Wyobraź sobie, że jedziesz do dużego, znanego miasta i świadomie nie planujesz zwiedzania najważniejszych jego atrakcji, nie chcesz skierować swoich kroków tam, gdzie zdecydowana większość turystów. Tak więc wyobraź sobie, że kiedy jesteś w Paryżu, nie wchodzisz na Wieżę Eiffla, nie idziesz do Luwru, nie płyniesz Sekwaną.
Czytaj więcej
Patrzę na siebie oczami Ignasia. Nie życzyłby sobie, bym się poddała. Hasłem dnia jest więc dla mnie: „Mamo, ogarnij się!”. I choć jest to czasem niezwykle trudne, robię to dla niego. I dla córki. Dom Dusz to mój wektor, taka nitka do kłębka, po której wędruję. Miejsce, gdzie dusza – moja i innych osób po okrutnej stracie – może doświadczyć ukojenia.
Czytaj więcej
Słowa wypowiadane i pisane mogą mieć olbrzymią moc. Przynoszą uśmiech na naszej twarzy, ale również sprawiają, że pojawią się w nas trudne uczucia. Są w stanie pomagać nam w życiu, ale też nas ranić. Nie jesteśmy w stanie przejść przez życie bez doświadczenia zranienia. To oczywiste, że często szukamy sposobów, by poradzić sobie w momentach, gdy słowa skierowane przez kogoś do nas sprawiają nam ból. Czy istnieje uniwersalny trening na bolesne słowa?
Czytaj więcej
Nikt nie lubi rozstań, ale mało kto ma szczęście ich uniknąć. Każda bliska, trwająca w czasie relacja nas zmienia, bo poznajemy świat innego człowieka, na fali miłości próbujemy się zbliżyć do niego, zafascynowani angażujemy się w to, czym żyje ukochana osoba, uczymy się nowych rzeczy.
Czytaj więcej
Pandemia COVID-19 pozornie dobiegła końca. Piszę „pozornie”, gdyż koronawirus wykazuje dużą zdolność do mutowania. Nowe odmiany nie są już tak groźne – wprawdzie cechują się większą zaraźliwością, ale rzadziej prowadzą do ciężkiego przebiegu choroby kończącego się hospitalizacją, a nawet zgonem. Badacze, którzy zajmowali się wcześniejszymi pandemiami, tacy jak Sonia Shah, zwracają uwagę na to, że pandemie mogą znowu zacząć dziesiątkować ludzkość. Shah pisała o epidemiach cholery, ale przewidywała, że mogą pojawić się inne patogeny, które w owym czasie nie były znane. Dlatego też warto zawczasu przygotować się na nadejście jakiejś nowej pandemii albo też na powrót starej. Warto zauważyć, że pandemia COVID-19 uruchomiła szybkie procesy adaptacyjne – głównie chodziło o produkcję szczepionek, które pojawiły się niezwykle szybko. W społeczeństwach, w których ludzie masowo się szczepili, pojawiała się odporność populacyjna. Jednak taki stan nie został uzyskany w wielu miejscach. Epidemia może pojawić się ponownie i prowadzić do krwawego żniwa. Przykładem mogą być Chiny. Choć jest to kraj, w którym ludzie są masowo inwigilowani i można dokładnie sprawdzić mapę kontaktów danej osoby, jednak wirus okazał się sprytniejszy. Zakaża on wiele osób i wiele z nich ciężko choruje.
Nie wiemy, jakie mogą być przyszłe epidemie. Na świecie istnieje wiele drobnoustrojów, które mogą stać się źródłem masowych zachorowań. Wyeliminowanie wszystkich jest po prostu niemożliwe. Zresztą historia z antybiotykami powinna stanowić ostrzeżenie. Masowe stosowanie antybiotyków spowodowało zmiany w populacji bakterii. Pojawiły się szczepy szpitalne, które były odporne na wszystkie wykorzystywane antybiotyki. Być może podobne efekty pojawią się także w odniesieniu do wirusów.
Wróćmy do pandemii koronawirusa. Warto przeanalizować kilka badań dotyczących psychologicznych i ekonomicznych konsekwencji środków, jakie podejmowano w celu zwalczenia pandemii. Pierwsze badanie zostało zrealizowane przez zespół badaczy chińskich pracujących pod kierunkiem Min Luo. Przeprowadzili oni metaanalizę 62 badań, które objęły ponad 160 tys. osób z 17 krajów. Naukowcy stwierdzili, że lęk i depresja występowały u 56% badanych, którzy zachorowali; bardzo podobny wynik uzyskano w grupie pracowników służby zdrowia. Autorzy podkreślają, że trudno jest określić kierunek tej zależności: nie wiadomo, czy lęk i depresja stanowią czynnik sprzyjający zakażeniu tym wirusem, czy też jest tak, że jest to konsekwencja zakażenia.
Jonas Herby wraz ze współpracownikami przeanalizowali skuteczność rozmaitych sposobów radzenia sobie z epidemią. Wzięli pod uwagę lockdowny, które były wykorzystywane w bardzo wielu krajach, środki ochrony osobistej (np. częste mycie rąk, zachowywanie dystansu) oraz niefarmaceutyczne środki ochronne. Te ostatnie bardzo różniły się w poszczególnych krajach. Niekiedy ograniczały się do zamykania barów i restauracji, w innych zakazywano wszelkich spotkań itd. Wyniki analiz pokazały, że stosowanie tych metod w niewielkim stopniu wpływało na śmiertelność w początkowej fazie epidemii. Lockdowny wykazywały skuteczność na poziomie 2,4%, wykorzystanie środków ochrony osobistej zmniejszało śmiertelność o 2,9%, zaś skuteczność środków niefarmaceutycznych była niewielka, aczkolwiek trudna do oszacowania.
Można zatem stwierdzić, że wbrew oddziaływaniom polityków skuteczność wprowadzonych środków była niewielka, jeśli mierzyć ją w procentach. Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja, kiedy bierze się pod uwagę liczby bezwzględne – lockdowny zmniejszały śmiertelność o ponad 100 tys. zgonów. Co więcej, stwierdzono także, że różne środki mające zapobiegać rozprzestrzenianiu się pandemii cechują się różną skutecznością w zależności od tego, czy ludzie reagują na zabiegi przymusowe czy też dobrowolnie. W tym ostatnim przypadku skuteczność jest o około dziesięciokrotnie większa.
Czytaj więcej
Tym, którzy nie potrafią żyć samodzielnie, ciężko zbudować satysfakcjonujący związek. Bo dla nich związek jest koniecznością, a nie wyborem. A tam, gdzie drugi człowiek staje się protezą, nie ma miejsca na bliskość.
Czytaj więcej
Przekazujemy naszym dzieciom i wnukom nie tylko geny, ale również skłonności do różnych chorób. Szczególnie ważne jest to, co wydarza się w czasie ciąży i bezpośrednio po porodzie, wtedy następuje trwałe „zaprogramowanie” naszej podatności na stres. Przeżyta we wczesnym dzieciństwie trauma albo nadużycie zwiększa ryzyko pojawienia się w późniejszym życiu depresji, uzależnień i zaburzeń związanych ze stresem.
Czytaj więcej
Umiejętność dostrzegania i uważna obserwacja pojawiających się emocji, myśli i impulsów pomaga zobaczyć to, kim jesteśmy. Nauczenie się słyszenia i rozumienia siebie jest niezbędne dla budowania własnej dojrzałości, akceptacji tego, kim jesteśmy i odpuszczeniu realizowania niekorzystnych oczekiwań rodzinnych, społecznych i własnych.
Czytaj więcej
Okazywanie drugiej osobie zainteresowania i uczuć oraz bycie nią oczarowanym są oczywiście ważnymi elementami zdrowych związków romantycznych. W przypadku love bombingu są one jednak nadmiarowe, nieuzasadnione i nieadekwatne w stosunku do etapu związku, a przede wszystkim pozorowane. Bombardowanie miłością to w istocie strategia przejmowania kontroli. Używając wojennej analogii, to szturmowanie murów obronnych, które wznosimy, aby ochronić się przed krzywdą.
Czytaj więcej
„Za moich czasów, kiedy ja byłam/byłem w Twoim wieku…”. Chyba każdy z nas kiedyś usłyszał coś takiego od swoich rodziców, dziadków, a może nawet nauczycieli. Tylko że czasy zupełnie się zmieniły. Nie możemy przekładać doświadczeń naszego dzieciństwa i okresu dojrzewania na to, czego doświadczają dzisiaj młodzi ludzie. Zmagają się z innymi niż my problemami i wyzwaniami współczesności.
Czytaj więcej
Jest taki mit, który ma dwie twarze. Pierwsza z nich dotyczy zachowań ludzi – jednostek i grup społecznych, druga zaś dotyczy nauki i działań uczonych, a w obu wypadkach wyraża się on w oczekiwaniu powtarzalności.
Oczekiwanie, że zachowania ludzi będą powtarzalne, nie jest zaskakujące. Po pierwsze, odwołuje się ono do potocznego doświadczenia – większość z nas zachowuje się zazwyczaj powtarzalnie, a przynajmniej przewidywalnie. Jeśli ktoś przez dwa ostatnie tygodnie codziennie jadł śniadanie, to – myślimy sobie – jutro zapewne też je zje. Po drugie, źródeł powtarzalności upatruje się w cechach, nawykach czy wszelkiej rutynie (a te spostrzegane są jako stałe i powodujące powtarzalne skutki). Sądzimy, że jeśli ktoś jest praworęczny, to będzie pisał prawą ręką. Domyślamy się, że ktoś znów wypije wino do obiadu, bo przecież wiele razy widzieliśmy go przy stole i zawsze pił. Zauważmy jednak, że to „zawsze” znaczy tylko „ilekroć go widzieliśmy”; jak to wyglądało, kiedy nie było nas – nie wiadomo.
Oczekiwanie powtarzalności jest świadectwem lekceważenia wielu spraw. Po pierwsze, jest wyrazem niedoceniania złożoności naszego mózgu – było nie było organizatora zachowania – i konsekwencji tej złożoności. Najważniejsza z tych konsekwencji to szumy losowe, a więc nieprzewidywalne procesy i reakcje zachodzące w mózgu. Można to nazwać wyskokami, kaprysami, odchyleniami od normy, ale nie zmienia to faktu, że są sprzeczne z zasadą powtarzalności.
Po drugie, jest świadectwem przekonania, że regulacja naszych zachowań ma źródła wyłącznie „wewnątrz Ja”, w osobowości czy w cechach, i lekceważenia wpływu sytuacji na zachowania ludzi. Wystarczy jednak przypomnieć, że hałas w otoczeniu zmniejsza gotowość go pomagania, a wysokie temperatury otoczenia sprzyjają przemocy. Wystarczy przypomnieć, że pogoda ma istotny wpływ na nastrój.
Po trzecie, wiadomo, że wspomniany nastrój nie pozostaje bez wpływu na zachowania społeczne. Alice Isen z Cornell University wykazała, że pozytywny nastrój, w odróżnieniu od negatywnego, sprzyja skupieniu uwagi na problemach innych ludzi i zwiększa gotowość do pomagania. Oczekiwanie zaś, że każdy z nas jest i będzie nieprzerwanie w takim samym nastroju jest nonsensem.
Po czwarte, jest to wyraz lekceważenia wyobraźni i zdolności do tworzenia możliwych wersji własnego Ja. Osoba praworęczna może przecież wyobrazić sobie, że sparaliżowało jej tę rękę i podjąć trening pisania czy używania nożyczek lewą ręką, a nawet dojść w tym do zauważalnej wprawy.
Po piąte, wielu ludzi, w imię spełnienia Ja idealnego czy powinnościowego planuje i realizuje kierunkowe, celowe zmiany we własnym zachowaniu.
Na uwagę zasługuje jednak fakt, że to oczekiwanie stałości i powtarzalności dotyczy bardziej obserwatorów niż aktorów. To obserwatorzy naszych zachowań są zaskoczeni czy nawet zirytowani naszymi odchyleniami od zasady powtarzalności.
O ile brak powtarzalności w zachowaniach indywidualnych dziwi lub irytuje, o tyle w nauce nierzadko budzi podejrzenia, że doszło do naruszenia normy uczciwości. Raz po raz słychać sceptycyzm co do wartości wyników badań. Przeglądy danych, a także tak zwane metaanalizy ujawniają nie tylko, że wiele badań danego zjawiska nie kwalifikuje się do analiz, ale i to, że wyniki bywają rozmaite. Od dziesiątków lat śledzę badania nad wpływem pozytywnych i negatywnych ocen osiągniętych wyników na poziom dalszego działania. Od lat nic się nie zmienia: oceny te powodują wszystkie możliwe konsekwencje – polepszenie, pogorszenie lub brak zmian w dalszych działaniach. Jedyny wynik, który się powtarza, to pogorszenie działania, gdy brak jest zwrotnej informacji o dotychczasowych osiągnięciach. Pokazali to w swojej metaanalizie wspominani przy innej okazji Avraham N. Kluger i Angelo S. DeNisi. W takiej sytuacji pojawiają się zazwyczaj dwa pytania: Ile są warte badania, w których uzyskuje się sprzeczne wyniki? Ile warci są uczeni, którzy nie potrafią uchwycić powtarzalnych prawidłowości? I zaczynają się rozważania nad kwalifikacjami uczonych.
Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że wiele badań zawiera usterki, błędy, nawet czasem rażące. Przykładem może być źle dobrana próba. Jeśli przeprowadzimy badania nad uczestnictwem w praktykach religijnych w kościele zaraz po nabożeństwie, to okaże się, że uczestniczą wszyscy. Gdy to samo sprawdzimy w więzieniu albo w koszarach, okaże się, że jest inaczej. Innymi przykładami są nietrafna manipulacja eksperymentalna, źle dobrane techniki badawcze czy źle dobrane metody analizy wyników. Rzecz jednak w tym, że brak powtarzalności wyników badań odnotowuje się też w badaniach pod każdym względem poprawnych, a nawet przy ścisłych co do joty powtórzeniach wcześniejszych procedur. Takie przypadki budzą najwięcej wątpliwości, najwięcej podejrzeń na temat nierzetelności badaczy i skłaniają do spiskowych koncepcji wyjaśniających.
Pojawia się jednak pytanie, dlaczego wyniki badań miałyby się niezmiennie powtarzać? Oczekiwanie takie odwołuje się albo do (ukrytego bądź jawnego) założenia, że świat, w którym żyjemy, się nie zmienia, albo do założenia, że zmiany dokonujące się w otoczeniu nie mają wpływu na zachowanie ludzi. Można zrozumieć, że takie założenia przyjmuje człowiek z ulicy. Jeśli jednak podzielają je niektórzy uczeni, sprawa się komplikuje, bo często są to bardzo aktywni, silnie motywowani i wpływowi krytycy dotychczasowego dorobku psychologii.
Oczekiwanie, że wyniki badań będą zawsze się replikować, lekceważy nie tylko uwarunkowania sytuacyjne, ale także kulturowe. Aby się o tym przekonać, wystarczy sięgnąć do pięknej pracy Richarda E. Nisbetta Geografia myślenia. Mało tego, oczekiwanie powtarzalności odwołuje się do założenia, że zadaniem nauki jest wyłącznie ustalanie regularności i prawidłowości. To prawda, że nauka poszukuje regularności, ale poszukuje też granic, w obrębie których te prawidłowości obowiązują. Od czasów Hermanna Ebbinghuasa wiadomo, że na przykład im więcej razy powtórzysz, tym lepiej zapamiętasz. Wie to każde dziecko, które zapamiętywało tabliczkę mnożenia albo wierszyk. Istnieją jednak co najmniej dwa odstępstwa od tej prawidłowości. Pierwszym jest doświadczenie traumy. Tej nie trzeba powtarzać, żeby ją zapamiętać. Drugim jest tzw. pamięć fleszowa, a więc dobre zapamiętywanie ogólnego obrazu zdarzeń o dużym ładunku emocjonalnym, np. zamachu terrorystycznego. A więc tezy Ebbinghuasa są prawdziwe w jednych warunkach, a w innych nie.
Wreszcie, oczekiwanie powtarzalności wyników badań odwołuje się do przekonania, że ludzie się nie zmieniają – jacy się urodzą, tacy umrą. Niewielu jest uczonych specjalistów, którzy poparliby to przekonanie.
Czytaj więcej
Kiedy nastolatek wkracza w dorosłość wiele zyskuje, ale także wiele traci. Życie staje się bardziej skomplikowane, bo okazuje się, że pomiędzy „lubię” i „nie lubię” jest jeszcze, wielka jak ocean, przestrzeń emocji i postaw.
Czytaj więcej