Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

23 sierpnia 2016

Zwyczajnie szalona normalność

37

Normalność - wymarzona reguła, problem w tym, że jak na razie składa się ona z samych wyjątków. Stosując ją, łatwo wykluczać innych, wpędzać siebie w lęk. Zupełnie niepotrzebnie. Przeciwieństwem normalności nie jest wyłącznie szaleństwo - to także różnorodność, twórczość, podążanie własną drogą, oryginalność, indywidualizm, zmienność, uleganie wahaniom, dopuszczanie konfliktów wewnętrznych, emocji, niespójności... To wszystko jest i normalne, i potrzebne.

Bohaterowie „Opowieści o zwyczajnym szaleństwie” Petra Zelenki to zwykli ludzie, jakich pełno wokół nas. Młodzi szukają swego miejsca w życiu, starsi tęsknią za tym, co minęło. Wszyscy pragną szczęścia, miłości, zmagają się z samotnością, próbują poradzić sobie z uczuciami i cierpią, nie potrafiąc się ze sobą dogadać. Ot, normalni ludzie. Normalni?

Po zerwaniu z chłopakiem Jana szuka kontaktu z przypadkowymi facetami, dzwoniąc do budki telefonicznej stojącej na wprost okien jej mieszkania. Petr sięga po indiańskie rytuały, aby odzyskać Janę: gotuje kosmyk jej włosów, by podrzucić go tam, gdzie razem bywali. Jego ojciec, który za komuny czytał teksty w kronikach filmowych, teraz godzinami przygląda się bąbelkom, wydobywającym się z butelki piwa. Matka szczeka na niego i uważa, że skoro nie reaguje, to jest już martwy. Sama, opętana dobroczynnością, bombarduje paczkami z używaną odzieżą i kompotami własnej roboty ofiary kolejnych wojen i klęsk na całym świecie. Szef Petra, najbardziej normalny z normalnych, zakochuje sie w manekinie, ubranym w sukienkę identyczną jak ta, której jego żona nie włożyła na siebie od 30 lat. Kicia i Jerzy płacą Petrowi, by obserwował ich w łóżku – inaczej nie mogą się kochać. A Petr godzi się na to, by poczuć się mniej samotny.

Zwariowani? Szaleni?

Sam Zelenka, reżyser i autor scenariusza do „Opowieści...”, podkreśla: „to nie jest film o szaleństwie. Zmieniłbym tytuł, gdyby udało mi się wymyślić lepszy”.

Co byłoby lepsze? Opowieść o szalonej normalności?

Zarazić się dzieckiem
Jakże chętnie wyrokujemy: to jest normalne, a to nie. Takie określenie coś nam opisuje, coś wyjaśnia. – Kategoria normalności wydaje się nam niezwykle użyteczna w ustosunkowaniu się do świata. Ale tym samym staje się podejrzana. Pozornie normalność coś nam porządkuje. Są to jednak takie porządki, jakie robią dzieci, gdy układają na parapecie najpierw wszystko, co jest różowe, albo trójkątne, albo papierowe... Każda z tych reguł porządkowania jest z pewnego punktu widzenia równie dobra jak inna – mówi prof. Wiesław Łukaszewski, znawca motywacji i osobowości ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.

Jeśli tak jest, to porządek staje się doraźny, a normalność – płynna. Bohaterów „Opowieści...” można określić jako nienormalnych, można też uznać ich za całkiem normalnych, zależnie od tego, jaki punkt widzenia przyjmiemy. A punkty widzenia zmieniają się. Tak zresztą jak i normy społeczne, kulturowe i obyczajowe, które określają, co wypada robić, a czego nie wolno. Naruszenie pierwszych rodzi wstyd, drugich – poczucie winy. Uczucia są prawdziwe, ale normy umowne. Prof. Bogdan de Barbaro, psychiatra i psychoterapeuta z Zakładu Terapii Rodzin CM UJ, podkreśla: – Norma nie istnieje obiektywnie, choć mamy zwyczaj przywiązywać się do niej jako do czegoś pożądanego, zapominając, że jest to tylko społeczny konstrukt. W różnych czasach i miejscach ludzie różnie się umawiają, jakie zachowanie czy przeżycie jest normalne.

Kiedyś nienormalna była leworęczność – dzieci piszące lewą ręką na siłę przestawiano na prawą. Do lat siedemdziesiątych XX wieku w klasyfikacji psychiatrycznej homoseksualizm uznawano za chorobę i usiłowano leczyć. Przez wieki za grzeszną uznawano seksualność. W książkach medycznych pisano, że masturbacja może prowadzić do ślepoty, niepłodności i chorób psychicznych. – Dziś dwunastolatek na szczęście już nie obawia się, że w wyniku masturbacji dozna wyschnięcia stosu pacierzowego – komentuje prof. Bogdan de Barbaro.

Normę ustanawia się w dyskursie, w dyskursie normy się zmienia. Badania CBOS-u dowodzą, że w ciągu ostatnich pięciu lat istotnie zmieniły się poglądy Polaków na wiele kwestii społecznych, takich jak rozwód, homoseksualizm, życie bez ślubu, uprawianie seksu czy stosowanie środków antykoncepcyjnych. Znacznie mniej osób uważa, że są to zachowania zawsze złe i nie do usprawiedliwienia.

Zatem można już żyć razem bez ślubu. Zmieniła się rola, możliwości i pozycja społeczna kobiet.

– Wszystkie dziś mocno przekroczyłyśmy dziewiętnastowieczne normy – stwierdza dr Ewa Woydyłło, psycholog i psychoterapeutka z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Rzeczywiście: kobiety mogą dziś wiele. Mogą być singielkami, samotnie wychowywać dzieci. Ale czy to normalne, że niektóre z nich nie chcą być matkami? Jedna z internautek pisze, że ma dość spotkań rodzinnych, na których wciąż słyszy: „Jak to nie chcesz, przecież każda kobieta chce mieć dziecko” albo „Weź moje na ręce, może się zarazisz i też zapragniesz takie mieć”.

Pociągająca przyjaciółka żony
W polskiej wyszukiwarce Goog[-]le znaleźć można 5,5 mln linków pod hasłem: czy jestem normalna/normalny? W języku angielskim – aż 160 mln. Internauci piszą: Czasami nie wiem, po co wstawać. Nienawidzę swojego szefa, nie znoszę rutyny od 8 do 16-tej, nie znajduję sensu w swej pracy; Cały czas myślę o jedzeniu; Tylko seks mi w głowie; Śpiewam razem z radiem; Nienawidzę rodziców i czuję się winny z tego powodu; Czy to normalne?

Obawy pojawiają się w momentach kryzysów – tych życiowych, i tych rozwojowych, szczególnie w kryzysie tożsamości, który opisywał psychoanalityk Erik Erikson. Eksperymentujemy wtedy ze sobą i z różnymi wzorcami, testujemy swoje możliwości i odkrywamy granice – co wolno pod pewnymi warunkami, a czego nie wolno nigdy. Potem dokonujemy wyboru własnej drogi. Ale nie wszyscy – są tacy, którzy nie wychodzą poza etap kryzysu tożsamości. Według Jamesa Marcii, kanadyjskiego psychologa rozwojowego, takie osoby są wiecznie zbuntowane, pełne niepokoju i wątpliwości, również co do swej normalności. Nie zawsze też, jak zakładał Erikson, raz osiągnięta tożsamość wystarcza na resztę życia. Bywa, że tracimy pracę albo sami chcemy z niej zrezygnować, z uniwersyteckiej katedry wędrujemy w Bieszczady, by hodować owce. Zdarza się, że partner odchodzi albo my zostawiamy partnera, bo coś się w nas wypaliło – w takich momentach wraca pytanie: Kim jestem? Co się ze mną dzieje?

– Za wątpliwościami co do normalności kryje się zazwyczaj jakaś ambiwalencja, gdy czegoś chcemy i nie chcemy zarazem, jakiś impuls, którego nie tolerujemy, pytania, które się cisną, a na które trudno nam znaleźć dobrą odpowiedź. Dotąd przywykliśmy do jakiejś opowieści o sobie i swym życiu, i naraz pojawia się wewnątrz coś niepokojącego, dotychczasowa narracja zaczyna pękać – komentuje prof. de Barbaro.

Zwątpienia co do swojej normalności doświadczamy, gdy nie jesteśmy w stanie spełnić oczekiwań in[-]nych, bliskich osób. Bywa też, że niepokoi nas to, co czujemy lub robimy. Jak zauważa dr Wiesław Baryła, psycholog społeczny z Uniwersytetu Gdańskiego, dotyczy

to często upodobań i zachowań seksualnych. Czy to normalne, że podoba nam się przyjaciółka żony? Uspokajamy się dopiero, gdy badacze ogłaszają, że aż 40 proc. ludzi ma podobne pragnienia.

Czasem obawy o normalność są doraźne. Na drugim roku studiów większość studentów psychologii ma w wątpliwości co do swego zdrowia psychicznego. W planie studiów jest wtedy psychopatologia. Schematy poznawcze kolejnych zaburzeń stają się dostępne i ukierunkowują percepcję i uwagę. Tak powstają tzw. skrzywienia zawodowe. Na szczęście objawy zazwyczaj mijają po egzaminie.

Może dobrze, że czasem wątpimy w swą normalność. – Człowiek normalny stale siebie monitoruje: czy wolno się na to godzić, czego mi brakuje, czy lepiej by było, gdyby... – uważa Ewa Woydyłło.

Ledwie wyczuwalna granica

Psychiatrzy są zgodni: łatwiej zdefiniować nienormalność niż podać oznaki zdrowia i normalności. Specjaliści uwzględniają kilka kryteriów, sugerujących, że przekroczyliśmy granice normalności. Są to: • dziwaczność zachowań – zależy od kon­tekstu: podlewanie trawnika jest czymś naturalnym, ale co wtedy, gdy podlewamy go podczas ulewy? Jak pan się nazywa – pyta ksiądz pana młodego przed ołtarzem. Pan się nazywa Jezus Chrystus – odpowiada stremowany małżonek. Kontekst wyjaśnia qui pro quo, bez niego wyglądałoby to na groźny objaw; • uporczywość zachowań – wszyscy miewamy szalone momenty, po wygranej z radości krzyczymy i skaczemy, ale co wtedy, gdy takie zachowania utrzymują się stale? • niekonwencjonalność – gdy zachowanie łamie normy, drastycznie odbiega od tego, co przyjęte i oczekiwane w danej społeczności: można ufarbować włosy na niebiesko na zabawę sylwestrową, ale nie biegać nago po centrum handlowym; • irracjonalność – gdy ktoś reaguje w sposób dla większości ludzi niezrozumiały: rozmawia ze zmarłą siostrą, słyszy jej głos, śmieje się ze smutnej sceny; • subiektywne cierpienie, niewynikające z obiektywnych trudności, np. ktoś cierpi, nie potrafi nawiązać bliskich związków, bo lęka się bliskości, choć zarazem jej pragnie. Każdy denerwuje się przed ważnym testem, ale podchodzi do niego, problem zaczyna się, gdy emocje obezwładniają osobę i w efekcie nie może skoncentrować się, rezygnuje z testu, nie podchodzi do niego wcale; • niemożność odczucia radości i osiągnięcia ważnych celów, np. ktoś obawia się sukcesu i udaremnia sam sobie kolejne działania, które mogłyby do sukcesu doprowadzić. Dopóki dziwaczne lub uporczywe zachowanie nie utrudnia życia nam lub innym, nie musi wskazywać na zaburzenie. Na przykład ktoś codziennie przed zaśnięciem staje na baczność i śpiewa hymn narodowy. Problem zaczyna się wtedy, gdy np. robi to podczas zebrania w pracy i naraża się na śmieszność. Oprac. dk

Normalny jak ja
Pojęciem normalności chętnie się posługujemy, szczególnie w odniesieniu do innych, wskazując, co w nich jest nienormalne. Choć zmienna i umowna, normalność staje się często, jak mówi profesor Łukaszewski, narzędziem potępienia, kijem, którym wymachują ci, którzy nie chcą dopuścić jakichś zachowań.

Dlaczego nie tak? Bo tak!!! Bo to nienormalne.

Ale właściwie dlaczego? Randkowanie z trzema chłopakami naraz jest nienormalne? Bo...? To za dużo czy za mało? Z uwagi na co? Na czyjeś cele? Na przyjęte zasady? Reakcje innych?

Przede wszystkim z uwagi na to, co sami myślimy, czujemy i czynimy. Prace Jeana Piageta, szwajcarskiego psychologa rozwoju dowodzą, że automatycznie i spontanicznie skłonni jesteśmy spostrzegać świat z własnej perspektywy. Normalny to ktoś mniej wię[-]cej taki jak ja. Przekroczenie egocentryzmu i wejście w cudzą perspektywę wymaga motywacji i wysiłku, jest więc nieporównanie rzadsze. To, co własne, mamy skłonność uogólniać na innych, zakładając, że są oni do nas podobni bardziej niż faktycznie są. Przeceniamy powszechność własnych poglądów i niezmiennie dziwimy się, że ktoś myśli inaczej. Ten błąd fałszywej powszechności, opisany przez Lee Rossa ze Stanford University, wynika z heurystyki zakotwiczenia: własny pogląd jest punktem wyjścia w ocenie poglądów innych ludzi. Zwolennicy dopuszczalności aborcji sądzą, że większość jest za tym, przeciwnicy – tak samo. Do tego dochodzą egotystyczne zniekształcenia w percepcji siebie: faworyzujemy własną osobę, przeceniamy własną normalność, by podtrzymać dobre mniemanie o sobie. Jeśli ktoś zachowuje się lub myśli inaczej – rodzi się niepokój: kto z nas się myli? Stąd tendencja do dzielenia i wykluczania: skoro my jesteśmy normalni, to oni, ci inni, normalni być nie mogą. – Granica między swoimi i obcymi ułatwia nam integrację wewnętrzną, ale zarazem rodzi nieufność i wrogość wobec wszelkich innych – mówi prof. de Barbaro.

Normalni, nie przeciętni
„Dziewczynki, udawajcie przynajmniej, że jesteście normalne” – mawiała moja znajoma do swoich małoletnich córek. Niestety, nie dodawała, co mają udawać. Pozory czego zachować? Dla kogo? I po co? A w ogóle: czy to udawanie jest normalne?

Pytanie „czy jestem normalny/normalna?” najczęściej sprowadza się do tego, „czy postępuję tak, jak większość”. „Za normalne uważa się to, co jest najbardziej prawdopodobne statystycznie dla danej populacji, kultury czy też czasu” – zauważa profesor Zdzisław Ryn, psychiatra („Charaktery” 11/2001). W takim rozumieniu normalność oznacza przeciętność. A przecież nikt nie chce być przeciętny. To godziłoby w dwie silne potrzeby związane z koncepcją własnej osoby. Po pierwsze, w potrzebę tożsamości indywidualnej. Aby ją określić, poszukujemy różnic między sobą a innymi ludźmi, preferujemy własną unikatowość i niepowtarzalność. Podkreślamy ją wyglądem, zachowaniem. Trafnie konstatuje dziennikarka i poetka Katherine Dunn w Jarmarku odmieńców: „Widzę, jak przerażająca jest normalność. Każdy z tych niewinnych ludzi na ulicy przeżywa okropność bycia kimś zwyczajnym. Zrobiliby wszystko, by stać się wyjątkowym”.

Z drugiej strony unikamy krańcowej odmienności, bycia dewiantem, bo to godzi w drugi aspekt tożsamości – w tożsamość społeczną, wynikającą z potrzeby zachowania poczucia wspólnoty z innymi, dostrzegania podobieństwa z nimi. Jeśli te dwie tendencje tożsamościowe działają łącznie, to – jak dowodzą badania C. Richarda Snydera i Howarda Fromkina – preferujemy pośredni stopień podobieństwa bądź odróżnienia się od innych: trochę różny, trochę podobny, ale nie przeciętny.

Bycie przeciętnym narusza drugą potrzebę związaną z Ja, potrzebę poczucia własnej wartości. Nie zależy nam na byciu w normie, chce[-]my być lepsi niż inni. Wierzymy, że mamy ponadprzeciętne poczucie humoru, ponadprzeciętne umiejętności kierowania samochodem (nawet ci, którzy spowodowali wypadek), że jesteśmy ponadprzeciętnie życzliwi, lojalni, rozważni, szczerzy i, oczywiście, inteligentni. – Efekt bycia lepszym od przeciętnej jest najbardziej potwierdzonym w psychologii zjawiskiem. Nawet gdy powie się badanym, że taki efekt istnieje, to i tak upierają się, że pod względem dowolnej właściwości plasują się w górnych 10 lub nawet 5 proc. populacji – twierdzi Wiesław Baryła. Chcemy być trochę lepsi niż ludzie wokół nas, a w każdym razie nie chcemy być gorsi. To m.in. dlatego cieszą nas słabości i kło...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy