Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki

26 maja 2020

Mnożenie radości

85

Badacze odkryli test pozwalający przewidzieć, czy nasz związek przetrwa. Jak to zrobić? Wystarczy podzielić się z partnerem wieścią o naszym sukcesie. I obserwować, jak zareaguje.

W słynnym filmie Roba Reinera „Kiedy Harry poznał Sally” ona wraca z pracy i od progu rzuca:
– Zgadnij co? Nie uwierzysz!
On na to: – Co? Opowiedz mi!
Sally radośnie: – Dostałam awans!
Harry jest pod wrażeniem. Woła: – Wow! To niesamowite! Należało ci się. Mów mi po kolei. Chcę o wszystkim usłyszeć!
Nie zawsze na wieść o naszym awansie, sukcesie czy radosnym wydarzeniu partner reaguje w ten sposób. Z różnych powodów nie zawsze potrafi dzielić naszą radość, cieszyć się osiągnięciami, wspierać w dobrych chwilach. A szkoda.

Zepsuć smak sukcesu

Potoczne stwierdzenie mówi, że problemy i smutki opowiedziane komuś dzielimy na pół, a radości przeżywamy podwójnie. Naukowcy od lat odkrywają, w jaki sposób wspieramy się nawzajem, gdy spotyka nas w życiu coś złego, np. doświadczamy stresu lub przechodzimy kryzys. Dopiero niedawno zaczęto zastanawiać się, jak reagujemy na bliskich, gdy w ich życiu dzieje się coś dobrego, i jakie to ma dla nich znaczenie. O ile potrzeba pomocy w kryzysie wydaje się oczywista, to pojawia się pytanie, czy trzeba wspierać kogoś, kto odnosi sukces? Czy jest mu to do czegoś potrzebne? Niewątpliwie reakcje innych na wieść o naszym sukcesie mogą nam w różny sposób zepsuć jego smak: na przykład gdy dewaluują znaczenie sukcesu (Czy to stanowisko rzeczywiście jest lepsze?) albo akcentują jego niekorzystne aspekty (Teraz nie wymigasz się od nadgodzin) lub okazują zazdrość (Dlaczego ty, a nie ja?). Wszystko to rodzi mieszane uczucia, poczucie sukcesu nabiera posmaku porażki. W końcu zaczynamy żałować, że nie zachowaliśmy dobrej wieści dla siebie.
Zdarzają się jednak takie reakcje bliskich, które sprawiają, że sukces smakuje bardziej. Autentycznie podzielają oni nasz entuzjazm, pragną dowiedzieć się czegoś więcej o naszym osiągnięciu, zwracają uwagę na jego pozytywne aspekty i nierzadko pomagają go celebrować, by na dłużej zapisał się w naszej pamięci. Innymi słowy, choć nie wydarzyło się nic złego (wręcz przeciwnie) – udzielają nam wsparcia. Pomagają pełniej przeżyć radość. To współdzielenie się z innymi ludźmi pozytywnymi wydarzeniami z naszego życia nazywamy procesem kapitalizacji.

Kapitał dzielonego szczęścia

POLECAMY

Termin ten wprowadził dwadzieścia lat temu psycholog Christopher Langston w swojej pracy doktorskiej jako uzupełnienie teorii radzenia sobie ze stresem. O ile radzenie sobie z trudnymi wydarzeniami (coping) jest procesem eliminującym to, co niepożądane (np. pomaga rozwiązać problemy), o tyle kapitalizacja, czyli dzielenie sukcesu z innymi ludźmi, podtrzymuje i nasila to, co pożądane. Langston definiuje kapitalizację jako „wyrażanie pozytywnych emocji po pozytywnym wydarzeniu (np. informowanie innych, świętowanie), prowadzące do przeżywania silniejszych pozytywnych emocji niż te, które wywołało samo wydarzenie”.

Dlaczego dzielenie się z innymi tym, co dobrego dzieje się w naszym życiu, jest korzystne? Psycholożka Shelly Gable z University of California w Santa Barbara, która zapoczątkowała renesans badań nad kapitalizacją, twierdzi, że działają wtedy trzy procesy. Gdy mówimy o dobrych wydarzeniach, po pierwsze, ponownie doświadczamy ich emocjonalnych skutków, po drugie, opowiadając o nich, musimy lepiej przemyśleć, co się stało, a tym samym zwiększa się dostępność śladów pamięciowych i wzrasta wpływ pozytywnych wspomnień na nasze życie, po trzecie, zmieniają się nasze relacje z ludźmi – przeglądając się w ich oczach, zaczynamy lepiej postrzegać siebie.

Z przyjaciółmi, partnerami i rodziną

Co udało się dotąd ustalić w badaniach dotyczących zjawiska kapitalizacji? Zacznijmy od tego, że choć może trudno w to uwierzyć, zwykle doświadczamy około trzy razy więcej wydarzeń pozytywnych niż negatywnych. Ale te pozytywne wywierają na nas znacznie mniejszy wpływ niż negatywne; tylko dzięki ich zdecydowanej przewadze liczebnej możemy zrównoważyć „efekt negatywności” i wieść szczęśliwe życie (patrz aplikacja, s. 70). I rzeczywiście tak się dzieje – większość ludzi twierdzi, że są raczej zadowoleni ze swojego życia. Polacy wbrew pozorom nie stanowią tu wyjątku, co pokazują badania panelowe „Diagnoza społeczna”, jakie od 2000 roku prowadzą prof. prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny, i Tomasz Panek, ekonomista i statystyk. Największym źródłem pozytywnych wydarzeń są kontakty społeczne – stanowią ponad połowę dobrych doświadczeń. Na drugim miejscu plasuje się praca lub szkoła, co może niektórych zaskoczyć; tam spotyka nas jedno na trzy pozytywne wydarzenia doświadczane w życiu.

Co więcej, bardzo lubimy opowiadać o pozytywnych wydarzeniach. Anglosasi, jak pokazują badania psycholożek Shelly Gable i Natalyi Maisel, czynią to prawie codziennie. Jak to wygląda w Polsce? Trudno powiedzieć, nie zebrano takich danych. Wiadomo, że lubimy narzekać, ale to nie znaczy, że nie lubimy się chwalić. Niekiedy zresztą trudno odróżnić jedno od drugiego. Posiadacz luksusowego samochodu wzdycha „Ależ on pali!” – skarży się czy przechwala nowym autem? Wiadomościami o pozytywnych wydarzeniach dzielimy się zazwyczaj z przyjaciółmi, partnerami romantycznymi oraz członkami rodziny. I w zasadzie z nikim więcej – przyjaciele, partnerzy i rodzina stanowią aż 97 proc. odbiorców naszych opowieści o tym, co dobrego spotkało nas w życiu.

Z wysokiego konia spadniesz

Jak reagują, gdy słyszą o naszym sukcesie? Proces kapitalizacji sukcesu jest dwuetapowy. Krok pierwszy to próba kapitalizacji, czyli dzielenie się z kimś dobrą informacją. Krok drugi to reakcja słuchacza na nią. Może on zareagować na jeden z czterech możliwych sposobów, co wynika z kombinacji dwóch wymiarów: aktywności oraz konstruktywności. Pierwszy dotyczy tego, ile wysiłku słuchacz wkłada w ustosunkowanie się do naszego sukcesu. Drugi natomiast opisuje jego intencję (nie zawsze świadomą) spotęgowania sukcesu lub wręcz przeciwnie – jego zakwestionowania.

Odpowiedź aktywno-konstruktywna to entuzjazm w czystej postaci. Partner wyraża zainteresowanie wydarzeniem, chce poznać więcej faktów, zgłębić nasze uczucia z nim związane. Reaguje wypisz wymaluj, jak przywołany na początku Harry na wieść o awansie Sally. Dzięki takiej wspierającej postawie możemy ponownie przeżywać emocje związane z tym wydarzeniem, znów pojawia się radość, duma, zadowolenie. Pozytywność zaczyna się mnożyć. Wspomnienia o sukcesie utrwalają się w pamięci. Jeżeli na dodatek pojawi się pomysł, by jakoś uczcić sukces, zyskujemy kolejny powód do radości. W ten sposób pozytywne myśli i emocje kapitalizują się, niczym odsetki na wysoko oprocentowanym koncie oszczędnościowym.

W reakcji pasywno-konstruktywnej, którą można nazwać wsparciem rozumiejącym, słuchacz również ma pozytywną postawę wobec wydarzenia, jednakże jest tylko biernym odbiorcą i powiernikiem sukcesu. Choć niczego nie kwestionuje, jego bierność może nie wystarczyć, byśmy poczuli się zrozumiani i docenieni. Przypomina to chowanie oszczędności do skarpetki – kapitału nie ubywa, ale nie procentuje.

Z kolei reakcja pasywno-destruktywna polega na ignorowaniu nas lub wydarzenia. Słuchacz wydaje się niezainteresowany tym, co się stało, szybko zmienia temat rozmowy lub po prostu odchodzi. Prawdopodobnie nie cieszy go nasz sukces (może myśli „Dlaczego ty, a nie ja?”) albo nie ma dla niego większego znaczenia (i na stwierdzenie „Kochanie, spotkało mnie dzisiaj coś niesamowitego!”, pyta: „A zrobiłeś zakupy?”) lub też nasza próba kapitalizacji sukcesu nie jest w stanie przebić się przez jego koncentrację na sobie (w odpowiedzi słyszym...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy