Jak odczuwamy sztuczną inteligencję?

Czy zwróciliście uwagę, że rozwój technologii związanych z komunikacją dzieje się coraz bliżej naszych ciał? Telegraf był dostępny na poczcie, pierwsze telefony były najpierw u sąsiadów, potem w naszym przedpokoju lub salonie. Komputer znalazł swoje miejsce na biurku, a telefon komórkowy w kieszeni. Kolejnym przełomem jest rozwój sztucznej inteligencji (AI). Jak myślicie, gdzie znajdziemy dla niej miejsce? A może ona sama zdecyduje, gdzie chce „mieszkać”?
Czytaj więcej

Mój ogród. Walka

Kiedy późną wiosną wyglądam przez okno, widzę żywioł, który się zbliża i tylko ponadnaturalny wysiłek mógłby mnie uratować. Gdybym je otworzyła – następnego dnia w salonie rosłyby derenie, weigele i jaśmin, za kilka tygodni krzaki wiejskiej róży i jeszcze to szalone pnącze, które na razie owinęło się wokół grabi i łopaty pozostawionych przez moją drugą połowę pod drzewem w połowie marca.  Gdybym chciała wyjść do ogrodu, dziś powinnam założyć kalosze, bo trawa sięga połowy łydki. Podejrzewam, że mogły już zamieszkać w niej jadowite węże, za miesiąc trzeba będzie założyć wodery i chwycić maczetę. To nie jest scena ze Stranger Things, to jest po prostu efekt braku umiejętności przewidywania przyszłości. Dwadzieścia lat temu uwierzyliśmy z mężem, że człowiek piszący zawodowo stanie się częścią klasy średniej i wzięliśmy kredyt walutowy, za co nabyliśmy niewielki dom z ogrodem. Był to ukłon w stronę mojego dzieciństwa, które spędziłam, niespodzianka, w domu z ogrodem oraz własnej progenitury. Wydawało mi się, że to będzie dobry pomysł. Był to także symbol życiowego sukcesu w czasach zapowiadanego końca historii. Poza tym mieliśmy jeszcze zdolność kredytową. Tak, to jest moment na otarcie łez ze śmiechu. Początki były ambitne: studiowałam pisma branżowe i na ilustracjach pokazywałam palcem wystudiowaną dzikość nasadzeń. To byłoby to: każda pora roku powinna się mienić inną kolorystyką. Ogród miał zacząć kwitnąć w kwietniu, kończyć w październiku, zimą oko cieszyć miała wypielęgnowana trawa i rośliny zimozielone. Przywieźliśmy sadzonki i w teorii zaczęliśmy życie właścicieli ziemskich. W naszym ogrodzie rosły stare czereśnie i jabłonie, dęby i modrzewie – mieliśmy dodatkowe punkty startowe. Pamiętam, jak naszą wesołość budziła pierwszego roku sąsiadka na emeryturze. Kiedy liście dębu zaczęły opadać na jej stronę ogródka, truchtała za nimi najpierw z kijem zakończonym szpikulcem, potem z grabiami. Liście nie miały prawa leżeć na podobnym do nawierzchni Wimbledonu trawniku. Nasze leżały i gniły, bo kurs franka szwajcarskiego właśnie wystrzelił w górę i zamiast grabić, braliśmy nadgodziny. Następnej wiosny trawnik miał łysiny, które w lecie wypełnił mech, a jeszcze w następnym roku inne niż trawa niezidentyfikowane rośliny. Jakieś złe istoty nadgryzły cebulki tulipanów. Po zasuszeniu kilku rodzajów bylin kwitnących postawiliśmy na nieustraszone krzewy, które nie bały się suszy ani infekcji. Prosiły tylko o podcięcie. Podobnie jak jabłonie, którym wilcze ramiona wystrzeliły w górę. Którejś wiosny poprosiłam męża o podcięcie krzewów i drzew owocowych. Po dwóch tygodniach wyszedł z piłą na podwórko. Wieczorem nie było ulubionej jabłoni, ledwo uratowałam czereśnię. O mało się wtedy nie rozwiedliśmy. Dużo czytam o terapeutycznej roli ogrodu.  Wierzę na słowo. Mój mi mówi: czuję się opuszczony, nie dbasz o mnie, nie byłaś gotowa na naszą relację, nie dorosłaś do niej. Nie postawiłaś mi żadnych granic, dlatego wchodzę ci na głowę. Dlaczego twój mąż biega tu z siekierą? Czy możesz pójść do ogrodnika?  
Czytaj więcej

„Wyznaczanie granic. Jak je stawiać, żeby czuć się wolnym" - przeczytaj fragment!

Książka Melissy Urban to praktyczny, inspirujący poradnik, który wesprze was w ustaleniu hierarchii ważności waszych potrzeb, a także da szansę na pełniejsze, swobodniejsze i szczęśliwsze życie. Poniżej prezentujemy jej fragment.
Czytaj więcej

Wywiad z dyrektorem dr. hab. Pawłem Poszytkiem EuroSkills 2023

Gospodarka, szkolnictwo czy rynek pracy to obszary, które podlegają ciągłym zmianom. W jaki sposób wydarzenie, jakim jest EuroSkills, na nie wpływa i jak kształtuje te zmiany oraz trendy?
Czytaj więcej

Targi Książki już 25 maja w Warszawie!

Miliony mostów – literacki program Ukrainy - Gościa Honorowego Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie 2023
Czytaj więcej

O biznesie na światowym poziomie. Impact’23 coraz bliżej

Już w maju biznesowe i technologiczne serce świata będzie bić nie w Nowym Jorku czy Londynie, ale w Poznaniu. To w stolicy Wielkopolski będziemy dyskutować o odpowiedzialnym biznesie, potrzebach świata, technologiach, ekonomii i polityce. Przed nami jedno z najważniejszych wydarzeń gospodarczo-ekonomicznych w Europie Środkowo-Wschodniej. Przyjrzyjmy się szczegółom agendy.
Czytaj więcej

Neuroróżnorodni w biurze. Pierwszy raport o projektowaniu neuroinkluzywnych przestrze...

Według światowych danych[1], co piąty z nas jest neuroatypowy lub neuroatypowa. Neurotypowi i neuroatypowi pracują w tych samych przestrzeniach pracy, ale często potrzebują innych rozwiązań, a zatem inaczej zaprojektowanego biura. Raport „Neuroróżnorodni w biurze” pokazuje jak zaprojektować biuro neuroinkluzywne, gdzie wszyscy mogą być efektywni i mieć taki sam komfort pracy. Raport, stworzony przez firmę projektowo-badawczą Workplace w partnerstwie ze spółką biurową Skanska, porządkuje wiedzę na temat neuroróżnorodności oraz dostarcza praktycznych wskazówek o tym, jak wspierać osoby neuroatypowe w środowiskach pracy poprzez poprawę warunków przestrzennych. To pierwszy na polskim rynku raport poświęcony tej tematyce. „Charaktery” są jego patronem.
Czytaj więcej

Bieg po nowe życie

13 maja o 15:00 w Wiśle coraz liczniejsza drużyna Biegu po Nowe Życie spotka się w marszu promującym polską transplantologię. Po raz 22.
Czytaj więcej

Znamy zwycięzców II edycji ogólnopolskiego konkursu „Ogródki ze Smakiem”

Zakończono obrady jury konkursu „Ogródki ze smakiem”, zainicjowanego i organizowanego przez szwedzką markę Electrolux. To druga edycja konkursu, który w swoich założeniach wspiera proekologiczną edukację dzieci w wieku przedszkolnym. Konkurs zaangażował dzieci, rodziców i nauczycieli z całej Polski. Głównymi nagrodami są ogródki warzywne, a laureaci drugiego miejsca otrzymają mobilne miniogródki w donico-szklarniach.
Czytaj więcej

„Przędza” – przeczytaj fragment książki!

Nowa książka autorki bestsellerowej Czułej Przewodniczki to próba przyjrzenia się kobiecej codzienności i sprawom, z których tkamy swoje życie. Poniżej prezentujemy jej fragment.
Czytaj więcej

To tylko zwierzęta

Gdzie jest miejsce zwierząt we współczesnym świecie? Ludzie sprawili, że w ciasnych klatkach, rzeźniach, laboratoriach, na talerzach. Jaką cenę płaci planeta za zjedzenie przez nas jajka, pasztetu z gęsiej wątróbki, sera z krowiego mleka?  Wędrówka tusz Bartka Sabeli to zbiór reportaży, który krok po kroku odsłania proces powstawania produktów pochodzenia zwierzęcego. Z zapisów rozmów z hodowcami, pracownikami ferm, politykami, aktywistami, a także z wnikliwych analiz statystyk, raportów, pism branżowych wyłania się przerażający obraz tego, jak ludzki gatunek stracił więź z otaczającym światem i zamieszkującymi go istotami.  Wytwarzanie mięsa. Produkcja jaj. Cykl produkcyjny futra. To język tych, którzy zajmują się chowem przemysłowym. Język sprowadzający zwierzęta do nieczujących, niemyślących i przede wszystkim niecierpiących przedmiotów służących do zaspokajania ludzkich widzimisię.  Reportaże Sabeli są niezwykle rzetelne, wnikliwe, wytrącające broń z ręki wszystkim, którzy chcieliby powiedzieć: „To wymysły”, „To tylko zwierzęta”, „Zajmijmy się ważniejszymi problemami”, „Nie będę jeść robaków, mężczyzna musi jeść mięso”. Temat ten bowiem dotyczy nie tylko etycznego dylematu, ale też kwestii związanych z globalnym ociepleniem. To ta gałąź przemysłu odpowiada za produkcję metanu, zanieczyszczenia rzek, zaburzenie naturalnego środowiska, wycinkę lasów… Dieta nie jest sprawą prywatną, lecz publiczną i polityczną.  Dla tych, do których nie przemawiają statystyki i konkretne dane – Bartek Sabela przygotował coś specjalnego. Ciekawostki. Niektóre urocze, niektóre nie. Czy wiedzieliście, że świnie reagują na muzykę i już w wieku dwóch, trzech tygodni są w stanie nauczyć się reagować na własne imię?  Albo że wypatroszona ryba potrafi nawet przez godzinę czuć ból? A może wiedzieliście, że każdego roku dla futra zabija się około 100 mln zwierząt?  Bartek Sabela nie moralizuje. Stara się znaleźć odpowiedź na pytanie – czy jest możliwe pozyskanie mięsa, mleka, jaj w etyczny sposób, w którym relacja człowieka i zwierzęcia opierałaby się na szacunku. Czy mu się udało? Przekonajcie się sami. 
Czytaj więcej

Ręka, która drży

Lata temu siedziałam przy kolacji w jakimś podwarszawskim hotelu, razem z kilkuosobowym korporacyjnym zespołem, dla którego prowadziłam szkolenie. Szefową zespołu była dyrektorka raportująca bezpośrednio do zarządu, czyli szycha, w skrócie mówiąc. Unosiła się wokół niej aura determinacji, nieugiętości i nieposkromionych zapędów sprzedażowych. Aura owa zelżała nieco, gdy ktoś otworzył drugą butelkę wina i zaczęły się wspominki najbardziej odjechanych imprez firmowych: kto i jak bardzo się spił przy świętowaniu końca projektu, kto stanął o krok za blisko basenu, kiedy akurat kelner przeciął tę samą trajektorię i wreszcie jak skończyła się pewna gra w rzutki.  Wedle tej ostatniej historii członkowie zespołu stanęli naprzeciwko czarno-czerwonej elektronicznej tarczy, w bocznym skrzydle jakiegoś małomiasteczkowego baru. Zadanie było takie, jak zawsze w darcie – trafić lotką w środek tarczy. Oni jednak wstawieni, ambitni i, można by uznać, przetrąceni nieco przez śrubowane w nieboskłon targety postanowili dodać jedno utrudnienie: kiedy zawodniczka czy zawodnik zbierali się do oddania rzutu, jego koledzy i koleżanki mieli podnosić poziom zadania poprzez dogadywanie. Żadnego szturchania, żadnego popychania, dmuchania w lotki czy czegoś w tym stylu, ale słowne zaczepki owszem. Że taki, co nawet nie potrafi targetu zrobić powyżej 80%, to jak ma trafić w tarczę. Że ta lotka to prędzej chyba w sufit poszybuje niż w stronę tarczy. Że jak ten Kazek czy Zośka gra w darta tak, jak prowadzi samochód, to raczej szybko ta lotka do tarczy nie doleci. I tak dalej.  Dyrektorka Miranda, takie imię jej dajmy z nadzieją na potencjalne filmowe skojarzenia, wygrywała cały czas. Słowa odbijały się od niej jak kolejne lotki od brzegów tarczy u innych zawodników. Aż do tego momentu! Aż do momentu, kiedy biorąc do ręki kolejną strzałkę, usłyszała: „Ale że jej nie głupio tutaj się zabawiać, jak dwójka małych dzieci w domu tęskni do mamusi!”. Strzałka nie musnęła nawet tarczy. I takie to było śmieszne! Taką to powszechną wesołość wzbudziło, że niby taka wielka nieustraszona pani dyrektor, takie targety, takie bankiety, taka niezachwiana ręka lotkę dzierżąca, a tymczasem wystarczy wspomnieć jej córeczkę, jakąś dziewczynkę, co nie umie butów zasznurować, i jej synka, chłopca, który myśli, że pisze się „ktury”! I samo ich wspomnienie zupełnie pozbawia ją, nomen omen, polotu! Ubaw po pachy, Miranda spadła z pierwszego miejsca na czwarte i dostała nagrodę pocieszenia w postaci tequili postawionej przez projekt menedżera, któremu ręka nie zadrżała w żadnym momencie.  Kiedy kolega skończył opowiadać tę historię, Miranda, która akurat siedziała obok mnie, powiedziała, już się nie śmiejąc: „Tak właśnie było: wystarczyło tamto zdanie, a ja się kompletnie posypałam. W sumie trochę smutne, że to aż takie łatwe, nie?”.  Nie pamiętam, co jej wtedy odpowiedziałam, ale moje serce to wie: ci, których kochamy najbardziej, potrafią nas zdestabilizować szybciej i skuteczniej niż ktokolwiek krążący po nieco dalszej orbicie.  No, a już dzieci – Mistrzowie! Mistrzowie i mistrzynie! Choć raczej nie tyle oni, bo jak to napisała Eliane Glaser, brytyjska autorka w książce Motherhood: Manifesto, komentując rozmiary społecznej presji wywieranej na matki oraz ich własnoręcznej presji: „Dzieci niewiele mają z tym wspólnego. Z dziećmi jest wszystko w porządku”. Ale z rodzicami? A najczęściej jednak – z mamami, które, powiedzmy sobie szczerze, na ogół biorą na siebie emocjonalnie więcej niż ojcowie? Co to jest, że ta sama mama, co to wymiata na konferencjach i międzynarodowych forach na Rzecz Rozwoju Dziedziny Kluczowej, ta, która lewą ręką pisze doktorat na SWPS, a prawą e-maila po portugalsku do centrali, ta, co w lutym morsowała w jeziorze, a we wrześniu pobiegła półmaraton. Co się dzieje z matkami, kiedy precyzyjne Niewidzialne Siły, prawie od niechcenia, wciskają guziczki z naszym lękiem, z naszym poczuciem winy, że za mało, że nie tak, z naszą nieustanną (nad)czujnością? I jeszcze te wszystkie stany spowija mgła tej cholernej miłości, co to nikt nie powiedział nam, że będzie aż tak dojmująca? Dajcie mi ten komfort, Czytelniczki, Czytelnicy, pozwólcie mi udawać, że ja tutaj piszę felieton o zjawisku społecznym! O koleżankach swoich, uczestniczkach szkoleń i warsztatów, o innych, nie o sobie, nie o swoich momentach wtopy, kiedy cała moja komunikacyjna kompetencja, wszystko, co przeczytałam i w dodatku napisałam, idzie na długi spacer w nieznanym nikomu kierunku, a ciało migdałowate, ośrodek lęku, przejmuje stery!  W cudnym filmie Mój chłopak się żeni zrozpaczona Julia Roberts siedzi pod drzwiami hotelowego pokoju i, wbrew regulaminowi, pali papierosa w korytarzu. Zwraca jej uwagę przechodzący obok pracownik hotelu. Chwilę potem sam bierze od niej papierosa i pociesza ją słowami swojej babci, która w trudnych momentach mówiła do niego zawsze: „to także minie”. Prawie jestem gotowa to sobie, tfu, Wam, obiecać. 
Czytaj więcej