Dlaczego łatwiej nam być czułym dla innych niż dla partnera?

Na temat

Myśląc o czułości, najczęściej pojawia się skojarzenie: delikatność, troskliwość i empatia. W relacjach wyrażana jest przez subtelne gesty, dotyk czy uważność na drugą osobę. Można powiedzieć, że jest to głęboki wyraz miłości i zaangażowania budujący bliskość, zaufanie, a co za tym idzie – poczucie bezpieczeństwa. Jednak ciekawie jest spojrzeć na czułość także w bardziej techniczny sposób, można nawet powiedzieć diagnostyczny, np. w ujęciu medycznym czy epidemiologicznym będzie to zdolność wykrywania małych zmian. 

POLECAMY

Etymologicznie czułość wiąże się z czasownikiem „czuć” oraz rzeczownikiem „uczucie”, pierwotnie odnosząc się do zdolności odczuwania, a z czasem ewoluowało w stronę serdeczności, delikatności i troskliwości. Rdzeń tego słowa wywodzi się od prasłowiańskiego *čuti, oznaczającego „czuć”, „słyszeć”, „postrzegać”. Wskazuje na silny związek z fizycznym dotykiem, ale także z głębokimi emocjami, a więc ze współodczuwaniem. Ewolucyjnie doszła do tego subtelność. Obecnie oznacza subtelne okazywanie uczuć, bliskość, empatię i uważność na potrzeby drugiej osoby, czyli reagowanie na otoczenie z delikatnością. 

Czułość w relacji

Czułość kojarzy się nam z czymś naturalnym. W języku potocznym brzmi to dość prosto, jeśli kogoś kochamy, jesteśmy dla niego czuli. Tymczasem badania nad relacjami pokazują, że czułość nie jest wyłącznie spontanicznym odruchem emocjonalnym, lecz również kompetencją regulacyjną, zależną od stylu przywiązania, poziomu stresu i kontekstu kulturowego. Można więc podejrzewać, że w bliskich relacjach możliwe jest zarządzanie czułością w zależności od innych czynników czy 
dynamiki związku. Dlatego tak często w praktyce terapeutycznej obserwujemy paradoks, w którym osoby, które potrafią być uważne i empatyczne wobec współpracowników czy znajomych, w relacji partnerskiej stają się szorstkie, zdystansowane czy po prostu wycofane i zamknięte. Dzieje się tak nie dlatego, że przestały kochać, ale ponieważ bliska relacja to dużo większa przestrzeń emocjonalna, w której często doświadczamy przeciążenia, o którym zazwyczaj trudno jest szczerze rozmawiać. W praktyce to oznacza, że łatwiej nam wycofać się z czułości wobec drugiej osoby niż wprost powiedzieć, co leży nam na sercu. Ciekawie to zjawisko tłumaczy teoria przywiązania Johna Bowlby’ego (1969), która zakłada, że relacja partnerska aktywuje w nas ten sam system biologiczny, który w dzieciństwie odpowiadał za nasze poczucie bezpieczeństwa. To oznacza, że osoba partnerska staje się w pewnym stopniu figurą, od której będzie zależeć nasze poczucie bycia ważnym i akceptowanym. W momencie zagrożenia bliskości będą się więc uruchamiać nasze strategie obronne, osoby o stylu unikającym będą się wycofywać emocjonalnie, a osoby o stylu lękowym będą zabiegać do zintensyfikowania kontaktu. To tłumaczy, dlaczego w relacji partnerskiej reagujemy silniej niż wobec innych, stawka emocjonalna jest wyższa, w związku z tym czułość nabiera innego znaczenia niż w relacjach, w których nie ma emocjonalnej zależności.

Autonomia kontra zależność

Warto w tym miejscu zatrzymać się przy napięciu między autonomią a zależnością, które jest wpisane w nowoczesne związki. Żyjemy w kulturze, która promuje samowystarczalność, niezależność, rozwój osobisty i sprawczość. Bycie „silnym” oznacza radzenie sobie samemu, kontrolowanie emocji, rezygnację ze wsparcia. Jednocześnie bliska relacja z definicji opiera się na zależności, w jej dobrym znaczeniu, wzajemnym wpływie, podatności, potrzebie regulacji poprzez drugą osobę. To napięcie bywa źródłem wewnętrznego konfliktu: chcemy być autonomiczni, a jednocześnie pragniemy, 
by ktoś był dla nas bezpieczną bazą. Czułość wymaga zgody na zależność – na to, że potrzebuję drugiego człowieka nie tylko instrumentalnie, lecz emocjonalnie. Dla wielu osób to moment graniczny, bo oznacza odejście od narracji „poradzę sobie sam/sama” w stronę „potrzebuję cię”. Im silniej tożsamość 
oparta jest na autonomii, tym większy opór może budzić rozwijanie czułości. Dojrzała relacja nie polega jednak na rezygnacji z autonomii, lecz na integracji obu tych biegunów, czyli na zdolności bycia odrębnym „ja” w bezpiecznym „my”. Można powiedzieć, że czułość jest w bliskiej relacji dobrem bardzo wysokiej jakości, szlachetnym i pożądanym, w związku z tym nabiera dużej wartości – a jeśli coś w relacji jest pożądane i ma wysoką cenę, to jest duże ryzyko, że zacznie być używane w celu dużo mniej szlachetnym niż jej pierwotne przeznaczenie. Krótko mówiąc, to, co miałoby być budulcem, co ma wzmacniać relacje, staje się walutą, próbą sił w relacji, w której mamy niewypowiedziane pretensje, problemy czy kryzysy.

Studium przypadku: od fascynacji do deficytu ciepła

Wyobraźmy sobie parę: on, skuteczny menedżer, zadaniowy, emocjonalnie oszczędny. Ona, pewna siebie, atrakcyjna, samodzielna kobieta sukcesu. W fazie zakochania pociąga ich wzajemna siła i niedostępność, wtedy dystans działa jak afrodyzjak. W tej fazie dominuje system dążenia, czyli ekscytacja, nagroda i podbój. Z czasem jednak relacja stabilizuje się, np. pojawia się dziecko, zmęczenie, tęsknota za niezależnością. Kobieta zaczyna mówić, że brakuje jej czułości, pragnie od partnera czegoś nowego, czego wcześniej w ogóle nie potrzebowała. Mężczyzna reaguje na to złością, czasem nawet pogardą, w swoim odczuciu daje z siebie wszystko, zapewnia bezpieczeństwo finansowe, jest wierny, czyli w jego odczuciu daje tyle, na ile się umówili. Kobieta przechodzi z fazy namiętności do fazy przywiązania, mężczyzna jest zdezorientowany i nie wie, o co chodzi partnerce. I tu pojawia się ważne pytanie, czy czułości można się nauczyć? To moment krytyczny dla wielu związków. Jedna strona mówi: „Potrzebuję więcej bliskości”. Druga słyszy: „To, co robisz, jest niewystarczające”.

Psychologia rozwojowa i społeczna podpowiada, że znacząca część naszych zachowań relacyjnych jest wyuczona. Teoria społecznego uczenia się Alberta Bandury zakłada, że ludzie uczą się poprzez obserwację modeli, naśladownictwo i wzmocnienie. Jeśli w domu rodzinnym czułość była obecna w postaci dotyku, łagodnego tonu głosu, responsywności, dziecko internalizuje te wzorce jako naturalny sposób bycia w relacji. Jeśli jednak dominowały chłód, zadaniowość, emocjonalna powściągliwość albo przekonanie, że „uczucia to słabość”, w dorosłości czułość może nie być dostępna jako spontaniczne zachowanie w relacji. Nie oznacza to jednak braku zdolności do kochania. Mówi bardziej o tym, że jeśli osoba to sobie uświadomi i będzie chciała zmiany, wówczas stoi przed nią praca do wykonania. Badania nad plastycznością emocjonalną pokazują, że empatii, współczucia i regulacji można się uczyć poprzez praktykę i świadomą korektę wzorców. Oznacza to, że mężczyzna z naszego studium przypadku nie jest „niezdolny do czułości”, po prostu może nie mieć rozwiniętej tej kompetencji w swoim repertuarze, więc jeśli czułość jest czymś nowym, może uruchamiać opór. Zwłaszcza może się tak dziać u osób, których tożsamość opiera się na sile rozumianej jako twardość i zamknięcie emocjonalne. Jest to dość częsta trudność w gabinecie terapii par, ponieważ kultura, w której żyjemy, sprawia, że mężczyźni są socjalizowani do ograniczania ekspresji emocjonalnej, chłopcy mają regulować napięcie poprzez działanie, a nie przez współodczuwanie. W związku z czym zmiana zachowania, otwarcie się na czułość może być odbierane jako zagrożenie dla tożsamości. Z perspektywy systemów regulacji emocjonalnej próba bycia bardziej czułym może początkowo aktywować system zagrożenia: „To nie moje”, „To mnie osłabia”, „Nie jestem w tym kompetentny”. Wymaga to więc pracy i akceptacji dyskomfortu związanego z redefinicją własnej roli w relacji.

Czułość jako zasób zużywalny

Przyjrzyjmy się czułości jeszcze z jednej perspektywy, badania nad samoregulacją pokazują, że zdolność do kontrolowania reakcji jest zasobem ograniczonym. Jeśli przez cały dzień regulujemy emocje w pracy i wobec innych ludzi, w domu możemy mieć już znacznie mniej energii potrzebnej do tego rodzaju regulacji. Osoba partnerska staje się obiektem, przy którym w końcu nie muszę się naginać, mogę odpocząć. Niestety w wielu przypadkach oznacza to, że przy tej najbliższej, najważniejszej osobie przestaję się starać. Autentyczność bywa tu mylona z brakiem regulacji. Tymczasem dojrzała bliskość wymaga współregulacji, czyli zdolności do nazywania napięcia bez ataku i wspólnej pracy nad nim. Należy pamiętać, że czułość – jeśli była obecna w relacji – nie znika nagle, na początku jest coraz mniej dotyku, spojrzeń, ton głosu staje się twardszy. Relacja przechodzi w tryb funkcjonalny, zostaje logistyka życia, która przez długi czas może dostarczać wielu życiowych gratyfikacji, w związku z czym ludzie często przymykają oko na to, że to „relacyjne dobro”, jakim jest czułość, im się wymyka. 

Czy czułość można odbudować?

Badania nad współczuciem i uważnością pokazują, że czułość nie jest wyłącznie cechą temperamentu, tylko kompetencją możliwą do rozwijania. Jej rozwój nie ogranicza się do jednego działania, jest to raczej splot czynności, które mogą nas w tym kierunku poprowadzić. Są to:

  • umiejętność radzenia sobie ze stresem, który pojawia się poza relacją,
  • realistyczna korekta oczekiwań, nie oczekujemy, że nasze życie stanie się od razu komedią romantyczną,
  • poznanie i zrozumienie własnego stylu przywiązania oraz chęć pracy nad nim,
  • gotowość do zobaczenia osoby partnerskiej jako człowieka, a nie projektu. 

Pamiętajmy, że czułość nie jest luksusem ani dodatkiem do namiętności, jest „dobrem szlachetnym” relacji, wyjątkowym zasobem regulacyjnym i stabilizującym naszą więź z drugą osobą. A jak każdy zasób może się wyczerpać, dlatego wymaga ochrony i odnawiania. Dojrzała relacja nie polega na tym, że partnerzy od początku posiadają komplet kompetencji, chodzi o zdolność do wspólnego uczenia się nowych form bycia ze sobą. Oznacza to, że osoba dotychczas unikająca może w bezpiecznej relacji stopniowo rozwijać większą dostępność emocjonalną. Ale zadzieje się tak wtedy, gdy uda jej się odejść od oskarżeń „Jesteś zimny”, „Jesteś niedostępna” na rzecz zaproszenia „Potrzebuję od Ciebie więcej obecności”, „Pragnę Cię lepiej zrozumieć”. Czułość nie jest przeciwieństwem siły, tylko jej regulacyjnym uzupełnieniem, czyli pozwala przejść z relacji opartej na podboju do relacji opartej na wspólnej, bezpiecznej regulacji emocjonalnej. 

Przypisy

    Psychoterapeutka, specjalistka psychoterapii uzależnień, terapii seksuologicznej, polityki społecznej i zdrowia publicznego. Ekspertka Fundacji SexED i Fundacji Edukacji Społecznej, współprowadzi podcasty „W łóżku: rozmowy dopasowane” oraz „Chłopaki też płaczą”. Ekspertka w mediach, autorka artykułów i publikacji naukowych w obszarze seksuologii i zdrowia psychicznego. Ukończyła studia doktoranckie w Instytucie Studiów Społecznych im. Prof. Roberta Zajonca Uniwersytetu Warszawskiego. Wykłada w Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego. Od lat działa na rzecz profilaktyki i rzetelnej edukacji seksualnej, autorka wielu kampanii społecznych, w tym „Projektu Test”, największej polskiej kampanii zachęcającej do badań na HIV.

    POZNAJ PUBLIKACJE Z NASZEJ KSIĘGARNI