„Przeprowadzę Cię na drugi brzeg” – przeczytaj fragment!

Psychoterapeutka Justyna Dąbrowska wraca do swojego najważniejszego tematu: do kobiety w ciąży i tej, która właśnie urodziła dziecko. Po latach od sukcesu akcji „Rodzić po ludzku” porozmawiała z kobietami, które z różnych powodów nie chcą wspominać swojego pobytu w szpitalu położniczym. Pyta je – z czym zostałaś? Poniżej prezentujemy fragment jej książki.
Czytaj więcej

Zdrowie psychiczne w kryzysie - relacja z Ogólnopolskiego Kongresu Psychologów i Psyc...

26 oraz 27 maja to były ważne dni w kalendarzach czytelników Psychologii w Praktyce oraz czasopisma Charaktery. To właśnie wtedy mogliśmy zorganizować dla Państwa kolejny, wypełniony merytorycznymi i inspirującymi wykładami Ogólnopolski Kongres Psychologów oraz Psychoterapeutów, którego tematem przewodnim było zdrowie psychiczne w kryzysie.
Czytaj więcej

Nasz bieg z przeszkodami – przeczytaj fragment!

Ceniona psycholożka Ewa Woydyłło wyjaśnia, jak zrozumieć i otworzyć się na różnorodność i rozbudzić w sobie większą wrażliwość, zarówno wobec innych, jaki i przede wszystkim wobec siebie. Poniżej prezentujemy fragment jej najnowszej książki.
Czytaj więcej

MROCZNA MĘSKOŚĆ

Według tantrycznych nauk rzeczywistość jest unią świetlistości ( aspekt męski ) i pustki ( żeński aspekt ). Dzięki polaryzacji ciemnej, nieskończonej Przestrzeni i świetlistej Świadomości, poprzez ich połączenie manifestuje się cały wszechświat. Towarzyszy temu wewnętrzny ruch Świadomości wynikający z potrzeby poznania siebie. Potrzeby wyłonienia tożsamości, przebudzenia do samoświadomości. Stąd proces tworzenia ego - oddzielonej świadomości, wypływa wprost z męskiego aspektu istnienia.
Czytaj więcej

Premiera książki "Kreator spokoju", czyli jak osiągnąć wewnętrzną równowagę niewielki...

Czy w dzisiejszym pędzącym świecie możliwe jest osiągnięcie wewnętrznego spokoju? Jak to zrobić niewielkim nakładem czasu i energii? Czy to w ogóle możliwe dla osoby, która nigdy wcześniej nie próbowała?  
Czytaj więcej

Inauguracja Fundacji im. prof. Tadeusza Zgółki

13 maja w Auli Lubrańskiego Collegium Minus Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, redakcja czasopisma Charaktery miała niezwykły zaszczyt uczestniczyć w Inauguracji Fundacji im. Prof. Tadeusza Zgółki – wybitnego językoznawcy, znakomitego wykładowcy i pasjonata nauki, autorytetu i Mistrza wielu pokoleń filologów.
Czytaj więcej

„Mamy do pogadania” – przeczytaj fragment książki!

Anna Pamuła, reporterka i pisarka, w swojej najnowszej książce rozmawia z mamami z całego świata. Opowiadają o macierzyństwie, rodzicielstwie, jego trudach, wyzwaniach, bezwarunkowej miłości do dzieci oraz tradycjach związanych z wychowaniem dzieci w swoich krajach. Zapraszamy do lektury fragmentu.
Czytaj więcej

Żeby żyć, musimy siebie opowiadać

Ta żałosna myśl, że nigdy więcej cię nie zobaczę Rosa Montero (przekład: Wojciech Charchalls) Wydawnictwo Wyszukane
Czytaj więcej

Kładka

Znałam tę scenę na pamięć – wreszcie, po tych wszystkich równie nieuchronnych co przewidywalnych w komedii romantycznej perypetiach on i ona spotykają się i idą ku sobie, oczywiście w Central Park w Nowym Jorku. Zamknęłam oczy i zobaczyłam ich pod powiekami: wchodzili na kładkę z dwóch różnych stron. Szli ku sobie, żeby już za chwilę być blisko, bardzo blisko. A potem zaczęli się całować, kamera odjechała i pojawiły się napisy końcowe. No a potem, wiadomo: długo i szczęśliwie.  Aż weszłam do sieci, żeby to sobie jeszcze raz (który?) zobaczyć. No i okazało się, że tam w ogóle nie było żadnej kładki, zupełnie ją wymyśliłam! Owszem, Tom Hanks i Meg Ryan spotkali się na końcu filmu Masz wiadomość1 w Central Park i szli ku sobie, ale to była po prostu jedna z parkowych alejek. Dlaczego moja wyobraźnia dokonała tego przekształcenia i wymyśliła kładkę? Chyba dlatego, że tak mocno oddziałuje na mnie jej symbolika – dwie osoby zbliżają się do siebie, idąc z dwóch różnych brzegów. Kładka powstała po to, żeby mogli się spotkać – bez niej zostaliby na przeciwległych brzegach. Idą ku sobie albo stoją, w mojej fałszywej pamięci tamtej sceny, na środku tej kładki, blisko siebie, ale jeszcze nie spleceni: i to właśnie ten moment przyprawia moje serce o Wielki Trzepot.  „Ogień potrzebuje tlenu” – pisała Esther Perel, amerykańska terapeutka, używając tej metafory, by powiedzieć, że i w związku potrzebujemy autonomii, odległości. Ogień nie płonie, kiedy jest się za blisko.  Czasem widzę symbiotyczne związki. Uczciwie mówiąc, sama w sobie odnajduję taki symbiotyczny wątek: jakby tendencję, by się sczepić, wessać, zassać, zapomnieć o swojej osobności. Co się dzieje ze mną, z Tobą, z naszymi związkami, kiedy przestajemy oddychać osobnym powietrzem, kiedy w związku nie ma żadnej odległości, kiedy pocałunek albo, być może częściej, jakieś magnetyczne napięcie spina dwie osoby, jakby w dwugłowy organizm, niezdolny do samodzielnego istnienia? Biologiczna definicja symbiozy mówi o dwóch organizmach współzależnych, wzajemnie siebie potrzebujących i, jeśli nie brać pod uwagę organizmów pasożytnych, jest to związek, po ludzku mówiąc, partnerski. Na przykład taki bąkojad, ptak z rodziny wróblowatych, siada sobie na grzbiecie antylopy kudu i wyjada z jej sierści pasożyty. Fajna sprawa – i dla bąkojada, i dla antylopy.  Ale kiedy popatrzymy na innego ssaka, który nie jest antylopą, na przykład na Homo sapiens, tu sprawa nieco się komplikuje. Bo jeśli miłość niesie w sobie ryzyko bólu związanego z utratą, symbioza niesie ryzyko zwielokrotnione – utrata oznacza mniej lub bardziej dosłowną śmierć. Jak w tej piosence, którą jako pierwsza śpiewała Ruth Etting, a po niej Nina Simone i wielu innych wykonawców: „Wolę być samotna niż szczęśliwa z kimś innym niż ty”. Ta linijka zawsze mnie bawiła, ale wierzę i wiem, że są tacy, których serce nieraz śpiewało takie słowa.  W codzienności kłopot symbiozy może dotyczyć nie tylko tej ostatecznej straty, która spotyka wszystkie związki, z wyjątkiem tych nielicznych, w których ludzie odchodzą w jednym momencie. Bo przecież jeśli mamy iść ku sobie i spotykać się na jakiejś kładce, to jednak idziemy skądś, z jakiegoś swojego osobnego świata i wnosimy kawałek tego świata w nasze spotkanie. Ale jeżeli jesteśmy cały czas spleceni, nie mamy osobnego świata, który moglibyśmy wnieść: skoro jesteśmy dla siebie całym światem. Ale co się zdarzy, jeśli jedna z osób stojących na kładce w ciasnym splocie odwróci głowę, bo się zagapi na coś innego niż głębię oczu kochanka? Albo odbierze wibrujący w kieszeni telefon? Albo znajdzie jakąś niepodzielaną przez partnerkę pasję i postanowi na przykład jeździć z kolegami na quadach co drugi weekend? Albo w nieromantycznym kontekście – co się stanie, jeśli dziecko, które było w symbiozie z rodzicem, wychodzi z niej i rozgląda się po świecie całkiem własnym? Kim będę, kiedy odejdziesz? Zniknę, kiedy odejdziesz! – woła wtedy zrozpaczone serce mamy albo taty, a również serce dziecka może zostać rozdarte dylematem, przed którym dziecko nie powinno stawać.  Więc trzymam pod powiekami obraz tej kładki. A kiedy oko mojej wewnętrznej kamery odjeżdża, widzi nie tylko ich dwoje razem, ale też ich własne ścieżki, ich osobne światy. 
Czytaj więcej

Urok sztuczności

Żyjemy w przekonaniu, że od blisko dwustu lat technologia w oszałamiający sposób przyspiesza w rozwoju. W laboratoriach i fabrykach produkuje się na wielką skalę niemal wszystko. Od sztucznego jedwabiu po sztuczny miód. Do sztucznych satelitów Ziemi zdążyliśmy się już przyzwyczaić, korzystając z nich na co dzień. Nawet się nad tym nie zastanawiamy. Nikomu nie przychodzi do głowy, że prócz radiokomunikacji, badań naukowych czy śledzenia ruchu drogowego prowadzą też działania wywiadowcze. Nie budzą takiej nieufności jak sztuczne barwniki w żywności.  W bajkach Jana Christiana Andersena sztuczność cieszy się uznaniem bohaterów. Róża i słowik w Świniopasie nie zapewniają księciu przychylności księżniczki, bo są prawdziwe. Nie są dziełem człowieka. W Słowiku cesarz przedkłada sztucznego, śpiewającego ptaka nad żywego, również śpiewającego za oknem. Ceni nie tyle walory śpiewu słowika, ale sam fakt, że figurka wykonana z artyzmem ze złota i ozdobiona drogimi klejnotami śpiewa, kiedy ją uruchomi. Tak uzasadnia  wybór automatu. Nie wiadomo, czy jest świadom znaczenia, jakie ma dla niego władza nad maszyną. Sztuczny słowik śpiewa, kiedy cesarz zapragnie. Jest przecież bezwolnym automatem. Ale to śpiew naturalnego słowika towarzyszy choremu władcy. Sztuczny się zepsuł. Bajkopisarz przypisuje słowikowi na wolności uczucia i zdolność empatii. Joseph LeDoux, psycholog neuronaukowo badający uczucia, sądzi podobnie. Wierzy w uczucia zwierząt świadom niemożności naukowego potwierdzenia tej opinii. W ostatnich miesiącach chyba cały świat zajmuje się sztuczną inteligencją za sprawą apelu o zawieszenie prac nad nowymi jej wersjami. Nie ujawniono jednak dotychczas, co budzi lęk przed tymi maszynami i ich oprogramowaniem. Dyskutujący świat podzielił się na entuzjastów i nieufnych sceptyków.  W tej dyskusji przewija się posługiwanie się terminami psychologicznymi. I to takimi, których zdefiniowanie sprawia trudność psychologom. Już sama inteligencja nie jest precyzyjnie zdefiniowana. Jeszcze trudniej zdefiniować świadomość i samoświadomość. Od czasów Davida Wechslera uważa się, że inteligencja to zdolność postrzegania otaczającego świata, uczenia się, analizy i przystosowania się do zmian. Wechsler opracował najpowszechniej stosowany test do oceny inteligencji (pierwsza wersja ukazała się w 1939 r.!). Maria Susułowska, twórczyni psychologii klinicznej na Uniwersytecie Jagiellońskim, dowcipnie rozwiązywała kwestię mnożących się definicji zdaniem, że inteligencja to właśnie to, co mierzą testy do jej oceny.  Skoro AI uzyskuje lepsze wyniki w egzaminach testowych niż amerykańscy studenci, to trudno nie przyznać racji profesor Susułowskiej. Pod warunkiem że rozwiązanie testów egzaminacyjnych wymaga inteligencji.  Nie słychać, jak dotychczas, o programie AI do gotowania. Chyba że termomiks uznany zostanie za AI.  W Słowiku Andersena cesarz jest władcą Chin. Spróbujmy może chińskiej kuchni bez sztuczności.    Makaron ze szpinakiem Składniki:  250 g przezroczystego makaronu sojowego  1 pęczek szpinaku 3 łyżki oliwy do smażenia 3 łyżki sosu sojowego 3 łyżki białego wina Przygotowanie:  Makaron zalać ciepłą wodą, według przepisu na opakowaniu.  Szpinak opłukać i osuszyć. Można użyć szpinaku mrożonego w liściach. Osuszony (lub rozmrożony) szpinak pokroić w cienkie paski. W woku lub rondlu rozgrzać oliwę. Wrzucić szpinak, krótko obsmażyć, wlać sos sojowy i wino, odparować. Wrzucić odcedzony makaron i wymieszać. Jeść z miseczek, pałeczkami. Można też widelcem.  
Czytaj więcej

Wibrator

Moja żona kupiła sobie wibrator. Wielka mi rzecz. Jesteśmy w końcu nowoczesnym społeczeństwem, kobiety robią takie rzeczy, to całkowicie normalne. Tylko wibrator nie był normalny. Nie, nie chodzi o dziwny kształt czy coś. Choć w sumie to nie wiem, może i kształt ma też dziwny. Mój adwokat wnioskował o okazanie dowodu, chociażby zdjęć, ale strona żony kategorycznie odmawia. Jedynie sędzina dostała wgląd. Rumieńce nie schodziły jej z policzków do końca ostatniej rozprawy.  Ale od początku: pierwsza była jarzeniówka w kuchni. Nie przeczę, ta niedziałająca czekała na wymianę parę miesięcy, może rok, ale zarobiony byłem, nawet na ryby nie starczało czasu, a co dopiero na jarzeniówkę. Tym bardziej, że druga przecież działała. A tu wracam po robocie do domu, a obie jarzeniówki świecą. Pytam grzecznie, czy sama wymieniła. A żona jak głucha, coś tam śpiewa pod nosem, nawija loka na palec. No to głośniej pytam, a żona jak przez sen, że nie, nic nie wymieniała. Ki czort, myślę. A może sąsiad? Też nie. Machnąłem na to ręką, w końcu to tylko głupia lampa.  Z telewizorem już mnie bardziej ruszyło. Fakt, długo się zbierałem, żeby go przestroić, ale to przecież trochę czasu trzeba mieć, powłazić w te wszystkie menu, source i inne panele. A tu włączam i widzę, że przeprogramowany. Kto to zrobił, pytam. Słyszysz mnie!? Może trochę podniosłem głos, przyznaję, ale żona jak pień, co miałem nie podnieść? Usłyszała i mówi, przeciągając się jak kocica: Waldi. Jaki Waladi, do jasnej cholery? Mamy takiego sąsiada? Nie, mruczy ona, to ten… No, wiesz… Wibrator.   W głowie mi się to nie mieściło. Wibrator wymieniający jarzeniówki i przestrajający TV? Co jeszcze? Na wszelki wypadek dokonałem drobnych napraw, jakich wymagało mieszkanie, po tygodniu miałem pewność, że żaden przeklęty Waldi nie będzie mi grzebał w bambetlach. O naiwności! Wracam któregoś dnia, a tu zamiast dwóch pokoi mamy trzy. Ścianki przestawione, nawet ładnie wykończone, ale – sami powiedzcie – można chyba się wkurzyć? Niewykluczone, że rozwalając te ścianki młotkiem trochę przesadziłem, ale to przecież było też moje mieszkanie! Noc, może dwie spędziłem w hotelu, musiałem uspokoić nerwy.  Gdy trochę wytrzeźwiałem, wróciłem do domu. A ścianki stoją. Do tego kuchnia przebita do jadalni. Do tego oświetlenie led sterowane ekranem dotykowym. Do tego balkon obudowany, kwiatów pełno, pośród tej dżungli moja żona w półnegliżu. Waldi? – pytam. Waldi – odpowiada. Gdzie on jest? Młotek? W szafce na narzędzia. Nie pytam o młotek! Pytam o tego… Waldiego! A ona, że nie wie. Że gdzieś tam sobie łazi czy pełza, widzą się tylko w nocy, a w dzień ona daje mu wolną… wolnego… wolność. Szlag mnie trafił. Przewróciłem do góry nogami całą chatę, ale gnojka nie znalazłem. Złożyłem pozew, wyprowadziłem się do matki. Powiem tak: ja jestem człowiek wyrozumiały, tylko mam swoje granice. Jarzeniówkę bym przełknął, nawet ledy. Ale okazało się, że ten cały Waldi używa moje spinningi. A tego mu nigdy nie wybaczę. 
Czytaj więcej

Słodka trucizna

Spotkania po latach, zwłaszcza z rówieśnikami, którzy w dzieciństwie wiele dla nas znaczyli, mają moc szczególną. W ich losach, czasem bardzo różnych od naszych, możemy zobaczyć alternatywny scenariusz własnego życia.  Tak pewnie czuje Felice (w tej roli Pierfrancesco Favino) z filmu Nostalgia, kiedy po czterdziestu latach wraca do Neapolu. Gdyby stąd nie wyjechał, prawdopodobnie zostałby gangsterem, jak jego były kumpel Oreste, który dziś jest postrachem dzielnicy. W poszukiwaniu prawdy o wspólnej przeszłości główny bohater krąży po obskurnych uliczkach, wypatrując starego przyjaciela. I czuje się coraz bardziej u siebie. Zaraz po przyjeździe odwiedza niewidzianą od dawna matkę, zaprzyjaźnia się z młodym księdzem zaangażowanym w ratowanie miejscowych dzieciaków przed wkroczeniem na drogę przestępczą, ale przede wszystkim wciąga go samo miasto – swojskie i zarazem niebezpieczne. Bo w historii opowiedzianej przez Mario Martone tytułowa nostalgia okazuje się słodką trucizną. Włoski reżyser stworzył w dużej mierze list miłosny do rodzinnego Neapolu pokazanego bez retuszu, jako miejsce, które można jednocześnie kochać i nienawidzić. Felice zdążył kiedyś poznać jego mroczne strony, a dziś, choć wiedzie szczęśliwy żywot w dalekim Kai­rze, pragnie uporać się z demonami i na powrót rozgościć się w ukochanym mieście. Lecz od przeszłości uciec się nie da, zaś sentymentalne wspomnienia bywają kiepskim przewodnikiem. Łącząc melancholijne spojrzenie wstecz, lekko sensacyjny nerw i paradokumentalną fakturę (Neapol dawno nie był na ekranie tak prawdziwy), Nostalgia zamienia się w fatalistyczną przypowieść o starciu jasnej i ciemnej strony mocy.  Z czasem historia staje się coraz bardziej wielowątkowa, zawiera jednak sceny o wyjątkowej intensywności emocjonalnej. Należy do nich pierwsza wizyta Felice u matki, która żyje samotnie, w koszmarnych warunkach. Mężczyzna kupuje świeżą pościel, damską bieliznę, środki higieniczne, po czym myje trochę zawstydzoną staruszkę w wielkiej balii i układa do snu. Trudno znaleźć w dzisiejszym kinie równie przejmujący obraz synowskiej miłości, podszytej wieloletnią tęsknotą i wyrzutami sumienia. Poprzez ten gest bohater próbuje nadrobić swą nieobecność i w podobny sposób chciałby „odzyskać” swoje miasto. Tyle że ono nie chce powitać go z otwartymi ramionami. Chociaż każdy zakątek wygląda tak samo jak dawniej i na każdym kroku przywołuje zapisane w pamięci obrazy, nie da się powtórnie wejść do tej samej rzeki. Zwłaszcza że była zatruta od samego początku, co raczej trudno dostrzec przez nostalgiczne okulary.    Nostalgia, reż. Mario Martone. Prod. Włochy 2022. Dystryb. Gutek Film. W kinach od 7 lipca 2023 r. 
Czytaj więcej