Nikt nie chce go przeżywać, ale bez niego nie przeżylibyśmy. Ból sygnalizuje, że coś dzieje się nie tak – w naszym organizmie lub w naszym życiu. Chroni nas przed zniszczeniem. Czasem jednak sam bywa niszczący. Jak słuchać bólu? I co robić, by go sobie nie dokładać?
Dział: Na temat
Komu można zaufać? Dlaczego biznesmeni chcą spojrzeć sobie w oczy, zanim podpiszą kontrakt? Jak działa handel diamentami w Nowym Jorku? Dlaczego tak łatwo oszukać w miłości? Po czym taksówkarze oceniają wiarygodność pasażera? O znaczeniu zaufania i kosztach nieufności mówi profesor PIOTR SZTOMPKA.
Trudno jest komuś zaufać, ale nie ufać nikomu nie sposób. Zaufanie zawsze wiąże się z ryzykiem, ale ten, kto nie potrafi go podjąć, ryzykuje, że straci wszystko. Człowiek ufny i człowiek podejrzliwy żyją w tym samym miejscu, ale w jakże odmiennym świecie. Obdarzać zaufaniem... Czy można dać więcej? Zaufanie jest pomostem, który prowadzi nas do ludzi. Dzięki niemu otrzymujemy pomoc, budujemy bliskość, więź, rodzi się nadzieja.
Sen przenosi nas do wirtualnej rzeczywistości, w której nie ma rzeczy niemożliwych. Co noc bierzemy udział w przedziwnych wydarzeniach wykreowanych przez nasz śniący umysł, przygotowując się w ten sposób do życia na jawie - twierdzi J. Allan Hobson, amerykański badacz snu.
Podobno życie jest jak butelka dobrego wina: niektórym wystarcza lektura etykiety na butelce, inni wolą jej zawartość - chcą poczuć zapach i smak. Każdy dzień celebrować jak wino, nawet jeśli nieźle dostało się w kość... Takie doświadczanie swojego życia jest warunkiem rozwoju osobistego, przekonują psychologowie. I dodają: kto nie potrafi celebrować chwil, ten nie potrafi celebrować siebie i innych ludzi.
Żal jest negatywną emocją, nie chcemy go czuć. Ale warto się w niego wsłuchać, bo sygnalizuje nam, że podjęliśmy złą decyzję. Dzięki temu wciąż możemy zmienić kierunek, coś naprawić. Żal wzywa nas do działania - mówi amerykański psycholog Neal Roese.
Odkładamy życie na później, mówimy: teraz muszę się dorobić, awansować albo odchować dzieci, ale za kilka lat, po czterdziestce, na emeryturze, jak zmienię pracę, jak kupię dom... to sobie wtedy pożyję. Bywa też, że żyjemy przeszłością. Wydaje nam się, że nasze prawdziwe życie już było - byliśmy szczęśliwi, ale wszystko się zmieniło i już tylko wegetujemy... Co nam przeszkadza żyć w pełni, z pasją, odczuwając istnienie wszystkimi zmysłami? Dlaczego nie potrafimy się skupić na teraźniejszości i uznać, że nasze życie nie jest gdzie indziej, tylko właśnie teraz i tu, gdzie jesteśmy?
Psychiatra na zdrowiu psychicznym znać się nie musi. Psychoterapeuci nie muszą być „okazami zdrowia psychicznego”, podobnie jak gastrolodzy nie muszą mieć idealnych żołądków - przekonuje prof. ANDRZEJ KOKOSZKA.
Będę z tobą szczery; powiem prawdę; w ludziach najbardziej cenię szczerość i autentyczność... Niemal codziennie słyszymy lub wypowiadamy takie deklaracje, ale czy rzeczywiście jesteśmy gotowi na szczere relacje? Czy stać nas na podarowanie prawdy, zamiast bić nią na odlew? Czy potrafimy przyjąć, że czasem - jak pisze Witold Gombrowicz - jedyna dostępna nam szczerość to świadomość, że szczerość jest nam niedostępna? Szczere relacje wymagają uważności, czasu i pewnej intymności. Tu nie można się spieszyć, żeby zrobić jak najlepsze wrażenie na kimś, bo wtedy zafałszowujemy siebie - twierdzi LUBOMIRA SZAWDYN w rozmowie z Jolantą Białek.
Jeśli życie jest tańcem, to kto w nim prowadzi? Czasem życie wymyka nam się z rąk, plany kończą się fiaskiem, bliscy zawodzą. Czasem zaś próbujemy kontrolować wszystko i wszystkich, dyktować każdy krok. Czy tędy droga?
Normalność - wymarzona reguła, problem w tym, że jak na razie składa się ona z samych wyjątków. Stosując ją, łatwo wykluczać innych, wpędzać siebie w lęk. Zupełnie niepotrzebnie. Przeciwieństwem normalności nie jest wyłącznie szaleństwo - to także różnorodność, twórczość, podążanie własną drogą, oryginalność, indywidualizm, zmienność, uleganie wahaniom, dopuszczanie konfliktów wewnętrznych, emocji, niespójności... To wszystko jest i normalne, i potrzebne.
Wchodząc w nowy rok, składamy sobie życzenia. Podejmujemy postanowienia. Chcemy się zmieniać: być lepsi, mądrzejsi, bardziej uważni. Przyrzekamy sobie, że coś zaczniemy robić, a czegoś innego robić już nigdy nie będziemy. I wierzymy, że potrafimy dotrzymać słowa. Niestety, los obietnic z lat minionych pokazuje, że w większości były one czczymi obiecankami. Gdzie tkwi tego przyczyna? Jak sobie obiecywać, by słowa dotrzymać? Jaka jest ta właściwa droga od postanowienia do spełnienia? Od deklaracji do prawdziwej zmiany?