Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Ja i mój rozwój

9 września 2016

Sztuka smakowania chwil

0 421

Podobno życie jest jak butelka dobrego wina: niektórym wystarcza lektura etykiety na butelce, inni wolą jej zawartość - chcą poczuć zapach i smak. Każdy dzień celebrować jak wino, nawet jeśli nieźle dostało się w kość... Takie doświadczanie swojego życia jest warunkiem rozwoju osobistego, przekonują psychologowie. I dodają: kto nie potrafi celebrować chwil, ten nie potrafi celebrować siebie i innych ludzi.

Z czym się kojarzy celebrowanie życia? Ja widzę starszą panią i starszego pana przy elegancko nakrytym stole, jedzących bez pośpiechu wyszukane potrawy; słoneczny dzień, zadbany ogród i pięknie ubranych ludzi zasłuchanych w muzyce kwartetu smyczkowego; grupę przyjaciół nocą przy ognisku: płomienie odbijają się w ciemnej wodzie jeziora, a nad nimi gwiazdy... W tym sensie celebrowanie życia to umieszczanie w ramkach pamięci lub marzeń szczególnie miłych momentów. To coś, co może się zdarzyć tylko na emeryturze, na wakacjach lub wydarzyło się dawno temu.

Nasze rozważania dotyczyć będą innej celebracji – takiej, która może zdarzyć się każdego dnia. Celebracji, która powoduje, że chwila nabiera znaczenia, jest przeżyta i doświadczona. Nawet jeśli jest smutno lub trudno, to jednak w jakimś aspekcie – sensownie. Celebracji życia, dzięki której nasze przesuwanie się w czasie dzień po dniu może stać się przygodą, a nie walką o przetrwanie lub pustym, pozbawionym smaku i koloru trwaniem, a czasem sami nie wiemy czym, bo tak szybko biegliśmy, że nic z tej drogi nie pamiętamy.

Doświadczenia pod czułą opieką
O życiu nasyconym doświadczaniem czasu, albo inaczej: doświadczaniem siebie i świata, pisało wielu autorów, jednak samo pojęcie „celebrowania codziennego życia” opisał szczegółowo amerykański terapeuta Harvey L. Rich w książce In the Moment.

POLECAMY

Celebracja w sensie wewnętrznego doświadczenia to nadanie celebrowanej chwili szczególnego znaczenia, rozpoznanie tego znaczenia i uszanowanie go. Oznacza otwarcie się zarówno na doznania zmysłowe, docierające do nas ze świata zewnętrznego, jak i na to, co dociera do nas z wnętrza nas samych – na uczucia, skojarzenia, myśli. Celebracja jest „naszą interakcją z daną chwilą”, „naszym doświadczeniem siebie w kontekście danej chwili”, pisze Rich. Celebracja wewnętrzna danej chwili umożliwia nam doświadczenie jej głębokiego wymiaru – jako części ludzkiego doświadczenia, przekraczającego nasz jednostkowy los.

Celebracja dotyczyć może zarówno momentów miłych, wesołych, jak i trudnych, dramatycznych – ważne, aby były to chwile „zaopiekowane” przez nas, czyli doświadczone w pełni, przeżyte, nazwane i z kimś podzielone.

Pamiętam pewien moment w historii naszej rodziny, który kojarzy mi się z opisywanym tu pojęciem celebracji. Było to wiele lat temu, w dniu przeprowadzki z mieszkania w Warszawie do zaniedbanego domku na wsi. Nasze dzieci zostały z dziadkami, a my upchnęliśmy się w szoferce wielkiej ciężarówki, by wraz z całym naszym dobytkiem odbyć drogę do nowego domu. Pamiętam trzeszczenie podskakującej na zakrętach szafy, zapach papierosów palonych przez kierowcę, moje myśli, że pogubimy część mebli, niepokój, co czeka nas w nowym miejscu, niepokój, czy to słuszna decyzja, poczucie, że od tego momentu moje życie dzieli się na „przed” i „po”. Skojarzenie z moją matką i babcią, opuszczającymi Warszawę po Powstaniu, poczucie, że stoję przed zakrętem, za którym zupełnie nieznane, radość i przekonanie, że jedziemy tam nie przypadkiem, że jest w tym jakiś plan opatrzności, a może misja... Wieczorem, przed pierwszą nocą w nowym domu, rozmawialiśmy o tej drodze i naszych przeżyciach, gdy tak symbolicznie i literalnie oddalaliśmy się od tego, co było i zbliżaliśmy do tego, co będzie. „Wielka przeprowadzka” należy dziś do legendy naszej rodziny i stanowi istotny element jej tożsamości.

Zatrzymane wewnętrznie chwile naszego życia uczą nas przeżywać życie głębiej. Rozmawiam ze znajomą osobą i nagle myślę „To jest ważne!”, więc wyłączam telefon, pochylam się do niej, zaczynam słuchać z pełną uwagą, otwieram się na to, co słyszę. W takiej chwili dociera do mnie czyjaś prawda w całej jej złożoności, zaczynam widzieć coś, czego jeszcze przed chwilą nie przeczuwałam. Albo piję herbatę (kontemplacyjne picie herbaty opisywało wielu autorów), patrząc na poranek w ogrodzie lub pełen naczyń zlew w kuchni – wszystko jedno. Piję herbatę świadoma tej chwili, świadoma smaku herbaty, świadoma własnego bijącego serca, świadoma... czego tym razem? Na przykład niebywałej odwagi, jakiej wymaga takie picie herbaty w spokoju ducha (tak!), gdy gdzieś niedaleko piętrzą się sprawy domagające się mojego natychmiastowego zaangażowania. Mijają sekundy, piję herbatę, jestem.

Co przeszkadza w celebracji życia

1. Rozkradziona uważność O naszą uważność walczą wszyscy: rodzina, przyjaciele, koledzy w pracy, wielkie korporacje, media, firmy reklamowe. Zalewani jesteśmy ogromną ilością informacji. Wszyscy naraz krzyczą: „spójrz tutaj, skup się na mnie, chociaż przez sekundę!”. Jak się odwrócisz, będzie po Tobie. Przestaniesz widzieć i słyszeć „tu i teraz”. Twoja uwaga będzie rozdzierana na tysiące kawałków. Twoją uważność kradnie również świat wirtualny, który chce zastąpić Ci rzeczywistość, a Twój telefon komórkowy proponuje rzeczywistość „teraz” ale nie „tutaj”... 2. Chaos priorytetów Czy celebrowanie życia uważasz za sprawę ważną? Jeśli tak, to dlaczego tego nie robisz? Czy kontakt z najbliższymi jest Twoim priorytetem? Jeśli tak, to dlaczego nie masz na to czasu, a gdy jesteś w domu więcej uwagi poświęcasz ekranowi komputera lub telewizora? Stres zagłuszasz, objadając się wieczorami – co Cię powstrzymuje przed wprowadzeniem w swoje życie ćwiczeń relaksacyjnych czy medytacji? Wśród pracoholików popularne są przestrogi: „Na łożu śmierci nikt nie żałuje, że za mało pracował”, albo „Jeśli tu i teraz nie zajmiesz się sprawami ważnymi, to potem w Twoim życiu nie będzie już na nie miejsca”. Niestety, prawie każdy reaguje na nie uśmiechem i nie zmienia swojego postępowania... 3. Niepokój – stan gotowości na przyjęcie zła Istotę niepokoju dobrze oddaje haiku siedemnastowiecznej japońskiej poetki: „Najgorszy jest pożar w domu sąsiada”. Dla wielu z nas świat jest groźny, tajemnicze zło czyha za rogiem. Niepokój jest wewnątrz człowieka, jego źródła na ogół tkwią w przeszłości, w domu rodzinnym i traumach życiowych. Tworzy zamęt i niepewność. Chcąc uniknąć potencjalnej katastrofy, przez długie lata budujemy barykady, gromadzimy dobra, skupiamy się na osiągnięciu perfekcjonizmu, analizujemy obsesyjnie przeszłe wydarzenia i kontrolujemy wszystko i wszystkich dookoła.? Niepokój broni dostępu do „tu i teraz”, uniemożliwia celebrowanie świata w harmonii i bezpieczeństwie. 4. Zadanioholizm i walka z czasem Mamy za dużo zadań i obowiązków, więc spieszymy się, żeby je zrealizować. Poganiamy dzieci w drodze do przedszkola (często myślimy wtedy „idą tak wolno przez złośliwość”), gwałcąc ich naturalny rytm, uczymy je pośpiechu. Im więcej zadań, tym bardziej się spieszymy. Zadanie to działanie ukierunkowane na cel, który tkwi w przyszłości, a ta jest niewiadomą. Gdy przez cały dzień realizujesz w pośpiechu zadanie po zadaniu, Twoja uważność ulokowana jest w przyszłości, skupiona na kolejnych celach do osiągnięcia – a „tu i teraz” przestaje istnieć. Im więcej masz zadań do wykonania, tym bardziej Ciebie „nie ma”. Nie znaczy to oczywiście, że mamy rzucić pracę i ignorować obowiązki, rozsiąść się na macie i medytować do końca życia. Według zasady św. Benedykta „ora et labora” – praca może być formą celebracji życia, ale trzeba zrezygnować z pośpiechu. Wtedy cel przestaje przykuwać uwagę i zamiast niego pojawia się sens Twojej pracy. Sens to coś, co odczuwasz „tu i teraz”. 5. Wykluczenie sfery duchowej Z pojęciem duchowości związana jest wiara, niekoniecznie w...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy