Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

26 września 2019

Dorosłe dziewczynki z zapałkami

104

Za każdym razem historia toczy się podobnie: kobieta zakochuje się w mężczyźnie, który – z różnych powodów – jest niedostępny. Rusza z nim w taniec, chcąc tego, co niemożliwe. Jaką cenę zapłaci? Czego się dowie o sobie?

Przydarzyły mi się badania, których nie planowałam. Badane same dzwoniły i płakały w słuchawkę, esemesowały i wysyłały długie listy. Wśród nich były bliskie memu sercu przyjaciółki, facebookowe znajome i całkiem obce mi kobiety. Ich historie ułożyły się w charakterystyczny wzór. Nazwałam je dorosłymi dziewczynkami z zapałkami.

Głodne kawałki

W bajce Hansa Andersena marznąca na ulicy dziewczynka bezskutecznie próbuje sprzedać zapałki. W końcu zaczyna je wypalać, jedną po drugiej. Andersen pisze: „zziębnięte ręce skostniały jej prawie, nie ma siły utrzymać w nich paczki zapałek. A gdyby zapaliła jedną dla rozgrzania? Tylko jedną zapałkę. Na wspomnienie ciepła już nie ma siły oprzeć się pokusie. Jedna zapałka tylko”.

Clarissa Pinkola Estés, psychoanalityczka, jungistka, interpretując tę bajkę w swej książce Biegnąca z wilkami, odwołuje się do psychologii głębi i psychoanalizy. Dziewczynka, chcąc choć przez chwilę się ogrzać, karmi swoje złudzenia. Chce ciepła, ale bezwiednie robi coś, co sprawia, że jest jej jeszcze zimniej; zapałek jest coraz mniej, a ich płomień szybko gaśnie. Moje rozmówczynie robiły to samo.

Mimo różnych dekoracji sytuacja za każdym razem ma tę samą strukturę: kobieta z mniejszą lub większą wzajemnością „zakochuje się” w mężczyźnie, który z różnych powodów jest niedostępny – albo dlatego, że jest żonaty, albo wysyła wyraźne sygnały, że nie chce trwałego związku. Oczywiście bywają mężczyźni żonaci, którzy decydują się rozwieść i tworzą dobry kolejny związek, albo tacy, którzy późno znajdują życiową partnerkę – tutaj jednak mówimy o sytuacjach, w których mężczyzna jest niedostępny i nie chce tego zmienić.

„Niczego mi nie brakowało” – dziwią się często kobiety, patrząc na początek tej historii. Wiele z nich wiodło dobre życie, były w dobrym związku. Dlaczego więc podążyły za kimś niedostępnym? Bo chociaż każda z nas ma jeden PESEL, w środku jesteśmy zrobione z wielu kawałków i mamy różne, często sprzeczne ze sobą, potrzeby. Kiedy u drzwi staje „mężczyzna niemożliwy”, a kobieta te drzwi otwiera, to znak, że tkwiący w niej głodny, nienasycony kawałek szuka nasycenia – a ona jeszcze nie wie, że daremnie. Żeby mieć w sobie taką głodną cząstkę, wystarczy doświadczyć jakiegoś rodzaju opuszczenia, kiedy było się dziewczynką. Nie musi to być opuszczenie głębokie i wieloletnie, raczej takie, które jest udziałem prawie każdego człowieka i w każdym zostawia jakiś ślad. „W życiu jest wyrwa, po prostu” – mówi jedna z bohaterek filmu Sary Polley „Take This Waltz”. „Nie ma co gonić jak wariatka, próbując ją wypełnić”. Kiedy jednak otwieramy drzwi niemożliwemu mężczyźnie, ruszamy w taką właśnie gonitwę.

Wysoki płomień

To nie jest opowieść o podłych facetach, przed którymi ostrzegały nas mamy, i niewinnych kobietach, ich ofiarach. To historia tańca, który każda z nas może zacząć, bo w naszej psychice jest kawałek, który chce go tańczyć. Kiedy go tańczymy, wydaje się obezwładniać nas jak fala tsunami, ale tak naprawdę ma strukturę i powtarzające się sekwencje. Ich obserwacja może pomóc wyjść z tej historii w jednym kawałku, a nawet przekształcić ją w ważne i potrzebne doświadczenie.

Na początku pojawia się mężczyzna – patrzy na nią sekundę za długo, esemes od niego dźwięczy na nocnym stoliku. I zaraz potem iskra – ożywa nienasycony kawałek, o którego istnieniu kobieta zapomniała, bo była zajęta swoim sytym życiem. Nagle czuje, że pragnie czegoś, czego nie ma. Czuje brak, zimno i chce zapalić zapałkę, by się ogrzać. Tak zaczyna się faza ognia.

Kobieta odpisuje na esemes; odwzajemnia spojrzenie, zgadza się na spotkanie. Tańczy na ulicy, wkłada szpilki, gdy idzie wyrzucić śmieci, śmieje się w głos w tramwaju. Ogień zapałki pali się wysoko. Kobieta nie myśli, co będzie potem, bo nie ma żadnego „potem”, chociaż jej przyjaciółka szemrze, że coś się kiedyś źle dla niej skończyło. Kobieta nie słyszy, zresztą spieszy się na mikrodermabrazję i bawi ją, że przebiegła na czerwonym świetle, a jakiś kierowca trąbił na nią wściekle. Niby wstaje, wyprawia dzieci do szkoły, ale tak naprawdę nie ma jej – jakby siedziała w kinie i patrzyła na ekran, po którym przesuwają się obrazy zgoła nie dla dzieci. Kobiety w tym stanie, jeśli w ogóle wiedzą, jaka jest pora roku, to tylko wtedy, gdy wahają się, w co się ubrać na spotkanie z nim. Cała reszta świata wędruje poza horyzont, staje się nie-nim, nie-tym-na-co-czekamy.

Panie dyrektorki ukradkiem sprawdzają esemesy podczas konferencji, gorliwe matki zapominają o datach szkolnych wycieczek, w piekarnikach przypalają się szarlotki, debetują się karty kredytowe, wszystko gna, a jednak czas płynie za wolno. Ogień się jarzy, dając obietnicę – właśnie, czego? Ostatecznego nasycenia dotkliwego głodu, ogrzania najbardziej dotkliwego chłodu. Do tego dochodzi zwykle zachwyt mężczyzny – słowa o tym, jaka ona jest piękna i jak on jeszcze nigdy aż tak. Zachwyt podsyca obietnicę, że ogień nie zgaśnie – jak mógłby? Czasami pada słowo „miłość”. „Ale on mi powiedział, że mnie kocha!” – powiedziała mi kiedyś jedna z dziewczynek z zapałkami. To słowo działa hipnotycznie i sprawia, że robimy rzeczy, które ostatecznie nie służą nam. Albo pozwalamy, żeby pod transparentem miłości robili nam je inni; tak czy inaczej przysporzy nam to cierpienia.

Siłą rozpędu
Ale jeszcze nie teraz, nie w fazie siły rozpędu. Już jest po spotkaniu, po tej chwili, trwającej czasem weekend, czasem nawet tydzień. Już go nie ma, ale jeszcze jest, bo choć zapałka już zgasła, jej ciepło jeszcze nie wyparowało. Kobieta zeskoczyła już z karuzeli, ale jeszcze kręci się jej w głowie. Siły rozpędu, życia, erosa jeszcze ją niosą, krew szybciej krąży, a na ekranie umysłu w kółko leci ten sam miks obrazów ze spotkania. Kobieta przeczuwa nadejście innych, mniej wesołych faz, więc podświadomie stara się do tego nie dopuścić i wrócić do fazy ognia. Nie jest to jednak proste, ponieważ mężczyzna jest niemożliwy z definicji i na ogół nie da się po prostu do niego zadzwonić ani stanąć bez zapowiedzi w drzwiach.

Dlatego prawdopodobnie nastąpi kolejna faza, najbardziej nieoczywista, którą nazwałam fazą fałszywego zadowolenia. Zapałka już definitywnie zgasła. A jednak na początku chłód nie jest tak dotkliwy. Dziewczynka myśli sobie: ej, da się przeżyć. Co prawda nie wiem, kiedy i czy w ogóle jeszcze go zobaczę, ale przeżyłam, ogarniam – dziecko do szkoły zawiezione, praca zrobiona, mąż zadowolony, pilates drugi raz w tygodniu. Tym razem, myśli dorosła dziewczynka, boli mniej niż poprzednio. Jeśli zaś pozostaje w związku nie-związku...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy