz w życiu pozwoliłam sobie na drobne flirty, nawet więcej niż drobne. Okazało się to takie proste! Okazało się to takie smutne. I puste.
Ludzie mają niewiele do powiedzenia. A jeśli już, to głównie o sobie. I nie słuchają. Och, zdarzają się wyjątki, jasne, ale tylko potwierdzają regułę. Ale to dotarło do mnie po ataku szaleństwa. Atak wywołało zbliżające się zniesienie obowiązku noszenia maseczek. Wpadłam w panikę. Nie chciałam tracić nowego życia. Wzięłam kredyt. Dostałam już nawet polecony z datą i szczegółami operacji. Już zarezerwowałam hotel. I nie pojechałam.
Dotarło do mnie, że to nowe życie nie jest wcale lepsze od starego. Że ta rozgadana ja, to nie ja. Prawdziwa ja to samotniczka, która żyje sobie na uboczu i uwielbia ciszę. Uwielbia delikatne drgania rozciągniętego w nieskończoność czasu, z których tak naprawdę składa się życie. Wróciłam do siebie. Jedna czy dwie pandemiczne znajomości przetrwały, nawet zdjęcie maseczki z nosa. I teraz życie już nie przelatuje koło mojego wielgachnego, kochanego kinola, lecz przepływa niespiesznie i dostojnie. A ja płynę z nim. I cieszę się, że naprawdę mam czym oddychać.
Czytaj więcej
Uwiera, przeszkadza, usztywnia, zatruwa relacje. Nieuświadomiona pozostaje niewiadomą, niezauważona nie daje wyboru i staje się udręką – nadkontrola. Z czym, a może z kim Ci się kojarzy? Czy kiedy wymawiasz to słowo, pojawiają się jakieś obrazy, sytuacje, osoby?
Czytaj więcej
Z Magdaleną Gut-Orłowską, autorką książki Gdy emocje biorą górę. Jak uczyć dzieci radzenia sobie z trudnymi uczuciami, rozmawia Kasia Dołhun, metodyk, edukator i dyrektor pedagogiczny, która na co dzień wspiera nauczycieli i rodziców w rozwoju umiejętności przedszkolaków i uczniów.
Czytaj więcej
Komunikacja jest kluczowa w relacjach międzyludzkich – trudno o większy truizm. Dlaczego zatem tak wiele osób unika rozmów o seksie? Skąd bierze się wstyd i skrępowanie?
Czytaj więcej
Opór w przyznawaniu się do błędu kosztuje nas wiele. Zadziwiać może, ile energii część ludzi wkłada w to, by przypadkiem nie przyznać się do winy, zamiast śmiało powiedzieć: „Owszem, zawaliłem”. Błędy nas uwierają w relacjach rodzinnych i zawodowych. Usztywniamy się przy swoich racjach, nabieramy powietrza i choćby nie wiem co, unikamy prostego wyznania: „Tak, popełniłem błąd”.
Czytaj więcej
Rodzicielstwo potrafi być nie lada wyzwaniem. Szczególnie kiedy zostajemy rodzicami po raz pierwszy, możemy mieć poczucie, że od teraz liczy się tylko dziecko i tym samym nasze potrzeby schodzą na dalszy plan. Bardzo łatwo jest zapomnieć o sobie. Czy da się zadbać o siebie w tak wymagającej roli i znaleźć chwile wytchnienia?
Czytaj więcej
Pamiętam, jak na początkowym etapie szkolenia terapeutycznego zastanawialiśmy się, jak to jest, że prowadząc terapię, pytamy o tyle ważnych rzeczy, słuchamy historii życia naszych pacjentów, potem interpretujemy to wszystko, a pacjenci często nie zmieniają się wcale.
Czytaj więcej
W Twoim związku od dawna przeważa permanentny stres i smutek, zamiast spokoju i radości z bycia razem? Masz wrażenie, że idylliczne początki Waszej relacji były jakimś okrutnym kłamstwem? Pamiętasz, że zakochałaś się w kimś kto traktował Cię cudownie, a teraz traktuje Cię bez szacunku i z pogardą? Uważaj! To może być psychofag.
Czytaj więcej
Mamy, które zdecydowały się zostać w domu po urodzeniu dziecka przeważnie negatywnie oceniają te, które wróciły do pracy. Te z kolei, które realizują się zawodowo nie rozumieją faworyzowania przez społeczeństwo mam, które zostały z dzieckiem w domu oraz ich ulubionego, bolesnego i nieprawdziwego stwierdzenia: „Ona woli być w pracy niż z dzieckiem, ja bym tak nie mogła”. Miłość do dziecka nie powinna podlegać dyskusji, a wszystkie matki powinny się wspierać, więc skąd ten konflikt?
Czytaj więcej
Wiele osób wierzy w to, co przynoszą sny. Przesypiamy w przybliżeniu jedną trzecią życia. Budząc się, widzimy świat bardzo różny od tego, jaki jawił się nam we śnie. Czasami to poczucie, że rzeczywistość z naszych marzeń sennych jest realna, sprawia, że przez część dnia nie potrafimy się od niej uwolnić. Jesteśmy przekonani, że nadal mamy do czynienia z osobami, które występowały w naszych snach. Mogą to być osoby, które niegdyś kochaliśmy, mogą to być nasi bliscy, którzy już nie żyją, czy też dzieci w wieku, który już dawno zostawiły za sobą. Uczestniczymy w niesamowitych przygodach i posiadamy nadzwyczajne moce.
Często ludzie poszukują wyjaśnienia, dlaczego coś im się śniło, dlaczego we śnie przeżywają różne przygody albo dlaczego pojawiły się w nim specyficzne osoby. Mogą to być nie tylko rzeczywiste osoby, lecz także ludzie, którzy są tworem wyobraźni, choć występują w sytuacjach, w których sami byliśmy w przeszłości. W takiej sytuacji część osób poszukuje wyjaśnień w sennikach. Na przykład w jednym z popularnych senników dostępnych w internecie znajdujemy wyjaśnienie snu, w którym pojawia się czarna wdowa. Zdaniem autora sen ten zwraca uwagę na to, że należy skupić się na duchowym wymiarze własnej osobowości. Dlaczego pojawia się taka interpretacja, a nie interpretacja odwołująca się do lęku przed tym śmiertelnie groźnym pająkiem, tego się nie dowiadujemy. Z kolei, jeśli we śnie pojawia się dziecko, to może zawierać informację o tym, co udało się w życiu zrealizować lub osiągnąć. Nota bene, znaczenia snów o dzieciach są w sennikach bardzo rozbudowane i na przykład sny, w których występują chłopcy, oznaczają coś innego od snów, w których pojawiają się dziewczęta. Jednak sennik to nie najlepsza droga do interpretacji marzeń sennych. Bardzo często znaczenie pewnych symboli jest odmiennie interpretowane przez różne senniki.
Z kolei psychoanalityczne interpretacje snów zawierają głównie symbolikę seksualną. Wydłużone przedmioty oznaczają męski narząd płciowy, zaś przedmioty zawierające otwory – narząd żeński. W wyjaśnieniach psychoanalitycznych mogą również pojawiać się odniesienia do motywów naszych działań, które dla jednostki są bardzo ważne, ale które zostały usunięte ze świadomości. W czasie snu procesy kontroli działają słabiej i dlatego w interpretacjach bierzemy pod uwagę usunięte ze świadomości treści.
Nieco inne podejście do wyjaśniania znaczenia snów reprezentuje znany terapeuta rodzin John Bradshaw. Twierdzi on, że ważne jest nie tyle, co śnimy, ale podstawowe znaczenie ma pobudzenie emocjonalne towarzyszące snom. Im jest ono silniejsze, tym większe znaczenie danego snu. Nie ma większego znaczenia interpretowanie symboliki marzeń sennych, zazwyczaj sny należy interpretować wprost.
Choć sny mogą być interpretowane na różne sposoby, to niezależnie od tego stanowią ważny element naszego życia. Neurofizjologowie zwrócili uwagę, że marzenia senne związane są z szybkimi ruchami gałek ocznych (REM). Osoba śniąca szybko porusza zamkniętymi oczami. Okazało się, że w ciągu nocy mamy kilka faz REM. Zwykle ich nie pamiętamy, gdyż informacje o snach przechowywane są w pamięci krótkotrwałej. Pamiętamy sny poprzedzające okres przebudzenia się. Te marzenia są powtarzane w świadomości i stąd bierze się ich większa trwałość. To, że nasycają nasze myśli przez dłuższy czas, może wynikać z faktu, że nasze procesy psychiczne mają charakter dwojaki. Z jednej strony są one szybkie i globalne, przesycone emocjami, z drugiej zaś mają charakter sekwencyjny i racjonalny. Wtedy zdajemy sobie sprawę, że to był tylko sen, a nie rzeczywistość.
Czytaj więcej