Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

6 lutego 2019

Kto tu zwariował, czyli jestem chory, ponieważ jestem w szpitalu

56

Cieszysz się dobrym zdrowiem psychicznym? Uważasz się za osobę najzupełniej normalną? I nie sądzisz, by ktoś mógł ocenić cię inaczej? Okazuje się, że granica między normą a patologią wcale nie jest tak oczywista. Gdybyś trafił na oddział psychiatryczny, różne twoje zachowania mogłyby być potraktowane jako objaw choroby.

Zazwyczaj jesteśmy przekonani, że potrafimy odróżnić osobę zdrową od chorej psychicznie. Przekonanie to podziela wielu psychiatrów i psychologów – przyjmują oni, że u pacjentów występują pewne objawy, które można skategoryzować, a tym samym można odróżnić chorych psychicznie od całej reszty.

Na tej zasadzie oparte są kolejne klasyfikacje chorób psychicznych (amerykańska DSM – czyli Diagnostic and Statistical Manual i europejska ICD – International Classification of Diseases). Czy jednak cechy, na których opiera się diagnoza, są atrybutem samych pacjentów, czy też wynikają z kontekstu, w jakim widzą ich obserwatorzy? Czy patologia tkwi w pacjentach, czy też w sytuacji, w jakiej się znaleźli?

Pytanie o granice normy i patologii jest zasadne z kilku powodów. Po pierwsze, jak zauważyła, w wydanej w 1934 roku książce Wzory kultury antropolog Ruth Benedict, pojęcie normalności bądź nienormalności nie jest uniwersalne. To, co w jednej kulturze uznaje się za całkiem normalne, w innej takie nie jest. Po drugie, zdarza się, że sami specjaliści spierają się, gdzie przebiega ta granica, co jest wskaźnikiem zdrowia i na ile przydatne są takie pojęcia, jak: „choroba psychiczna”, „schizofrenia”, „paranoja”.

Co więcej, raz postawiona diagnoza zaczyna żyć własnym życiem. Jak zauważa dr hab. Bogdan de Barbaro, „gdy coś nazwiemy, jesteśmy gotowi przyjąć, że to coś obiektywnie istnieje. Bywa, że psychiatra wpada w tę pułapkę. Mówi: trzeba to leczyć, bo to jest schizofrenia. A przecież obiektywnie nie istnieje schizofrenia czy anankastia – natręctwa, ale osoba, która jakoś się zachowuje i czegoś doświadcza.”

Ale to, jak ktoś się zachowuje i czego doświadcza, rozumiemy przez pryzmat schematu poznawczego. Diagnoza psychiatryczna jest takim schematem, dzięki któremu możemy wyjaśniać i przewidywać zachowania innej osoby. Problem w tym, że raz zaktywizowane schematy ukierunkowują nasze rozumienie ludzi i są oporne na zmianę. Najczęściej zauważamy i zapamiętujemy to, co potwierdza nasze schematy. Fakty zaś z nimi niezgodne przeoczamy, zapominamy lub zniekształcamy tak, by pasowały do schematu. W ten sposób utrzymujemy swoje przekonania o świecie i ludziach, nawet wtedy, gdy świat lub ludzie się zmienili albo schemat okazał się mylny. W takim rozumieniu podstawa diagnozy tkwi w umysłach specjalistów od zdrowia psychicznego.

Czy potrafią oni odróżnić osoby chore psychicznie od zdrowych? A co się stanie, jeśli normalni ludzie, tacy, którzy nie mają i nigdy nie mieli żadnych objawów i zaburzeń psychicznych, trafią do szpitali psychiatrycznych? Czy zostaną rozpoznani jako zdrowi? Takie pytanie postawił David Rosenhan, profesor prawa i psychologii ze Stanford University i w latach 70. przeprowadził prowokacyjny eksperyment.

Przychodzi zdrowy do szpitala

Osiem zdrowych psychicznie osób (wśród nich sam Rosenhan) zgłosiło się do dwunastu różnych szpitali dla psychicznie chorych, w pięciu stanach na wschodnim i zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Grupa składała się z trzech kobiet i pięciu mężczyzn – wśród nich byłi trzej psychologowie, studenci psychologii, pediatra, psychiatra i psychoterapeuta, malarz i kobieta zajmująca się domem. Wszyscy posłużyli się przybranymi nazwiskami, by rzekome diagnozy nie sprawiły im później kłopotów. Ci, którzy byli zawodowo związani z psychiatrią lub psychologią, podawali inne zawody, żeby uniknąć szczególnej uwagi ze strony personelu. Personel szpitalny nie wiedział o obecności pseudopacjentów i celu badań.

Scenariusz zawsze był ten sam. Badany dzwonił do szpitala i prosił o wyznaczenie wizyty. Następnie zgłaszał się na izbę przyjęć, skarżąc się, że słyszy głosy. Zapytany, co to za głosy, odpowiadał, że są zwykle niewyraźne, „głuche”, „puste”, „nużące”. Poza tym jednym objawem badani zachowywali się całkiem normalnie i podawali osobie prowadzącej wywiad wyłącznie prawdziwe informacje o sobie, o swoich związkach z bliskimi osobami, wspomnieniach z dzieciństwa itp. Jak pisze Rosenhan „frustracje i niepokoje opisywano na równi z radościami i satysfakcjami”. I co ważne, nic w życiorysach badanych ani w ich aktualnych zachowaniach nie wskazywało na patologię.

A więc myślisz, że jesteś normalny?

Po przyjęciu na oddział psychiatryczny, badany natychmiast przestawał symulować jakiekolwiek objawy choroby psychicznej i zachowywał się całkiem normalnie: rozmawiał z pacjentami i personelem, podkreślał, że czuje się dobrze, reagował na polecenia pielęgniarek, na wezwania do przyjmowania leków (których oczywiście nie połykał), stosował się do regulaminu. W wolnym czasie badani spisywali swoje obserwacje na temat oddziału, pacjentów i personelu. Z początku robili swe notatki potajemnie, ale nikt nie zwracał na to uwagi, więc zaczęli pisać na dużych kartkach papieru, w miejscach ogólnie dostępnych. Wkrótce okazało się, że prowadzenie przez badanych notatek potraktowano jako jeszcze jeden objaw ich choroby.

Pseudopacjenci, podobnie jak prawdziwi pacjenci psychiatryczni, nie wiedzieli, kiedy zostaną zwolnieni ze szpitala. Powiedziano im, że muszą przekonać personel, że są zdrowi psychicznie, zatem mieli silną motywację do tego, by być wzorowymi pacjentami. Raporty pielęgniarek opisują zachowanie pseudopacjentów jako „przyjazne” i „kooperatywne”.
Jak długo zatrzymano ich w szpitalu? Badani spędzili na oddziałach psychiatrycznych od 7 do 52 dni, średnia długość pobytu w szpitalu wyniosła 19 dni. Ale, co najważniejsze, żaden z pseudopacjentów nie został „odkryty” przez personel szpitala. Poza jednym wyjątkiem, wszystkim postawiono diagnozę schizofrenii i z taką diagnozą – „schizofrenia w okresie remisji” – wypisano ich do domów. Znaczyło to, że w opinii personelu badany nie jest i nigdy nie był zdrowy psychicznie.

Ciekawe jest to, że chociaż personel szpitala nie wykrył pseudopacjentów, inni pacjenci nie dali się tak łatwo zwieść.
Aż 35 ze 118 prawdziwych pacjentów odnosiło się do badanych nieufnie i podejrzewało, że nie są naprawdę chorzy psychicznie. Niektórzy mówili wprost: „Nie jesteś wariatem! Jesteś dziennikarzem albo reporterem. Zbierasz informacje o szpitalu!”. A zatem to pacjenci lepiej niż psychiatrzy potrafili rozpoznać normalność.

Kiedy robienie notatek jest objawem choroby

Wnioski, które się nasuwają, są dość zatrważające. Badania Rosenhana wykazały, że granica między normalnością i patologią wcale nie jest tak wyraźna i zaciera ją często kontekst sytuacyjny, w którym stawiana jest diagnoza. Zakładano, że skoro pacjent jest w szpitalu, to musi być psychicznie chory. A skoro jest chory, to każde jego zachowanie może być przejawem jego choroby. Jeśli na przykład robi notatki, to może być to zachowanie kompulsywne, które towarzyszy schizofrenii. Sposób interpretacji zachowań pacjentów podyktowany był diagnozą, jaką im postawiono. Badani podawali wyłącznie prawdziwe informacje ze swego życia.

Jeden z nich opowiadał, że w dzieciństwie miał bliski kontakt z matką. Potem stosunki z matką uległy ochłodzeniu, za to ojciec stał mu się bliższy. Badany miał wyjątkowo bliskie i ciepłe relacje z żoną. Rzadko się sprzeczali, rzadko też karał dzieci. A oto jak go opisano w karcie „Był to trzydziestodziewięcioletni mężczyzna (...) mający za sobą długą historię wyraźnej ambiwalencji w bliskich związkach, sięgającej jego wczesnego dzieciństwa (...) Brak zrównoważenia. Jego dążeniom do kontrolowania kontaktów emocjonalnych z żoną i dziećmi towarzyszą wybuchy gniewu i, w odniesieniu do dzieci, stosowanie kar fizycznych. Mimo iż twierdzi, że ma kilku dobrych przyjaciół, to odnosi się wrażenie, że również w kontaktach z nimi dużo jest ambiwalencji.”

U podstaw diagnozy psychiatrycznej leży milczące założenie, że źródło zaburzeń zlokalizowane jest wewnątrz osoby. Dlatego wszelkie zachowania, nawet te wywoływane przez środowisko szpitala, przypisywane są chorobie. Pewien psychiatra zwrócił uwagę na grupę pacjentów siedzącą u wejścia do jadalni pół godziny przed obiadem. Powiedział grupie młodych praktykantów, że takie zachowanie wskazuje na zachłanność, charakterystyczną dla oralnego charakteru. Najwyraźniej nie przyszło mu do głowy, że poza posiłkami na niewiele rzeczy można czekać...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy