Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

25 lutego 2019

Jak się różnimy

0 384

Wiara w to, że nie rodzimy się zaprogramowani na zawsze, tworzy aurę optymizmu. Ta wiara może być motorem do poprawiania i doskonalenia siebie, dochodzenia do czegoś, co - zdawałoby się - przekracza nasze możliwości - mówi prof. Jan Strelau.

Jakub Balicki i agnieszka Wilczek: – Przypadki czasem wpływają na nasze życie, na to, kim jesteśmy. Niewiele brakowało, żeby Pan Profesor nie został psychologiem...
Jan Strelau:
– Pod koniec szkoły średniej byłem przekonany, że będę lekarzem. Nie udało się, bo za odmowę współpracy z Urzędem Bezpieczeństwa wydalono mnie z wilczym biletem z klasy przedmaturalnej. Mogłem zostać księdzem, bo z konieczności skończyłem tzw. małe seminarium duchowne i miałem tylko prywatną maturę, nieuznawaną przez państwo. Mogłem także trafić do kompanii karnej w wojsku. Jednak moje życie mogło się potoczyć całkiem inaczej, bowiem na początku 1956 roku aresztowano mnie pod zarzutem, że nie doniosłem o istnieniu nielegalnej organizacji, której celem było obalenie ustroju politycznego. Groziło mi 5 lat więzienia, jednak uratowała mnie ogłoszona w tym samym roku amnestia.

A jak trafił Pan na psychologię?
– Wydawała mi się kierunkiem najbliższym medycynie. Jedyną możliwością dla mnie w tamtym czasie były studia na KUL-u, gdzie przyjęto mnie pod warunkiem, że w międzyczasie zrobię maturę państwową. Psychologia na KUL-u wydawała mi się zbyt spekulatywna, ale sama dziedzina bardzo mnie wciągnęła. Udało mi się zrobić maturę w trybie eksternistycznym i rozpocząłem – od początku – studia na Uniwersytecie Warszawskim.

Gdzie został Pan po ukończeniu studiów i pracował aż do emerytury, zajmując się temperamentem. Dlaczego właśnie nim? Znów zadziałał przypadek?
– Do pewnego stopnia tak. Jako student trzeciego roku psychologii uczestniczyłem w seminarium profesora Mieczysława Kreutza, najwybitniejszego w Polsce znawcy i propagatora introspekcji. Polecał nam m.in. zreferowanie treści wybranego przez niego artykułu z rosyjskich czasopism psychologicznych. Profesor nie znał języka rosyjskiego, a literatura anglojęzyczna w tym czasie – był to jeszcze okres stalinizmu – była niedostępna. Przypadł mi do tłumaczenia artykuł Borysa Tiepłowa pt. „Uczenije o tipach wyższej nierwnoj diejatielnosti i psichologija”. Poprosiłem profesora o inny tekst, ponieważ ja też nie znałem języka rosyjskiego. Na to Kreutz odpowiedział: „Panie Strelau, dlatego daję panu na przetłumaczenie aż trzy miesiące”. Nie miałem wyboru. Okazało się, że problematyka poruszona w tym artykule zafascynowała mnie. Tiepłow – zapewne w tamtym okresie najwybitniejszy w Rosji badacz psychofizjologii różnic indywidualnych – pokazał, jak typy układu nerwowego psów, opisane przez Pawłowa, mają się do temperamentu człowieka.

W ten sposób prof. Kreutz przesądził o kierunku Pana zainteresowań naukowych?
– Tak, choć mimo woli, bo sam daleki był od psychofizjologii. Publikacja Tiepłowa zainteresowała mnie do tego stopnia, że przez około 15 lat prowadziłem badania nawiązujące do typologii Pawłowa. Praca magisterska, pisana pod kierunkiem jednego z moich mistrzów – profesora Tadeusza Tomaszewskiego, mieściła się w nurcie typologii układu nerwowego. Na podstawie czynności odruchowo-warunkowej, której przejawem w moich badaniach była aktywność elektrodermalna, czyli tzw. odruch skórno-galwaniczny, dokonywałem pomiaru różnych wskaźników odruchów warunkowych. Bodźcami bezwarunkowymi były bodźce termiczne i szoki elektryczne, dzisiaj – ze względów etycznych – nie można byłoby takich eksperymentów przeprowadzić. Z kolei bodźcami warunkowymi były bodźce świetlne i akustyczne.

Co wynikało z tych badań?
– Na podstawie szybkości, wielkości i efektywności reakcji warunkowej wnioskowałem, zgodnie z kryteriami przyjętymi za Pawłowem, o takich cechach ośrodkowego układu nerwowego, jak: siła procesu pobudzenia, siła procesu hamowania i ruchliwość procesów nerwowych. Odpowiednia kombinacja tych cech składa się na typ układu nerwowego. Badania prowadzone w ramach pracy doktorskiej, której promotorem był mój drugi Mistrz – profesor Mieczysław Kreutz, doprowadziły mnie do wniosku, że diagnoza tych podstawowych cech układu nerwowego zależy od tego, jakie bodźce bezwarunkowe i warunkowe oraz reakcje i wskaźniki są przedmiotem pomiaru. Tak więc należy mówić raczej o tzw. parcjalnych, a nie ogólnych cechach ośrodkowego układu nerwowego.

Temperament był na szczęście tematem neutralnym politycznie. Gdyby nie tamte czasy, może zająłby się Pan czymś innym?
– Zapewne tak, ale w tamtych warunkach politycznych przez ponad dekadę pozbawiono mnie możliwości kontaktu z psychologami z krajów zachodnich. Niejako z konieczności koncentrowałem się na typologii Pawłowa i związanymi z nią badaniami nad temperamentem. Po raz pierwszy miałem możliwość wyjazdu do Stanów Zjednoczonych w 1963 roku. W wyniku konkursu otrzymałem wówczas zaproszenie Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego do uczestnictwa w Międzynarodowym Kongresie Psychologii, który odbywa się co cztery lata, tym razem był w Waszyngtonie. Organizatorzy pokrywali wszystkie związane z wyjazdem koszty. Dodatkowo otrzymałem trzymiesięczne stypendium i skierowanie na staż w laboratorium profesora Mortimera Mishkina na Uniwersytecie Alberty w Edmonton, w Kanadzie. Profesor prowadził badania na naczelnych – szympansach i orangutanach. Miałem możliwość terminowania u najwybitniejszego w tej dziedzinie badacza. Ale ówczesne władze polityczne w Polsce nie zgodziły się na mój wyjazd. Do Stanów Zjednoczonych wyjechałem niemal dekadę później. Był to mój pierwszy wyjazd na Zachód, miałem wtedy już 40 lat.

I obronioną habilitację. Czego dotyczyły te badania?
– W jakimś stopniu nawiązałem w nich jeszcze do Pawłowa, choć moim głównym celem było zaadaptowanie jego koncepcji psychofizjologicznej do pomiaru cech temperamentu człowieka doros[-]łego. W wyniku tego podejścia powstały narzędzia psychometryczne, pozwalające na samoopis lub szacowanie tych aspektów zachowania, które można traktować jako behawioralny przejaw cech temperamentu.

W efekcie opracował Pan Profesor inwentarz, znany jako Kwestionariusz Temperamentu, a za granicą jako Strelau Temperament Inventory, który doczekał się bez mała 30 adaptacji językowych. Myślę, że pora, by powiedzieć, czym w ogóle jest temperament?
– Nie ma jednej definicji temperamentu, choć badacze są zgodni co do tego, że cechy temperamentu ujawniają się już u niemowlęcia, a ponadto są w znacznym stopniu genetycznie uwarunkowane. W zaproponowanej przeze mnie definicji temperament odnosi się do formalnych cech zachowania, takich jak siła i intensywność reakcji, poziom energetyczny i charakterystyka czasowa zachowania i reakcji (patrz aplikacja „Temperament pod lupą”). U jego podstawy leżą mechanizmy neurofizjologiczne i biochemiczne, regulujące charakterystyczny dla danej osoby poziom aktywacji, który jest wypadkową interakcji tych wszystkich mechanizmów. Moim zdaniem temperament stanowi niejako biologiczną podstawę kształtowania osobowości.

To dlatego tak Pana fascynuje?
– Tak. Osobowość nie rozwija się w próżni, lecz na bazie tego, z czym przychodzimy na świat, a więc właśnie na osnowie cech temperamentu. Ich pierwsze przejawy można zaobserwować już w życiu płodowym, a wyraźnie uwidaczniają się u niemowlęcia. Intensywność śmiechu, długotrwałość płaczu, bardziej lub mniej energiczne ruchy kończyn – to wszystko są przejawy cech temperamentu dziecka. Można powiedzieć, że w tym okresie rozwojowym temperament to niemal cała osobowość niemowlęcia. Jest to ta jej część, która jest biologicznie zdeterminowana, względnie stała, co nie znaczy, że cechy temperamentu nie mogą ulec zmianie. Przede wszystkim są to zmiany rozwojowe, a ponadto mogą one być wynikiem interakcji ze środowiskiem, szczególnie społecznym, takim jak np. rodzina, koledzy-sportowcy, szkoła.

Na czym te zmiany polegają?
– Charakterystyki temperamentu nie zmieniają się z dnia na dzień. Ale na przykład u matki alkoholiczki lub chronicznej palaczki może dojść do zmiany genetycznie zdeterminowanych mechanizmów neurofizjologicznych, leżących u podstaw cech temperamentu. W ciągu życia zmieniają się wszystkie cechy, nawet tak pozornie stałe, jak kolor oczu czy kształt uszu. Moje oczy już tak nie błyszczą jak kiedyś. Mój temperament inaczej przejawiał się, gdy miałem trzy lata, inaczej, gdy byłem czterdziestolatkiem, a jeszcze inaczej teraz.

Czy środowisko, na przykład osobowość matki, wpływa na cechy dziecka i to jeszcze zanim ono się narodzi?
– To zależy, o jakich cechach mówimy. Jeśli o cechach osobowości, takich jak na przykład sumienność, na którą według zwolenników koncepcji Wielkiej Piątki składają się kompetencja, skłonność do porządku, obowiązkowość i samodyscyplina, albo inna cecha – otwartość na doświadczenie, która wiąże się z wyobraźnią, estetyką czy wartościami, to trudno sobie wyobrazić, żeby płód wyssał te charakterystyki z mlekiem matki. Natomiast inaczej ma się sprawa z taką cechą, jak np. lęk, rozumiany jako tendencja do reagowania strachem na różne obiektywnie i subiektywnie zagrażające czynniki. Jej przejawy obserwujemy od pierwszych godzin życia dziecka. A jeszcze wyraźniej, gdy dziecko idzie do przedszkola. Dość powszechnie zdarza się, że dziecko wycofuje się, płacze, próbuje uciec, kurczowo trzyma się przysłowiowej spó...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy