Maria Beisert: W seksualności stwierdzenie, że mamy określoną normę, niestety nie jest trafione. Norma jest uzależniona od fazy rozwojowej człowieka. Pierwsze lata dzieciństwa – dynamika i treść tego rozwoju wymagają innego podejścia niż określania, co jest normą, a co nie. Przed laty opracowałam kryteria, które pozwalają nam określić, jak zachowania seksualne dziecka i jego rozwój umieścić w normie. Zdecydowałam się na to trudniejsze podejście, aby osoby, które pracują z dziećmi, nie mówiły automatycznie, co jest po stronie normy, a co nie jest. Mamy sześć kryteriów, które pozwalają nam stanąć w obliczu problemu rodzica i dziecka w celu postawienia diagnozy. Ale jeśli dane zachowania są rozwojowe, wówczas diagnozy nie stawiamy. Diagnoza stawiana jest tylko wtedy, kiedy zachodzi odchylenie od normy. Zajmowałam się tym zagadnieniem odnośnie do książki Masturbacja dziecięca1, którą wydało PWN w tym roku, dlatego że praktycy obligowali mnie do odpowiedzi na pytanie: „Co to znaczy, że pewne zachowania są w normie?”. To znaczy dokładnie to, że cieszymy się, iż pojawiają się określone zachowania, bo świadczą o rozwoju dziecka. To jest taki rodzaj odpowiedzi na naszą interwencję. Natomiast gdy chcemy pomóc dziecku w zachowaniach, które odchylają się od normy, musimy najpierw znać naturę tego, czym jest norma, tzn. wiedzieć, że te zachowania nie przeszkadzają w toku rozwoju seksualnego. Często to moment, w którym potoczna wiedza wchodzi w konflikt z wiedzą kliniczną. Dla klinicysty zachowania seksualne dziecka są faktem do określenia – czy to jest fakt, który zostanie określony jako sygnał wskazujący na konieczność interwencji? A może to fakt, z którego należy się cieszyć? Narracja publiczna wchodzi natomiast w bardzo delikatny obszar rozbieżności między tym, czego chcą profesjonaliści, a tym, o czym mówią nieprofesjonaliści. I wskazuję na to w sposób jasny i otwarty. Dla profesjonalisty, jeśli dziecko przejawia aktywność seksualną adekwatną do jego wieku, oznacza to normę. Natomiast dla wielu nieprofesjonalistów jest to zjawisko przerażające. Nieprofesjonaliści przywykli myśleć o tym, że ekspresja seksualna przynależy wyłącznie do człowieka dorosłego, i to człowieka jeszcze niedawno płci męskiej i do określonego wieku. Z zachowań seksualnych byli wykluczeni ci, którzy zdaniem nieprofesjonalistów powinni się seksem nie zajmować, a więc najpierw kobiety, potem osoby starsze, potem osoby niepełnosprawne i dzieci, ponieważ nie przeszły przez okres dojrzewania. Myślę, że tego rodzaju pojmowanie rozwoju seksualnego jest błędem. Mówię o tym bardzo otwarcie, dlatego że na tym założeniu opiera się dobrze przeprowadzona edukacja seksualna i świadomość tego, że rozwój seksualny towarzyszy nam od momentu poczęcia, bo wtedy ustala się płeć chromosomalna i trwa tak długo, jak człowiek żywy. Co się dzieje potem, jest już poza moją kompetencją. W każdym razie norma w zakresie funkcjonowania seksualnego dziecka jest dość prosta. W normie mieści się wszystko to, co nie zaburza naturalnego toku rozwoju dziecka: jego rozwoju poznawczego, emocjonalnego, społecznego, a zachowania seksualne mu towarzyszą. Jeśli zachowania seksualne nie są nadmiarowe, jeśli dokonują się z osobami mniej więcej w tym samym wieku, zgodnie z repertuarem, o którym z badań wiemy, że nie szkodzą zdrowiu oraz są umieszczone w pewnym kontekście społecznym. Wtedy możemy powiedzieć, że to, co się dzieje, jest normą. Jednocześnie temat, który towarzyszy nam od lat 70. XX wieku w świecie, jest związany z przemocą seksualną wobec dzieci. To, co w tej chwili traktujemy jako patologię, to ewidentna przemoc seksualna, czyli każde angażowanie dziecka w aktywność seksualną dorosłego. Pod tym względem obszar patologii się powiększa. Nie dlatego, że traktujemy dzieci w sposób szczególnie niehumanitarny, ale dlatego że – na szczęście – zaczęliśmy rozumieć, iż każda przemoc jest patologią. Stąd też paradoksalnie obszar patologii podlega coraz większemu zainteresowaniu i wydaje nam się coraz szerszy. To, co było depatologizowane, w tej chwili jest naszym przedmiotem działań i badań uznawanych za patologię seksualną. I odwrotnie, zachowania seksualne dzieci, które kiedyś traktowaliśmy jako niewłaściwe, są uznawane za normę.
Znajdujemy się niejako w oku cyklonu, gdzie pewne zachowania kiedyś normalne i normatywne wchodzą w zakres patologii i zaczynamy na różnych etapach naszego działania przeciwstawiać się patologii. Jednocześnie walczymy o to, żeby seksualność dziecka traktować jako naturalną ścieżkę rozwojową, nie zakładając, że aseksualność jest normą. Bo ten pomysł wtłaczania dziecka i seksualności dziecka w taką ścieżkę aseksualności to jest pomysł, który jest niezgodny z wynikami badań i z obserwacją tego, co się dzieje na poziomie biologii. Myślę, że jako seksuolodzy stoimy niejako na skrzyżowaniu dwóch perspektyw. Rozszerza się obszar normy i jednocześnie otwierają się nam oczy na obszar patologii.
Zbigniew Izdebski: W zakresie normy czy zachowań związanych z seksualnością dziecięcą lub kwestią przemocy seksualnej pandemia niestety wzmocniła zachowania patologiczne tam, gdzie ta przemoc była. Chcę zwrócić uwagę, że mówimy także o rówieśniczej przemocy seksualnej czy rówieśniczej agresji seksualnej. W moim odczuciu ona się w okresie pandemii nasiliła. W tym zakresie nie mamy badań specjalnie dedykowanych temu zjawisku, ale widać pewne tendencje, że to zjawisko oraz eksperymentowanie seksualne dzieci i młodzieży wzmocniły się. Nastąpiło także włączanie niektórych dzieci w taką aktywność seksualną, która była podyktowana pewną nudą, tj. oglądanie materiałów pornograficznych, naśladowanie tego, co jest na materiałach. W tej grupie także wzrosła liczba konsumentów pornografii. Jest to niewątpliwie problem, również zauważony przez niektórych rodziców.
Zbigniew Lew-Starowicz: Bardzo ważne dla naszych gabinetów, w których pracujemy, są opinie zespołów ekspertów, ponieważ nie wszystko można zmieścić w klasyfikacji ICD czy DSM. W naszych gabinetach w tej chwili mamy zalew młodych pacjentów, rodziców, ludzi zagubionych w zakresie swojej tożsamości, którzy nie wiedzą, kim są. Nie wiedzą, co jest normalne, a co jest nienormalne. Czy dokonywać tranzycji, czy też nie. W tej chwili jest coraz więcej ludzi, którzy domagają się retranzycji. Jako biegły sądowy mam dokumenty osób, które domagają się retranzycji, skarżąc się na pochopne przebadanie i rozpoznanie. Reasumując, bardzo ważne są decyzje zespołu ekspertów. W Polsce jako przykład podaję stanowisko Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego, gdzie można również uzyskać informacje na temat normy i patologii. Następna rzecz to kwestia obyczajowa. Popatrzmy na rozpoznanie sadomasochizmu, który istnieje od pierwszych edycji ICD i DSM. Były to kategoryczne stwierdzenia – sadyzm, masochizm: oczywista patologia. Jak się okazało, są zachowania, które się upowszechniają, a obyczajowość erotyczna się zmieniła. Badania duńskie dowiodły, że prawie 40% osób w wieku 17–29 lat ma jakieś doświadczenia z zakresu eksperymentów sadomasochistycznych. Zatem nie można patologizować wszystkiego, gdyż okazałoby się, że prawie połowa populacji jest patologiczna. Zmienia się obyczajowość, a wspomniane zachowania sadomasochistyczne traktuje się jako patologiczne wtedy, kiedy zagrażają zdrowiu i życiu oraz są wbrew woli drugiej osoby. Tu mamy do czynienia z normą partnerską, tzn. para, która w swojej sypialni korzysta z kajdanek, biczyków, to nikomu nic do tego, pod warunkiem że oni to akceptują i działania te nie zagrażają ich życiu (nie ma wykrwawienia itd.).
Pytanie od Małgorzaty Szułańskiej, psycholożki, psychoterapeutki poznawczo-behawioralnej:
Małgorzata Szułańska: W odniesieniu do słów Pana Profesora Lwa-Starowicza o „zalewie” w gabinetach osób z problemami związanymi z dysforią. Choć pracuję z osobami dorosłymi, z parami, coraz częściej pojawia się u mnie także młodzież oraz rodzice zgłaszający wspomniany problem. Czy mogliby Państwo skomentować lub spróbować wytłumaczyć to coraz wyraźniejsze zjawisko?
Zbigniew Lew-Starowicz: Ze swojej perspektywy widzę, że zmiany obyczajowe przyczyniły się do tego, że tradycyjne role męskie i kobiece rozwodniły się. Pojęcie roli męskości i kobiecości obejmuje w tej chwili bardzo wiele różnych kategorii. W związku z tym tożsamość, o której więcej może powiedzieć Pani Profesor Beisert w kontekście rozwoju psychoseksualnego człowieka, po prostu się rozmyła, skomplikowała i dlatego młodzi ludzie są zagubieni. W naszym Centrum Terapii spotykam się z takimi przypadkami: przychodzi na przykład szesnastolatka, mówiąc, że chyba jest mężczyzną, bo tak zasugerowały jej koleżanki w rozmowie. I to wystarczyło, by zaczęła się zastanawiać, że chyba jest mężczyzną i warto dokonać tranzycji. Dobrze, że zgłosiła się do specjalistów o pomoc w wyjaśnieniu tego.
Maria Beisert: Chciałabym powiedzieć o tym, że mamy zwrot w kierunku niejednoznaczności, a byliśmy i żyliśmy długo w warunkach jednoznaczności. Kiedy dzieliliśmy ludzi na kobiety i mężczyzn, to trzecia kategoria nie istniała. Płeć jawiła nam się jako coś kategorialnego, a w tej chwili jest to wartość dymensjonalna, która zaczyna dominować. Jak Państwo zanalizujecie – jak kształtuje się ujęcie osobowości i pojęcie problemów związanych z inkongruencją płciową, to musimy porzucić podejście kategorialne lub stosować je bardzo delikatnie. Dlaczego? Statystyka poucza nas, że w krzywej Gaussa istnieją też punkty, gdzie podejście kategorialne ma zastosowanie, ale pamiętajmy, że powyżej dwóch odchyleń standardowych, a więc w bardzo rzadkich okolicznościach. Nasze myślenie też musi się zmienić. Kategorialny podział świata jest właściwy dla osób między 6. a 12. rokiem życia. Jak patrzę na nas, to minęliśmy już to. Ale jest faktem, że dla wielu osób podejście kategorialne jest uwodzące, bo daje nam proste rozwiązania, co nie znaczy, że są to rozwiązania osadzone w rzeczywistości.
Wysyłając ostatnio prośbę o wypełnienie danych na temat pracy ze sprawcami, prosiłam o wpisanie danych związanych z płcią i podałam trzy możliwości: kobieta, mężczyzna i inne. To nas czeka – odejście od myślenia dwutorowego. To jest też humanizacja naszej seksualności, bo oznacza dawanie miejsca tym osobom, które się nie mieszczą w kategorialności albo które chcieliśmy przyciąć do kategorialności. Druga rzecz to fakt, że bardzo unikam określenia „moda”, ponieważ jest to pewnego rodzaju wejście do krytykowania tego, że ktoś zajmuje się swoją płcią. Powiedziałabym, że my, seksuolodzy stwarzamy szeroką możliwość myślenia o swojej płci, refleksji, zastanawiania się nad tym. Bierzemy pod uwagę atypowe ścieżki rozwojowe, więc zamiast pojęcia „moda” uważam, że lepiej używać pojęcia: „wgląd”, „wielotorowość myślenia”, „różnorodność płci”. Moda sugeruje pewnego rodzaju zachłystywanie się zjawiskiem, które nie wynika z głębszej refleksji, a jest tylko efektem trochę owczego pędu. To powoduje, że z przymrużeniem oka traktujemy to, co jest elementem dorastania: problemy tożsamości. Jedni zastanawiają się nad tym głębiej, a inni – nie. Ale to nie jest moda, ale faza rozwojowa i dlatego używam tego słowa bardzo ostrożnie, żeby nie deprecjonować tych, którzy głębiej się pochylają nad sprawą płci, mają z tym więcej problemów, a ci z nas, którzy błyskawicznie przechodzą nad problemami tożsamościowymi do porządku dziennego, też się w tym mieszczą. To, że otwieramy ludziom szerokie wejście do refleksji nad płcią, jest dobre z mojego punktu widzenia klinicysty. Ale za to, że człowiek jest samowiedny, płaci się. Jeśli wiemy więcej, niestety poziom cierpienia też może wzrosnąć. I nie ma wyjścia od tego, że wgląd kosztuje i że za wiedzę się płaci. Moim zdaniem warto, więc dlatego jestem zawsze za rozwiązaniami szerokimi, choć rozumiem wygodę rozwiązań kategorialnych. W naszych gabinetach jest to rzecz, na którą zawsze musimy zwracać uwagę.
Zbigniew Izdebski: Proszę zauważyć, że ten zalew w gabinetach nastąpił w okresie popandemicznym czy w pandemii. Te dwa lata szczególnie, choć wcześniej występowało już to zjawisko, ale w moim odczuciu nigdy tak intensywnie, jak teraz. Sądzę, że to jest także wpływ pośredni pandemii na kształtowanie pewnej samoświadomości związanej z tym, że ludzie, zwłaszcza młodzi, więcej czasu przebywają w internecie, szukają informacji, wymieniają się poglądami, znają języki obce, wchodzą na fora międzynarodowe i to jest to, o czym także Pani Profesor mówiła, wzrasta ich wiedza, a wiedza nieraz powoduje, że ktoś z różnych powodów sobie coś uświadamia i z tego powodu też cierpi. Myślę, że to jest dla nas bardzo duże wyzwanie, bo rzeczywiście może się łączyć z pewnymi przemianami obyczajowości i także z faktem małej wiedzy seksuologicznej w Polsce ze względu na zaniedbania dotyczące edukacji seksualnej. Proszę zwrócić uwagę na tych młodych pacjentów przychodzących z rodzicami do terapeutów – oni niejednokrotnie funkcjonują na tych forach albo ze względu na to, że bardzo dobrze znają język, podkreślam bardzo dobrze. Oni komunikują się z ludźmi ze Stanów Zjednoczonych, z Australii, Tajlandii, Japonii i dużo na te tematy wiedzą. Myślę, że niektórzy wiedzą więcej niż profesjonaliści. Z tego powodu cierpią, gdyż spotyka ich pewne niezrozumienie. Tytuł naszego kongresu brzmi „Czy seksualność ma granice?” – to bardzo piękny tytuł, dlatego chciałbym odnieść się również do tego, czy seksualność ma granicę geograficzną, granicę w komunikowaniu. Na przykładzie tych młodych ludzi powiemy, że nie. Natomiast musimy też odpowiedzieć sobie na pytanie, jeżeli chodzi o kwestie wspomnianej retranzycji. Jak się zachowują profesjonaliści, którzy badają te osoby, grupa występująca jako eksperci? Naturalnie, że zawsze może nastąpić jakiś błąd. Ale myślę, że wiedza wielu osób w Polsce w grupie specjalistów też nie jest najlepsza i grono specjalistów w kraju nie jest zbyt liczne. Stąd mam wrażenie, że wiele ludzi młodych i rodziców są strasznie w tej chwili w Polsce zagubieni. Nie wiem też, jaki jest wiodący ośrodek specjalistyczny w tej chwili w Polsce, do którego można się z tymi problemami zgłosić. I mówimy o problemach tych osób w różnych fazach życia, aby bezproblemowo tę ścieżkę przebyć.
Maria Beisert: Książkę, którą naprawdę warto polecać, jest Dysforia i niezgodność płciowa. Wskazuję Państwu taką drobną uwagę ukrytą w rozdziale pierwszym czy drugim, a mianowicie uwagę dla rodziców, że specjaliści, którzy znają kryteria i tak dzielą się na różnego rodzaju stronnictwa i grupy. Tamta uwaga wskazuje, że specjaliści mają różne podejścia, a rodzice szukają takiej grupy, która będzie zgodna z ich pomysłem na to, jak trzeba postąpić z dzieckiem. Żyjemy w czasach przejścia i te elementy przejściowe dają dużo ciekawych, ale trudnych momentów.
Zbigniew Izdebski: Klienci nieraz szukają takich specjalistów, którzy będą po ich myśli. Czasem przyjdzie osoba do specjalisty, który rzeczywiście zna się na tematyce, ale ma zupełnie inne zdanie czy stosunek do problemów, który zgłasza klient. Wówczas klient szuka takiego specjalisty, który potwierdzi, że ma rację.
Justyna Dąbrowska: Zastanawiam się jak podsumować tę naszą dzisiejszą rozmowę. Pomyślałam, że mówimy również o poszukiwaniu odpowiedniego języka, który na naszych oczach bardzo się zmienia. Żyjemy w czasach płynnej nowoczesności, w których odchodzimy od sztywnych kategorii na rzecz myślenia dymensjonalnego, cyrkularnego, o wiele bardziej zniuansowanego, ale dzięki temu lepiej oddającego rzeczywistość. Kategoryzowanie jest łatwe, a niuansowanie wymaga wysiłku – dlatego musimy się z tym mierzyć najlepiej jak potrafimy, a język jest tym, co nam pomaga tę rzeczywistość sobie opowiadać.
Czytaj więcej
Pewnego jesiennego popołudnia usiadłam w barze Silver Dollar w niewielkim teksańskim mieście, godzinę jazdy od San Antonio. Byłam w podróży służbowej.
Bar był wykończony zbitymi, surowymi balami i sprawiał wrażenie, że budowali go dzielni osadnicy na Dzikim Zachodzie pod ostrzałem Komanczów. Był pełny.
Mniej więcej o piątej po południu na niewielką scenę weszło czterech kowbojów z instrumentami. Wokalista zaczął śpiewać rzewną pieśń o trudnym życiu kierowcy trucka na bezkresach Teksasu, zespół przygrywał muzykę honky tonk. Przy pierwszych taktach, bez zbędnej rozgrzewki i skrępowania (nie chcę być pierwsza na parkiecie), na nieheblowaną podłogę ruszyły pary. Wyglądały też westernowo. I kobiety, i mężczyźni nosili kowbojki, kapelusze z szerokim rondem, pasy z wielkimi sprzączkami i kraciaste koszule.
Młodzi, w średnim wieku i jeszcze starsi. Widziałam osiemdziesięciolatków, choć nie był to wieczór dla seniorów.
Gdyby nie fakt, że była środa, po sezonie, pomyślałabym, że to rekonstrukcja kowbojskiego stylu życia dla turystów i że zaraz będę musiała zapłacić za bilet.
Zaczęłam dopytywać. Na parkiecie tańczyli miejscowi: emeryci, uczniowie, hodowcy bydła z okolicznych zagród. W dni powszednie i weekendy. W Silver Dollar przy głównej ulicy, w Kickback Corner, w 11 st. Cowboy Bar i jeszcze w dwóch innych przybytkach. W parach i grupowo, w tradycyjnych liniowych układach. Trzy kroki w przód, dwa w tył, obrót. Szesnaście zsynchronizowanych osób. Tańczyli, jakby oddychali.
Zaczęłam dopytywać. Danny, trzydziestoletni ranczer spod miasta wyjaśnił, że przychodzi tu z żoną co najmniej trzy razy w tygodniu. Czasem spotyka dziadka i babcię. Odkąd widują się na parkiecie, przestali się kłócić. Taniec liniowy wymaga współpracy. Inaczej wali się cały układ i wściekli są również sąsiedzi.
Eloise, wdowa od dwudziestu lat, weteranka barrel racing, czyli żeńskiej konkurencji podczas zawodów rodeo, po śmierci męża najbardziej się bała, że już nigdy nie pójdzie na tańce, bo koleżanki pomyślą, że chce im wyrwać mężów. Zdobyła się na odwagę i którejś niedzieli, po mszy, zawołała koleżanki. Wyjaśniła, że interesuje ją tylko kowbojski taniec i poprosiła o akceptację. Ma osiemdziesiąt lat, figurę dwudziestolatki i co tydzień widać ją w Silver Dollar. Uważa, że zapamiętywanie układu choreograficznego jest lepszym ćwiczeniem mózgu niż rozwiązywanie krzyżówek.
John jest po siedemdziesiątce, przysięga, że to dzięki tańcowi wciąż trzyma się prosto. Nie garbi się jak miastowi. Dopóki będzie tańczył, będzie potrafił dosiąść konia.
Wszyscy moi sympatyczni rozmówcy mieli broń w swoich pick-upach parkowanych przy ulicy i nie wyobrażali sobie, żeby ktoś ograniczał im do niej dostęp. Wszyscy głosowali na Donalda Trumpa i jeśli dopisze im szczęście, znów pójdą zagłosować. Najbardziej bali się, że Ameryka przestanie wierzyć w Boga, a wtedy szatan pogrąży Ziemię.
Ale w środę wieczorem szli na tańce.
Czytaj więcej
„Żyjemy w głębokiej iluzji na temat natury tak zwanej energii seksualnej. Seksualność jest twórczą energią wszechświata, źródłem wszystkich zjawisk i form. Ta uniwersalna siła życiowa daje nam dostęp do nieograniczonych zasobów wewnętrznej mocy. Kiedy naprawdę ją przebudzimy, jesteśmy wolni, niezależni i świadomi”.
Czytaj więcej
„Co nas nie zabije, to nas wzmocni”, czyżby? Bohaterowie książki "Jest OK. To dlaczego nie chcę żyć?" po latach zmagania się z depresją, doszli do ściany. O najtrudniejszych momentach w życiu opowiedzieli Markowi Sekielskiemu i Małgorzacie Serafin. Prezentujemy fragment książki – rozmowę z Wojciechem Krzyżaniakiem, dziennikarzem, twórcą Głosu Szczerej Słowiańskiej Szydery na YouTubie.
Czytaj więcej
Znaczenie ma to, jakimi jesteśmy ludźmi, a nie jakiej jesteśmy płci. Płeć i nasza tożsamość płciowa to ważne konstrukty. Niezależnie od naszych przyzwyczajeń i przekonań, nie ma powodu, by nie szanować tego, jak dana osoba chce, by się do niej zwracać.
Czytaj więcej
O czym myślisz, kiedy słyszysz: „chodźmy do kina”? Może masz przed oczami jeden z obrazów: popcorn, spotkanie ze znajomymi, upragniony relaks w wygodnym kinowym fotelu? Kino bezsprzecznie kojarzy nam się z rozrywką i od wielu lat plasuje się w czołówce sposobów spędzania wolnego czasu.
Czytaj więcej
Intymny „Seksownik” to dziennik, który pozwoli rozbudzić Twoje zmysły. Razem z nim będziesz mógł/mogła bez skrępowania odkrywać potrzeby swoje i swojego partnera/partnerki. Dzięki niemu Wasza seksualność nie będzie dla was tajemnicą i zaczniecie poznawać ją na nowo. Fantazjuj i odkrywaj siebie bez końca. Pozwól sobie na radość z poczucia bliskości razem z naszym niezbędnikiem!
Czytaj więcej
Książka wyjątkowa i niezwykle przenikliwa.
Czytaj więcej
JASNE CELE I MARZENIA
To, co dziś dowiedzione, było niegdyś tylko przypuszczalne.
William Blake
Pewna osoba powiedziała niegdyś: „Miałem sen!”, i zrealizowała ten sen. Był to Martin Luther King: jego sen skłonił go do walki, do życia i stawiania czoła wyzwaniom. Jego sen sprawił, że stał się częścią ruchu pacyfistycznego i antyrasistowskiego; zmotywował go do robienia rzeczy, których być może nigdy robić nie zamierzał. Jego sen ukształtował go jako osobę i jako polityka. Jego sen ujawnił to, co było najszlachetniejsze w jego istocie. Jego sen zaprowadził go do eksponowanego miejsca; przez niego zyskał uznanie, poważanie i zapisał się w historii.
Twoje marzenie ukaże ci nie to, kim jesteś dzisiaj, lecz to, kim będziesz i co będziesz robił, gdy je zrealizujesz.
Marzenie nada wartość i znaczenie wysiłkowi, jaki człowiek codziennie podejmuje, żeby je zrealizować i sprostać stawianym przez nie wyzwaniom.
Dokąd prowadzi cię twoje marzenie? Czy jesteś zdolny uczynić dużo więcej niż to, co robisz, żeby je zrealizować?
Twoje marzenie pokaże ci nie to, kim dzisiaj jesteś, lecz to, kim będziesz i co będziesz robił, gdy już je zrealizujesz.
PODĄŻAM KU MEMU MARZENIU
Na pewnym etapie życia wszyscy marzymy o tym, by odnosić sukcesy i zrealizować marzenia oraz osiągnąć cele, które sobie założyliśmy. Pomyśl przez chwilę: co chciałbyś robić, czego zawsze pragnąłeś? Pomyśl, co przydaje wartości twojemu życiu, odkryj swą pasję, a wówczas będziesz wiedział, jakie masz marzenie. Jak się w nim widzisz?
Dobrze, już to wyśniłeś, już ujrzałeś, teraz musisz dać temu życie. Narodziny twego marzenia i jego rozwój doprowadzą cię do niezwykłych wyników.
Uzyskanie ich jest zarówno duchową, jak i osobistą koniecznością, istniejącą w każdym człowieku od chwili, gdy przejmuje stery nad własnym życiem i przyszłością.
Marzenie odróżni cię od innych. Potrzeba odwagi, żeby marzyć, gdyż marzenie będzie stawiało wyzwania twojemu umysłowi i myślom. Sprawi, że pójdziesz dalej, niż wcześniej zakładałeś, i zainspiruje cię do robienia rzeczy, których większość nie ośmiela się robić.
Kiedy człowiek walczy o spełnienie marzenia, wykracza daleko poza swe ograniczenia.
Twoje marzenie nigdy nie zaakceptuje komunikatu „nie, nie da się” od żadnego eksperta, który będzie ci wyjaśniał, że coś nie zadziała, jeśli będziesz wierzył w siebie i wykorzystasz cały swój potencjał oraz wszystkie posiadane zdolności, by się podjąć celu, bo to wystarczy, by go zrealizować.
Nie zabijaj swego marzenia, żeby zadowolić innych. Nie porzucaj go, nie umieraj z nim. Nie jesteś klonem, jesteś wyjątkowy i twoje marzenie jest wyjątkowe, nikt oprócz ciebie nie jest zdolny go wyśnić i zrealizować. Twoje marzenie należy do ciebie. Broń go i pamiętaj o nim przez wszystkie swe dni.
Godne pożałowania w życiu nie jest zaprzestanie realizacji marzenia, lecz nieposiadanie marzenia do zrealizowania.
Jesse Jackson
Na przykład marzeniem Nelsona Mandeli było zlikwidowanie dyskryminacji rasowej panującej w jego kraju. Niestrudzenie o to walczył, a w 1960 roku został aresztowany i oskarżony o zdradę. Był więziony przez 27 lat, po czym –już uwolniony – został pierwszym czarnym prezydentem Republiki Południowej Afryki i walczył o równość obywateli.
Walczył o swe marzenie i zwyciężył.
Gandhi to inny marzyciel, który wyróżniał się na tle ludzi ze swego kraju i swych czasów, lecz borykał się po drodze z wieloma problemami. Doprowadził kraj do niepodległości poprzez pokojową rewolucję i zaangażował się w walkę o prawa dla swoich współobywateli. Gandhi był symbolem wolnych Indii i chociaż aresztowano go wiele razy, a krajanie nie rozumieli jego doktryny, kontynuował walkę aż do śmierci. Nawet dzisiaj mówi się o nim jako o człowieku, który do ostatniej chwili walczył ze społeczną niesprawiedliwością, a jego nauki na temat pokoju zainspirowały ruchy pacyfistyczne na całym świecie.
To były osoby, które ośmieliły się zrealizować marzenia. I nie tylko to: stanowią część historii narodów. Ich walka o marzenia pozostawiła trwały ślad.
Teraz kolej na ciebie. Jakie marzenie cię cechuje i odróżnia od innych? Które z nich wszystkich pozostawi ślad?
Twoje marzenie sprawi, że się wyróżnisz, twoje marzenie skłoni cię do działania, zawiedzie do sukcesu i uznania.
Na jednej tylko stronie internetowej znajduje się dziesięć tysięcy książek na temat tego, „jak osiągnąć sukces”, co pokazuje, jak bardzo ludzie pragną ziścić pragnienia i ujrzeć realizację swych marzeń.
Problem polega na tym, że nie zawsze to się udaje, a kiedy rezultaty odbiegają od oczekiwanych, człowiek się frustruje. To znaczy, że czasami poświęcamy się, robiąc za dużo, a mimo to osiągnięcia nie są takie, jakich oczekiwaliśmy.
Niemniej jednak każdego dnia możesz zauważyć, że są ludzie, którym wiedzie się lepiej od pozostałych, a ten odmienny wynik nie jest spowodowany tym, że te osoby są lepsze, lecz tym, że robią coś inaczej, w sposób odmienny od twojego. Sekret tkwi jedynie w tym, że ludzie sukcesu myślą inaczej niż ludzie, którzy nimi nie są.
Innymi słowy: jeśli będziesz robił to, co oni, uzyskasz rezultaty, jakie oni uzyskali. A w tym celu musisz odkryć, co działa w ich przypadku, i wprowadzić to do swojego życia i swoich marzeń.
Jednym z sekretów, jaki powinniśmy rozważyć, jest to, że nie musimy pracować więcej godzin, lecz osiągać lepsze wyniki. Weź pod uwagę, że przedsiębiorstwa zapłacą ci więcej za rezultaty niż za przepracowane godziny.
Możesz bowiem być bardzo aktywny, a jednak mieć niewielkie osiągnięcia. A ci, którzy cię najmują, nie robią tego, byś pracował, lecz byś osiągał znakomite wyniki.
Czy zdarzyło ci się, że w pewnym okresie życia dotarłeś do granicy, do punktu, w którym się zatrzymałeś, ugrzązłeś, pomyślałeś, że nie masz już sił, że nie warto iść dalej? Chociaż w głębi ducha wiedziałeś, że nie jest to miejsce, w którym chciałbyś pozostać, i czułeś, że powinieneś nadal podążać do przodu?
Wiemy, że sukces nie jest wynikiem szczęścia ani dziełem przypadku, sukces należy zaprogramować.
A zatem jak uświadomić sobie, jaki rodzaj życia prowadzimy? Kiedy będziemy wiedzieć, że rzeczywiście mamy nad nim kontrolę? I skąd będziemy wiedzieć, czy czujemy się dobrze, dumni i zadowoleni z siebie?
Odpowiedź brzmi: kiedy stopień zadowolenia z samego siebie jest proporcjonalny do wrażenia, że kontroluje się swe życie.
Obecnie widuje się osoby piętnasto-, dwudziesto-, a nawet trzydziestoletnie bez pragnień, bez celów, bez marzeń. Młodych ludzi, którzy cierpią na coś, co dzisiaj określa się w psychologii mianem białej depresji.
Ta choroba wywołuje brak jakichkolwiek pragnień: na takich ludziach nie robi wrażenia, czy zdobędą pracę, nie obchodzi ich, czy znajdą dziewczynę ani kiedy ta ich rzuci. To ludzie, którzy z taką samą miną reagują na radość, ból i smutek.
Osoby bez pragnień, osoby uśpione i takie, które żywią pseudopragnienia, nie odczuwają satysfakcji, kiedy je realizują, gdyż nie tego naprawdę pragnęły, a zatem nadal są nieszczęśliwe.
Z tych wszystkich powodów wiemy, że ludzie będą dobrze czuć się z samymi sobą, kiedy coś osiągną. Dlaczego? Ponieważ człowiek został stworzony, by realizować marzenia, jakie w sobie zrodzi.
Kiedy człowiek ma marzenie, to marzenie sprawi, że będzie postępował odważnie, z wiarą. Bez względu na upływ czasu będzie pracował na rzecz swego marzenia, aż ujrzy, że je zrealizował.
Marzenie sprawi, że poczujesz się dobrze, poczujesz, że kontrolujesz swoje życie, a lata nie miną ci, nie pozostawiając śladów.
Wiesz, czym jest nadzieja? To oczekiwanie czegoś, natomiast marzenie to oczekiwanie na to, co nadejdzie, na to, co dzisiaj jeszcze nie jest zrealizowane, lecz się wydarzy.
Twoje działanie i twoja inspiracja muszą podążać w ślad za spełnieniem marzenia. W przeciwnym bowiem razie czemu miałyby ci służyć inspiracja, działanie, wiara, jeśli nie będziesz miał marzenia, celu?
Twoje marzenia rozbiją w pył twój sposób myślenia i uwolnią cię od twojej wcześniejszej umysłowości niewolnika.
Jeśli nie masz marzenia, dla którego chcesz żyć, nie masz motywów, by podążać dalej. Z tego właśnie powodu, by ujrzeć spełnienie swych marzeń, musisz kreślić plany i strategie, które posłużą ci do ich realizacji.
Twoje marzenie utrzyma cię przy życiu, gdyż ono uleczy twoje ciało:
Jeśli twoim marzeniem jest fizyczne zdrowie, musisz mieć plan, jak to osiągnąć.
Jeśli twoim marzeniem jest być bogatym, musisz mieć plan, jak to osiągnąć.
Jeśli twoim marzeniem jest mieć w pełni szczęśliwą rodzinę, musisz mieć plan, jak to osiągnąć.
Z tej przyczyny w krajach rozwiniętych ludzi, którzy uzyskują niezwykłe wyniki, cechuje mentalność celu. Posiadanie celów oznacza bowiem wiedzę, dokąd człowiek chce pójść. Innymi słowy, aby osiągnąć sukces, człowiek przede wszystkim powinien wiedzieć, co chce osiągnąć i dokąd dojść. Ponadto skłaniająca do przekształceń postawa umożliwi mu osiągnięcie wszelkich celów, jakie sobie założy.
Usilne pragnienie czegoś po grecku określa się jako epipotheo, co oznacza namiętność, intensywne pragnienie, które nigdy nie wygasa, którego nikt nie wymaże, którego nic nie zmieni. Kiedy zatem twoje pragnienia będą wielkie, nie będzie już wymówek. Znaczy to, że im więcej człowiek odnosi sukcesów, tym mniej wysuwa zastrzeżeń.
Spójrzmy:
Roosevelt był sparaliżowany, a został prezydentem Stanów Zjednoczonych.
Helen Keller była głucha i niewidoma, a została wielką pisarką.
Goodyear przebywał w więzieniu i w odosobnieniu wynalazł oponę.
Uświadom sobie, że dla tych osób nie istniały wymówki. Musisz być bogaty w swych marzeniach i celach, gdyż to, co myślisz, jest tym, co będzie wzrastać w twoim życiu.
Pewne małżeństwa kłócą się i cały czas powtarzają: „odejdę”, „to do niczego nie prowadzi”, a ponieważ to, o czym człowiek najwięcej myśli, jest tym, co rośnie, z czasem w końcu się rozstają.
Wszyscy, którzy w pewnej chwili postanowili zostać bogatymi, przez długi czas myśleli o tym, jak stać się milionerami, i dlatego to osiągnęli. To psychologiczna i duchowa zasada. Jeśli myślę ze strachem, ten strach z pewnością urośnie, a jeśli myślę o bólu, ból wzrośnie. To, o czym najbardziej myślę, wzrośnie.
Nie zamykaj swego wzrostu i swych marzeń w akwarium.
Na przykład Japończycy odkryli, że jeśli małego rekina umieści się w akwarium, nie rośnie, jeśli jednak wypuści się go do morza, wówczas rośnie i stanie się pełnowymiarowym osobnikiem.
Otóż prawdą jest, że słuchamy komentarzy i czytamy wszelkiego rodzaju książki na temat tego, że wszyscy powinniśmy mieć marzenia. Jak je jednak realizujemy? To znaczy, że dowiadujemy się tego, co należy zrobić, lecz nie wiemy, jak powinniśmy to zrobić. Mówi się nam, że musimy mieć marzenia, lecz nie mówi się, jak je urzeczywistnić.
Celem tego rozdziału jest zatem pokazanie ci zasad i narzędzi, byś je zastosował, zasad, które skutecznie zastosowały już tysiące osób. Chcę ci przedstawić proste techniki, byś wyznaczył sobie jasne i konkretne cele, i zapewniam cię, że wszystko, co uczynisz, wyjdzie ci na dobre.
Więcej o książce: https://bit.ly/3XIvCf2
Czytaj więcej